Wyróżnione

Skrzyczeńskie rozmyślania

 

Wszystko było „anty” . Wszytko w kontrze przeciwko tej wycieczce na nartach biegowych . Czas , dzień , miejsce , temperatura , halny . Już rozbieram temat na czynniki pierwsze co autor ma na myśli . Piątek – zły początek . Plus 13 , wieje tak , że głowę chce urwać . Do tego niewyspany , bo halny wył w kominie całą noc jak potępiony . Słońce raz jest raz go nie ma , pogodynka straszy deszczem a odwilż we frontalnym ataku . Jak buchnęła tegoroczna zima , jak dosypało nam w górach metr śniegu z dobrym kawałkiem myślałem , że białe szaleństwo na biegówkach będzie trwało do kwietnia . Indyk też myślał o niedzieli ….  Początek marca a tu trzeba poważnie rozpatrywać narciarskie ostatki . Sorry taki mamy klimat 😉

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Skrzyczne – niedawno oglądane z Hali Lipowskiej – luty 2019

Jakoś podświadomie – nieczęsto odwiedzałem Szczyrk , a całkiem świadomie Skrzyczne chcąc je zachować jako wisienkę na torcie . W moich archiwach są dziesiątki zdjęć tej majestatycznej góry . Z każdej strony świata . Bliskość Skrzycznego , związane z nim przygody , wycieczki , wyjazdy na narty odsuwały nieco w czasie napisanie specjalnie dedykowanego Skrzycznemu felietonu z cyklu „Korona….” . I mimo , że dzisiejszą wycieczkę z doliny Żylicy zakończyłem na najwyższym wierzchołku śląskich gór , nie nazwałem tej relacji „Korona Beskidu Śląskiego – Skrzyczne ” . Trafić na tę listę i stać się bohaterem cyklu to zaszczyt , na ten zaszczyt każda z „moich gór”  musi sobie zasłużyć . To nietrudne ale cały imaż Skrzycznego umniejszył skutecznie ośrodek narciarski „Szczyrk Moutain Resort” .  Tak , że „książę Beskidów” – musisz jeszcze poczekać na swoją kolej . 

O3085694.jpg
I Skrzyczne dzisiaj – 08 marca 2019

Z kilku wariantów :  Solisko , Pośredni , Salmopol , Czyrna – jako start wybrałem ten pierwszy . Przyznam szczerze – bo najkrótszy i najłatwiejszy . Wystarczy wdrapać się skrajami tras narciarskich na Halę Skrzyczeńską , a potem już luzik – łatwymi trawersami północnych zboczy na szczyt . Widzę z okna domu te północne stoki Skrzycznego – białe – przez pół roku od śniegu . Dzisiaj będzie podglądanie domu z podszczytowych polan – pomyślałem  🙂 . Ale zanim to nastąpi muszę najpierw za jedyne 10PLN stanąć autem po ośki w błocie na „parkingu” . Potem wystarczy tylko przejść zdewastowanym , choć położonym ledwo w ubiegłym roku „produktem chodnikopodobnym” do dolnej stacji wyciągów – „Solisko”

O3085731.jpg
W okolicach „Cielętnika” marzec 2019

Obserwuję tu chaos , który nazywam „syndromem końca sezonu” . Otoczenie zaśmiecone , śnieg brudny , pełen kamieni , petów i jakiegoś żużla . Prawą , mniej uczęszczaną stroną , z nartami na plecach wspinam się w kierunku dawnego „cielętnika”  ( swoją drogą ciekawe kto pamięta tę nazwę i skąd się wzięła ? 🙂 ) Nart nie zakładam , nie dlatego , że „z buta” jest łatwiej . Dlatego , że ślizgi biegówek po kilkudziesięciu metrach wyglądały by jak tarnik do drewna . Zamiast śniegu , na przełamaniach stoku jest kamień na kamieniu – widzę jak iskry sypią się spod nart zjeżdżających . Dramatycznie wygląda ten dolny odcinek . Jak byłem szczeniakiem , za czasów GON ( górniczego ośrodka narciarskiego ) było znacznie lepiej . Szybko odkrywam powód tego stanu . Jakiś geniusz wymyślił , że trawiaste przed laty stoki trzeba było „przeprofilować” . Buldożerem . Żeby było łagodnie i szeroko . A pod spodem trawiastej łąki  były niespodzianki  🙂 Kamienie . To w górach są kamienie ? Kto by przypuszczał ???  No , no .

Desktop16
Mołtajn rizort łelkam …. 

Kamieni i żwiru jest tak wiele , że nawet zima dziesięciolecia i metr naturalnego plus sztuczny śnieg ( którego baaaardzo skąpi właściciel ) nie są w stanie pokryć trasy zjazdowej w stanie choćby dostatecznym . Inne niewielkie stacje narciarskie takie jak mijane po drodze – Czantoria , Klepki czy Cieńków – wyglądają jak alpejskie kurorty . Idealnie utrzymane mimo odwilży a tutaj ??? Jakim trzeba być nieudacznikiem , żeby przez kilkadziesiąt mroźnych nocy nie naśnieżyć wystarczająco tras ??  Ale stówka za karnet wpada do kasy „od łebka” . Się wzięło , się zaksięgowało – to po co dawać w zamian dobre warunki ? Schodzę jeszcze bardziej na prawo , byle dalej od tego kamieniołomu . Pod resztkami wytrzebionego lasu jest naturalna , nierozjechana warstwa śniegu . Dawną „czerwoną” trasą zmierzam polanami ku Hali Skrzyczeńskiej . Zerkam w kierunku „nartostrad” i zastanawiam się kto przy zdrowych zmysłach przyjedzie tutaj drugi raz ?  powyżej w kolażu – stan trasy narciarskiej i skutki „kamieniołomu” – dziury wyryte do blachy na ślizgach nart  ( na szczęście to nie moje biegówki ) .

O3085691.jpg
Hala Skrzyczeńska – już w ciszy , z nieczynnymi wyciągami 🙂

Hala Skrzyczeńska . W końcu . Tu była knajpka „Akwarium” . Punkt zborny i kontaktowy przed erą komórek . I jakoś żeśmy się znajdywali jeżdżąc na nartach bez telefonów 🙂 . Tu na hali to dopiero wieje , nie to co ta pici dmuchawka w dolinie . Składam ręce do nieba 🙂 Dlaczego ? Bo nowoczesna kolejka Leitner na Kopę nie działa !!  🙂 🙂  Dzięki Ci wietrze !! Swoją drogą za siermiężnego P-R-L-u były tutaj orczyki . Całkowicie odporne na wiatr . Czyżby ten sam jajogłowy geniusz ? „Pan mądra głowa” od buldożerów ? Nie pomyślał , że tu może wiać wiatr ? No popatrz co za pech …  Ale , ale …. na Małe Skrzyczne prowadził zawsze bezpieczny i wiatro-odporny wyciąg  talerzykowy . Jest dalej – no jasne – też nieczynny . Bo wieje . Dwie rzeczy są jednak niezmierzone . Wszechświat i ludzka głupota . Mam namacalne potwierdzenie tezy Einsteina . Szczyrk Mountain Resort Welcome To …. niestety jest żenada na całej linii …. 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
W drodze na Małe Skrzyczne – ostatni plan od lewej Czantoria , Równica

Przebieram spoconą koszulkę , i łagodną niebieską trasą , w niecałe pół godziny jestem pod Małym Skrzycznem . Zero ludzi , zero radia „zet” skrzeczącego z głośników poniżej hali . W końcu jestem jak w domu . Cisza , obok tylko kilku podobnych mnie narciarzy na skiturach i biegówkach . W końcu spokojnie można się rozejrzeć . Na razie tylko na zachód i północ . Widoczność genialna , między chmurami przebłyskuje słońce – na szczyt i do schroniska na Skrzycznem już tylko żabi skok . A tam z pewnością czeka mnie spektakularna panorama żywiecczyzny i tatrzańskich szczytów . 

O3085711.jpg
Skrzyczne – Książę Beskidów 1257mnpm – schronisko , w tle Babia Góra

Skrzyczne . Książę Beskidu Śląskiego . Choć stoję na samym Twoim czubku –  jeszcze trochę wody upłynie w Wiśle , żebyś trafiło jako leitmotiv do cyklu „Korona… trzeba będzie jeszcze kilku prób . Może od Malinki ,  może od Lipowej ? Czas pokaże . Póki co przybijam „piątkę” na drogowskazie z tabliczką :  1257mnpm , z nadzieją na kolejne – piękna góro – szybkie spotkanie . Pamiętaj , że widzę Cię codziennie , przy dobrej pogodzie z mojego okna .

O3085724.jpg
Mała Fatra ze Skrzycznego – „poszarpany” Rozsutec i gładki wierzchołek – Stoh

Wiem , wielka góro , że moim utyskiwaniom nie Ty jesteś winna . Wiem , że to zdeformowane myślenie pazernych nieudaczników z gatunku „homo – mocno – nie – sapiens ” . Z Twoich północnych stoków zrobiono coś co w zamyśle miało być wizytówką Szczyrku , a wyszedł ( póki co mam nadzieję ) pseudo kurort zwany pretensjonalnie „mołtajn rizort” . Wiem też , piękna góro , że jeśli człowiek chce – to może pogodzić i hotele i wyciągi , i atrakcje dla turystów z naturalną przyrodą , da się też zadbać o bezpieczne , urozmaicone trasy narciarskie . I takiej zmiany myślenia życzę zarządcom . Kończę pastwienie się nad tym kołchozem . Ale  – już w domu sprawdziłem na skiinfo opinie o tym ośrodku , bo myślałem , że po prostu mam zły dzień i wszystko odbieram na „BE” , ale jeśli na 130 ocen , sto jest jednoznacznie negatywnych  to znaczy , że syf , pazerność , kiepskie zarządzanie i bylejakość – tutaj to standard .  https://www.skiinfo.pl/slaskie/szczyrk-czyrna-solisko/opinie.html?review_id=49175

O3085718.1.jpg
Ten widok zrekompensował wszystko …..

Jednego nie dało sobie Skrzyczne popsuć . Widoków . Wystarczy stanąć na szczycie i zerknąć na wschód i południe . Od razu świat staje się piękniejszy . Cały świat podany jak „na tacy” . Tatry wydają się być na wyciągnięcie ręki choć to ponad 100km w linii prostej . Rozrzucone jak klocki lego , domki nad jeziorem żywieckim . Wielki Rozsutec w słowackiej Małej Fatrze rekompensują potężną skuchę zaaplikowaną wcześniej . Waga plusów i minusów dzisiejszej wyprawy stabilizuje się na plusie . Wracam pustymi trasami . Zieloną nartostradą do Hali Skrzyczeńskiej .

O3085726.jpg
Jezioro Żywieckie ze Skrzycznego

Biegówki to nie są narty zjazdowe . Taka stara prawda z cyklu „tyz prowda” . Żeby złapać równowagę na nartach o szerokości 49mm na trasie zjazdowej – fest  trzeba się „postarać” . Cały odcinek do hali poszedł mi jednak jak z płatka . Po drodze dopadł mnie deszcz i śnieg zbity w krupę śnieżną , pełny przekrój , do wyboru do koloru . Niebieska – w teorii trudniejsza trasa w stronę „cielętnika” też okazała się banalna – mimo mokrego śniegu i slalomu od sasa do lasa – spowodowanego brakiem śniegu . „Przeprofilowane” trasy są dobre na biegówki a nie jako trasy narciarstwa alpejskiego . Patrzę teraz na na nartostrady z punktu widzenia zjeżdżającego .  I co ? Na zjazdowych nartach to bym się tu nieźle wynudził . Szału absolutnie nie ma . Dla rodzin z małymi dziećmi – a i owszem taki dłuższy stok „Krasnoludek” dobry do nauki . Takie też muszą być … bo nie każdy jak ja – miał to szczęście urodzić się „od razu” z zapiętymi nartami …. 

O3085721.jpg
Takie rzeczy tylko w Beskidach …. 🙂 

Ciau piękna góro , do zobaczenia wkrótce..

 

Reklamy
Wyróżnione

I niech mówią , że to nie jest miłość…

…. o żywieckich halach – Rysiance , Lipowskiej , Redykalnej ….

Ósmy lutego . Ostatnie godziny wyżowej pogody , a planowanie tego „konkretnego” dnia na wycieczkę było aż !!  tydzień temu … Od tygodnia mam „motylki w brzuchu” – nakręcony na spotkanie i wspólną z Pawłem wyprawę .  Przecież wszystko może wziąć w łeb … Wystarczy zgniły niż , halny , czy inna atlantycka frontowa wilgoć i będzie „po ptokach” . Dywaguję nad pogodą dlatego , że wizyta Pawła w „moich” górach zobowiązuje . Przecież zapewniłem go , że zobaczy złote beskidzkie słońce i stukilometrowe panoramy . Jak to by wyglądało jakby nie dopisała pogoda ?? … skucha byłaby na maksa , i obciach na całej linii . Mój dzisiejszy gość miałby niezły ubaw i być może nawet zwątpiłby w powtarzaną przeze mnie do znudzenia tezę  , że Beskidy to najpiękniejsze góry na świecie … zresztą powiedzenie znacie …

O2085417.jpg
Żabnica .

Whatever …. w mroźny , trochę zamglony ranek spotkaliśmy się w dolinie Soły , żeby wspólnie przedreptać ładnych parę kilometrów w zimowej scenerii po górach , lasach i polanach między Węgierską Górką a Rajczą . I mimo , że poranek jest kompletnie nijaki i do tego mdły jak szary sos do wojskowej fasolki – to ciągle mam nadzieję , że może jednak – jednak , moje układy , układziki i nieformalne znajomości zawarte z zielonymi , górskimi aniołami – przyniosą nam piękną pogodę . Marzy mi się żeby znowu dobre beskidzkie duszki – tym razem w kwestii meteo – przychylnie mnie wysłuchały .

O2085422.jpg
Żabnica , przy nadleśnictwie . Czy to beskidzki dobry duszek ??

Żabnica . Zagubiona beskidzka dolina . Najpierw kawałek leśną drogą , potem ścieżką  , ledwo-ledwo wydeptaną w metrowych zwałach śniegu , wspinamy się na wielkie , wysoko położone hale żywieckich Beskidów . Nie mięło czasu mało-wiele , żebym o mało nie wywinął piruetu siadanego , na twardym , zmrożonym i śliskim śniegu . W moment wspólnie ustalamy , że obaj mamy w plecakach ten sam „epokowy wynalazek” czyli raki na buty . No raczki – ustalmy – zresztą jakby nie nazwać tego stalowo – łańcuchowego bajeru –  bez jego pomocy podchodzenie byłoby istnym konkursem „spiral śmierci” na tym śniego-lodzie . Pewnie z biegiem czasu obaj opanowalibyśmy tajniki potrójnych „flipów” , „tulupów” i podwójnych axli . Zwłaszcza w parach sportowych ….. ale dzisiaj trening glebowania figurowego nie jest naszym celem . Poza tym podnoszenie lassowe i twistowe Pawła stanowiłyby nie lada wyzwanie 🙂

O2085430.jpg
Dolina Żabniczanki

Blisko trzygodzinne drapanie się pod górę jest zawsze w ostatecznym rozrachunku nieco dłuższe niż wynika z mapy , zawsze trzeba się wgramolić nieco wyżej niż by wynikało z poziomic i zawsze jest nieco trudniej niż by się człowiek spodziewał . Malowane znaki szlaku co chwila gubią się pod niesamowicie grubą pierzyną śniegu . Połowa ( mniej więcej ) świerkowych wierzchołków połamana jak zapałki pod ciężarem niedawnych , potężnych opadów śniegu . Smutno wyglądają tak niedawno pokiereszowane lasy . 

O2085433.jpg
Dużo , dożo śniegu . Półtora metra ? Może więcej

Calusieńki czas przez las . Raz gęstszy , raz rzadszy , raz trawersem , raz wąską ścieżką , młodnikiem , starym stuletnim lasem , mozolnie gramolimy pod górę pokonując na prawdę spore przewyższenie . Słońca jak nie było tak nie ma . Jakąś minimalną nadzieję , żeby niebo choć trochę się przetarło dają spojrzenia na północ , w kierunku śląskich Beskidów – tam zawsze tej zimy miałem to szczęście , że świeciło słońce . Nie inaczej jest dzisiaj , pokazuję Pawłowi gdzie Skrzyczne , Barania i Malinowska Skała . Ale gruba warstwa ciemnych chmur nie puszcza ani jednego promyka w żywieckie góry . Trudno – polegnę jako meteorolog . Jeszcze jak bym miał urodę wystylizowanych pogodynek z telewizji – być może Paweł by mi wybaczył ? A tak ? Sam się wystawiłem na odstrzał jak dzik z ASF-em . Ech , życie . Wysokościomierz dobija do 1200 metrów . Znaczy się koniec wspinaczki bliski . Przełęcz Pawlusia już na wyciągnięcie ręki . Przełęcz Pawłowa  – brzmiało by lepiej  – na cześć mojego gościa , ale nie podejmuję się tematu zmiany starej nazwy . Jedno co pewne , to że leśna ścieżka przechodzi do historii , a rozległa polana pozwala się rozejrzeć po okolicy . Coś  widać w okienkach między chmurami . Nawet jakieś niebieskie refleksy błąkają się po niebie nad Romanką .  Hmmm może – może duszki i aniołki jednak posłuchały  ??? 

O2085440.jpg
Z Pawlusiej przełęczy w kierunku Romanki – czubki drzew – połamane – ósmy lutego 2019

Południe . Kilkanaście minut po południu . Nadzieja w serce wlewa się pomalutku , że jeszcze nacieszymy oczy – zawieszając wzrok na tych bliższych i dalszych górach . Póki co , na tle Pilska niewyraźnie szczerzymy się do samowyzwalacza . To takie starodawne selfie jakby kto nie wiedział  ( przyp. tłumacza ) 

O2085436.jpg

Hala Rysianka , schronisko . Stare i z „duszą” . Z taką duszą jaką pamiętam ze szczenięcych lat . Tu wrzątek dalej za darmo 🙂  Jest skarbonka na datki „co łaska” – i pewnie każdy coś wrzuci , tym bardziej , że cała zawartość puszki idzie na charytatywny cel . Inne schroniska – te z mniejszą duszą – dawno już wprowadziły opłaty za wrzątek . Pierwszy raz jak zobaczyłem wycenione w złotówkach ćwierć litra gorącej wody to pomyślałem , że kończy się epoka prawdziwej turystyki . Owszem , były argumenty „za” . Roztaczały one obraz plagi wycieczek niosących setki torebek z „gorącym kubkiem ” , nachodzące stadami właścicieli schronisk i żerujące jak sępy na wrzątku i na ich dobrym sercu . Tradycja – zapomniane trochę słowo kazało zawsze dać turyście nocleg , nawet na korytarzu i kubek wrzątku . Tutaj , na Rysiance komercja nie połknęła jeszcze tradycji . Aż mi lepiej od tego 🙂

O2085453.jpg
Hala Rysianka

Kawa , radler , szarlotka … należy się nam jak psu micha . Tymczasem tresowane , schroniskowe koty czają się jak futrzane sępy nad moją bułkę z mielonką . Bezskutecznie . Dieta Mruczku… BMI masz mocno zawyżone , a ja mam tylko jedną …. no sorry . Siedzimy przed wielkim oknem „patrzącym” na południe . Nie widzieliśmy się od sierpnia , więc gadamy bez ustanku , jak nie przymierzając baby , a może po prostu jak starzy przyjaciele , o wszystkim . I wypatrujemy słońca i błękitnego nieba . Coś tam się przeciera , bo norweska pogodynka głosiła na popołudnie czyste niebo „clear sky” . A tam za oknem chmury i chmury … chyba nawet Norwegowie są omylni …..

Dobra , zjedzone i wypite . Ruchy , kluchy leniwe – mówię sam do siebie , bo Paweł młodszy , jego poganiać nie trzeba . Nie jesteśmy nawet w połowie drogi a tu prawie druga po południu . Kierunek Hala Lipowska  i Rajcza . Wychodzimy na zewnątrz . I mówię sam do siebie : WOW ! . Jak ja nie cierpię tego słowa . Ale spojrzenie na północny zachód wywołuje zachwyt . Góry najlepiej uczą , że nie wszystko na tym świecie da się racjonalnie wytłumaczyć . Nad schroniskiem niebo . W obłędnym odcieniu błękitu .

O2085454.jpg
Schronisko z duszą na Rysiance 08 lutego 2019

Bo w górach – jak w życiu – wszystko ma swój czas . Bo Beskidy najlepiej uczą, że nie wszystko na tym świecie da się racjonalnie wytłumaczyć . Głowy zaczynają nam się kręcić dookoła . Patrz tam na prawo ! Patrz na lewo ! I tam ! . Szczęki powoli szykują się żeby opaść z hukiem na podłogę . Śnieżną podłogę . Doczekaliśmy się . Po cichutku w duszy szepczę do zielonych beskidzkich aniołów . Dziękuję Wam ! Jesteście wielkie !

O2085460.jpg
Mała Fatra – początek seansu 
O2085483.jpg
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Doznajemy nieopisanego słowami uczucia nieograniczonej wolności . Obcego mieszkańcom równin . Wiem , że być może trochę podpadnę , ale przyznajcie …. kto z Was widział ostatnio świat dokoła siebie w promieniu stu kilometrów ? Kto z Was widział z Krakowa w jednej chwili i Katowice i Tarnów ( ukłony dla Pawła )  ? Albo z Wrocławia jednocześnie i Opole i Legnicę ? Z Elbląga – Gdańsk i Olsztyn w jednej chwili ??? Niemożliwe . Tylko góry dadzą taką wolność . 

O2085478.jpg
Babia Góra z Hali Lipowskiej

Dostało się od nas i Babiej Górze . W teorii powinna się nam jawić gdzieś na horyzoncie przez cały czas wycieczki . Ale strzeliła zmierzła baba focha i chowała się w chmurach . W końcu jak się pojawiła, to  skwitowałem krótkim , męsko-szowinistycznym zdaniem . Babo , przecież mieliśmy Cię z Pawłem dwa razy w zeszłym roku , a Ty się teraz wstydzisz ?? Przecież fajnie było – przyznaj 🙂 

O2085485.jpg
Mała Fatra po raz drugi …
O2085519.1.jpg
Niskie Tatry po raz pierwszy … po prawej – Wielki Chocz – Góry Choczańskie – 08 lutego 2019 

Tatry trochę nas zawiodły . Czy żałuję , że ich nie było dobrze widać ? Nic z tych rzeczy . Ich mniejsi krewni – Niskie Tatry – Chopok , Dumbier i Kralowa Hola wynagrodzili nam widoki , nawet z nawiązką . Z pod morza chmur podglądały nas skaliste słowackie góry , a my nie pozostaliśmy im dłużni . Zachwyt ? To za małe słowo . Widoki na południe i wschód były ekscytujące . 

O2085514.jpg
Chopok – Niskie Tatry i ośrodek narciarski Jasna . 90 kilometrów ? Coś około tego

Tymczasem moje serce spogląda w drugim kierunku , patrząc na północ i zachód – tam są przecież „moje” najukochańsze – Śląskie Beskidy  . Chodź Paweł ,  przejdźmy te kilkaset metrów po głębokim śniegu . Nie pożałujesz . Zobacz jak pięknie wygląda Barania Góra i Skrzyczne …

O2085501.jpg
Barania Góra i Malinowska Skała widziane z okolic Hali Redykalnej
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Skrzyczne – książę Śląskich Beskidów 08 lutego 2019

Bo Beskidy nie są zwykłym , standardowym pięknem. One są pięknem ponad inne piękna . Jeżeli kochasz góry , to wszystko w nich jest cudem , i zauroczenie , i miłość , i przyjaźń , sami w ich objęciach stajemy lepsi . Żeby kochać góry , nie trzeba ich koniecznie widzieć . Jak w miłości . Jeśli kocha się istotę najdroższą , niekoniecznie musisz ją widzieć czy słyszeć , jak do nas mówi – wystarczy sama jej obecność . W górach jest podobnie – one istnieją i to wystarcza.

O2085504.jpg
Wieka Rycerzowa i Wielka Racza z okolic Hali Redykalnej

Niezapomnianych wrażeń krocie dały nam dzisiaj Beskidy . Dały nam czarodziejski przepych swej niezrównanej piękności , spokój i powagę szczytów , dzikość i śmiałość fantastycznych wierzchołków  , bajeczne bogactwo barw i światła , pozaziemski czar księżycowej nocy . Gdzieś czytałem , że Bóg stworzył cały świat z niczego , a gdy tworzył góry –  użył okruchów gwiazd .

O2085549.jpg

O2085546.jpg

A to wszystko , przez cały ten urokliwy dzień było udziałem dwóch najnormalniejszych pod słońcem facetów . Których , jeśli spotkacie błąkających się gdzieś „na mieście ” , nigdy nie posądzicie ich o to , że mają takiego fioła .

O2085559.jpg

O2085565.jpg

Skończyliśmy wycieczkę w całkowitym mroku . Naszym udziałem stał się zachód słońca , zmrok i beskidzka noc . Ten dzień to był kompletny „odjazd” . I niech mówią ” że to nie jest miłość …. że to się tylko zdaje nam…. ” 

O2085567.jpg
Dobranoc , do zobaczenia wkrótce

 

Wyróżnione

Korona Beskidu Śląskiego – Malinowska Skała

… czyli wernisaż rzeźb śniegowych  …

Nawet budzik był zbędny . Tak się nakręciłem na następną wycieczkę po górach , na przejechanie się na nartach po szlakach wokół beskidzkich „tysięczników” , że już o siódmej rano miałem wyspane oczy i co więcej –  wielkie jak srebrne jednodolarówki . Oczy gotowe na przygodę . Przeturlałem się na prawy bok uchyliłem powiekę , i mój wzrok spotkał się ze wschodzącym z nad śląskich gór słońcem . Nie będzie dzisiaj „dosypiania” , nie będzie funkcji „snooze” . Nic z tych rzeczy – „No way” . Przez kilka dni , tak  układałem sobie sprawy , żeby bieżącemu tygodniowi skraść jeden dzień – i przeznaczyć go tylko dla siebie . Tak samolubnie – a co ! Dzisiejszy biznesplan ? Perła w koronie śląskich gór – Malinowska Skała

O1305395.jpg
1152 metry nad poziomem morza – Malinowska Skała – 30 stycznia 2019

Pierwszym celem – Biały Krzyż ( Weisses Kreuz ) na Przełęczy Salmopolskiej . Droga prowadząca z Wisły na Salmopol jest najwyższą dostępną komunikacyjnie szosą w Beskidzie Śląskim , zaś po przełęczy Lipnickiej (Krowiarki) pod  Babią Górą  – drugą najwyżej położoną drogą w całych polskich Beskidach . Na tej drodze widoki nigdy nie zawodzą . Dzisiaj , wyryty wirnikowymi pługami głęboki na półtora metra śnieżny tunel zasłaniał nieco okolicę . Przydałoby się trochę wyższe auto 🙂

O1305329.jpg

O1305330.jpg
Zakaz ruchu 🙂 Nie dotyczy psich zaprzęgów …. Przełęcz Salmopolska 30 stycznia 2019

Od niemal miesiąca w śląskich górach rządzi zima . Taka prawdziwa , jak to dawniej bywało . Metr śniegu to standard . Tu , na przełęczy jest go co najmniej 140-150cm . Im wyżej tym więcej , tam gdzie zawiało zaspy może być nawet i dwa i pół metra . Od kilkunastu lat nie było takiej bajkowej zimy .

Jak pytam znajomych , przyjaciół , rodzinę – prawie nikt nie lubi zimy . Powodów ? Tysiące . Skrobanie zamarzniętych szyb trwa całą wieczność ! Zmarznięte palce u rąk i nos po każdym wyjściu z domu? Taaa , znamy to dobrze . Tu Cię zawieje , tu zmokniesz… Odśnieżanie przed domem , zakichana zmiana opon w samochodach . Czapki , szaliki …. sól na drogach… breja z roztapiającego się śniegu.

O1305347.jpg
Pod Malinowem 30 stycznia 2019

Mimo tylu argumentów „przeciw” zimowej aurze – jestem i będę w opozycji , jestem i będę mniejszością i  razem z nielicznymi , będę niedobitkiem , ostatnim mohikaninem  i klinicznym przypadkiem fanatyka białego „paskudztwa” . Należę do tych dewiantów , którzy lubią zimę …. Pewnie dlatego , że najpiękniejsza zima na świecie mieszka w najpiękniejszych górach świata – w Śląskich Beskidach .

O1305350.jpg
Widok na południowo/zach  zbocze Malinowskiej Skały 
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Zielony Kopiec … następny w kolejce do „korony”  🙂 30 stycznia 2019
O1305364.jpg
Jeszcze raz Zielony Kopiec z pod siodła pod Malinowską Skałą

Pewnie czekacie na argumenty „za” …  Mimo , że lubię „zabawy” z polskim językiem , tym razem jednak pozwolę sobie użyć zamiast słów – znacznie cięższej artylerii . Obrazów . Widoków , które skusiły mnie dzisiaj , żeby odwiedzić góry na granicy między Wisłą a Szczyrkiem . Przywabiły i zbałamuciły mój „techniczny” umysł  , oczarowały i zakręciły w głowie . Bo śląskie góry – jak żadne inne – potrafią , kreować obrazy . Obrazy fascynujące , hipnotyczne i urzekające . Zwłaszcza jeśli ( przypadkiem lub celowo )  pójdziesz na wycieczkę i utrafisz tak harmonijny , słoneczny czas . Los podarował mi kolejny mroźny i słoneczny dzień , w krainie nieskażonej bieli i lazurowego nieba . Tej zimy , passa sprzyjającej aury zdaje się być nieskończona .

O1305371.jpg

O1305372.jpg

Innych szczęściarzy , którym dany był ten bajeczny dzień , policzyłbym na palcach . Kilkunastu ? Z pewnością nie więcej . Tymczasem wokół mnie , widoki zaczynają przypominać galerię sztuki . Galerię wyrzeźbionych śniegiem , wiatrem i mrozem postaci , przedmiotów , ich zawikłanych form , i zupełnie nierealnych kształtów .

O1305381.jpg

O1305380.jpg

Pogmatwana fantazja natury nie zna granic . Oglądanie tych złudnych kształtów , nie nazwanych ludzkim językiem i kompozycji śniegowych – to intrygujące doznanie . Tych obrazów zmyślonego świata przyrody nie oddadzą ani słowa , ani fotografie . Choć próbuję zapisać je , na elektronicznej kliszy aparatu , mam zbyt mało narzędzi i umiejętności  , żeby udokumentować dzieła sztuki jakie widzą moje oczy.  

O1305389.jpg

O1305391.jpg

Wyjście w góry w taką bogatą zimę z kilkumetrowymi zaspami – tak z buta – „na piechotę” po to żeby zobaczyć te fantazyjne kształty , jakie śniegowi nadaje natura – to nie najlepszy pomysł . Znacznie lepszym środkiem transportu przy takiej ilości „wody w proszku” – są narty . Możecie znaleźć się w pewnym momencie na rozstaju dróg  jak poniżej , i wybór tej właściwej  jest niezwykle trudny . „I ta kusi , i ta nęci ” . Wybrałem ten ślad po lewej 🙂 Ten wybór wydłużył moją wycieczkę o co najmniej godzinę .

IMG-20190130-WA0005
Koreański smartfon też daje radę w kwestii zdjęć – widok na Zielony Kopiec 30 stycznia 2019

Wiem co mówię , posłuchajcie… idąc na nartach – wydawałoby się – przetartym przez jednego narciarza szlakiem , miejscami zapadałem się powyżej kolan . W pewnej chwili powalone drzewa , zmusiły mnie do odpięcia nart i przejścia między kilkoma leżącymi świerkami na piechotę . I to był najgłupszy pomysł tego dnia . Pierwsza narta odpięta , odpinam drugą i bach … w sekundę zapadłem się do białego puchu po pachy . Niby nic , po prostu wpadłem w głęboki śnieg . Dopiero po chwili zdaję sobie sprawę , że gdyby nie gałęzie powalonych drzew – znalazłbym się w pułapce . Możesz się oprzeć na kijkach ??? Podpowiada mi głowa – tak , ale kijki 145cm zapadają się całe , a ręka po łokieć . Co najmniej dwadzieścia minut wykopywałem się z białego potrzasku , drugie tyle łapałem oddech po wyjściu ze śnieżnych sideł .  Od razu zapaliła mi się czerwona lampka . Wywrotka w takiej głuszy zadziała jak lep na muchę – to labirynt prawie bez wyjścia . 

O1305397.jpg
Malinowska Skała , w głębi Skrzyczne – 30 stycznia 2019

Wczłapałem w końcu na szczyt Malinowskiej . Z powrotem będzie już z górki , więc fraszka – igraszka . Drugie śniadanie znika w moment . Gorąca herbata . Stoję na szczycie i nie poznaję „SKAŁY” . Bez śniegu – to na prawdę spora wychodnia skalna . Dobre pięć , czy sześć  metrów wzrostu , dzisiaj ledwo wygląda spod śniegu malutki kamyczek . Dla porównania – poniżej zdjęcie z tej samej perspektywy – autorstwa Magdy – nieco bardziej od beskidzkiejsalamandry – zbzikowanej na punkcie gór  🙂

KBŚ-Najlepsze-na-koniec-21.jpg
Malinowska Skała – źródło http://www.wiecznatulaczka.pl

Zjazd w dół , przez przełęcz pod Zielnym Kopcem to już „bułka z masłem”. Co prawda w bułce z masłem , trafił się zakalec w postaci gleby , i wciągnięcia pod kurtkę odrobiny „białego proszku ” a potem otrzepywania się ze śniegu . Przyzwyczajony jestem . To nie pierwszy i nie ostatni raz 🙂 . Jeszcze rzut oka na Magurkę i halę Radziechowską , na ostatnie śniegowe rzeźby …..

O1305403.jpg
Magurka Radziechowska i Hala Radziechowska z przełęczy pod Zielonym Kopcem

Oj , jak ja nie lubię wracać z Beskidów . Zawsze łapię dołka kiedy kończy się  taki dzień . Dzisiaj trochę szczęście się do mnie uśmiechnęło . Oprócz tych niesamowitych wrażeń , widoków , i przygód „po pachy w śniegu” poznałem bratnią duszę z Wisły . Heńku – to była przyjemność poznać Cię i przejechać się z Tobą na nartach po naszych cudnych górach . Pewnie nasze „biegówki” jeszcze kiedyś się skrzyżują 🙂 Pozdrowienia .

O1305373.jpg

 

 

 

 

Wyróżnione

Przełęcz Kubalonka

… czyli co zobaczyła Alicja po drugiej stronie lustra?

W tym roku „Blue Monday” czyli najbardziej depresyjny dzień roku wypada w trzeci poniedziałek stycznia . Zresztą jak co roku . Chwila , chwila – znaczy kruca bomba – dzisiaj . Wyjrzałem za okno , wystraszony nieco taką perspektywą . Bleee….. koszmar , nie inaczej ….. minus dziesięć , mgła . Smog jak smok …. Motywacji do pracy ani grama . Druga kawa . Motywacji  po małej czarnej przybyło aż !  0,16 miligrama . Norma chęci do pracy zaniżona o 842% . Poziom pyłu zawieszonego przekroczony o dokładnie tyle samo . Pierwszy krok do zniechęcenia i apatii wydaje się być zrobiony ? Nieee… nic z tych rzeczy . Rzucam wszystko i jadę w góry .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Na miejskim ratuszu – smog jak smok – 21 stycznia 2019

Szybko ubieram ciepłe , merynosowe wynalazki , napełniam termos , prowiant wzięty , narty nasmarowane , auto odmrożone . Kierunek Istebna , trasy narciarskie na Kubalonce , za nieco ponad pół godziny będę już na miejscu . Tymczasem mijam Wisłę , a niebo jak na złość – nic a nic się nie przeciera . Chmurno , mgliście , nieprzyjemnie , minus jedenaście . Marzy mi się – jak Alicji – skoczyć za białym królikiem i trafić w inny , bajkowo piękny świat górskiej zimy . Niereal­ne ? Ale takie właśnie marze­nia zap­rzątają moje myśli , dając nadzieję na zais­tnienie niemożliwego .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Wisła – w Wiśle Obłaziec 21 stycznia 2019

Nie policzę ile razy „moje” góry przyjemnie mnie zaskoczyły , właściwie zaskakują mnie przy każdym z nimi spotkaniu . Nie inaczej dzieje się dzisiaj . Nagle , ciemna i chmurna dolina zaczęła jaśnieć w oczach . Wjeżdżałem serpentynami na przełęcz , a chmury jak w przyspieszonym filmie stawały się najpierw jasnoszare , potem żółte , w końcu oślepiająco białe . W przeciągu dosłownie kilku minut – mgła , i zgniłe , ciężkie , smogowe powietrze nagle się rozstąpiły . Instynktownie opuściłem osłonę przeciwsłoneczną . W ostatniej chwili . Słońce pojawiło się tak nagle jak błysk atomowej eksplozji . Jakby ktoś wyciągnął je z worka , kosmiczne wrażenie .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Przełęcz Kubalonka – 760mnpm w głębi Girova – Czechy
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Kompleks tras biegowo – biathlonowych na Kubalonce 21 stycznia 2019

Najlepsze w okolicy miejsce na biegówki , szerokie , świetnie utrzymane , urozmaicone trasy na przełęczy między Wisłą a Istebną zastałem rozpromienione blaskiem słońca . Ośnieżone drzewa skrzyły się świetlistymi refleksami , a kopy świeżego puchu migotały jak ogniki w kryształowym zwierciadle . Aaa…… rozumiem już –  więc tak wygląda druga – świetlista strona lustra .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

I ten oszałamiający błękit …  kolor natury , wody i nieba . Takiego lazurowego nieba nie ogląda się codziennie …  a wierzcie mi , wiem co mówię .  Surrealistyczne ale prawdziwe… . Tak igrają sobie ze mną śląskie góry – po prostu rozpusta dla zmysłów . Szybko ściągam rzepy z nart . Lekkie , przyciemniane okulary na nos , klik – klik , wiązania zapięte i hulaj dusza – piekła nie ma .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Barania Góra Zielony Kopiec i pasmo Skrzycznego 21 stycznia 2019
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
To właśnie lubią tygrysy 🙂

Przede mną szeroka słoneczna polana i kilometry zjazdów , podbiegów i leśnych trawersów . Rezerwuję sobie trzy godziny , wyłączam telefon i wpadam w objęcia bajecznej zimy , beskidzkiego lasu i boskiej słonecznej aury . Tak – to właśnie „tygrysy lubią najbardziej ” . Bardzo ciekawe , idealnie utrzymane i zróżnicowane  „pętle” , dostępne są dla każdego  . Wszystko gratis . Niewiele aktywności może być tak przyjemnych i uruchamiać takie bogactwo endorfin jak narciarstwo biegowe , może kiedyś bardziej rozwlekę się nad zaletami biegówek . Ale to kiedyś… bo póki co – wokół mnie są przede wszystkim niezapomniane widoki , pejzaże , panoramy i beskidzkie plenery . Również wszystko gratis.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Okno w śniegowych zaspach – a w oknie 🙂 Tatry

A miałem się dołować w Blue Monday . Pewnie , że można by się zakopać pod koc i przeczekać „skisły” dzień , ale wybrałem inne rozwiązanie . Na przekór aurze , pod prąd i trochę wbrew logice . Pogoda w górach to zawsze loteria . Dzisiaj z pewnością wyciągnąłem wygrany los .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

To również jeden z niewielu dni w roku , kiedy z wierzchołków „moich gór” widzialność w tak czystym powietrzu przekracza sto kilometrów . Nie było obok mnie nikogo , kto nie zachwyciłby  się widocznymi w oddali majestatycznymi szczytami Tatr i słowackiej Małej Fatry .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

I powiedzcie , jak teraz z własnej woli , bez przymusu wracać do domu ? Po takim dniu ?  Po takich widokach , wrażeniach , po bajecznych , unikalnych chwilach spędzonym po drugiej stronie lustra ?  Tylko szczypiące od słońca i mrozu policzki i niezapomniane obrazy , jakie zostały w pamięci podtrzymają morale i stan ducha , tam w dolinach – „w cywilu” do następnej wyprawy w Beskidy . W każdym razie jeszcze o mnie usłyszycie . Niebawem . 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Wyróżnione

Takie buty !

… czyli jak , a zwłaszcza „czym” – można również uszczęśliwić faceta ?

Przeszły ze mną kilka tysięcy kilometrów . Na moje „oko” , lekko licząc jakieś cztery tysiące . Z hakiem . Takim góralskim hakiem.  W każdą porę roku . Wytrwały tropikalny letni skwar i syberyjskie mrozy .  Wspólnie zaliczyliśmy kilkadziesiąt kąpieli wodnych , trochę mniej błotnych… I nie zawiodły . Ani razu . Polegałem na nich przez z górą pięć lat – jak na Zawiszy . Prawdziwi przyjaciele . Nazwałem je „Kajtki” od marki . Kilometry razem przebyte …. po śniegu , po kamieniach , po klamrach na skałach . W deszcz i palące słońce . Prawy przeszedł ze mną ponad dwa tysiące kilometrów i lewy , też dwa tysiące . Razem cztery . I to z hakiem . Takim góralskim.

Kilka lat  temu pewne wydarzenie wstrząsnęło światem .

Tam , gdzie chodzę niewiele jest ludzkich śladów

Nawet pisał o tym  Brzechwa :

Pojechał Maciek pod Częstochowę,

Tam kupił buty siedmiomilowe.

Co stąpnie nogą – siedem mil trzaśnie,

Bo Tazok takie buty miał właśnie.

Szedł pełen dumy, szedł pełen buty,

W siedmiomilowe buty obuty.

Nie będziemy się nudzić 🙂

Jednakże  czcigodnemu Panu Brzechwie – jako humaniście , takie pojęcia jak wytrzymałość materiałów , tarcie , czy nacisk kilogramów na centymetr kwadratowy  były obcymi , a i nieubłagany czas siedmiomilowym butom też dał się we znaki . Vibram starł się aż  „do białego” , zmęczyła membrana . Czas na zasłużoną emeryturę . Widziały kawał świata . Niejeden człowiek nie widział i nie przeszedł tylu dróg , ścieżek , leśnych duktów i ( a może zwłaszcza ) bezdroży .

… i co z tego że się droga kończy ?

Niejednokrotnie tylko Gwiazda Polarna , mech na kamieniach i róża wiatrów wskazywały Im a przy okazji mnie właściwy kierunek . Gościńce , trakty i podejścia były dla nich jedyną racją bytu , racją ich istnienia . Służyły wiernie , tak jak potrafiły –  jak para najwierniejszych psiaków .

Ich misja dobiega końca . Wchłonęły w swoim życiu kilogramy wosku i impregnatów . Przesiąkły wilgocią górskich łąk , opalały się w słonecznych promieniach – kiedy wysychały . Mimo wieku i końca i swojego posłannictwa te wyjątkowe buty , pachną zupełnie odmiennie niż inne stare kamasze . Pachną żywicą , jodłowymi szyszkami , beskidzkim wiatrem i wiadomo – orchideami . Zatrzymały w sobie aromat jesiennych ognisk i pieczonych kartofli  , a kiedy przyłożysz do nich ucho – usłyszysz w nich – jak w morskiej muszli – szum górskiego strumienia.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Przy całym Ich dorobku – żadne z nich „gwiazdy” czy „celebryci „ Żadne tam wypasione za pierdylion PLN-ów mega odjazdowe „trekkingi” . Kupowane nierzadko tylko po to by „błysnąć” na Krupówkach dobrą marką i odblaskowymi wstawkami  . Przez lata nabrałem pewności , że  buty to  najważniejsza część ekwipunku , bardzo indywidualnie dopasowana do oczekiwań . Tak więc wybór ich następców musiał być rozsądny , rozważny i świadomy . Te „stare” zasłużyły na to , żeby ich następcy nie zawiedli mnie w czasie wędrówek , a ja w zamian chcę tylko tego by te „nowe” były mi przyjaciółmi równie wiernymi jak ich poprzednicy .

o1075124.orf
Nówki sztuki – Kajtusie 🙂 .  Pasują jak ulał – 07 stycznia 2019

Też pozostałem wierny i pewny w stu procentach temu , że nie wdepnę – dosłownie i w przenośni – w – …  wiadomo co … Czas na nowe pokolenie . O tym samym szewskim DNA . Dokładnie takie same .  Kropka w kropkę . Witajcie , fajnie że jesteście – sklonowane idealnie – co do ułamka skórzanego chromosomu – nowe siedmiomilowe Kajtki . Wasze prawdziwe życie dopiero się zaczyna . Nie będziecie siedzieć w ciemnej szafie . Zapewniam .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Właśnie dzisiaj , siódmego dnia stycznia zacząłem kontynuować z całkiem nowymi Kajtkami swoją górską przygodę . Urwaliśmy się z pracy . Na parę godzin . Żeby się „Kajtusie” trochę rozeszły i przypasowały , żeby przylgnęły do moich stóp jak druga skóra .  I żeby zobaczyły co je czeka w przyszłości . Widziały dzisiaj skrawek  najpiękniejszych gór świata –  oto Śląskie Beskidy w zimowym anturażu .  I jak tu nie pozazdrościć im przeznaczenia ??

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
W drodze na przełęcz Karkoszczonka 07 stycznia 2019
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Brenna Bukowa 07 stycznia 2019

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Tymczasem u nas sypie, sypie i końca nie widać 🙂 Oj będzie się działo  !!

 

Wyróżnione

Wilcze echa – część 1

z pozdrowieniami dla Grażki …..

Pierwszy stycznia . To miał być tylko kilkugodzinny , całkowicie niewinny noworoczny spacer. Na szybko wymyślony . Choćby po to , żeby uzupełnić kule dla ptaków , które niedawno wypatrzyłem , zawieszone przez kogoś na drzewach w głębokiej beskidzkiej dolinie . Pretekstem styczniowej wycieczki mogły być również historyczne kamienie graniczne Komory Cieszyńskiej , rozsiane po okolicznych pagórkach . Zresztą …. każdy powód jest dobry , żeby wyjść górom na spotkanie , nawet w taką psią pogodę . Plus dwa – trzy stopnie , siąpi wredny deszczyk , drobne krople zacina silny zachodni wiatr . Szaro , buro , mokro . W ślōnskij gŏdce – po prostu „łoszkliwie” .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Kamień graniczny komory cieszyńskiej – Teschner Kammer – będzie o nich więcej na beskidzkiejsalamandrze

Po śniadaniu stałem chwilkę z nosem przyklejonym do szyby . Słuchałem przekomarzania się mojego serca z rozumem . Oczywiście kibicowałem sercu , sam podsunąłem dwa argumenty , które przeważyły . Pierwszy – że nie jestem z cukru i się nie roztopię na deszczu . Drugi , w odpowiedzi na pytanie  …” ale właściwie po co chcesz opuścić ciepłe pielesze i leźć w ten słotny dzień gdzieś w nieznane ? ” – ten już absolutnie nie do zbicia – Bo tak ! Bo mam taki kaprys 🙂 . Jeszcze tylko herbata do termosu , spakowanych do plecaka kilka niezbędnych utensyliów z „tex-em” w nazwie , i w niewiele ponad kwadrans stanąłem u wylotu tajemniczej breńskiej doliny . Wiele lat temu – nazwałem tę doliną – „doliną do jelenia” a przełęcz na jej końcu – „chłodną przełęczą ” 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
W bramie Doliny do jelenia – 01 stycznia 2019

Wokół nikogo . Psia pogoda skutecznie odwiodła innych wędrowców od łażenia po błocku , wśród kapiących za kołnierz kropel deszczu i brnięcia w mokrym śniegu . Już na początku zimy , jeszcze w listopadzie , zauważyłem , że u wejścia do głębokiego wąwozu ktoś kochający zwierzęta zawiesił na drzewach kule z pokarmem dla ptaków . Przezornie zabrałem do plecaka dwa takie przysmaki i życząc Dosiego Roku – uzupełniłem skrzydlatym przyjaciołom zimowe zapasy .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Zmiana strefy klimatycznej 🙂

Wzdłuż wartkiego i szumiącego strumienia – którego dawno już nie pamiętam tak wesołego i tak głośno szumiącego – bo pełnego po brzegi życiodajnej wody , powolutku zapuszczam się w coraz większą głuszę . Im wyżej , tym las stawał się coraz bardziej zimowy . W końcu , tuż za paśnikiem niewielka warstwa śniegu była już wszędzie wokół mnie i na ścieżce , którą sobie obrałem wchodząc pod górę . Ludzkie ślady zostały w dolinie ,  za to , na mokrym śniegu wyraźnie odznaczały się zwierzęce tropy . Tu sarnie kopytka – malutkie jak naparstki , gdzie indziej znacznie większe – ślady jeleni . Górski las choć zdaje się być na pierwszy rzut oka –  uśpiony i niemal zupełnie pusty – żyje swoim życiem …

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Są też i psie ślady . Wyraźne . Klasyka – jak „pod psem pogoda”  – to i psie ślady – normalne . Wspinając się stromym trawersem do krainy śniegu coś nagle zaprząta moją głowę . Wielkie te psie łapy – pomyślałem … Przyłożyłem dłoń do śladu – i wtedy wszystko zaczęło układać  się jak dopasowane puzzle . Kilkanaście innych mniejszych i większych „psich” łap wymieszanych z sarnimi tropami , wielkie , wyraźne , ostre pazury . Odciski ludzkich butów – też są – ale tylko moje .

20190101_124430
Wilcze echa – Brenna 01.01.2019

Wilków nie było w tej dolinie ze dwadzieścia – może więcej – lat . Czyżby wróciły ?? 🙂 🙂  Zanim powiem sakramentalne – Tak !! – muszę zdobyć jeszcze kilka niezbitych dowodów.  Zaczynam podążać za odbitymi na śniegu łapami , zapuszczam się w coraz gęstszym lesie . Ścieżka dawno przeszła do historii . Co chwila doświadczam jak bardzo nieporadny jest człowiek – zimą – wśród dzikiego lasu . Jak bardzo jest niezdarny  na swoich dwóch nogach w takiej gęstej puszczy – do tego – stromej , śliskiej i zarośniętej . Co innego czworonogi , którym próbuję dotrzymać kroku . Kolejne tropy rozwiewają moje wątpliwości .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Jestem już pewien . To wilki . Stemple ich łap odbite na śniegu , są niemal dokładnie takie logo pewnej firmy . Wilcze ślady prowadzą mnie w coraz większe ostępy . Czy się boję ? Nie wiem ….  sama sytuacja , tajemnicze i odludne miejsce raczej wyzwalają olbrzymie pokłady niezaspokojonej ciekawości niż lęku . Gramoląc się pod górę natrętnie zżera mnie fascynacja . Fascynacja tym niezwykłym miejscem . Wkroczyłem w Ich zaklęte rewiry . Jakby były w pobliżu , wyczułyby mnie już na początku wyprawy , także spokojnie – nic nie mów – powtarzam sobie – słuchaj i patrz . Drobinki szarej sierści przylepione do żywicznego , świerkowego pnia mówią mi : ” idziesz w dobrym kierunku ” . Koncentracja 110% , oczy same kręcą się dookoła głowy . Widzę ciemną plamę wygrzebaną w chruście – to chyba wilcza ostoja – ich legowisko .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Tu spały 01.01.2019

Ale jazda ! Wiedziałem , że wilcza wataha grasuje po śląskich górach . Były zgłoszenia z Istebnej i z masywu Skrzycznego , ale że spotkam ich ślady aż tak blisko !! Pod samym nosem !! Kilka / naście  kilometrów od domu . NatGeo Wild . Moje ciało i duszę wzięła w swój jasyr – ekscytacja . Idę dalej po śladach , tym razem stromo w dół strumienia . Widzę krople krwi na śniegu ….

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Jeśli miałem jeszcze cień niedowierzania , czy to aby na pewno „Wilcze Echa” – to  ten widok całkowicie je rozwiał . Moje uczucia są mieszane . Rozdarte pomiędzy biedną sarną , a dzielnym myśliwym – basiorem  . Pocieszam się , że pewnie sarna była bardzo słaba , i tak nie przetrwałaby zimy . Za to Jego , małe dzieci – wilcze szczenięta nie będą chodziły głodne tej zimy .

20190101_132656

20190101_132148

Las ma swoje milczenia
i wielką białą ciszę
lecz gra czasem hymn smutku
gdy się mocno kołysze

Las wspina się ku niebu
długie lata też rośnie
żeby potem już stary
mógł zaszumieć radośnie

Żeby potem gdy słońce
nad górami hen gaśnie
mógł spragnionym marzenia
ludziom zaszumieć baśnie

Żeby wyszumiał ludziom
wszystkie bóle ducha
albo w ciszy milczeniu
ich spowiedzi posłuchał

autor:  Yeja

Czas wracać . Żegnam się z tajemniczą doliną na „Chłodnej Przełęczy” . Zataczam wielkie koło wokół „Jeleniego strumienia” . Uśmiecham się sam do siebie , bo przecież miał to być tylko kilkugodzinny , całkowicie niewinny noworoczny spacer . Na szybko wymyślony . Podobnie jak tytuł tej opowieści . Ciekawe co to mogą oznaczać te słowa  :  „część pierwsza” ?? 🙂

20190101_141402
Do zobaczenia 🙂

 

Wyróżnione

Share ? Podziel się ?

Opisywanie jest jak używanie . Niszczy . Blakną kolory , zacierają się kontrasty , brzegi i ranty tracą ostrość  . W końcu to co opisywane również zaczyna blaknąc i zanikać. Dotyczy to zwłaszcza miejsc . Ogromnych spustoszeń dokonała literatura przewodnikowa. Bedekery zniszczyły i zadeptały piękne ustronia na zawsze , wygumkowały te miejsca z naszej planety . Informatory , wydane w milionach egzemplarzy i setkach języków – osłabiły miejsca, zatarły ich kontury , skradły im to – co było w nich baśniowe , zabrały ich magnetyzm. Kiedy przyroda jest przestraszona, kiedy delikatne środowiska ulegają degradacji – są to oznaki zużycia .

Beskidzka bukowa arkadia

 

Beskidzki źródlany raj

W swojej naiwności sam zająłem się opisywaniem „moich” magicznych miejsc , kiedy potem do nich wracałem usiłując wziąć głęboki oddech , kiedy próbowałem nastawić ucho by usłyszeć ich szemrania , by zachłysnąć się ich intensywnością – przeżywałem zawód. Dlatego trzeba bardzo uważać . Najlepiej nie używać nazwy , trzeba kluczyć i kręcić , by nie kusić do nieodpowiedzialnych pielgrzymek .

Beskidzki koziołek

Naturę i piękne miejsca wiele osób zaczęło postrzegać jako kolejny produkt do skonsumowania . Beskidzkie lasy to jedne z ostatnich naturalnych świątyń natury , dlatego należy je chłonąć w ciszy i skupieniu , tak jak w sanktuarium , z szacunkiem do cudów jakie się tu widzi………… Prawda jest straszna – opisać – to znaczy zniszczyć . Dzisiaj , ukryte zakątki śląskich gór są ósmym cudem świata – jutro , po kolejnym tłumnym „sezonie” … cóż  tam znajdę ??? Rozjechaną pod parking łąkę , martwe polany , kurz i zeschłe ogryzki …..

Beskidzki , borowikowy Rajski Ogród

Mam sobie dużo do zarzucenia . Nikt inny jak tylko człowiek ma wobec przyrody więcej możliwości i mocy niszczycielskiej niż twórczej . Mogę nieświadomie , zachwycony beskidzką naturą – zadeptać te cuda . „Niechcący” .  Dzielić się dobrem – to wielka przyjemność . Tylko muszę to robić rozważnie , odpowiedzialnie i z umiarem .

Beskidzka  księżniczka

 

Beskidzka  kraina „Królowej Śniegu”

Jak w tej mądrej reklamie – wszystko w naszych rękach…


Wyróżnione

Róbmy swoje

Trudno . Podpadnę . Ale nie mogłem się już doczekać kiedy nadejdzie ten dzień , że powiem „basta” – i odwieszę grzybowy kosz na kołek . Że w końcu nadejdzie ten czas , kiedy oddam się bez reszty  temu , co najbardziej mnie fascynuje . Górom . Ich cudnym strumieniom , żyjątkom wokół tych strumieni – pluszczom i pliszkom , salamandrom i traszkom , głowaczom i pstrągom . Górskim lasom , w których żaden boletus czy xerocomus nie rozproszy już mojej uwagi . Styknie . Najbliższe pół roku poświęcę wyłącznie temu co naprawdę jest dla mnie ważne – Beskidzkiej Przyrodzie – tej ożywionej  – dostrzeganej czasami przez co bardziej spostrzegawczych „cywilów”  i tej nieożywionej , skutecznie kryjącej przed się ludzkim wzrokiem . Bo choć znaleziony prawdziwek zawsze wymaluje uśmiech na mojej twarzy , to nie wywoła takiego ogromu wrażeń jakie wszystkim moim zmysłom dostarczy widok , szum i dotyk zimowego wodospadu ukrytego w głębokiej dolinie . A beskidzka przyroda bywa bardzo , bardzo zazdrosna . I zaborcza .

Beskidzki wodospad w dolinie Leśnicy

Oddaję więc swoją duszę , swój czas i swój zapał –  w leasing – zielonym beskidzkim aniołom –  drzemiącym gdzieś w leśnych kapliczkach – w niech mnie prowadzą i dadzą energię do coraz lepszego poznania gór  – „od podszewki” a nawet głębiej . Będę szukał w górach skarbów , których wcześniej nie dostrzegłem , skarbów przyrody i natury , które są tuż , tuż , ale wymagają wprawy , cierpliwości , i czasu aby się im dokładniej przyjrzeć . Mam teraz czas , aby oddać Beskidom część siebie , tak jak One dają mi od lat – swoją cząstkę . Każdy człowiek powinien być dawcą i odbiorcą. Nie pełniąc tej podwójnej roli , czułbym się jałowy .

Potok Gościradowiec Ustroń – wiosna 2018

Człowiek będący częścią przyrody powinien dostrzegać i szanować panującą w niej harmonię i wolność. Świat przyrody to wielki, obracający się mechanizm . Życie się budzi , przemija , daje życie innym. Gdzieś przeczytałem , że w każdej istocie tkwi odrębna zasada życia . Gdyby człowiek nie „uczłowieczał” przyrody , to nie smuciłby się nigdy nad jednodniowym życiem owadów , ale starał się zrozumieć zasadę ich życia . Bo nierzadko przeznaczeniem życia sarny jest ginąć w kłach wilka , a wody krążyć w przyrodzie . Zasadą życia skały jest ulegać erozji , a kilkusetletniego dębu spróchnieć . Jak wygląda ten cykl u człowieka ?  We współczesnym świecie wydaje się niemożliwy do poznania . Każdy konsumuje jak potrafi , jak mu wygodniej i według własnych reguł , a najczęściej przy całkowitym braku reguł . Fakt , że człowiek stanął na szczycie łańcucha pokarmowego ( bez podtekstów ) utrwala w nim przekonanie o władzy wszechmocnej i wzmaga konsumpcjonizm.

Człowiek , to w takich okolicznościach – nie brzmi dumnie

My , ludzie jesteśmy zależni od przyrody , a przyroda od nas, ponieważ stanowimy jedną, niepodzielną całość . Czy ludzkość potrafi się odnaleźć w tym ciągle zmieniającym się świecie i czy zmiany czynione przez człowieka są twórcze, czy też destrukcyjne ? A może nie nam , ludziom , oceniać co twórcze, a co destrukcyjne…

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Mam takie dywagacje głeboko w nosie . Bo filozofowanie niczego nie zmieni . Załączane tu i ówdzie zdjęcia świństwa , jakie zostawiają po sobie niektórzy ludzie i bulgotanie w komentarzach , że tak się nie godzi , to zwykłe trzepanie piany i nic nie wnoszące gadanie „dziada do obrazu” . Zamiast grafomańskiego nawijania makaronu na uszy , potrzebny jest wielki worek na śmieci ( najlepiej pięć worków ) , rękawiczki , czas i przeświadczenie , że to co robisz ma sens . Niby niewiele . Całego świata nie da się „posprzątać” ale mój – „beskidzko-salamandrowy” okruszek  ziemi będzie czysty .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Twój też może taki być . Ten Wasz kawałek leśnego raju na Śląsku , na Pomorzu czy na Mazowszu , czy staruszek – nadodrzański dąb – https://www.lenartpawel.pl/dlaczego-nie-szanujemy-starych-drzew.html – każdy z nich proszą się o Waszą pomoc . Nie ma się co wstydzić „brudnej roboty” . Najtrudniejszy jest ten pierwszy krok . Potem idzie z górki . Od Was tylko zależy jak będzie wyglądał las , do którego chodzicie na spacery .

Dolina Hołcyny – w mglisty dzień , w listopadzie 2018

Mnie wystarczyło kilka godzin , na świeżym powietrzu , i zaliczone kilka kilometrów wzdłuż nurtu , żeby strumień w breńskiej dolinie wyglądał tak jak powyżej , a nie jak na wcześniej załączonych zdjęciach . Żeby górski nurek – pluszcz ze zdjęcia poniżej nie musiał wić na wiosnę swojego gniazda z foliowych torebek . Mark Twain powiedział , że człowiek to jedyne zwierzę które się rumieni . I jedyne , które ma za co. 

Pluszcz – upodobał sobie górskie strumienie

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Moje / Nasze / starania ,  jakie dotąd – po cichu i w samotności – czyniliśmy dla górskich rzeczułek i dla ich mieszkańców – popierają nie tylko pstrągi i głowacze . Jest duża i aktywna grupa tych , dla których przyszłość naszych wód jest szczególnie ważna .  Beskidzkasalamandra została przyjęta niedawno do Koalicji Ratujmy Rzeki . Skupia ona organizacje , naukowców , osoby , samorządy i instytucje , dla których los polskich rzek i ekosystemów wodnych jest istotny . Zajmuje się ochroną polskich rzek , potoków , obszarów wodno-błotnych i źródeł . „U źródeł” – dosłownie – to rewir dla beskidzkiejsalamandry , tu gdzie zaczyna się dewastacja rzek , które ”nagle” na swoim czterdziestym kilometrze stają się ściekiem .

Obejrzyjcie jeden z filmów Piotra Topińskiego – koalicjanta KRR – filmu o beskidzkich potokach i zagrożeniach jakie funduje im cywilizacja . Przybliży Wam przedmiot i cel Naszych działań . Edukacji w tym względzie – nigdy za wiele .

źródło : spodlady.pl

A worki z „pamiątkami” ?? – były , są i będą . Ale jestem pewien , że dzięki tej idei będzie ich coraz mniej . 

 

Wyróżnione

Muchomor czerwony

…. czyli strach ma wielkie , czerwone oczy

Cudna , oszałamiająca barwami jesień , A ty chowasz się przystojniaku pod liśćmi . Na nic Twoje starania , i tak Cię beskidzkasalamandra wypatrzy wśród jesiennych , październikowych grzybów . Będziesz i Ty muchomorku miał swoje pięć minut ….  Bo kiedy , jak nie teraz . Złota polska jesień – to Twoje dni . Ależ ty jesteś krasny . Esencja elegancji i estetyki . Jedyny taki , czerwony , piękny i …. groźny – bo większość mieszkańców współczesnej Europy , włączając w to Polskę , niezależnie od poziomu wykształcenia , uważa że muchomor czerwony to śmiertelnie trujący grzyb , a jego spożywania powinno się unikać za wszelką cenę .

Tymczasem , niezbyt znana zasada Paracelsusa – ojca medycyny – mówi , że tylko wielkość dawki określa czy dana substancja jest trucizną czy lekarstwem . Jeśli by tylko ostrożnie zastosować tę zasadę do tego wspaniałego grzyba , można by porzucić nasze  czarno-białe myślenie.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
W Beskidach , w październiku 2018

Od razu powiem , nie odważyłem się jeszcze przyrządzić z niego potrawki , nalewki , czy cremebrulee 🙂 . I chyba długo nie będę na to gotowy , choć nasze – ludzkie – związki z tym niesamowitym grzybem sięgają tysięcy lat przed naszą erą . Od zawsze przykuwał ludzkie spojrzenia , od zawsze otaczali się nim czarownicy , szamani i znachorzy . Bo w odpowiednich dawkach potrafi uleczyć , w innych zatruć , w jeszcze innym stężeniu wprowadzić w trans , dać nadludzką siłę lub spowodować „odmienny stan świadomości” .  To najbardziej rozpoznawalny na świecie grzyb , a wiemy o nim tak niewiele – pomyślałem i za namową Kazansky ego  postanowiłem nieco to zmienić . 

amanita_petroglyph1
Petroglify odkryte na Syberii mają 6 tysięcy lat . Przedstawiają ludzi „upojonych” muchomorami czerwonymi

Plemię Koriaków – ludu syberyjskiego – opowiada sobie z ojca na syna – taką przypowieść o początkach doświadczeń z muchomorem : „Wielki Kruk napotkał fokę i nie mógł wysłać jej z powrotem do jej morskiego domu , bo nie miał siły unieść worka z trawą , która była dla foki prowiantem na drogę. I Wielki Kruk zwrócił się do najwyższego bóstwa Vahinina o pomoc. I Vahinin odrzekł mu: `Idź na równinę koło morza a tam znajdziesz białe łodygi z nakrapianymi kapeluszami . Są to duchy Wapaq. Zjedź kilka a one ci pomogą`. I Wielki Kruk poszedł. Wtedy Bóg splunął na ziemię i z jego śliny wyrosły muchomory. Wielki Kruk odnalazł grzyby , zjadł je i zrobiło mu się wesoło. Muchomor powiedział do niego `Jak to, nie możesz podnieść worka?`, `Tak, właśnie jest` odpowiedział mu Kruk. `Ja jestem silny, pójdę i podniosę worek` odparł Wapaq. Poszedł , podniósł worek od razu i wysłał fokę do domu a następnie pokazał Krukowi jak tego dokonał i jak foka powróciła do swych towarzyszy . Wtedy Wielki Kruk rzekł: `Niechaj muchomor pozostanie już na ziemi i niech moje dzieci widzą to co on zechce im pokazać`

Nikt już nie opowiada takich mitów , XXI wiek przyniósł za to pojęcie „etnofarmakologii” ….

siberian_shaman
Kobieta – szaman z Kamczatki ( Rosja ) podczas rytuału nad muchomorem – źródło https://www.mushroomstone.com/

Bo muchomor czerwony – Amanita Muscaria to więcej niż tylko leśny przystojniak . To grzyb symbol . Przez wieki muchomor czerwony był i nadal jest symbolem wielu religii , sztuki , architektury . Grzyb znany dziś jako muchomor czerwony był znany od początku historii . Pod swoją czerwoną skórą w charakterystyczne białe cętki kryje potężny halucynogenny środek . Stąd jego szamańsko-religijne użycie wśród niektórych syberyjskich plemion . W ostatnich latach , sam grzyb , jego związki chemiczne oraz jego własności – zarówno te ekscytujące jak i te depresyjne – zostały klinicznie zbadane . Zostało stwierdzone,  że wywołują u ludzi pobudzenie zdolności percepcyjnych , tak że widzisz obiekty o wiele większe lub znacznie mniejsze niż w rzeczywistości . Muskaryna i kwas ibotenowy –  wzmacniają ludziom postrzeganie kolorów a dźwięki są znacznie intensywniejsze . Istnieje ogólne poczucie siły , zarówno fizycznej , jak i mentalnej , zupełnie poza normalnym zakresem ludzkiego doświadczenia .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Gdzieżby indziej ? Jasne , że w Brennej – październik 2018

Według Wassona religijne używanie grzyba Amanita muscaria było szeroko rozpowszechnione zarówno w Starym , jak i w Nowym Świecie . Ten niezwykły grzyb , jak wykazał Wasson , miał  być tajemniczym boskim brzemiennym bóstwem , zwanym Soma , czczonym przez indoeuropejskie ludy , nazywane Aryanami . Wasson napisał  : „Wierzę , że Soma był grzybem , Amanita muscaria u nas zwanym muchomorem , Fliegenpilz-em u Niemców , fausse orange lub tue-mouche u  Francuzów , mukhomor-em , u Rosjan. Ten płonący czerwony grzyb z białymi plamkami , które łopoczą na jego czapeczce , jest znany na całym świecie i często opisywany jako śmiercionośna trucizna , ale jest to fałsz , jak sam mogę to potwierdzić

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Brenna , dolina Leśnicy w połowie października 2018

Muchomor czerwony , pomimo , że zaliczany jest do grzybów trujących , działa różnie , zależnie od dawek . Surowy i suszony ma właściwości silnie halucynogenne – dlatego był świętą rośliną szamanów syberyjskich . Wywołuje jednak wymioty oraz nudności . Aby tego uniknąć , plemiona Syberii zamiast jeść grzyb , piły napary z suszu muchomorowego , lub piły mocz osób , które już „wzięły” muchomora . Miał działanie halucynogenne , ale nie dawał skutków ubocznych . Czarownik , który wprowadził do organizmu odpowiednio spreparowane muchomory , widział przyszłość , kontaktował się z duchami przodków i był we władzy duchów mieszkających w lesie i w samych grzybach . Ostatnio ukazało się kilka artykułów potwierdzających , że są miejsca na świecie , na przykład okolice Nagano w Japonii , gdzie gatunek ten jest uznawany za cenny grzyb jadalny pod warunkiem ugotowania go w dużej ilości osolonej wody .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Żywieckie muchomory , październik 2017

Sam spotkałem na swojej „leśnej drodze” amatorów tego typu eksperymentów , i mam nadzieję ,że jeszcze kiedyś spotkam tych samych smakoszy .

Bo tak naprawdę muchomor czerwony nie jest taki trujący jak się powszechnie sądzi . Zawiera różne związki trujące , ale po pierwsze w niezbyt silnych stężeniach, szczególnie jeśli chodzi o owocniki jesienne , a po drugie związki te , przyjęte razem, nawzajem nieco się neutralizują . Porażają , owszem , system nerwowy i mogą powodować nawet paraliż , ale zwykle są to objawy przejściowe . U osób , które spożywały muchomory czerwone nie zanotowano trwałych uszkodzeń narządów wewnętrznych . Żeby naprawdę zatruć się tymi grzybami dorosły człowiek musiałby zjeść przynajmniej kilkanaście dużych okazów. Jednak nikomu nie polecam eksperymentów z grzybami na własnym ciele bo to jest zbyt niebezpieczne .

001chris

Świat pełen jest teorii spiskowych . Że Elvis żyje , że Masoni , że Trójkąt Bermudzki . Każda jest równie zagmatwana , brawurowa i awanturnicza . Można obok nich przejść obojętnie malując sobie kółko na czole , ale można też spróbować wysłuchać argumentów – tej dziwnej – nieco surrealistycznej drugiej strony . W przypadku muchomorów wystarczy wysłuchać tych argumentów – i wyłowić te , które są zastanawiające i prowokują do snucia domysłów . Co powiecie na ten obraz powyżej ? To dwunastowieczny przedni ołtarz , przedstawiający Chrystusa i Dwunastu Apostołów (Kolekcja Museu Nacional d’Art de Catalunya , Barcelona ) . Zwróćcie uwagę , że wszystkie dwanaście par oczu Apostołów są utkwione lub wpatrujące się w to , co dwóch XX wiecznych uczonych : Wasson i Allegro niezależnie , uznali za zakodowane grzyby Amanita muscaria , „Ukryte w zwykłym widoku” w szacie i nogach Jezusa Chrystusa . Hmmm nawet jeśli to tzw. szukanie dziury w całym , spójrzcie na następny obraz :

Soma in Orthodox churches

Powyższy kolaż jest przykładem tego , jak prawosławne kościoły oddają hołd kształtowi , kolorowi i proporcjom – niemal identycznym – jak przymioty grzyba Amanita muscaria . W cerkwiach traktuje się go symbolicznie i przedstawia jako Drzewo Życia . Grzyb , jego barwa , zarys i jego cechy zewnętrzne stanowią niemal w każdej cerkwi  bramę portalową , ba więcej – w prawym górnym rogu – stał się tłem  dla gołębicy – Ducha Świętego

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Śląskie , beskidzkie AMANITY ….

IMG_5651
versus piękne mazowieckie muchomory – fot Kazansky

Polska nazwa muchomorów nie jest przypadkowa . Kiedyś mieszano go z mlekiem i z muchomora czerwonego sporządzano wabik i trutkę na muchy . Muchy przy nim padały jak martwe , ale w rzeczywistości były po prostu silnie odurzone i po jakimś czasie „ożywały” . Zwabione jego lekko-słodkim zapachem kosztowały trunek po czym padały . Jednak nie ginęły . Mówiąc kolokwialnie – FAZA! Okazało się , że muchy jechały sobie tylko na „bad tripa” ,  były jedynie sparaliżowane przez kilka dni , po czym wstawały i odlatywały w swoim kierunku .

Z kolei łacińska nazwa pochodzi od substancji chemicznych zawartych w tych grzybach, a dokładniej od muskaryny i muscymolu.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Lepiej zjeść to co w koszu , zamiast tego co rośnie obok . We wrześniu 2018  w Beskidzie Śląskim

Proszę , na zakończenie – potraktujcie ten felieton jako zwykłą ciekawostkę . To typowy przykład głuchego telefonu , coś tam słyszałem  , po swojemu zrozumiałem i dzielę się tą swoją wiedzą . To nie jest poradnik etnobotaniki i etnofarmakologii . Bo grzyby i ich właściwości są tak różne jak różni są ludzie i ich osobowości . Dlatego spożywanie grzybów zwłaszcza konsumpcja niektórych enteogennych  grzybów nie jest dla wszystkich , a w szczególności powinni się wystrzegać tego ludzie niedoświadczeni , mniej dojrzali emocjonalnie, słabi psychicznie i ze skłonnościami do depresji bądź paranoi. I prawdą jest , że choć grzyby nie uzależniają fizycznie ( no może za wyjątkiem grzybobrania 🙂 ) , jednak mogą powodować przyzwyczajenie psychiczne, a w wielu przypadkach jedzenie może zaprowadzić prościutko do „wariatkowa”, nieraz na całe życie.

IMG_5656
Fot : Robert Kazański

Skąd się biorą na kapeluszu białe kropki? Jest to pozostałość po „czasach młodzieńczych”. Młode osobniki pokryte są białą koronką, błoną, albo profesjonalniej osłonką, która podczas wzrostu grzyba zostaje rozerwana i uniesiona po czym przylepia się do kapelusza rozciągając się wraz z jego dalszym wzrostem. Owocnik nosi jej szczątki potem na sobie aż do końca swojego żywota. Jej szczątki to właśnie białe kropki .

I jeszcze jedna prośba – dajmy im rosnąć w spokoju –  to jedne z najpiękniejszych leśnych grzybów – powtarzając za wieszczem Adamem …. ” one zwierza pasą , i gniazdem są owadów i gajów okrasą ….. Ni wilczych , ni zajęczych nikt dotknąć nie raczy , A kto schyla się ku nim, gdy błąd swój obaczy , Zagniewany, grzyb złamie albo nogą kopnie ; Tak szpecąc trawę , czyni bardzo nieroztropnie ”

 

 

 

 

Wyróżnione

Pan Zamszowy

….czyli chroniony goryczak z „czerwonej listy”

 

Dzisiaj może będzie trochę nietypowo , ale chcę Wam przestawić myko-przystojniaka , którego spotykamy w Beskidach . Od zawsze znaliśmy go z Panią mego serca – Sznupokiem , zbieraliśmy i nazywaliśmy : „ grzyb ziemny „ . Jego właściwa nazwa to goryczak purpurowozarodnikowy , choć częściej chyba słyszy się nazwę : grzybiec . Rośnie w lasach iglastych i mieszanych, rzadziej w liściastych , w ściółce pod świerkami , często „koleguje” się z jodłą i bukami . Spotkacie go na kwaśnych glebach , szczególnie w rejonach wyżej położonych . Owocniki Pana Zamszowego wyrastają od czerwca do listopada

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Pan Zamszowy – grzybiec purpurowozarodnikowy pod Grabową – w październiku 2018

Jest absolutnie wyjątkowy , wygląda jakby go skrojono z najlepszego gatunku matowego aksamitu , wydaje się jakby był lekko przydymiony lub może lepiej powiedzieć – okopcony dymem , nawet w wilgotne dni trzyma fason zamszowego eleganta . Nos nigdy mu się nie świeci , mimo , że  nie używa pudru. Wizażystka nie miała by z nim zachodu , by przygotować go do występu – przed wejściem na wizję . Mimo , że to borowikowaty pełną gębą , nie sposób go pomylić z żadnym innym , jest ciemnoszary ze szczyptą brązu, czasami niemal czarny , o zapachu wilgotnej ziemi.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
W dolinie Dobki .

Lubi towarzystwo , rzadko spotykamy go rosnącego solo . Mimo , że jest jadalny , a u nas , w śląskich górach stosunkowo częsty , nie zbieramy go by zasycić głód . Wśród borowikowatych wyróżnia się związkiem chemicznym o innym składzie.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Brenna , w lipcu 2017 , w wieczornym słońcu.

Jest gatunkiem zagrożonym , wpisanym w wielu krajach , w tym w Polsce na czerwoną listę , więc i Wy , jeśli go spotkacie dajcie mu rosnąć dalej . Proszę , zastosujcie wtedy foto – grzybobranie , może i Waszym obiektywom uda się go upolować jak wygrzewa się w wieczornym słońcu , jak ten nasz , swego czasu spotkany w Brennej.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Też w lipcu ale 2018 , też w Brennej

Ciemnobrązowy niemal czarny , ciemny trzon  , śnieżnobiały pod cienką skórką i ciemne rurki pod kapeluszem – to również Jego znak rozpoznawczy , lekko sinieje przekrojony. Zanim dowiedzieliśmy o jego obecności na czerwonej liście , zbieraliśmy go jak  podgrzybki , czy zajączki . I jedliśmy . Mea culpa . Z racji miejscowej nazwy „grzyb ziemny” – faktycznie przypomina smakiem , a może bardziej zapachem świeżą „wzruszoną” ziemię . Moim zdaniem nie jest gorzki , niesmaczny ani przykry w smaku . Jest specyficzny i łatwy do rozpoznania „pod językiem” . Traktowanie Go jako niejadalnego lub trującego to brednie . Ale nie zachęcam , ze względu na jego rzadkość występowania do „napychania żołądka” Panem Zamszowym . Niech cieszy Wasze oczy  – życząc wielu wrażeń na grzybobraniu – pozdrawia Was – beskidzkasalamandra

tmavohrib-obycajny-xxx1006
Tmavohrib Obycejny 🙂 – żródło naturfoto cz.

 

 

Wyróżnione

Głowacze białopłetwe – bioindykatory

….czyli żywe wskaźniki czystości środowiska

Tak , to woda . Dla mnie woda to początek wszechrzeczy na świecie . Na zdjęciu jest WODA . Chemik powie : widzę tlenek wodoru 🙂 , taki koktail złożony z dwóch atomów wodoru i jednego tlenu . Ja powiem Wam w sekrecie , że jest na tym zdjęciu jest znacznie więcej niż tylko woda – to obraz szczęśliwego  domu , mieniącego się kryształowymi odblaskami i pachnącego migotliwą wilgocią wczesnej jesieni . To zdjęcie domu – jednego z czterech żywiołów – zadbanego i niezwykle czystego . Tam co wieczór , wodna hacjenda tuli do snu swoich mieszkańców jednostajnym szumem srebrzystych wodospadów . Szczęśliwi , którym woda daje taki cudny dach nad głową . To breńska dolina Leśnicy . Dzisiaj . Chcecie poznać mieszkańców tego bajecznego domu ??

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Jesienne niebo w zwierciadle leśnickiego potoku 28 września 2018

Jest symbolem nieskończoności, odrodzenia, nowego życia. Kojarzy się z morzem , rzekami , jeziorami , z deszczem i śniegiem , również ze łzami , z krwią , limfą . Jest płynna , a zatem również zmienna, nieprzewidywalna. Raz opada, innym razem wzbiera, raz jest łagodna, jakby uśpiona, innym razem wzburzona, groźna. Zupełnie jak kobiece emocje. Woda to ten spośród czterech żywiołów któremu przypisuje się energię żeńską. Woda jest ściśle związana z księżycem, który ma wpływ i na kobiece cykle, i na przypływy morza. Obdarza uczuciowością, czułością, wrażliwością intuicją – dzięki temu żywiołowi jesteśmy zdolni do przebaczenia, współczucia, empatii.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Wodospad na leśnickim strumieniu 28 września 2018

Jeszcze kilka/naście lat temu leśnicka struga była na skraju katastrofy ekologicznej . Mętna woda zabiła dziesiątki zwierzęcych istnień , ludzka głupota i pazerność zaśmieciła potok , szara , nieprzejrzysta woda , na każdym progu zmieniała się w gęstą brunatną pianę . Nieliczne niedobitki pstrągów , strzebel i głowaczy ukryły się przerażone w źródliskach Wilczego Potoku .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Takie cuda potrafi wyrzucić do strumienia człowiek . W miniaturce worek z „bonusem” od letników. Wyzbierane w leśnickiej dolinie 28 września 2018

Myślałem , że „sapiens” to nie tylko przymiotnik – „myślący” – że to również parametr i znak probierczy nas – ludzi . Nadzieja zachwiała się wraz z pierwszą , znalezioną oponą od ciągnika , przysmyczoną co najmniej kilometr od zabudowań i wrzuconą do leśnickiego strumienia . Bo dzisiaj , zamiast siedzieć przed ogłupiającym – momentami – szklanym ekranem wybrałem się wzdłuż leśnickiego potoku , naszego leśnego sanktuarium . Wyzbierać pozostałości po „letnikach” , „turystach” i „grzybiarzach” . Nie dla lajków , nie dla innych , trochę dla siebie , dla hedonistycznej przyjemności że zrobiłem „coś” dobrego . Czuję się z tym co dzisiaj zrobiłem – wyśmienicie . Spełniony . Choć to robota Syzyfa , i tak przyjdą leśnicy , przyjadą znowu letnicy i z powrotem zamienią ławeczkę przy trzech strumieniach w stajnie Augiasza . Edukacja konsumpcyjnego społeczeństwa ? W XXI wieku ? Bez jaj . Groch o ścianę . „Po mnie choćby potop” – to modne w wielu kręgach , współczesne credo .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Głowacz białopłetwy 🙂

I tak będę robił swoje . Bo to co robię , robię z potrzeby serca , dla niczemu niewinnych roślin , grzybów , ssaków i ryb zasiedlających tę okolicę . Po to by powracały , tarły się i odnawiały w tych ostępach głowacze białopłetwe – ryby świadczące o niesamowitej czystości wody w strumieniach . Nic dawno tak mnie nie ucieszyło , jak spotkanie głowacza – zwanego  „klapoczem” . Wypatrzyłem go po raz kolejny w tym roku przy kaskadzie potoku – mocując się z oponą . I postanowiłem o nich napisać ten felieton . Te wodne stworki , to ryby wskaźnikowe tzw. bioindykatory , a głowacze są jednymi z nielicznych zwierząt skrajnie wyczulonych na zanieczyszczenia . O minimalnej wręcz tolerancji na wszelkie skażenia . Ich spotkanie oznacza : pij wodę wprost z rzeki – nic Ci nie grozi – jest lepszej jakości niż butelkowana w sklepie !

IMG_6796
Głowacz białopłetwy – źródło magickahlubina.cz

Nazywane u nas w śląskiej gwarze z cieszyńskiego – „klapoczami”  głowacze , są wyjątkowo ciekawymi rybami , to mali drapieżnicy mieszkający przy dnie wartko płynących potoków i strumieni  . Większość swego życia spędzają schowane pod kamieniami , wybierając się na polowania głównie  popołudniową porą , poruszają się bardzo charakterystycznie . Nie pływają jak inne ryby . Polując na potokowe skorupiaki i larwy owadów głównie chruścików ,  posługują się wielkimi i mocnymi płetwami piersiowymi by poruszać się jakby żabimi skokami , lądując po każdym takim skoku na brzuchu.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Klapocz w leśnickim strumieniu 28 września 2018

Powodem takich akrobatycznych skoków jest pęcherz pławny , a właściwie jego szczątkowa forma , którego upośledzenie nie pozwala im baraszkować  w wodzie jak pstrągom czy strzeblom.  Nazwa głowacz została im nadana nieprzypadkowo , wyglądają jak wielka głowa z szeroką uśmiechniętą od ucha do ucha buzią i wyłupiastymi oczami , zakończoną silnym ogonem – to takie malutkie „górskie sumy”  ( 10cm to już duży osobnik ) . Umaszczone są od odmian  albinotycznych (prawie  białych ) przez piaskowe aż po niemal czarne . Ich umaszczenie zależy od koloru  dna , na jakim aktualnie żerują i zmienia się w kilka minut .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Górski sum – głowacz w leśnickim potoku wiosna / lato 2018

Wyjątkowość tej mało znanej ryby , kryje się również w tym , że w wielu krajach nadano jej status  tzw. bioindykatora – gatunku wskaźnikowego  gdyż jego występowanie świadczy o wyjątkowej czystości wód , w których żyją . Ale moim zdaniem najciekawszą ich cechą jest to , że klapocze  są jednym z nielicznych wyjątków potwierdzających regułę, że „ryby głosu nie mają „  Otóż one mają głos! Głowacze charakterystycznie „szczekają” . Mogłem się sam o tym wielokrotnie przekonać , kiedy bez większego zresztą problemu łapię  do rąk tę rybkę , oczywiście delikatnie i z dużą ilością wody w dłoniach . Patrzą się wtedy na mnie z wyrzutem swoimi wielkimi oczami  i wydają dźwięki przypominające czkawkę .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Obszczekał mnie 🙂 28 września 2018

Głowacze żyją w rwących potokach z czystą, dobrze natlenioną wodą, rzekach i jeziorach z kamiennym lub żwirowo-kamiennym dnem oraz słonawych wodach estuariów dużych rzek. Prowadzą przydenny tryb życia. Większość czasu spędzają schowane pod kamieniami. Są ekstremalnie czułe na zanieczyszczenie wody i spadki zawartości tlenu. Jakie to szczęście , że znów są w potoku Leśnicy

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Tu mieszkają, w krystalicznej górskiej wodzie . Brenna Leśnica 28 września 2018

Jeszcze kilka / naście  lat temu głowacze z Beskidów były na skraju wytępienia . Zwłaszcza szkodzą im prace regulacyjne strumieni , naruszanie stanu dna potoków , prace związane z długotrwałym mącenie wody  i zanieczyszczenia , te komunalne wylewane bezmyślnie do rzek i strumieni , chemiczne , związane z opryskami , a głownie te pochodzące od nieodpowiedzialnego „off-roadu” . Wszyscy martwimy się losem pand, orangutanów czy innych egzotycznych gatunków zwierząt i roślin , a często zapominamy o rodzimych zwierzętach , którym sami możemy pomóc i je uratować. Oczywiście nikomu nie sugeruję, aby przestał interesować się losem innych gatunków ,ale jeśli już  „cudze chwalimy „ to pamiętajmy też o tych z naszego najbliższego otoczenia . Pocieszam się , że może swoim działaniem choć w niewielkim stopniu przyczyniam się do powrotu klapoczy w dolinę Leśnicy .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Dwudniowa salamandra w dolinie Leśnicy , wiosna 2017  – prawie jak „klapocz” 🙂

Zaangażowałem się w to ładnych kilka lat temu. Dla salamandrzych niemowląt ( na zdjęciu powyżej ) , żeby te maluchy wydoroślały i mogły cieszyć oczy nielicznych szczęśliwców , którzy zawitają do źródeł w beskidzkich dolinach . Dla czystych rzek pełnych  głowaczy , i pstrągów . Zamiast klepać ozorem banały na forach internetowych – wynoszę po cichu śmieci pozostawione przez „ludzi myślących”  którzy odwiedzili  „mój górski mikroświat” – robię to dla jodeł , buków , dla ceglasiowych i borowikowych polanek by grzyby nie rosły wśród opon do traktorów , by ptaki nie zadławiły się foliowymi reklamówkami .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Tafla leśnickiego potoku . Jesienny impresjonizm nieskażonej przyrody 28 września 2018

Nie robię tego dla lajków , nie dla „innych” , pewnie samolubnie – trochę dla siebie . A tak na prawdę to z przyzwoitości i szacunku dla natury . Spróbujcie tak kiedyś … zobaczycie , że to bardzo konstruktywne i podnoszące ducha zajęcie – czego wszystkim życzę , abyście tak dobrze się poczuli jak dzisiaj autor-Tazok

CIEKAWOSTKI

  • Żyje często w tych samych wodach co śliz, jest bardzo wrażliwy na zmiany składu chemicznego wody, dlatego prawie zupełnie zniknął z niżej leżących odcinków rzek.
  • Głowacz podobnie jak afrykańskie naskalniki i lirniczki należy do grupy ryb speleofilnych – wychowujących narybek w małych grotach i szczelinach wśród kamieni . Głowacze są niezwykle opiekuńczymi rodzicami. Zwłaszcza samce.
  • Wraz z nastaniem wiosny samiec obejmuje rewir i broni go (szczelina pod kamieniem) w miejscu tym zaproszona przez niego samica lub czasami kilka samic ( ma facet szczęście 🙂 składa ikrę, po tarle rola samicy się kończy.
  • Ikrę samica składa w pozycji obróconej brzuchem do góry, przyklejając ją do stropu małej groty.

Gatunek wskaźnikowy,bioindykator (rzadziej biowskaźnik)

gatunek o wąskim zakresie tolerancji (stenobiont) względem niewielkiej liczby czynników ograniczających (bioindykatorem może być też inny takson niż gatunek). Wykorzystuje się je np. do oznaczania stopnia zanieczyszczenia powietrza (głównie porosty – skala porostowa ), stopnia zanieczyszczenia wody (wybrane gatunki ryb, i larwy niektórych owadów), zawartości różnych substancji w glebie (gatunki roślin) i innych. Większość z nich znajduje się pod ochroną prawną ze względu na znaczną degradację środowiska. Metoda oceny zanieczyszczenia na podstawie występowanie bioindykatorów to bioindykacja. Głowacze są gatunkiem chronionym , wpisanym do Polskiej Czerwonej Księgi Zwierząt z kategorią „bliski zagrożenia” .W Niemczech i Austrii uznany za rybę roku 2006. Jego obecność wskazuje na znakomitą jakość wody 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Głębokość wody około 20-25cm . Tylko gdzie ta woda ???? Woda, której nie widać 🙂 🙂

Wyróżnione

Spadek od wuja Sama – rzecz o borowikach wrzosowych

czyli jak mimochodem odkryliśmy Amerykę ….

A było to tak …. Cudny , absolutnie niepowtarzalnie ciepły , fantastyczny koniec lata . Wrześniowy bajeczny tydzień plus ( taka teraz moda z tym plusem ) . Upragniony , wytęskniony i wyczekiwany przez lata urlop . Gdzie „beskidzkasalamandra” uda się na upojne dni wakacyjnej laby ? Pewno w góry – rzecz jasna jak słońce ….. Gdzieś na tysiąc pięćset ponad poziomem morza , a może na dwa tysiące , w rześkim rozrzedzonym , górskim powietrzu, żeby ponad kosodrzewiną spoglądać na świat u naszych stóp ??? . PUDŁO !  Postanowiliśmy przyjąć na klatę wyzwanie aklimatyzacyjne i „zjechać” kilkaset metrów w dół na poziom Bałtyku . Uroczego polskiego morza .

IMG-20180909-WA0024
Wysoko …. całe trzy metry nad poziomem morza …. plus reklama produktu Casio 🙂

By dotrzeć w „amerykańskie” klimaty , minęliśmy po drodze i sopockie molo , i Hel , Rozewie i Jastrzębią Górę , spotkaliśmy kormorany na falochronie i pobawiliśmy się piłką razem z uroczymi fokami w helskim fokarium . Zjedliśmy kilogramy łososi z grilla , dorszy w sosie kurkowym , kilka panierowanych fląder i skarpów – w nowomowie zwanych obecnie turbotami ( że niby tak z francuska , światowo 😉  ) 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Dzisiaj – letnik w cywilu , jutro łowca przygód 🙂

Ja tu wyjeżdżam z gastronomią i razem ze Szczepanikiem gonię kormorany , a przecież miało być o Ameryce…. Wygrzani przez wrześniowe słońce , pewnym wczesnym popołudniem usiedliśmy przy kawie i pysznych lodach rabarbarowych i planowaliśmy sobie kolejny dzień. Plan mógł się nie udać , bo rozmawialiśmy głośno ….. o „upolowaniu amerykańca”  a CIA przecież nie śpi , tylko jak kiedyś – ORMO – czuwa skrycie .  

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Morski piesek 🙂 seehund – foka szara w Helu

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Łebski facet 🙂  – kormoran na falochronie w Łebie

Czas więc na  D-Day , dzień inwazji wypadł nam w tym roku we wrześniu . Normandzką plażę Omaha zamieniliśmy na piaskowe , porośnięte sosnami wzgórza koło Łeby . Z letników w słomkowych kapeluszach przeobraziliśmy się w poszukiwaczy leśnych przygód . Czy spotkamy tu amerykanów ??? Zabieramy Was na krótki spacer przez łebskie lasy , w kierunku latarni Stilo , na wycieczkę po mierzei sarbskiej .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Bajeczna pogoda we wrześniu nad Bałtykiem – Szczęściarze z nas – trzeba mieć w życiu farta 🙂

Słyszeliśmy o nich , oglądaliśmy na zdjęciach , naczytali o inwazyjnym nowym gatunku borowików . O kolejnym po stonce ziemniaczanej najeźdźcy zza Wielkiej Wody , co to niby ma wyprzeć z jesiennego krajobrazu nasze ulubione ceglasie i prawdziwki . Nigdy w życiu nie spotkaliśmy tych nieznanych kapeluszników – więc jednym z celów spaceru , ( poza podziwianiem wybrzeża ) stało się odnalezienie tego „grzybowego graala” . W slangu pomorskich grzyboświrków nazywane są „amerykańcami” , bardziej fachowo – borowikami wysmukłymi . Tajemniczej urody z pewnością dodaje im zagadkowe pojawienie się w nadmorskich lasach . Oto one „upolowane” obiektywem : borowiki wrzosowe

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Boletus projectellus – borowik wrzosowy / wrzosowiskowy , w Łebie we wrześniu 2018

Są urodziwe . To nie ulega wątpliwości , pojawiły się w Polsce kilka lat temu , i szturmem zdobyły okolice wydmy lubiatowskiej , Łeby i Białogóry . Trafiliśmy na najlepszy dla nich czas do wzrostu , w lasach na mierzei sarbskiej spotkaliśmy wielu amatorów grzybobrania , i wszyscy mieli wielkie kosze , a w nich pokaźne ilości leśnych łakoci . Nam , zupełnie nieznającym grzybodajnych miejsc nie sprawiło żadnego kłopotu znalezienie „amerykańców”

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Wyglądem przypominają kozaki , wyrastają z mchu i wrzosów jak latarnie morskie , ich kapelusze są sympatycznie wypukłe i rumiane jak rogale maślane. Nóżki tych grzybów mają wyraźny „żłobkowany” wzorek a rurki pod kapeluszem są w ciepłych odcieniach żółci, oliwki i seledynu. Podobno są wyjątkowo smaczne , porównywane do borowików szlachetnych . Nie dane było nam skosztować tych leśnych delicji – wystarczyć musiało fotogrzybobranie , bo sarbska mierzeja to rezerwat przyrody i nawet jeśli wolno w nim zbierać runo leśne , to jakoś etyka wzięła górę nad „głodem” . 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Podobno widać go było nawet ze Szwecji 🙂

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Hotel Neptun na łebskiej plaży

Wracaliśmy prawie pustą plażą . Szliśmy niespiesznie , piękną , szeroką riwierą po gorącym bielusieńkim piasku . Słuchaliśmy krzyków rybitw i szumu fal przybojowych , chłodząc się co chwilę w wielkiej , słonej sadzawce . Obgadywaliśmy sympatycznych „jankesów” , którzy upodobali sobie na miejsce desantu – łebskie wydmowe lasy . Było to dla nas nowe , fantastyczne doświadczenie jakiego zakosztowaliśmy w pomorskich zagajnikach , szczęściarzami nazwaliśmy tutejszych amatorów grzybów i grzybobrania , bo póki co tylko tutaj znajdziecie borowiki wrzosowe , zwłaszcza we wrześniu , a zwłaszcza we wrzosach 

O9094157.ORF

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
A my – pozdrawiamy wszystkich i już planujemy przyszłoroczny wrzesień ….. 🙂

 

 

Wyróżnione

Babia Góra po raz drugi

…. czyli jaki magnes kryje w sobie wielka kupa kamieni ?

No i stało się . Nie dalej jak w maju napoiliśmy się w strumieniu Szumiącej Wody u podnóża Babiej Góry . Nie baczyliśmy wtedy na „pozorną ” klątwę , na czarodziejskie sztuczki i na urok jaki może na nas rzucić ten niepozorny potoczek. Bzdety dla letników – tak sobie wtedy pomyślałem , wspominając mimochodem o tym przesądzie – jakoby łyk szumiącej wody miałby przyciągać człowieka na „dach Beskidów” do końca jego życia . A tu klops , żadne to farmazony , to najprawdziwsza prawda , taka z cyklu prowd góralskich – czyli „tyz prowda” . Wygląda na to , że wpadliśmy jak śliwki w kompot . Bynajmniej , daleko mi od lamentowania nad magiczną formułą , która mnie dotknęła , naznaczyła i napiętnowała . Co więcej , na samo wspomnienie o powrocie na Królową Beskidów moje stare , wysłużone , ale najwygodniejsze na świecie buty – same się wypastowały i dzień wcześniej wlazły do bagażnika wyraźnie podekscytowane nadchodzącą wycieczką . 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Wielka kupa kamieni w sierpniu 2018

No jasne , że z Pawłem , jasne że inną drogą , jasne że pogoda na Kapryśnicy znowu nam dopisała , o tym chyba nie muszę wspominać . Takim dwóm aniołkom jak my niebiosa są wyjątkowo przychylne w tej kwestii – widać góry chyba nas lubią . Zresztą nawet gdyby Matka Niepogód zafundowała nam oberwanie chmury , gradobicie i koklusz , i tak nie przestałbym kochać Beskidów . Parę minut po ósmej rano w , świeżym górskim powietrzu zaczęliśmy naszą jedenastogodzinną „pętelkę” po masywie Babiej Góry .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
To nasz cel. Jeszcze daleka droga 🙂

Do schroniska na Markowych Szczawinach prowadzi niezwykle przyjemny szeroki , zacieniony borem jodłowo – jaworowym  chodniczek zwany „płajem” . W dziesiątkach ujęć źródełek i strumyków możesz ugasić pragnienie lodowatą , wyśmienitą wodą , pamiętając tylko , że jednego z nich strzeże utopiec , albo może krasnolica , wodna wróżka , rzucająca urok na wędrowców . Łyk wody i przepadniesz – pamiętaj – jesteśmy z Pawłem chodzącymi tego przykładami .

Et1L09

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Stare – w latach 70-tych  i nowe schronisko na Markowych Szczawinach

Trzask , prask , po godzinie jesteśmy przy schronisku , choć drogowskazy sugerowałyby znacznie dłuższy spacer . Ładnie tu . Pamiętam stary budynek , a właściwie szpetny barak za to z wielką duszą , pełniący rolę schroniska . Teraz , nowe „ciało” na polanie Markowych Szczawin jest przestronne  i atrakcyjne w formie . I solidne – jak na góry przystało . Podobno dusza istnieje sama w sobie, niezależnie od ciała , gdyż ono może ulec zniszczeniu , a duch zawsze gdzieś pozostanie . Pracuje więc nowe schronisko powoli na to by stało się jak tamto – „kultowe” – swoją drogą nie cierpię tego słowa , ale stało się , napisałem to i sie nie wygumkuje . Może dlatego ,że tutejsza szarlotka jest jedną z najlepszych w Beskidach , a to krok w dobrą stronę . Zanim babiogórska dusza na dobre zamieszka w nowych murach , przeniosła się na chwilę do „goprówki” . Do maleńkiej chatki , tuż obok , a w jej wnętrzu – inny świat , świat w stylu retro .

O8233846.ORF
111 letnie menu , ceny w halerzach austro-węgierskich 

Zawsze marzyłem o wehikule czasu , tak by przenieść się do dawnego świata . Takiego jak na czarno-białych kliszach , niespiesznego – w stylu vintage , bez „wyścigu szczurów” , bez komórek , obleśnych polityków , tabloidów , hejtu , świata bez „mody” i  fejsowych słitfoci  . Wchodząc do izby w „goprówce” nie cofasz się o sto lat , ale znajdziesz namiastkę tego jak kiedyś było . Normalnie było .  Zerknijmy w cennik z przed 111 lat . Z jaką miłą chęcią zamówiłbym jedną z … ” potraw i napojów w schronisku oddziału Babio-górskiego … ” . Co powiedzielibyście na „jajo” z „porcyą masła ” za parę halerzy ? Butlę wina „zieleniaka” , lub szklankę kwaśnego mleka za dziesięć halerzy ? O flaszce żywieckiego piwa marcowego nie wspominając . Za nocleg wraz z małżonką zapłacilibyście jedynie koronę , a po okazaniu „legitymacyji” członka Towarzystwa Tatrzańskiego objęło by Was skonto 40 halerzy . Inny świat , inna epoka …..

111
Dworzanin Jej Królewskiej Mości

W 2018 pozostało nam tylko na chwilkę zwolnić i zadumać się nad staroświeckim światem pokazanym w izbie tradycji turystycznych . Zatrzymać się i wdać się w dłuższą , fantastyczną pogawędkę z opiekunem tego miejsca . Konesera i znawcy historii i beskidzkich pagórków . I tylko szkoda , że mimo wielu gości przy schronisku , nikt oprócz nas  nie pojawił się w tym maleńkim „muzeum” . Dobra , koniec melancholii , lecim na Szczecin . Właściwie tylko kierunku tego pięknego miasta , na zachód , znowu płajem , dawną myśliwską ścieżką w kierunku przełęczy jałowieckiej .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Polica z przełęczy Brona

Dziką , nietkniętą górską puszczą , gdzie słowa „szyszko” nikt na szczęście nie słyszał , zachwyceni babiogórską przyrodą , mijamy wielki jęzor osuwiskowy , który lata temu zniszczył wielkie połacie lasów i ścieżkę turystyczną . Do dzisiaj widać siłą z jaką zbocze Małej Babiej Góry „zjechało w stronę Zawoi . Przystajemy przy każdej tablicy informacyjnej Babiogórskiego Parku Narodowego . Bo wiedzy o górach , poszerzania horyzontów i nauki nigdy nie jest za wiele . Dochodzimy do rozstai polskich i słowackich szlaków. W kierunku południowym droga prowadzi na Małą Babią Górę . Koniec laby . Zaczyna się mozolne podejście wzdłuż granicy słowackiej pod Cyl ( 1517mnpm ) .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Najdłuższa wioska – Zawoja i stacja narciarska Mosorny Groń widziane z pod Babiej Góry sierpień 2018

Jak idę pod górę , zawsze obieram sobie jakiś punkt . Drzewo , skałę , przegib na stoku , cokolwiek . Oczywiście najbardziej znamienne i wyczekiwane jest to,  jak tym „punktem” jest wierzchołek . Uwielbiam też jak przebłyskuje błękit nieba wśród drzew – znaczy że na szczyt już niedaleko . Ale podejście pod Cyl jest dość długie , punktów orientacyjnych nie znam , więc gramolenie się pod górę chcąc-nie-chcąc umila mi Paweł . Pociesza  : „Patrz – tam , za niecały kilometr jest „tyci-tyci” Babia , tam dalej malusieńka Babia a przy kapliczce malutka Babia . A stamtąd , od kapliczki na szczyt już tylko ….. daleko , w jasną cholerę albo jeszcze gorzej , w pierony –  daleko . Halt . Stajemy na popas przy kapliczce . Woda , owoce , kawa czyli : Akcja regeneracja . Koszulkę mokrą od potu można wykręcać , tak więc zarządzamy wietrzenie i szybką zmianę fatałaszków . Ta przynosi niesamowitą ulgę. Nooo… w takim eleganckim uniformie to mi żadna „babia” się nie oprze 🙂

039
Autor . Mokry jak szara mysz ale prze-szczęśliwy. Na Świstowych Skałkach przy kapliczce. fot Paweł 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Pasmo Jałowieckie z pod Małej Babiej

Nie szata zdobi człowieka ? A jednak !! Chwila wytchnienia , odrobina kofeiny i „Nowe Szaty Tazoka” podziałały na nas jak sok z gumijagód na Gumisia . Wrzucamy szósty bieg , Do tego turbodoładowanie w postaci boskich widoków …. W końcu nie są to jakieś skromniutkie okienka pomiędzy drzewami . Wyłaniają się z pomiędzy kosodrzewiny – baśniowe , absolutnie oszałamiające i spektakularne panoramy . W każdą stronę świata . W sumie nie dziwota – jesteśmy przecież w najpiękniejszych górach świata . Prawie na ich dachu . No…  , na „daszku” ustalmy . Mała Babia Góra Welcome To 🙂

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
„Duża” widziana z „Małej”

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Na czubku „Małej” z widokiem na „Dużą”

Zachwytom nie ma końca . Powiedzieć , że jest „ładnie” byłoby grzechem . Nie ma słów mogących opisać tę czarowną arcy-piękność Beskidów , ich rajskie krajobrazy , to misterne górskie arcydzieła natury . Kto temu zaprzeczyć spróbuje , wyzwę go na walkę konną lub pieszą . UFF , dobrze , że nie widzę chętnych  bo utrzymanie się w siodle nie jest moją mocna stroną . Cały świat u naszych stóp , wszystko można obserwować jak na dłoni . Staję co chwilkę by pstryknąć kolejną urzekającą fotkę. Karta pamięci aparatu pełna , bateria rozładowana . Ale, ale… przezorny zawsze ubezpieczony , mam na szczęście zapasowy akumulator . Wrzucamy plecaki na grzbiet i hajda na główny wierzchołek.

051
Fot : Paweł

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Mała Babia Góra

Zaczynamy wspinaczkę na szczyt . Istotnym elementem rzeźby północnych stoków Babiej Góry są rumowiska skalne (tzw. gołoborza), wykształcone tysiące lat temu. Są one wynikiem wietrzenia mrozowego skał , które ulegają rozdrobnieniu na bloki po wielokrotnym zamarzaniu i odmarzaniu. Obecnie rumowiska można podzielić na dwa rodzaje: żywe – nadal tworzące się rumowiska, ulegające przemieszczaniu (2-3 cm/rok), występują w górnej części stoku tworząc tzw. „babiogórskie morze głazów”, jęzory i wstęgi gruzowe oraz martwe rumowiska – ustabilizowane przez roślinność krzewiastą i las, występują w dolnej części stoku. Rumowiska tworzą się u podstawy klifów mrozowych na północnych , polskich stokach dolna granica rumowiska sięga 1300 m npm . Ciągłemu tworzeniu się rumowisk sprzyjają warunki klimatyczne okolicy głównego szczytu , gdzie średnia roczna temperatura wynosi ok. 0,7 °C.   Dzisiaj temperatura mocno powyżej średniej – plus dwadzieścia kilka . Idealnie. W tym samym czasie w dolinach tropikalne upały – grubo ponad 30 stopni .

103
Rumowiska skalne fot. Paweł

Fenomenalne proporcje , plastyczne plany krajobrazu , nastrojowość i powabne kształty babiogórskiego masywu , odpowiadają na stawiane sobie w myśli pytanie : Cóż takiego magnetycznego kryje w sobie ta góra ? Czy to trzeci biegun Ziemi ? To przecież tylko wielka kupa kamieni , w niezwykle finezyjny , artystyczny wręcz sposób usypana na polsko – słowackim pograniczu . To dwór Królowej Beskidów . Prezentuje się niezwykle okazale , nasza prośba o audiencję została przyjęta , monarchini wskazała nam miejsce a jej wierny dworzanin – czarny oswojony kruk – pozwolił spocząć na samym jej wierzchołku .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Klapnęliśmy na wielkim kamieniu , zrobili remanent w plecakach pod kątem tego co mamy jeszcze do zjedzenia i wypicia . Opróżnili podręczne spiżarnie do ostatniego okruszka , i zaczęliśmy snuć plany na następne wspólne wycieczki . Paweł wykombinował , że skoro Vivaldi skomponował „Cztery Pory Roku” – a my byliśmy już na „babiej” wiosną , jesteśmy na jej czubku latem …………. może pójdziemy w jego ślady ??

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Żegna nas wieczorne słońce , wracamy . Góry to idealne miejsce do wyciszenia. Pomimo zmęczenia wędrówką , właśnie tu zawsze naładuję swoje akumulatory mentalne. I napełnię się pozytywną energią . Tu mogę zawsze spokojnie pomyśleć i poukładać sobie wiele spraw . Obcowanie z przyrodą i przepięknymi widokami budzi we mnie radość i szczęście . Tu naprawdę czują , że żyję . Po powrocie z górskich szlaków wracam zupełnie inną osobą . Nie wiem jak Wy , ale ja jestem zawsze ciekawy świata. Lubię odkrywać nieznane , doświadczać różnych sytuacji . Kosztować smaków życia . A w górach mam to wszystko pod ręką . Kiedy tylko mam okazję odkryć nowe miejsce , lub zobaczyć nowe widoki pójdę tam bez zastanowienia . Zwłaszcza w Pawła towarzystwie . Także ostrzegam ! Jeszcze o nas usłyszycie 🙂

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Pasmo Policy w popołudniowym słońcu 23 sierpnia 2018

Babia 23.08-2

I na koniec lektura nieobowiązkowa – esencja tego co widzieliśmy dzisiaj na Dachu Beskidów – wiersz Adama Asnyka „Ranek w górach”

Wyzłocone słońcem szczyty
 Już różowo w górze płoną,
I pogodnie lśnią błękity
Nad pogiętych skał koroną.

W dole — lasy skryte w cieniu
Toną jeszcze w mgle perłowéj,
Co w porannem oświetleniu
Mknie się zwolna przez parowy.

Lecz już wietrzyk mgłę rozpędza,
I ta rwie się w chmurek stada…
Jak pającza, wiotka przędza,
Na krawędziach skał osiada;

A z pod sinej tej zasłony
Świat przegląda coraz szerzej,
Z nocnych, cichych snów zbudzony,
Taki jasny, wonny, świeży!

Wszystko srebrzy się dokoła
Pod perlistą, bujną rosą;
Świerki, trawy, mchy i zioła
Balsamiczny zapach niosą.

A blask spływa wciąż gorętszy,
Coraz głębiej oko tonie;
Cudowności świat się piętrzy
W wyzłoconej swej koronie.

Góry wyszły jak z kąpieli
I swem łonem świecą czystem,
W granitowej świecą bieli,
W tem powietrzu przezroczystem.

Każdy zakręt, każdy załom
Wyskakuje żywy, dumny;
Słońce dało życie skałom,
Rzeźbiąc światłem ich kolumny.

Wszystko skrzy się, wszystko mieni,
Wszystko w oczach przeistacza;
Gra przelotnych barw i cieni
Coraz szerszy krąg zatacza.

Już zdrój srebrną pianą bryzga,
Gdy po ostrych głazach warczy;
Już się żywszy odblask ślizga
Po jeziorek sinej tarczy;

Już pokraśniał rąbek lasu,
Już się wdzięczy i uśmiecha
Brzeg doliny — a z szałasu
Dolatują śpiewne echa…

Przez zielone łąk kobierce,
Dzwoniąc, idą paść się trzody…
Jakaś rozkosz spływa w serce,
Powiew szczęścia i swobody.

Pierś się wznosi, pierś się wzdyma
I powietrze chciwie chwyta;
Dusza wybiec chce oczyma
Upojona, a nie syta —

Niby lecieć chce skrzydlata,
Obudzona jak z zaklęcia,
I tę całą piękność świata
Chce uchwycić w swe objęcia.

Wyróżnione

Leśna apteka – indyczy ogon

…czyli słów kilka o turkey tail’u – wrośniaku różnobarwnym

Wrośniaka różnobarwnego – bardzo pospolitego grzyba , nie raz mijasz na spacerze w lesie . I pewnie nie przeszło Ci przez myśl, jaki to skarb. Anglojęzyczna nazwa „turkey tail” (indyczy ogon) świetnie opisuje jego wygląd przypominającego ogon dzikiego indyka . Rozpoznamy go po charakterystycznych paskach, koncentrycznie ułożonych na owocnikach . Im owocniki starsze, tym paski są wyraźniejsze. Paski na wrośniakach przyjmują różne barwy w odcieniach brązów i beżów, ale też czerni, z lekko niebieskawym odcieniem. Czasem pojawia się zielony nalot , za który tym razem nie odpowiada fizjologia , są konsekwencją porastających wrośniaka glonów . Brzeg jest zawsze cienki i ostry. Owocnik jest raczej wąski , ma kilka milimetrów do centymetra grubości. Dorasta nawet do wielkości dłoni, ale zwykle są mniejsze, za to w skupiskach. Jest to dość twardy i sprężysty grzyb nadrzewny , pachnie przyjemnie. Po zerwaniu szybko wysycha i blaknie (trzeba trzymać go z dala od światła).

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Fotografia ze strony urbol.com

Huba . Zwykła huba , zawsze tak o nim myślałem , no może troszkę bardziej kolorowa niż inne szaro-buro-brązowe huby . Przez większość swojego życia , nawet nie pokusiłem się o sprawdzenie w atlasie jego nazwy . A można go znaleźć niemal wszędzie : na martwych drzewach powalonych przez wiatr , suchych konarach leżących na dnie lasu , pniakach, czy nawet na obumierających  już drzewach . Zwykle rośnie dachówkowato, jeden nad drugim, ale na pniakach potrafi rosnąć w koło, tworząc formy podobne do kwiatów.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Wrośniak z Beskidu Śląskiego

 

Kariera tego niepozornego grzyba nabrała tempa ostatnimi czasy za sprawą amerykańskich naukowców. Jednak wrośniak był stosowany już w tradycyjnej medycynie chińskiej, dorobił się nawet opinii najbardziej poszukiwanego grzyba witalnego. Według chińskiej medycyny , grzyb ten działa oczyszczająco – oczyszcza ciało z toksyn i flegmy , pomaga w natlenieniu krwi , wzmacnia układ odpornościowy . Używano go do leczenia problemów z trawieniem i wątrobą, ale też tych natury duchowej : wrośniak uspokaja, przeciwdziała bezsenności i kołataniu serca. Usuwa niepokój i rozdrażnienie. Herbata z wrośniaka ma tysiącletnie tradycje w Azji.

DSC_2120
Fot : Arkadiusz Tyka

Indycze ogony są tradycyjnie stosowane w leczeniu  różnych schorzeń . Dotyczą głównie chorób płuc , śledziony i wątroby . W Japonii wyekstrahowane z wrośniaków , a związane z białkiem polisacharydy są stosowane jako leki przeciwko nowotworom . Jest także skuteczny przeciwko bakteriom E. coli , opryszczce i stanowi jeden ze składników leków przeciwko AIDS . Zapobiega przeziębieniom i grypie , zabija wirusy uciążliwego brodawczaka – odpowiedzialnego za wstrętne i uporczywe kurzajki . Od czasów dynastii Ming wyciąg z grzyba pito jako herbatę dla ogólnego zdrowia . Wrzenie zabija zanieczyszczenia na grzybie i uwalnia aktywne enzymy . Dzięki nowoczesnym metodom ekstrakcji , związki, które są najbardziej korzystne, wydobywane są z wrośniaków jeszcze bardziej skutecznie.

DSC_2535
Fot : Arkadiusz Tyka

Związki te specyficznie wpływają na jedną z najważniejszych komórek układu immunologicznego – tzw. komórki pomocnicze T . Komórki te regulują funkcję wszystkich innych komórek układu odpornościowego. Wysyłają sygnały , które komórki mają być aktywowane, kiedy, do kiedy i w jakim stopniu . Owocniki „Indyczego ogona” pomagają w reaktywacji komórek pomocniczych T w celu przywrócenia normalnych procesów odpornościowych . Dzięki swoim silnym właściwościom immunostymulującym, fitoterapeuci polecają wrośniaka również w profilaktyce i w zwalczaniu wczesnych stadiów boreliozy. Wspomagając immunologię organizmu , przyspieszymy efektywność walki z tą chorobą.

DSCF3070
Fot : Arkadiusz Tyka

Turkey Tail, dzięki obecności niektórych związków z grupy sacharydów korzystnie działa na mikroflorę jelitową. Podwyższony zostaje poziom „dobrych” bakterii chroniących nas przed infekcjami , np. z grupy bifidus natomiast poziom baterii chorobotwórczych zostaje zmniejszony . Pacjenci, którzy przechodzili długą i intensywną antybiotykoterapię, są szczególnie narażeni na zaburzenia równowagi mikroflory, stąd przyjmowanie przez nich preparatu zawierającego wrośniaka jest szczególnie wskazane. Prawdę mówiąc wystarczy wpisać w wujka goggle hasło wrośniak lub turkey tail , a wyskoczy nam litania dostępnych na rynku – nie tylko suplementów diety , ale i lekarstw przez duże „L” . Co ważne nie będzie to chemiczna breja , ale naturalne farmaceutyki.

DSCF3088
Fot : Arkadiusz Tyka

Wrośniak należy do tzw. gatunków kosmopolitycznych , występując prawie na każdym kontynencie . Obecnie grzyb jest również hodowany , w celu pozyskiwania ekstraktów i później otrzymywania z nich leków. Nie bez przyczyny nadano mu jeszcze jedną nazwę : „grzyb witalny” . Analizując zawarte we wrośniaku substancje czynne, można wywnioskować jego możliwe zastosowania w lecznictwie. Jako pierwsze wymienić należy działanie przeciwnowotworowe , przydatne szczególnie w leczeniu raka piersi, gdyż zwiększa skuteczność stosowanej chemioterapii. niwelując jednocześnie skutki uboczne chemio- i radioterapii . Ponadto pamiętajmy, że do walki z każdym nowotworem potrzebny jest silny układ immunologiczny . Przyjmowanie preparatu z Turkey Tail jest zasadne, gdy zakłócona jest tzw. odpowiedź komórkowa organizmu, czego przyczyną jest np. długotrwała antybiotykoterapia, która obniża poziom limfocytów Th1. Wrośniak okazał się również skuteczny w leczeniu zakażeń bakteryjnych , np gronkowcem złocistym, Należy pamiętać, że ogólna modulacja układu odpornościowego uzasadnia także suplementację Turkey Tail-em  podczas zwyczajnych infekcji, które pojawiają się przy osłabieniu odporności wywołanym typowymi czynnikami, jak zła dieta czy długotrwały stres.

27788158_1935535686758574_5741061310491412002_o
Fot : Arkadiusz Tyka

No dobrze , znaleźliśmy w lesie ten „indyczy ogon” , i co dalej ? Wrośniaki możemy zrywać cały rok. Są pospolite w lasach, ale mogą wyrosnąć też na podwórku lub w parku, o ile będzie tam martwe drewno. Po zebraniu trzeba wrośniaki pokroić lub w inny sposób rozdrobnić i wysuszyć. Nie należy przekraczać przy suszeniu temperatury 50 stopni, nie wolno suszyć na słońcu. Jak wszystkie grzyby lecznicze suszyć należy w okrągłej suszarce do grzybów , tej samej, w której jesienią rządzą podgrzybki i prawdziwki. Po wysuszeniu grzyby przechowujemy w ciemnym i suchym miejscu np. w szczelnie zakręconym słoiku.

S7302270
Fot : Romuald Tomaszewski ( roto1 )

Fitoterapeuta Jan Oruba podaje następujący sposób przyjmowania wrośniaka: 10 gram suchego grzyba zalać 500ml wody i gotować 45 minut. Odcedzić, pić w dwóch ratach. Można też przyjmować suchy proszek – 3 razy dziennie po 3g przed posiłkiem, popić gorącym napojem. Maksymalną ekstrakcje polisacharydów uzyskamy gotując grzyba 80 minut na wolnym ogniu.

Wiele ciekawych informacji o tej „niby zwykłej”  hubie , zaczerpnąłem ze strony :  https://urbol.com/turkey-tail/  , zdjęcie w nagłówku – Josef Hlasek – http://www.hlasek.com

Jednocześnie dziękuję Arkowi ( ArekGeo ) i Romkowi ( roto1 ) za pokazane tu świetne zdjęcia. 

 

 

Wyróżnione

Magią podszyty satelita

Czyli … gusła , przesądy i skojarzenia z zaćmieniem w tle

Księżyc od zawsze był postrzegany jako uniwersalny wzór przekształceń realizowany przez wszystko co żyje . Każdy element świata podlega narodzinom i śmierci , rozwojowi i rozpadowi . Przyroda rodzi się wiosną by zimą przeminąć  . Księżyc pojawia się, narasta , jest w pełni, by potem zniknąć . Comiesięczna księżycowa sinusoida  ujawniają istotę rytmu życia . Jest to rytm bezwarunkowy i niezmienny , obowiązujący cały świat, wszystkie formy żywe.

A co z przesądami księżycowymi ?  Całe wieki pielęgnowano i wyolbrzymiano księżycowe wady i zalety .

Przy obrazach widzianego tazokowym obiektywem – wczorajszego zaćmienia księżyca – i jego spektakularnego powrotu na nieboskłon , wysznupałem ciekawostki i ludowe przesądy z księżycem związane  . Może znacie inne niecodzienne księżycowe bajania ??

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Gdy w czasie nowiu księżyc miał rogi zagięte w górę oznaczało to słoneczną pogodę na najbliższe dni , natomiast jeśli było one skierowane do dołu zapowiadało to deszcz . Księżyc dobrze widoczny i jasno świecący zapowiadał długotrwałą pogodę, księżyc zamglony, otoczony białym, czasem tęczowym kręgiem, który nazywano lisią czapką , a u nas , na Śląsku – „Halo” –  wróżył opady i mgły . Jeśli pełnia przypadła w Boże Narodzenie to zima miała być łagodna, a nadchodzący rok szczęśliwy i urodzajny , przeciwnie działo się jeśli w tym czasie wypadł nów . Czerwona lub przezroczysta tarcza księżyca w pełni była zapowiedzią klęsk żywiołowych, wojen, zarazy. Był to jeden z powodów, którym tłumaczono wycie wilków i psów do księżyca – czuły bowiem zbliżające się nieszczęście.

Wierzono , że księżyc w czasie największego wzrostu jest pełen sił zapładniających, na wzór dojrzałego mężczyzny, dlatego włada wówczas wodą , której w kulturze ludowej przypisywano gotowość do zapłodnienia, trwanie w stanie potencjalności .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Światło księżyca ma budzić demony wodne . Topielce , na śląsku cieszyńskim zwane „utopcami” lub utopkami i rusałki pod jego wpływem wychodzą i tańczą nad brzegami rzek i jezior.  Księżyc aktywizuje także inne demony. Podczas księżycowych nocy można zobaczyć dusze snujące się w pobliżu cmentarzy i na rozstajnych drogach . Przy świetle księżyca czarownice zbierają zioła . Uaktywniają się także diabły, które tańczą z czarownicami. Księżyc wywiera wpływ na demony domowe, które podczas pełni okazują gorączkowe poruszenie , krzątają się nerwowo, usilnie pracują. Szczególnie w czasie pełni wzrastała aktywność wampirów ,  upiorów, które wychodzą z grobów i wilkołaków, które wyją do księżyca.

Przez trzy dni księżyc chowa się w cieniu ziemi , więc przez ten czas nie widać go na niebie. Symbolicznie oznacza to wejście w stan śmierci, po której następują ponowne narodziny . Na ziemi panują całkowite ciemności, jest to więc czas uaktywniania się demonów , strzyg, i czartów .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Identyczność losu człowieka i księżyca  potwierdza zwyczajowe trzydniowe czuwanie przy zmarłym nazywane pustymi nocami, podobnie jak czas nowiu nazywany był pustymi dniami . Mimo, że czas ten był interpretowany negatywnie, istniały nakazy wykonywania lub rozpoczynania pewnych czynności . Należało wtedy urządzać wesele ,  szczepić drzewka, zbierać plony i podejmować walkę z chorobami.

Księżyc w pierwszej fazie jest młody, rozpoczyna swój wzrost, wpływa na kondycję roślin , zwierząt i ludzi i z tego względu cieszył się sympatią. Ogólnopolskim zwyczajem ludowym było witanie nowiu, kiedy na początku pierwszej kwadry pojawiał się na niebie w postaci wąskiego sierpa. Było to traktowane jako powrót aktywności, wzrostu, rozwoju i odmładzanie świata. Uznawano to za święto i łaskę Boga . W wielu wiejskich kościołach w pierwszą niedzielę po nowiu modlono się o szczęście, zdrowie, dostatek, powodzenie. Witano go specjalnymi formułami przypisując mu królewskie atrybuty.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Wierzono, że w czasie nowiu dobrze jest wykonywać niektóre prace gospodarskie , polowe, magiczne i lecznicze. Należało więc: siać rośliny rosnące na powierzchni ziemi – jęczmień  bo wyrośnie czysty i duży, zacząć siew  prosa sadzić  kapustę , bo nie popsuje się w beczce, sadzić drzewka owocowe bo przyjmują się i idą w górę. Należało bydło wganiać do nowych obór , wtedy dobrze będzie wiodło się w gospodarstwie, strzyc owce, bo wełna mocniej i szybciej rośnie. Przy nowiu należało trzykrotnie potrząsnąć sakiewką i wypowiedzieć zdanie: Aby zawsze była pełna. Gospodarze wiedzieli, że rozpoczynać budowę  powinno się zawsze w okresie nowiu, najlepiej w marcu  , w czasie przybywania księżyca.

W zakresie medycyny ludowej ten czas jest odpowiedni dla zbierania ziół leczniczych i leczenia chorób skórnych, sporządzania maści przeciw liszajom.W zakresie białej magii należało w tym czasie zrywać majeranek, aby po odpowiednim zastosowaniu pozyskać wzajemność ukochanego innym sposobem na wywołanie miłości jest wołanie przez trzy dni imienia tej osoby. Czas nowiu można także zastosować czarną magię –  w czwartek po nowiu dziewczyny mogą znaleźć ziele, które szkodzi płci męskiej . W tym czasie można również sprowadzić na kogoś chorobę, na przykład sprawić, że straci wzrok.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Guślarze , w czasie nowiu leczyli kołtuna , natomiast czarownice suszyły liście dębu, zatykały w dom danego gospodarza i życzyły mu, aby on i jego rodzina uschli, tak jak ten liść . Na nowiu dobrze jest także urządzać wesele , odstawiać dziecko do piersi , bo wtedy będzie ładne, liczyć pieniądze, potrząsać kiełbasą, bo spowoduje to pomnożenie zasobów i szczęścia. Woda była szczególnie uzależniona od księżyca z tego względu studnie budowano w czasie nowiu, aby w niej wody nigdy nie brakowało.

Znane są także czynności których należy zaniechać w tym czasie: nie należy siać, bo  plony zarosną  chabrami. Według innej relacji nów wstrzymuje dojrzewanie, dlatego należy zaniechać siania zboża i roślin ogrodowych. Nie należy w tym czasie ścinać słomy i siana, bo bydło i tak nie będzie tego jadło . Należało także zaniechać wyrzucania obornika, bo na takim nawozie plon nie urodzi się zbyt obfity. W zakresie medycyny ludowej niewłaściwe jest stosowanie w tym czasie różnych kuracji, bowiem na wzór księżyca choroba będzie się odnawiać, na tej samej zasadzie opiera się przekonanie, że choroba, która pojawiła się w czasie nowiu, będzie się powiększać, na przykład rana będzie się jątrzyć i zagoi się dopiero podczas pełni.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Wierzy się także, że nów jest porą działania czarownic, które mają wtedy większą władzę i mogą sprowadzać różne choroby i nieszczęścia, robić psoty, odbierać krowom mleko. W celu nabrania mocy w czasie nowiu o północy chodzą one na rozstajne drogi i zrzucają szaty za siebie. Jeśli ktoś chce sprawdzić, która z kobiet jest czarownicą, musi podczas nowiu patrzeć przez otwór po sęku z deski trumiennej lub ze środkowego okna nowej kaplicy. Na Łysej Górze zbierają się czarownice i odbywają się biesiady lub diabelskie gody.

Pełnia – Księżyc w fazie najlepszej widoczności postrzegany jest jako miara doskonałej okrągłości, założonego celu , ludzie pełnię utożsamiali z tym, że wszystkiego jest pełno.

A jak pełnia to ludzie mówili do siebie , że wszystko się tak jakoś wypełniało , pełno wszystkiego się robiło , grzyby , rosły w pełni, to już wszystko tak przyszło razem z pełnią księżyca. Szczególnie odnoszono to do grzybów, związek ich wysypu w czasie pełni księżyca został podkreślony przez większość informatorów. Jak była pełnia księżyca, to wszystkie cieszą się grzybiarze, ostrzą nożyki i pucują kosze.  O i Pan Kret ten, co pogodę zapowiada, mówi: Będzie wysyp, bo pełnia będzie jutro. Tak tłumaczył.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Księżyc w pełni mógł być szkodliwy dla ludzi. Gdy śpią, wysysa z nich krew, odbiera siły i zdrowie . Pojawiają się także inne opisy zależności snu od księżyca. Jego szkodliwe działanie udzielało się małym dzieciom kiedy w nocy kołyska stała przy oknie światło miesiąca mogło wywołać. A tu już następne jest polecenie, żeby matka właśnie nie stawiała kolibki, kolebki nie stawiała broń Boże w oknie, żeby księżyc, miesiąc mówiło się, żeby miesiąc nie spojrzał na dziecko, bo dziecko dostanie miesięcznika czyli biegunki …

Aby chronić się przed negatywnym działaniem księżyca należy zasłonić okna , zasłonić łóżko, zwinąć dziecko w chustę, nie spać w miejscu wystawionym na promienie i nie stawiać kołyski koło okna, bo księżyc może wyciągnąć ją przez okno. Dobrą ochroną jest także postawienie na oknie naczynia z wodą lub skórki chleba.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Brzemienne białogłowy  nie powinny wystawiać się na światło księżyca, czyli nie powinny chodzić z odkrytą głową, gdyż może to sprowadzić ciężki poród .  Wskazane jest także przykrywanie wody, na którą pada światło luny, gdyż picie takiej oświetlonej wody grozi lunatyzmem . Wierzono też, że podczas pełni potęgują się choroby nerwowe i psychiczne: epilepsje, obłędy, napady szału. Nie należało spać tak, aby światło księżyca padało na twarz, gdyż groziło to zniekształceniem twarzy śpiącego, a nawet szaleństwem. Zbyt długie wpatrywanie się w księżyc mogło grozić utratą wzroku lub inną ciężką chorobą. Choroba rozpoczęta w pełni kończy się śmiercią, a jeśli przetrwa nów, to wtedy nastąpi ozdrowienie.

Pełnia księżyca wyznaczała daty sabatów czarownic na Łysej Górze. W tym czasie wiły / wiedźmy / zbierały się i decydowały o spuszczeniu na ziemię deszczu lub rozpędzeniu chmur.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Przed pełnią i w czasie pełni dobrze jest zaczynać pracę, orać pole , siać zboże, siać groch i bób, żeby w pączkach było pełno, siać lub przesadzać rośliny, bo wtedy dobrze rosną, sadzić ziemniaki, rozpoczynać sianokosy, ścinać drzewa do budowy, bo wtedy są zdrowe, wprowadzać się do nowego domu dokonywać zakupu inwentarza, bo wtedy będzie wszystko dobrze się chować. Pełnia to także dobry czas na pozbywanie się niektórych chorób, na przykład brodawek. Jest to także dobry czas na zawieranie małżeństw,  bo oznacza to obfitość szczęścia, natomiast jeśli dziecko urodzi się w czasie pełni to będzie pełne rozumu, sprytne, bystre, a jeśli w tym czasie przestanie się karmić piersią to dzieci będą tłuste, pełne na twarzy, ale według innych przekazów będą miały uroczne oczy. Natomiast zakazy w tym czasie to: sianie pszenicy, bo będzie pełna chwastów, koniczyny, szczepienie drzewek owocowych, bo będą tylko kwitły a nie będą miały owoców , nasadzanie drobiu , bo kurczęta poduszą się w skorupkach jajek . Przy podejmowaniu prac w polu lub wykonywaniu ważnych czynności kierowano się fazami księżyca . Na przykład wykę na nasienie należało siać podczas ubywającego księżyca, zaś kapustę sadzić od pierwszej jego kwadry, aż do pełni. Drzewa liściaste ścinano podczas ostatniej fazy księżycowej, owoce, które miały zostać przechowane przez zimę, zbierano wyłącznie w czasie pełni, natomiast wodę pobierano w czasie ubywania księżyca. Księżyc sprawiał także, że włosy pięknie odrastały, jeśli ścinało się je przy pełni księżyca.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

W czasie ubywania księżyca podejmowano czynności, które wykonywane w tym czasie będą podobnie ukierunkowanie , czyli pranie , bo brud ustępuje, wymiatanie nieczystości, bielenie chat . Z podobnego powodu był to czas na podejmowanie leczenia na przykład chory na wrzód powinien zwrócić się do księżyca, uczynić nad chorym miejscem znak krzyża i wypowiedzieć odpowiednią formułę.

Jeśli guślarze , strzygi i wilkołaki nie pomogły na dobre plony , nie wyleczyliśmy placków na skórze a wody w studni ubywało . W akcie desperacji zawsze można sięgnąć po pędzoną nocną porą „księżycówę” a troski znikną , jak zniknął nam wczoraj księżyc .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Wyróżnione

Na „poddaszu” Beskidów – Pilsko

Różne krążą legendy i przypowieści o nazwie tej pięknej góry . Najbardziej karkołomne wytłumaczenie pochodzi z ludowego przekazu – jakoby na szczycie góry  zbierali się po pracy orawscy zbóje i upijali się na umór okowitą , winem węgrzynem , czy co tam innego udało im się złupić , lub nabyć w monopolowym po drodze . Taką wersję podaje wójt Żywca Andrzej  Komoniecki w swoim Dziejopisie żywieckim . Inna legenda podaje , że dawno dawno temu miało dojść do żeniaczki Pilska i Babiej Góry. Pilsko upił się jednak przed ślubem i Babia Góra porzuciła go nie kryjąc oburzenia . Opuszczonego wzięła za męża sąsiednia Romanka . Tyz piknie ,  bo Romanka to dziewczyna jak malina .

O7213450.b
Romanka z pod szczytu Pilska 21 lipca 2018

Jakby nie tłumaczyć Pilska – zawsze gdzieś w tle błąka się gorzoła . Widno , nasi dziadowie sączyli ostro procenty zabijając nudę , a w przerwach nadawali nazwy beskidzkim wierzchołkom . Na przekór tym przesłankom , stawiliśmy się dzisiaj u podnóża wielkiej góry . Paweł i ja , bez żadnych we krwi promili . Za to z mocnym postanowieniem – wdrapać się na 1557m . Byliśmy ostatnio na dachu Beskidów – na Babiej Górze – teraz nadszedł czas na „poddasze” najpiękniejszych gór świata , na majestatyczną  górę . Na Pilsko . Ktoś spyta po co ? – Ot tak – bo mamy taki kaprys , dla zaspokojenia naszego górskiego „ego” , dla dzikiej , hedonistycznej przyjemności , dla wulkanu endorfin , i dla takich widoków jak poniżej . Mocne argumenty 😉 Nieprawdaż ??

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Jak się zaczęło z wysokiego „C” – od Królowej Babiej to każda góra zdawa się być z założenia przez Nią przyćmiona . Tak można by stereotypowo pomyśleć – a tu nic bardziej błędnego , bo każdy beskidzki szczyt to inna opowieść , inne widoki , inne uroki , nowe ,  niezapomniane wrażenia . W końcu to  kontynuacja naszej z Pawłem górskiej włóczęgi , lub bardziej wzniośle – odysei . I co ważniejsze naszej górskiej przyjaźni . Aura ? No jaka ma być – skoro obu nam udało się wyrwać z banalnej powszedniości na cały boży dzień ?? Od świtu zamówione słońce puszcza do nas perskie oczka . Dziewiąta rano , Korbielów . Saluto Paweł – miło Cię widzieć .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Pilsko , trochę po ósmej rano 21 lipca . Widziane z Górnego Korbielowa 

Podglądamy z dołu , z doliny – drugą beskidzką Fudżi-Jamę i przychodzi najpierw mnie , potem nam ( ech ta siła przekonywania 🙂 ) do głowy na szybko wymyślony plan . Taki oto żeby zamiast standardowo , znakowanym szlakiem turystycznej pielgrzymki pójść trochę na skróty , trochę na kompas , lasami , ścieżkami do zwózki drzew , trasami ośrodka narciarskiego iść od doliny Kamiennego na Buczynkę i dalej na Hale Miziową . W końcu sezon na grzyby trwa w najlepsze . A nuż w lesie , czy choć na jego skraju trafi się jakiś wypasiony borowik ?  Po krótkiej chwili okazuje się , że mój chytry z założenia i misterny plan nie był specjalnie epokowym odkryciem . Ładnych kilka grupek podąża tymi samymi słonecznymi polanami pod górkę , co więcej też łypią raz na prawo , raz na lewo wypatrując prawdziwków . 

O7213425.ORF

Ale , ale – nie z nami te numery . W końcu w temacie borowików ani ja , ani tym bardziej Paweł nie wypadliśmy sroce z pod ogona . Znalezienie takich rumianych „chlebków” ( co ważne bez mięsnego nadzienia ) to dla nas „chlebek” powszedni i tylko kwestia czasu . 

024
Tazok ! Kaś ta wloz ??  złaź mi zaraz . fot. Paweł 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Wlozłech bo z ambony lepi widać 🙂

Lasy pod masywem Pilska są piękne , o ile w dolinach jeszcze nieco „gospodarcze” to już od Hali Buczynki , przez Szczawiny aż do schroniska na Miziowej to dzikie jodłowo świerkowe starodrzewia . Bogate w wielkie krzaki jagód , wysokimi  miejscami aż do pasa , z dużymi jak borówki amerykańskie , pysznymi słodkimi owocami . Lasy soczysto zielone – jak wczesną wiosną , mokre jak torfowiska z pachnącymi wilgocią „mszarami” – niewielkimi mikro – jeziorkami ze stojącą wodą . Raj dla traszek , salamander i wszelkiej maści tazoków . 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Jedna z mszar pod Halą Miziową . Wilgotność 110% 🙂

Idzie się lekko , przyjemnie , w gęstym i chłodnym lesie , dalej jakoś nie złożyło się , żeby cały czas iść szlakiem , co raz zbaczamy w las znanymi mi wcześniej przełajowymi ścieżkami . Lekko , bo cały tłuszcz wytopił się z nas na Golgocie pod Buczynką. Podjadamy garściami wspaniałe jagody i leśne maliny , bez żadnych obaw o złapanie bąblownicy czy innego trypra . Najwyżej . Wyleczymy się okowitką albo pudrem dla niemowląt 🙂  . Bach : szlak , kapliczka , hala , schronisko na Hali Miziowej . Mija nas terenówka – jakiś grubas z mniejszym , młodszym grubasem jadą offroadową Toyotą na lody i jagodziankę , uzupełnić kalorie , cyknąc selfika i zaistnieć na fejsie . OK – podobno de gustibus non est disputandum . Wymieniamy więc tylko z Pawłem miedzy sobą uwagi o granicach ( a właściwie o ich braku ) cywilizacyjnego obciachu. 

O7213441.ORF
Hala Miziowa schronisko . W tle Babia Góra

Nie mogę się nacieszyć , zarówno pawłowym towarzystwem , widokami jak i boską pogodą – idealną na forsowny spacer po górach . Chwila odpoczynku w nowym , atrakcyjnym architektonicznie schronisku , z cenami jak w Waldorff Astoria . Dobrze że kawę mamy własną , i sznitki , bo bo musiałby linię kredytową uruchomić . Ludziów jak mrówków . Za sprawą kolejki krzesełkowej z Korbielowa – Kamiennej. Patrz – mówi Paweł , a my jak frajerzy wchodziliśmy dwie godziny na piechotę po wertepach . Było się ściepnąć po dychu i za kwadrans bylibyśmy w schronisku . A my jak ludzie pierwotni – w butach uświnionych błotem , z termosem i sznitą z tustym – obok panienek w ładnych legginsach i różowych „najkach” . Pewnie po cichu obmawiają nasze kanapki i wymieniają uwagi o obciachu . 

Dobra koniec laby . Pakuj się do miski MM-msie jeden – znaczy na górę , bo trochę do szczytu nam jeszcze zostało . Znowu jakiś diabełek podpowiada mi , żeby pójść nie szlakiem , a trasą narciarską i lasem . Dla widoków , dla ciszy , dla jagód . Po kolana w jagodzinach , na szczycie Kopca stwierdzamy , że to na pewno był diabełek i że w dół będziemy jednak schodzić bardziej przetartą ścieżką .

O7213445.ORF
Z Kopca widok na Jeleśnię

Tak by się mogło wydawać , że Miziowa to już właściwie Pilsko , a tu furt pod górę , kurcze , za bajtla – do szkoły pod górę , w życiu pod górkę , w robocie też raczej „pod” niż „z” górki . Do kompletu tego co „pod górę” jeszcze ta nasza ciągotka , pasja i słabość do beskidzkich pagórków . Żeby nie sympatia i gór umiłowanie pewnie też byśmy wciągnęli ciacho i lody i zjechali terenówą albo „krzesełkiem” na obiad do Korbielowa . A tak na poważnie – za żadne skarby świata nie zamienię tego mojego górskiego fioła na drinka pod palmami . Never . I basta . Zrozumie tylko ten co wdrapał się choć raz na górkę , zasapał , a czasami spocił jak mysz , potem stanął na wierzchołku , rozejrzał dokoła , poczuł pachnącą kosodrzewinę , smagnął go wiatr po twarzy . I w sekundę zatęsknił za tym , że stąd już wyżej nie da się wejść . 

O7213455.ORF
Jeszcze po polskiej stronie 🙂

Sam wierzchołek , to już zagranica . Oj tam zagranica – słowacka wielka polana – doskonałe miejsce na krótki piknik i nasycenie oczu widokami na Orawę , ledwo widoczne Tatry , oglądamy Rozsutec w Małej Fatrze , i całą żywiecczyznę . Widać i miasto Żywiec i Bielsko , aż po „moje” strony – Klimczok i Magurę . Rysianka z Lipowską jak na dłoni – może to kolejny cel ?? Kto wie . 

O7213467.ORF
Hala Rysianka i hala Lipowska ze szczytu Pilska

W tej pełni szczęścia tylko jeden szkopuł . Trzeba wracać a całe ciało i dusza mówią : Nie ! Zostań proszę , jeszcze chwilkę , jeszcze momencik , jeszcze jedno zdjęcie . Słucham się serca ale też pocieszam , że droga powrotna dopieści wrażeniami . Będziemy wracać halami Górową , Jodłowcową , halą Uszczawne , przy popołudniowym słońcu z pewnością będzie na czym oko zawiesić. 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
A nie mówiłem ,że będzie na czym oko zawiesić ? Hale :  Miziowa , Jodłowcowa i Uszczawne

Schodzimy . Ale nie da się ukryć , że robimy wszystko , żeby wycisnąć z dnia ile się tylko da . Rozciągamy chwile mijającego dnia jak gumkę w bokserkach . Pazerni na każdą minutę upływającego czasu – jeszcze tu , i tam patrz : muchomór , tam motyle , patrz kałuża , ale fajna kałuża . Może kawa na pniu ? Zostało jeszcze troszkę kawy , nie spieszmy się ….. Niech ten dzień jeszcze trwa , niech się jeszcze nie kończy …. 

Pawel
Co tam focisz ? Muchomora z bonusową jaszczurką 🙂 fot „fifty/fifty”

035
Genialna kałuża !!! A w niej śliczności : Pan Traszek fot Paweł

Co może być fajnego w bajorku z wodą ? Nas zauroczył Pan Traszek wypatrzony pawłowym wzrokiem , żyjątko które skradnie nawet serce najbardziej opornych dam . Obok „taty traszki” grzecznie pływały malutkie traszkowe kijanki . Cud natury , maleńki ubłocony ekosystem . Dla innych to tylko kałuża , dla pana w offroadowej Toyocie przecież to spora dawka adrenaliny , można wszakże rozjechać bajoro wielkimi oponami , rozjechać wszystko co w nim żyje , ukatrupić potomstwo traszek  , wylać do kałuży z miski olejowej strupiałego LandCruisera trochę mazidła . Niech zdychają  . Po co się gadziory pchały na świat ? 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Windows arkadia – darmowa tapeta na pulpit

Odganiam od siebie ten ohydny scenariusz , licząc na ułamek przyzwoitości panów w autkach 4×4 . Może nie jest tak źle jak myślę … Wpuszczamy tatę traszka do bajorka . Adieu pięknisiu – łamaczu niewieścich serc  . 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Ciągle nienasyceni beskidzką naturą kierujemy w kierunku Czarnego Gronia . Takiego perfekcyjnego dnia nie sposób sobie wyobrazić , wymarzyć ani napisać mu wcześniej scenariusza . Kłania się nam na odchodnym „Kapryśnica”  i zachodzące słońce na polanie . Spędziliśmy w górach dziewięć godzin , i żadnemu z nas nie jest spieszno do zegara żeby „odbić” kartę . Permanentnie i nieustająco kradniemy popołudniowe minuty . Strumień , muchomór , rydze , salamandra – no bo jakby tak miało być ? W górach i bez salamandry ?? Wykluczone 🙂

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Chłopaki , przyjdźcie jeszcze kiedyś 🙂 Będę Was wyglądała 

Podobno to nie wrzucony grosik , a tylko kąpiel w rzymskiej fontannie DiTrevi , gwarantuje powrót do Wiecznego Miasta . Zakazano w Rzymie tych ablucji , bo zabytkowa fontanna nie pomieściła by chętnych . Tu , u podnóża Pilska nie ma takich zakazów . Zanurzam się ostrożnie w Czarnym strumieniu , żeby tylko się trochę odświeżyć przed powrotem co zwykłego , szarego świata , ale żeby broń Boże nie spłukać z siebie ogromu wrażeń z dzisiejszego dnia . Po cichu też i po to by wrócić tu jak najszybciej . Choćby tylko w korbielowskie lasy , bo grzybów w nich bez liku. 

046
Tazok bez makijażu – z nienacka ufocił : Paweł

Do plecaka , w którym wszystko jest niby na swoim miejscu , a i tak ciągle czegoś szukam dopakowałem dzisiaj trochę niewidzialnego ekwipunku . Kilogram emocji , dwa łuty doświadczenia , uncję niezapomnianych wrażeń , trochę wzruszeń i pół funta uniesień . Właśnie dla takich dni warto żyć , dziękując Tobie Pawle , za dwadzieścia kilometrów Twojego genialnego towarzystwa , zapewniam o tym wszystkich którzy dotrwali do końca naszej wyprawy .

Wyróżnione

Dwie mgliste doliny

Helweci mają swoje Quatre Vallées – wyjatkowe tereny narciarskie w Alpach Szwajcarskich . Cztery bajkowe doliny nad Rodanem wokół Veysonnaz i Verbier są z pewnością uroczym zakątkiem . Francuzi szczycą się trzema dolinami – Les Trois Vallées – są również rajem dla miłośników białego szaleństwa . Kurorty w Courchevel , Les Menuires i Meribel są obiektami westchnień dla narciarzy z całego świata . I my mamy w Polsce swoje dwie doliny czyli Muszynę i Wierchomlę .

W Śląskich Beskidach też mam swoje ulubione dwie doliny . Dwie breńskie perełki . Dolinę Leśnicy i  Hołcynę – rozdzielone Starym Groniem i Grabową  . Postaram się pokazać Wam jak cudownie wyglądają „moje góry” – w późny , mglisty , lipcowy podwieczór , w promieniach zachodzącego słońca , podświetlone jego purpurowym blaskiem .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Breńskie dolinki przykryte bezami „upieczonymi” z deszczowych chmur po prawej Leśnica , po lewej Hołcyna 16 lipca 2018

Tuż przed wieczorem , po rzęsistych ulewach wyszedłem na spacer pod „Dwie Cisowe” by z daleka, z wysoka , z góry , nacieszyć oko widokami moich „Dwóch Dolin” . Z nad gór powoli , jak w zwolnionym tempie unosiły się mgły , zawieszały się leniwie na wierzchołkach drzew i otulały śródleśne polany . Zwrotnikowa wilgoć parowała , tworząc niesamowite obrazy . Zawsze mówiliśmy , że góry „dymią” , i zawsze taki widok zwiastował zbliżającą się kilkudniową słotę .  

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Dymiące Beskidy

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Tumany wilgotnego powietrza niesione ledwo odczuwalnym wiatrem , to odsłaniały całe wielkie połacie górskich grzbietów , to znowu zasnuwały doliny białą mgłą . Wśród mgieł , nisko nad horyzontem co raz rozbłyskiwała chyląca się ku zachodowi – karmazynowa , gorąca kula . Słońce malowało góry ciepłymi , nienaturalnymi jak na lipiec kolorami . 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
To samo miejsce – w odstępie kwadransa – dolina  potoku Leśnica – widok w kierunku kamieniołomu 16 lipca 2018

Czas uciekał a ja stałem oczarowany . Natura mieszała na swojej malarskiej palecie wszystkie kolory . Nie skąpiła żadnej barwy . Krzyżowała ze sobą pory roku , łączyła soczystą wiosenną zieleń ze śnieżną bielą i październikowymi brązami . Zachodzące słońce uknuło , klimatyczną kolorową bajkę . Po mistrzowsku żonglowało tonacją i nastrojem oglądanych obrazów . Stałem wpatrzony w ten spektakl świateł i cieni i nie wierzyłem , że to dzieje się na jawie .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

I tak zakończył się ten niesamowity wieczór . Wracałem do domu w kompletnym mroku . Odprowadzały mnie dźwięki lasów i strumieni , migały jak iskierki w ciemnościach , dziesiątki ciekawskich par zwierzęcych oczu . Żegnały mnie ich pomruki i nawoływania . Słyszałem jak zwierzaki szeptały między sobą : …. ” On tu wróci , zobaczysz łaniu , mogę się założyć z zającem o trzy marchewki , że on jeszcze tu wróci …..” 

 

Wyróżnione

W beskidzkiej fabryce kapeluszy

W Skoczowie, gdzie mieszkamy , niedaleko naszego domu , dosłownie „za płotem”  – od stu niemal lat działa fabryka kapeluszy . Założona jako filia słynnej wiedeńskiej firmy Hückel była w latach międzywojnia , wizytówką miasta . Kapelusze od Huckla nosiło się dumnie , a metka świadczyła o doskonałym guście i elegancji . Być może moda na te finezyjne nakrycia głowy kiedyś jeszcze powróci , ale póki co skoczowskie kapelusze toczą się po równi pochyłej. Tymczasem tuż , tuż po sąsiedzku otwiera się coraz raźniej konkurencja . To breńska – sezonowa fabryka kapeluszy . Fabryka nazwana została imieniem „Matki Natury” , ubiega się w grzybowym konkursie o laur „Pride Of Beskidy”

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Breńska buczyna 18 czerwca 2018

Breńskiej fabryce nie potrzebne są hale produkcyjne ani maszyny . Zakładzik nie dba ani o ZUSY , ani o podatki , w nosie ma też wydatki na reklamę . O dopuszczeniach dozoru technicznego i ochrony środowiska też w tej naturalnej manufakturze nikt nie słyszał . Wystarczą dobre buty , wiklinowy koszyk i kilka popołudniowych godzin wolnego by zwiedzić fabrykę kapeluszy .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Hitem eksportowym , prawdziwym produktem z górnej półki – są znane na wszystkich kontynentach – kapelusze zwane szlachetnymi . Tak ze względu na ich urodę , jak i na budzące zazdrość – spojrzenia innych elegantów . Te nakrycia głowy sprawdzą się zarówno podczas eleganckich wieczorów , jak i do kreowania codziennego wizerunku.  Beż i ochrowe brązy to klasyka w pigułce . Styl i elegancja .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Borowiki szlachetne Brenna 18 czerwca 2018

Nie mniej estetyczne są meloniki ceglaste . Te – z kolei w modnych czekoladowych odcieniach brązów , z czerwonymi akcentami dodały by szyku damom odwiedzającym wyścigi konne w Ascott . Zwłaszcza tam , na angielskiej ziemi , każde finezyjne nakrycie głowy będzie zauważone , obsypane zachwytami i opisane w rubryce „towarzyskie” w gazecie „The Sunday Times” 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Dodatki zielonych akcentów – koniczynek wyznaczą nowe trendy w modzie na wytworny , sportowy luz . Tak wyznacza się nowe standardy w stylizacji na nadchodzący sezon  2018 . Strojnie , wykwintnie i zalotnie . Tak się teraz wypada nosić w wyższych sferach .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Borowiki ceglastopore 18 czerwca 2018

A co z tymi dandysami , którym wzrost , bądź tusza nie będzie współgrała z kapeluszami ? Dla nich breńska  fabryka proponuje grubotrzonowe nakrycia głowy . Popielate , z rubinowymi dyskretnymi wstawkami , o fakturze aksamitu przydadzą szyku nawet osobnikom ze znacznie zawyżonym BMI .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Zalotna czerwień i klasyczna szarość – borowik grubotrzonowy 18 czerwca 2018

Młodsze pokolenie również nie będzie narzekać. W katalogu wyrobów znajdziemy figlarne , kanarkowe czapeczki , w slangu technologicznym zwane pieprznikami . Nie , że „pieprzne” i ostre . Wykwintne i poszukiwane , zawsze będziecie w dobrym nastroju przyozdobieni takim zalotnym , szelmowskim kapelusikiem . Zawsze „w sosie”  to slogan , który spodoba się młodzieży. 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Breńskie pieprzniki 

Klasyka , klasyką ale dwudziesty pierwszy wiek wyznacza bardziej ekstrawaganckie kierunki . To kapelusiki w kropki . Dla panienek , na plażę , dla dam , jako ochrona przed słońcem . Zastosowań wiele , fasonów również kilka . Kolorystyka pełna . Nawet na zamówienia specjalne stworzymy tęczowe wyroby. Tęgości od rozmiaru S do 3XL . Bestsellerem jest w tym roku brąz w ciapki . 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Nasze wyroby zadowolą najbardziej wymagających klientów . Tych poszukujących ekstrawagancji , jak również tych , zakochanych w klasycznym stylu , gwarantujemy zadowolenie dla starszych i dla młodszych . Wyroby  są bezcenne , wytwarzane jednostkowo i w krótkich seriach . Z najlepszych naturalnych materiałów . Pachnące nowością , świeżością przyniosą Wam wiele radości zarówno podczas „zakupów” jak i w trakcie ich użytkowania .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Szkoda , że mam tylko jedną głowę , gdybym jak niektóre bajkowe smoki miał tych głów więcej niż czterdzieści – każdą z nich przyozdobiłbym dzisiaj niekonwencjonalnym nakryciem głowy . Z breńskiej fabryki kapeluszy , zachwycony podażą wysmakowanych majstersztyków kapeluszniczej pracy – pozdrawia wszystkich  Tazok

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

ze specjalną dedykacją dla nieco zasmuconego klimatem dolnośląskim i trzaskającą pod nogami suszą – Pawła . Z życzeniami by i u Ciebie las był tak mokry , bogaty i hojny w kapelusze , a zwłaszcza tak rozkosznie pachnący wilgocią jak lasy u nas – w Beskidach 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

https://www.lenartpawel.pl/lipcowe-klimaty-w-czerwcowym-lesie

Wyróżnione

Krzyże pokutne na Śląsku Cieszyńskim

 ….czyli będzie trochę mrocznej historii Podbeskidzia
.
Krzyże pokutne to monolityczne, proste i surowe kamienne formy w kształcie krzyża wznoszone przez zabójców w miejscu popełnionego morderstwa. Tej wiosny , 2018 roku postawiłem sobie zadanie znalezienia wszystkich krzyży pokutnych , które znajdują się w mojej okolicy . Na terenach , które kiedyś , przed wiekami , a często nawet i dzisiaj nazywane są „Księstwem Cieszyńskim” . Zwyczaj stawiania tych kamieni przywędrował do Polski z zachodu, a panował prawdopodobnie od XIII wieku do połowy XIX wieku . Na przestrzeni lat krzyże zmieniały swój wygląd oraz formę. Obszar ich występowania sięga od północy Włoch , aż po Skandynawię.  W Europie istnieje ok. 7000 krzyży, w tym najwięcej w Niemczech.
.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Kościół w Studzionce k / Pawłowic Śląskich 04 kwietnia 2018

To niesamowite i fascynujące „budowle”. Do 14 wieku krzyże były proste i pozbawione inskrypcji czy rytów . Te z wyżłobionymi narzędziami, przy pomocy których dokonano zabójstwa, zaczęły pojawiać się w 15 i 16 wieku . Można znaleźć krzyże z rzeźbami kuszy , noży , mieczy , sztyletów , wideł , toporów , włóczni , sierpów , rewolwerów . Zdarzały się też krzyże z atrybutem zawodu ofiary , np.  młotkiem i obcęgami – Napisy informujące o czasie , miejscu , sprawcy , ofierze , powodzie i narzędziu mordu zaczęły się pojawiać wraz z upowszechnieniem pisma. Zadanie , którego podjąłem się w kwietniu 2018 wydawało się być banalne , bo według wujka goggle i danych encyklopedycznych , są tylko cztery miejsca , na ziemi cieszyńskiej , gdzie ostały się te relikty przeszłości . Nic bardziej błędnego , trzy miejsca to betka , znalezienie czwartego zajęło mi dwa dni.
.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Studzionka , dwa krzyże bez inskrypcji , oba przeniesione na teren przykościelny kwiecień 2018

Zwyczaj stawiania krzyży pokutnych kultywowany był na ziemiach polskich od XIII w., a utrzymywał się powszechnie do wieku XVII. Zbrodniarz , najczęściej morderca, chcąc uniknąć kary, mógł zawrzeć z rodziną swej ofiary tzw. traktat pokutny, obejmujący pewną ilość warunków. Do obowiązków sprawcy należało pokrycie kosztów przewodu sądowego i pogrzebu ofiary oraz świadczenie wobec kościoła (np. zakup wosku na świece); musiał także odbyć boso pielgrzymkę do miejsca świętego. Symbolicznym zakończeniem pokuty było postawienie krzyża. Tradycja, pomimo zapewne okazji do wielu nadużyć, wpisywała się w głęboką chrześcijańską symbolikę. Krzyż był jej wyrazem zadośćuczynienia. Stawiano go ku pamięci, uwadze i przestrodze potomnych. Miał również skłaniać przechodniów do modlitwy za dusze tak ofiary jak i zabójcy .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Jeden z krzyży w Studzionce , kwiecień 2018

Przy krzyżu następowało pojednanie sprawcy z rodziną ofiary.Znak krzyża – męki Chrystusa, równocześnie świadczący o zbrodni i pokucie, skłaniał przechodniów do modlitwy za dusze ofiary oraz zabójcy. Służył wreszcie ku przestrodze. Zabójca musiał także łożyć na utrzymanie rodziny swej ofiary. Tradycja stawiania krzyży przetrwała do 1532 r., kiedy w Rzeszy (obejmującej także Księstwo Cieszyńskie) zaczął obowiązywać kodeks karny cesarza Karola V „Constitutio Criminalis Carolina”. Po tej dacie stawiano je już tylko na pamiątkę wydarzenia. Krzyże wykuwane były z miejscowego surowca, którym w przypadku ziem polskich był zazwyczaj granit, piaskowiec, lub zlepieniec. Krzyże różniły się wielkością i kształtem , a ich wysokość wahała się od 30 do 250 cm.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
I drugi , również w Studzionce . kwiecień 2018

Śląsk Cieszyński był wschodnią granicą stosowania kodeksu Carolina , umownie przyjmuje się , że granica na której kończyło się to prawo , przebiegała na Wiśle i rzece Białej. W granicach Księstwa Cieszyńskiego zachowały się cztery takie miejsca . Pierwszy i drugi stoją  na cmentarzu w Studzionce k/Pawłowic Śląskich – co najmniej jeden z nich pochodzi z obszaru księstwa cieszyńskiego. Przypuszczalnie z okolic Strumienia . Trzeci , skromniutki znajdziemy w Cieszynie . Tam zobaczymy krzyż pokutny przy ul. Majowej . Czwarty krzyż – najlepiej zachowany i niedawno odrestaurowany stoi w Pruchnej przy drodze z Cieszyna . Ostatni z tego rodzaju obiektów zapomniany w gęstym, górskim lesie,  znajduje się na zboczu góry Łazek , gdzie dojść można ( przynajmniej teoretycznie ) w 40 min. od przystanku PKS Brenna Skrzyżowanie .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Cieszyn , ulica Majowa , najskromniejszy ale chyba i najstarszy . W połowie kwietnia 2018

W Cieszynie – Boguszowicach , niedaleko przejścia granicznego , stoi na prywatnej posesji najmniejszy tego typu obiekt. Jedynym rytem jest ledwo widoczny symetryczny znak krzyża na prawym jego ramieniu . Nic więcej o nim nie wiadomo , ze zdjęciem też problem , bo otoczony jest wysoką niefotogeniczną siatką i strzeżony przez wielkiego , czworonoga wyglądem przypominającego „Psa Baskervillów ” . Klasyfikowaniem i oznaczaniem krzyży pokutnych w Polsce zajmuje się świdnicka grupa pasjonatów zwana „bractwem krzyżowców. Ich inicjatywą są jednakowe tablice informacyjne – niestety –  bez szczegółów i historii miejsca czy okoliczności wydarzeń .
.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Pruchna przy drodze z Cieszyna do Pawłowic 09 kwietnia 2018

Najlepiej zachowany zabytek pochodzi z 1645 roku . Ustawiony został w Pruchnej , przy ul. Cieszyńskiej i Kilisztwo , po przeniesieniu go z pobliskiego rowu, podczas remontu drogi .Ten wykuty z piaskowca krzyż to jeden z ostatnich na Śląsku Cieszyńskim świadków funkcjonowania starego prawa, nakazującego skazanym wystawiania na ich koszt lub ich wysiłkiem krzyża na miejscu dokonania zbrodni. Napis na krzyżu sporządzono w języku staroczeskim i głosi on : „Roku 1645 dnia 25 lutego został na tym miejscu przez lekkomyślnych towarzyszy syn pana Jana Czerwenki obywatela Starego Cieszyna zamordowany. Boże, bądź miłościw duszy jego amen.” Jan Czerwenka mieszkał w Cieszynie . Zajmował się rymarstwem i wytwarzaniem siodeł . Do dzisiaj w mieście stoi jego kamienica. Sam Czerwenka zamiast brać odwet za śmierć syna zgodził się na pojednanie z zabójcą.
.

Desktop28
Inskrypcje na krzyżu w Pruchnej – po lewej tuż po renowacji w 2009 r ( źródło fotopolska.eu ) po prawej stan obecny w kwietniu 2018

Ostatni zabytek , „namierzyłem” w Brennej . I choć to jeden z najstarszych obiektów zabytkowych breńskiej gminy , gminne księgi milczą o nim , a internet  też niezbyt wylewnie o nim opowiada . 40 minut od przystanku Brenna Skrzyżowanie , pod górą Łazek – w okolicach ulicy Wierzbowej. W przysiółku Barujec.  Według innych danych „ulica”  Rolnicza – Tyle koordynatów. Niewiele . Wjechało mi takie dictum na ambicję . Co ? W Brennej ? Ja nie znajdę ??? Tazok nie znajdzie ? Nie ma takiej możliwości . 
.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Dolina Brennicy zwana Sznuplandią 🙂 – teatr moich poszukiwań . Od lewej Pasmo Szyndzielni , Wysokie , Zebrzydka , Łazek , Czupel , Mała Cisowa w kwietniu / maju 2018

Jak widzicie na fotografii powyżej – jest gdzie sznupać po breńskich groniach . Bez mapy , w bujnym wiosennym lesie , szukaj tu człowieku bez dżi-pi-esa metrowego kamienia . Pierwsze poszukiwania skończyły się odwiedzinami przy góreckim potężnym dębie , pod Zebrzydką , o którym przeczytacie tutaj , na blogu dendrofila Pawła : https://www.lenartpawel.pl/dab-szypulkowy-z-gorek-wielkich-potega-od-korzeni.html 
Dopiero druga wyprawa w mglisty majowy dzień zakończyła się sukcesem .
.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Ryty i inskrypcje na krzyżu pod Łazkiem czytelne jedynie ” zabit 1696″ Brenna 19 maja 2018

Za górami , za lasami , za dolinami , pobili się dwaj górale …. ale czym oni się pobili ? Według słów znanej piosenki – wiadomo że ciupagami . Ale breńscy górale chcieli być oryginalni . Pobili się kopaczkami do kartofli . Już wojna trojańska była o dziewczynę , to powód znany i stary jak świat , nie inaczej było podobno w Brennej . Krzyż pokutny , świadczy o tym , że obydwu Panom zależało na pięknej dzieweczce , a jeden z nich był lepszym kopaczkowym szermierzem niż drugi . I stało się .  
.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Pod górą Łazek – najstarszy zabytek breńskiej gminy 19 maja 2018

Znalezienie owego krzyża tak po prostu „z buta i z marszu” , musi być naznaczone dużą dozą szczęścia. W takim lesie jak na zdjęciu poniżej , trzeba być na prawdę blisko , by dostrzec ten obiekt. Nie wyróżnia się z tła lasu ani kształtem , ani kolorem . Tym większą radość sprawiło mi odnalezienie zagadkowej budowli. Starałem się wszystkimi siłami , by odczytać z rytów coś więcej niż tylko ” zabit 1696 ” . Może to siła sugestii , tym niemniej wydawało mi się , że faktycznie jednym z rytów na piaskowcowym krzyżu jest kopaczka
.
.
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
 .

Natomiast według ludowego przekazu znanego kilku okolicznym mieszkańcom zbrodni miano dokonać kopaczką (w czasie sąsiedzkiej sprzeczki, gdy dwóch gospodarzy próbowało zmienić koryto potoku okresowego, by woda nie niszczyła ich pola, a pole sąsiada). Symbol takiego narzędzia miał się znajdować wyryty na krzyżu u góry nad napisem (podobny znak istnieje, ale jest słabo widoczny i może mieć wiele interpretacji). Krzyż nie jest wpisany do żadnego rejestru zabytków (wbrew tabliczce umieszczonej obok niego przez historyków-amatorów .

Każdy dzień jest podróżą przez historię – świadka minionych czasów , życia pamięci i zwiastunki przyszłości . Nie odwracajmy się tyłem do przodków i pamiętajmy o historii . Bo historia to również suma tego , czego można było uniknąć .
Historia jednego człowieka jest historią całej ludzkości . Jak mawiał mój nauczyciel, w szkole są dwa najważniejsze przedmioty : przysposobienie obronne, żeby wiedzieć , jak strzelać , i historia , żeby wiedzieć , w czyim kierunku a zwłaszcza – z jakiego powodu – użyć wiatrówki 🙂
A że odnalezienie „na czuja : krzyża pokutnego pod Łazkiem to na prawdę nie lada sukces – link poniżej :
Wyróżnione

Beskidy pachnące orchideami

Przymknijcie na chwilę oczy i wyobraźcie sobie łąkę . Pomyślcie sobie o takiej zwykłej , górskiej polanie , bogatej w kwiaty mniszka i dmuchawce , w kolorową  koniczynę , z kilkoma fioletowymi dzwonkami , łące nakropionej setkami kwiatów rumianku . Z trawami , wysokimi po kolana . Widzicie już tę łąkę oczami wyobraźni ? No jasne , przecież pamięć bogata jest w spokojnie falującą na wietrze trawę i w sielskie zielone krajobrazy . A teraz dołączcie do mnie na chwilkę , na dziesięć minut . Siądźcie trochę bliżej , nie tam pod drewnianym ogrodzeniem z bali , tam jest mrowisko . Uważajcie też na świerszcze , nie zróbcie im krzywdy . Wygodnie ? To posłuchajcie i obejrzyjcie co kryje w sobie ta skromniuteńka , malutka polana w Śląskich Beskidach  ….

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

W ciepłe , czerwcowe popołudnie usiadłem na beskidzkiej słonecznej łące , żeby odpocząć , tylko na chwilkę – żeby na moment odsapnąć podczas wędrówki . Rozejrzałem się wokoło i momentalnie zapomniałem o bożym świecie . I zostałem – tam na polanie . Na blisko dwie godziny .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

My , normalni ludzie nie zdajemy sobie sprawy , jak bogate w gatunki są łąki w naszym kraju . Inne rośliny spotkamy na  łąkach leśnych , inne na okresowo zalewanych , jeszcze inne tam, gdzie poziom wody jest wysoki i łąka jest stale podtopiona. Nie bez znaczenia jest także rodzaj podłoża i orografia terenu . W „moich” górach na łąkach i na polanach rosną liczne rośliny , których nie spotyka się na nizinach .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Nie jestem botanikiem , odróżniam jedynie maki od chabrów , odróżnię stokrotkę od kaczeńca . Nie będę tego foto – felietonu zasypywał łacińskimi nazwami i mędrkował nad polską terminologią napotkanych na łące kwiatów. Wystarczy mi dotyk wiatru , roznoszący ich słodki zapach , i obrazy , które udało mi się zachować . Zanurzyłem się z aparatem wśród fioletowego , białego i błękitnego kwiecia , wśród jego różnorodnych kształtów i dyskretnych wonności .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Znacie to uczucie , kiedy włoski na ręce stają dęba , i nagle wyskakuje na ramionach „gęsia skórka” ?? Mam tak często , kiedy „Ona” powie do mnie z uśmiechem :  „Maciusiu” , mam tak , kiedy słucham dobrej muzyki . Miałem „to” niedawno , na szczycie Babiej Góry , kiedy spojrzałem z „dachu Beskidów” na świat u moich stóp. 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

To coś naszło mnie i teraz …. gęsia skórka i włoski na sztorc . Widzę „Kwietną zjawę ?? Szukam jak Hilary okularów …  , gdzie te bryle ?  …. Są . Zakładam na nos i patrzę , a to się dzieje naprawdę , to nie jest wirtualna kwiaciarnia z orientalną florą . Szczypię się w nadgarstek , niemożliwe … Nieopodal , wśród jaskrów i koniczyny widzę – Orchidee ???  na łące ??? w Beskidach ???  Macam kwiaty palcami . Macam , jak kwiaty w wazoniku , na stole w restauracji . Czy to sztuczna chińska podróbka , czy prawdziwe , żywe dzieło sztuki ?

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Desktop29

One też patrzą na mnie . Pociesznymi buźkami beztrosko , jak skowronki na wiosnę , śmieją się do mnie . Wyglądają zupełnie jak naturalne , rozbawione emotikony . Flirtujemy ze sobą wodząc po sobie wzrokiem i podglądamy się nawzajem z każdej możliwej perspektywy . Storczyki wyraźnie mnie kokietują . Mrugają , puszczają perskie oczka . Aż po chwili jeden z tych maleńkich kwiatuszków zebrał się na odwagę , i odezwał się do mnie . I powiedział tak :

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

…. czy wiesz Tazoku , że nasze kwiaty , kwiaty storczyków górskich zapylane są nocą wyłącznie przez ćmy . Wabimy nocne motyle niezwykle intensywnym i bardzo przyjemnym zapachem . Storczykowy nektar dla ćmy jest ambrozją i nieprzeciętnym przysmakiem . Przylatują o zmierzchu po nektar , dotykają wewnątrz naszego kwiatu – dzióbka , a wówczas pyłek przykleja się do ich ciała . Tylko malutkie , nocne motylki są w stanie dostać się do wnętrza moich kwiatów . A nasze storczykowe nasionka roznosi górski wiatr.  Jak wszystkie orchideowate jesteśmy pod ochroną , wpisane na czerwoną listę gatunków zagrożonych .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Skąd miałem wiedzieć ? W najśmielszych wyobrażeniach nie przypuszczałem , że w Beskidach w ogóle rosną storczyki  . Teraz już wiem jak wyglądacie w naturze , wiem gdzie Was znaleźć . A jakie z Was zalotne flirciary 🙂 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Wśród koniczyny i jaskrów kto „w czepku urodzony” wypatrzy beskidzkie storczyki 05 czerwca 2018

Wiecie już , że Śląskie Beskidy to najpiękniejsze góry na świecie , magiczne i fascynujące . Można je „poznawać” z okna samochodu , ale można też usiąść na dwie godziny na stromej łące i dać górom czas by Was uwiodły i zauroczyły . Trzeba tylko pamiętać o jednym : nic nie mów … słuchaj i patrz . Ani się obejrzycie , a zauroczenie przerodzi się w wielką , zmysłową miłość .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

I proszę Was o jeszcze jedno :

Proszę spoglądajcie od dzisiaj dobrotliwiej i bardziej pobłażliwym okiem na „moty” – ćmami gdzieniegdzie zwane . Bez nocnych motylków – Beskidy nie pachniałyby storczykami…

Słońce chowa się za Orłową , czas wracać. Płynnie nadchodzi zmierzch , teraz na Was kolej , nocne motyle . Nacieszcie się i Wy – łąkowym , wieczornym aromatem .  

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Zachód słońca 20:25  –  Pod Grabową 05 czerwca 2018

Dobrej nocy – boska , kwiecista łąko , kolorowych snów – małe , nocne motylki – dobrej nocy storczyki , śpijcie smacznie breńskie góry . Będę marzył o Was we śnie  . Dobranoc .

Wyróżnione

Na „dachu” Beskidów – Babia Góra

… czyli wielkie rzeczy się dzieją kiedy się spotykają ludzie z górami

Beskidy to , baśniowa kraina , inny mistyczny świat , to poszukiwanie  wyjątkowych obrazów , efemerycznych dźwięków i tajemniczych zapachów . By zasmakować tych wrażeń – w górach musisz wykonać pewien wysiłek bez zapłaty . W górach nie ma granic , a samo przebywanie w Beskidach – jest jak dobra muzyka – łagodzi obyczaje . Są elementy rywalizacji , ale rywalizacji z wyznaczonym celem – a nie z przeciwnikiem  , z własnymi słabościami – nigdy z towarzyszem .

Wyjątkową górą , absolutnie wyjątkową jest Królowa Beskidów , Babia Góra ,  Orawska Święta Góra , Matka Niepogód , Kapryśnica , Diabelski Zamek , Diablak ….. w końcu Góra Diabła …. Łooo mamusiu od samego czytania jej nazw – strach ściska co-nie-co z tyłu pleców . Zwłaszcza , że diabelskie epitety nie wzięły się tak „ot” z kosmosu . Grasował tu dawno temu diabeł . Normalny , regularny diabeł – z rogami , kopytami i ogonem

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Widziana ze Stryszawy – Królowa Beskidów  28 maja 2018

Legenda głosi ,że pewien zbójnik postanowił odetchnąć na szczycie Babiej Góry , po powrocie z dochodowej pracy , polegającej na łupieniu bogatych kupców na Orawie . Na szczycie podchodzi do niego Czart i proponuje harnasiowi deal :  będziesz bracie wiódł dostatnie życie , tylko podpisz taki mały cyrografik , gdzie  drobnym druczkiem napisano : „właśnie sprzedałeś swoją duszę ” . Zbój , a jakże też nie w ciemię bity równie drobnym druczkiem dopisuje warunki : zbuduj diable przed świtem kamienny zamek z wielką wieżą , z fosą i oknami na południe , z jacuzzi i siłownią , a dusza będzie Twoja . Kusy uwija się jak pszczela robotnica , i kiedy już miał ustawić ostatnią cegiełkę – wtedy cierpiący na bezsenność kogut z pobliskiej Zawoi zapiał głośno. I cały , diabli , misterny plan wziął w łeb . Duszy nie ma . Machnął więc w złości , niecnota wielkim ogonem i zburzył Diabli Zamek . Kamienie z zamku rozleciały się po całym szczycie i dolinach  ….. diabelny niefart 🙂

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
„Kapryśnica” z Szyndzielni , w lutym 2018

Podglądałem Królową Beskidów ze śląskich gór. Śniłem o niej , stawałem w myślach kolejny raz na jej wierzchołku . Marzyłem o widokach z jej szczytu przy pięknej pogodzie. Nie ja jeden ….. 

Z okolic Tarnowa „podglądał” ją Paweł . I podobnie ostrzył sobie zęby by poznać ją bliżej. Babia Góra , podobnie jak i we , mnie rozpalała pawłowe myśli i ambicję ,  żeby stanąć na jej szczycie.  

Nadaliśmy Jej jeszcze jedną  nazwę : Beskidzka Fudżijama – trafną zwłaszcza zimą

025 (3)
Matka Niepogód widziana z okolic Tarnowa w marcu 2018 fot : Paweł Męderak

Ustaliliśmy wspólnie , jeszcze w marcu. Nie ma opcji – musimy spotkać się „kiedyś” w pół drogi . U podnóża diabelskiego zamku . To „kiedyś” wypadło 28 maja . K2 = kolejni dwaj postanowili zobaczyć , usłyszeć i poczuć : co to znaczy stanąć na dachu Beskidów i jakie to wrażenie mieć cały boży świat u swoich stóp i patrzeć tylko w dół , bo wyżej już się nie da wejść , bo wyżej tylko niebo i chmury 🙂 Babia Góra to kapitalny punkt widokowy na wszystkie strony świata: przy dobrej widoczności można się doliczyć kilku setek szczytów .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
„Kawał góry” widziany z niebieskiego szlaku 28 maja 2018

Tuż po dziewiątej rano ruszyliśmy . Wybraliśmy najatrakcyjniejszy i najtrudniejszy szlak prowadzący na szczyt Królowej Beskidów – Perć Akademików . Zaprowadziła nas do tej jedynej w Beskidach  „via ferraty” 😉 wygodna ścieżka za niebieskimi znakami prowadzącymi do schroniska na Markowych Szczawinach . Spacerowe tempo , wymarzona aura i dzika beskidzka puszcza – Babiogórskiego Parku Narodowego – przywiodły nas do Skrętu Ratowników i – na początku zwykłej ścieżki prowadzącej do perci – a potem dalej na szczyt . Szczytu o historycznym znaczeniu dla turystyki polskiej, niemieckiej, węgierskiej i słowackiej , a także dla nauki – od „zawsze” przyciągającego botaników, geologów i takich z gatunku K2 – kolejnych dwóch .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Paweł nad „Mokrym Stawkiem” obejrzał malutkie traszki i salamandrze niemowlęta 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
„Szumiąca woda” 28 maja 2018

Szlak został wyznaczony 11 czerwca 1925 r. przez Władysława Miodowicza ówczesnego studenta Uniwersytetu Jagiellońskiego i został nazwany „Perć na Babią Górę”. Nazwa szlaku jeszcze dwukrotnie się zmieniała. W roku 1926 prof. Kazimierz Sosnowski nazwał go „Percią Taternicką” natomiast dwa lata później, w 1928 r., twórca szlaku nazwał go „Percią Akademików”  . Podczas wędrówki towarzyszył nam  strumyk „Szumiąca Woda” z którym  związana jest kolejna babiogórska legenda . Otóż , podobno ten kto napije się wody z tego strumyka, będzie tu wracał do końca życia . Kto chce niech wierzy , kto nie chce , niech nie wierzy , my w każdym razie obaj pociągnęliśmy spore łyki kryształowej , lodowatej wody . A że wrócimy tutaj to więcej niż pewne.
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

.

Dreptamy przez las po setkach drewnianych stopni i kamiennych schodkach . Las zdaje się być amazońską dżunglą , lub gwinejskim lasem tropikalnym . Nie od upału , bo temperatura idealna , ale od feerii zieleni , która głaszcze siatkówki oczu barwami pistacji , mięty , malachitu i szmaragdu na tle kobaltowego nieba . nasze oczy chłoną wprost urodę Beskidów.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Abstrakcyjny kalejdoskop piękna

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Własnym oczom nie wierzę 🙂

 

Przekraczamy górną granicę lasu . Rozśpiewany ptakami las – na chwilę staje się przeszłością . Jakby nożem odcięte dźwięki . Nagle otacza nas surowa wysokogórska cisza . Od tego miejsca aż do szczytu będziemy podziwiać zapierające dech w piersiach widoki . Przed nami półmetrowej szerokości półka skalna z łańcuchami . Dalsza droga staje się coraz bardziej wymagająca – za to „diabelsko piękna” . Klamry , stopnie , łańcuchy są skromną  namiastką alpejskich dróg żelaznych – „Via ferrat” .

054
Gęba mi się śmiała przez sześć godzin non stop. A jak mi taki grymas zostanie za zawsze ??? fot Paweł Męderak

„Śnieg , śnieg , śnieg !!! ” jak Basia Wołodyjowska wrzeszczę do Pawła . Bez bałwana się nie obejdzie . Jak małe dzieci lepimy ze śniegu tułów , „nogi” , głowę , podział pracy i poszukiwanie bałwanich atrybutów zajmuje dobrą chwilę . W dobie feminizmu , żeby nikt nie posądził nas , że jesteśmy jakimiś męskimi szowinistami , jednym zgrabnym ruchem , z pomocą żółtego kwiatu mniszka zwanego „u nas” moiczkiem –  zmieniamy płeć Mr Snowman’a na Panią Bałwanową 🙂  Że co ? Że mała ta bałwanica ?? No to proszę bardzo zróbcie większą . 28 maja ?? . Zapraszam do „snowmanchallenge” 2018 

fot Paweł-Tarnów
Autor – Tazok z Panem Bałwanem fot Paweł Męderak 28 maja 2018

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
I Paweł z Panią Bałwanicą 28 maja 2018

Do szczytu już tylko „żabi skok” . Ponad 700 ( siedemset ) metrów przewyższenia nie zrobiło na nas większego wrażenia , ani zakwasów w mięśniach , ani blazów na szłapach ( pęcherzy na stopach ) . Normalnie luzik . Jedynie mięśnie karku nawyrężone  od boskich widoków i obracania głowy – by w 3D , doświadczyć jak piękny jest świat w Beskidach . Tu urocza bałwanica jak z obrazka , tam obłoki , gdzie indziej sasanki alpejskie .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Sasanki alpejskie – na ukwieconych białych łąkach pod szczytem ( wujek goggle pomógł w identyfikacji ) 28 maja 2018

Rach ciach ciach i stało się . Stoimy na szczycie najwyższej góry w Polsce – poza Tatrami . Jakie to uczucie ?? Triumf ? Victoria ? Radość ? Dopiero kiedy tu stanęliśmy okazało się, że w gruncie rzeczy chyba ważniejsze jest aby mieć cel niż żeby go osiągnąć . Jak z króliczkiem . Zabawa jest gonić szaraka . Ale żeby nie było , to coś na kształt dumy – cichutko jednak człowieka rozpiera . Jak patrzyłem z dołu na potężny masyw  „Kapryśnicy”  tak nazwanej od nieprzewidywalnej aury – góry , która zafundowała nam boską pogodę – pomyślałem „kawał góry” . Da popalić . A teraz mam cały świat u stóp. 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Wyżej się nie da 🙂 1725 m.n.p.m. Na dachu Beskidów patrząc w moją , śląską stronę 28 maja 2018

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
… i patrząc w stronę Tarnowa na ups … „Gówniak” , Kępę i Sokolicę  28 maja 2018

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Słowacja – Orawa – może to kolejny nasz cel ??

Jestem spełniony . Tak to najlepsze słowo . Czuję wewnątrz , w sercu , kolaż satysfakcji i ukojenia . Uczta dla ducha , ciała i zmysłów.  Podajemy sobie ręce z Pawłem . Mamy to . Już planujemy następne spotkanie i szukamy celu. Chcesz poznać naturę człowieka – zabierz go w góry . A z Pawłem można konie kraść . I w przyszłości być może , zdobyć zimą K2 ? Dzięki, Paweł , z Tobą nie ma rzeczy niemożliwych  .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Jeszcze będziemy te „konie kraść” . 28 maja 2018

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Pięknie ? No jak nie jak tak  28 maja 2018

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Wyróżnione

Beskidy pachnące żywicą

… czyli nasza „mała Kanada”

Tak , to niemal pewne . Mamy National Geographic i Animal Planet za darmo , bez umowy i abonamentu . Wystarczy wyjść z domu na krótką wycieczkę , na spacer po dolinie , na dłuższą wyprawę w góry . Nieważne czy wczesnym porankiem , czy jak dzisiaj późnym popołudniem – tak by doczekać w górach zmierzchu. Sam czasami nie mogę uwierzyć w te dźwięki , zapachy i obrazy których doświadczamy w „naszych górach” . Łapię wszystkimi zmysłami wrażenia , z których każde jest niepowtarzalne . Przyjemny dotyk natury zawsze wciągnie tak , że zatracenie się w górach jest nieuchronne . Dlaczego ? Sami zobaczcie co takiego jest w naszych górach . Oto moje przepiękne okolice , „nasza” dzika beskidzka „Kanada pachnąca żywicą „

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Dzisiaj , przed zmierzchem w dolinie Wilczego Potoku 20 maja 2018

Niemal wszystko co dzisiaj zobaczycie sprokurował tylko ostatni weekend , od piątku wieczora do niedzieli , kapryśna beskidzka pogoda , i nasze pięć spacerów po dolinach i górach Brennej . Kumulacja wrażeń ? Górska przyroda w pigułce ? Pewnie też trochę przypadku i łut szczęścia .

O5192605.ORF
See You 🙂   –  Pod górą Łazek 19 maja 2018

Byliśmy obserwowani bacznie od wczoraj przez salamandry . Przyglądały się nam po ostatnich deszczach z każdej niemal norki , wyglądały z każdej dziupli i spod każdego prawie kamienia , ich jaskrawe ciała przyciągały wzrok i malowały uśmiechy na twarzy . Jakże miałoby być inaczej , skoro to stronka beskidzkiejsalamandry ? 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Tazoku , nie teraz, mam sjestę 20 maja 2018

Co takiego jest w naszym górskim lesie, że przyciąga nas do siebie jak potężny magnes , że nie możemy się nań napatrzeć , że ciągle tęsknimy za jego szeptami i zapachem ? Że nie ma dla nas znaczenia pogoda, temperatura , pora roku czy nastrój. Znamy ten las jak własną kieszeń , znamy każdą ukrytą ścieżkę, w którą nikt normalny nie odważyłby się zapuścić , każdy krystaliczny strumień i wszystkie drobne , kolorowe kamyki na jego dnie , wiemy, pod którym głazem w potoku mieszkają pstrągi , a w której zatoczce, jesienią kłębią się różnobarwne liście .

Tym „czymś ” jest nieobliczalna i nieprzewidywalna Matka Natura . Spotkanie myszołowa – to nie zdarza się co dzień .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Chyba myszołów , tak na 99,99% 🙂

No bo jak inaczej , jak tylko nieobliczalnością wytłumaczyć , że znienacka wyszła wprost na mnie sarenka . Prawdopodobnie młoda i brzemienna . Właśnie w trakcie zrzucania zimowej sukni na korzyść zwiewnej , letniej szaty ( dzięki Grażko za wsparcie w tej materii ) . Była tak blisko , że nawet krótki obiektyw 40mm wystarczył by ją uwiecznić . 

O5182527.ORF.jpg

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Oba zdjęcia – późnym popołudniem w żarnowieckiej dolinie 18 maja 2018

Wiem , że z tym NatGeo Wild to trochę siermiężne porównanie  , tym niemniej mamy to wszystko na wyciągnięcie ręki , a nie gdzieś tam het , het na krańcu świata , na antypodach. Wróćmy znowu do Wilczego Potoku  – chyba najpiękniejszej breńskiej doliny . Tu oprócz widoków zachwycającego strumienia nastąpił chrzest mojego Sznupoczka w roli fotografa

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Wilczy Potok wieczorem 20 maja 2018

Paparazzi w spódnicy poradziła sobie ze skomplikowanym urządzeniem jakim jest aparat fotograficzny . Jej pęd do szybkiego zaliczenia kursu fotografowania przybrał na sile , kiedy zasugerowałem , żeby traszka górska spacerowała po jej dłoni , a ja zrobię zdjęcia . Błyskawicznie opanowała tajniki migawki , przysłony i czasu naświetlania 🙂 . Tryb auto w takich przypadkach bardzo się przydaję 🙂  Wyszło jak na pierwszy raz genialnie . Oto efekty poniżej i ona , a właściwie on czyli Pan Traszek Górski na mojej dłoni.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Traszka górska – pan Traszek w szacie godowej 20 maja 2018    fot: Marzena Józefowicz

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Spacerkiem po tazokowym nadgarstku 20 maja 2018   fot: Marzena Józefowicz

Pamiętam jak stanąłem kiedyś , późną jesienią , u progu zimy w mgliste , wilgotne , melancholijne przedpołudnie , na polanie do której można dotrzeć tylko „na azymut / na przełaj” , poza wszelkimi normami , na polanie , której nikt z Was nie znajdzie , a ja też nie przyłożę ręki by stała się znaną celebrytką . Tylko tutaj , poza ciepłym domem , czuję się bezpiecznie , jak u siebie , czy to metafizyka ? magia ? spełnienie ? duchowość ? na pewno mistyka – to wszystko w pewnej chwili spotkało się w tym jednym miejscu i otuliło mnie tak przyjemnie , blisko i szczelnie , że mimo chłodu , trwałem tam oczarowany baśniowym , zjawiskowym – naszym lasem. Włożyłem ręce do kieszeni , wpatrywałem się w mgłę , wsłuchiwałem w ciszę , chłonąłem aromat żywicy , mokrych liści i zapach położonych traw na polanie. Czułem się jak Faust, mający oddać duszę diabłu kiedy smakując pełnie szczęścia wypowiadał słowa – a ja powtarzałem za nim – „chwilo trwaj – jesteś piękna „ . Las ogrzewał mnie swoim niewidzialnym , abstrakcyjnym żarem , rozmawialiśmy – milcząc przez ponad dwie godziny .

77074
Brenna 6 listopada 2016

Już od dawna wiem i czuję , że Beskidy rzuciły na nas swój urok . Zaraziły miłością do siebie, miłością odwzajemnioną i zniewalającą , jakby wywołaną przez magiczny eliksir. Miłością dojrzałą , takim uczuciem ,  w którym im więcej dajesz , tym więcej masz do zaofiarowania. Czas uczy nas widzieć sercem i doceniać autentyczność . Nasze doświadczenia prowadzą nas do dojrzałej miłości ….. Kochać , jak to łatwo powiedzieć ….. Życzę Wam spotkania takiej miłości na Waszej drodze , najlepiej z ukochaną osobą u boku . 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Jak tak dalej pójdzie , to Tazok gotów się ze mną ożenić 🙂 19 maja 2018 pod górą Łazek 

 

 

Wyróżnione

Majowe borowiki – pojutrze

Dlaczego pojutrze ? Bo przedwczoraj – to był tylko zwiad . To we czwartek 10 maja – zwiadowca elitarnego plutonu rozpoznawczego „Salamandra” plut. pchor. Tazok , w trakcie nieplanowanej blisko półtoragodzinnej przerwy w pracy , namierzył w żarnowieckiej dolinie sprzymierzone siły aliantów z królestwa grzybów ,w żargonie militarnym zwanych ceglasiami – sztuk kilkanaście. Siły sprzymierzone zgrupowane i okopane były wyłącznie wzdłuż potoku . W wąwozach ścieżek prowadzących na Równicę . Ceglasie miłe i sympatyczne , nieagresywne , przyjaźnie nastawione i skore do współpracy . Uknułem więc misterny plan , by w weekend – czyli „The day after tomorrow” , zaopatrzony w pełny ekwipunek grzybiarza , z koszem włącznie – przeprowadzić tam manewry desantowe – czyli pierwsze prawdziwe grzybobranie AD 2018 .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Cel dzisiejszej wyprawy – dolina między Lipowskim Groniem a Równicą 12 maja 2018

Wstawał parny i mglisty dzień , prognoza pogody kazała się przygotować zarówno na duszne ciepło jak i na ulewy , to i plecak wypełnił się po brzegi nieprzemakalnymi utensyliami , suchym prowiantem i mokrym piciem . Kołatała mi się myśl po głowie , żeby „odwiedzić” wszystkie spotkane przed dwoma dniami borowiki , przygarnąć je do przytulnego koszyka i przeznaczyć w konsekwencji na pyszną majową kolację ze świeżych grzybów.  Przeświadczony ,że tą doliną bez żadnych wytyczonych szlaków przechadzają oprócz nas tylko zwierzęta , zacierałem już ręce , a ślinka sama ciekła na myśl o delikatesowej kolacji. Pierwszy miał być „Pan Kruk” z którym bawiłem się w „a kuku” A tu klops. Cała misterna układanka zawaliła się jak karciany domek. Jakieś podstępne indywiduum na czterech łapach , lub na czterech kopytach zeżarło mi bez pytania Pana Kruka .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Tuż obok Pana Kruka urosło takie cudo 12 maja 2018

Została po nim tylko mała dziurka w ściółce i cicho odśpiewane Requiem . Za to tuż obok : „Król umarł – niech żyje król !” Natura nie zna pojęcia bezkrólewie , dosłownie pół metra dalej młody „prinz” wypełnił pustkę przy jodłowych korzeniach . Znaczy , że kosz może się na coś przydać . Po krótkiej sesji foto pierwszy borowik wylądował w tym sezonie w koszyku. Jeszcze dobrze nie zatrzasnęło się za nim wiklinowe wieczko , a już moje oko przyciągnął kolejny ceglaś i jeszcze jeden , i tam po lewej dwa , i w igliwiu jak na tacy jakiś przystojniak prosi się o darmowy spacer w wiklinowej lektyce  .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Mówiłem Wam, że ceglasie to moje ukochane i najurodziwsze na świecie modele do zdjęciowych sesji ? Pewnie ,że mówiłem , a te majowe – grubaśne , nie tknięte ślimakowymi zębiskami , zdrowiutkie – to po prostu kosmos. Z równie kosmiczną prędkością beskidzka przyroda wystartowała w tym roku . Zupełnie jak japoński ekspres Hikari  – sześćset kilometrów w dwie godziny z Tokio do Osaki . Na zboczach Równicy tymczasem – zawody sprinterskie borowików . Pchają się na świat jeden przez drugiego . Kto pierwszy , kto wyżej urośnie Citius Fortius Altius .  Majowe igrzyska grzybowej olimpiady . 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Ceglasiowy atleta 12 maja 2018

Fiu , fiu . Zmysły zwiadowcy – w siódmym niebie . Puk , puk a ceglasiątko ? ten maluch jak ziarenko fasoli ? A jeśli też była jatka i go coś żuje albo nie daj Boże strawiło już w żołądku ?? Sprawdź – domaga się podświadomość .  Gdzie to było ?? Wiem ! przy wodopoju – takiej wielkiej kałuży – zbiorniku wodnym bez znaczenia strategicznego . Pokonałem kałuże bez użycia sprzętu zmechanizowanego i zanurzyłem się w ciemnicę tam , gdzie rosło ceglasiątko. I co ? No i masz , rośnie sobie , jak z obrazka w niebywałej formie  ale już nie jest niemowlęciem , co więcej opiekuje się swoim małym braciszkiem . Klasa młodzieniec . Poznajecie ? Porównajcie go ze zdjęciem z poprzedniego wpisu z 10 maja 🙂

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Déjà vu ? Niebo robi się granatowe , turla się po górach odgłos grzmotów . Będzie lało . Dzisiaj to mogę tylko powiedzieć zwracając głowę do góry : nie ze mną te numery 🙂 . Kurtka z tkaniny mającej „tex” w nazwie ( żeby nie było kryptoreklamy ) spodnie i buty też z „texem” . A padaj sobie deszczu na zdrowie ceglasiowej bandzie i na zdrowie beskidzkim lasom . Tymczasem dokładam do koszyka kolejne cudnej urody borowiki. Ale jaja – w maju , taka podaż .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Dlatego właśnie uwielbiam ceglasie . maj 2018

Będzie dobre „dzieścia” sztuk , mały koszyk do paska wypełniony w jednej trzeciej . Będzie i kolacja dla nas i dla „babci” Ani , i pewnie jeszcze trochę zostanie . W pamięci zostanie mi ten dzień na długo . Przede wszystkim dlatego , że góry i beskidzki las stanowią dla mnie jedną z najpiękniejszych ucieczek od  naszego współczesnego świata. A „dzieścia” kilka borowików – ceglasi – w bonusie to zawsze biorę w ciemno , dla ich rasowej urody i wybornego smaku. Jestem grzyboświrkiem. I basta. 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Do zobaczenia w Beskidach 🙂

I muszę wbić sobie do głowy , żeby sprawdzać baterię w aparacie . Bo reszta urodziwego towarzystwa „przepadła” z braku prądu . Oprócz tego że grzyboświrek – to baranek też jestem.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Będę pamiętał , ustrońska mądralo 🙂 12 maja 2018

 

Wyróżnione

Majowe borowiki

W zabawie na skojarzenia do hasła „grzyby” pasuje odzew „wrzesień” . Komu przyszło by do głowy połączyć ze sobą borowiki i miesiąc maj? Czy majowe myślenie o grzybobraniu to tylko tęskne wyglądanie późnego lata ? Koszyki gdzieś na strychu przyprószone warstwą kurzu po zimie , noże tępe , octu na marynaty w spiżarni tyle co kot napłakał . Wiosną co najwyżej można trafić w promocji dyskontowej na boczniaka obciągniętego stretchem . Prawda to czy fałsz ? Każdy z nas myśli stereotypowo , że jak Włoch to od razu Don Corleone , jak blondynka ( wybaczcie białogłowy ) to nierozgarnięta . Stereotyp to „droga na skróty” przez nasze myśli. Lubimy stereotypy, nawet wtedy, gdy się do tego nie przyznajemy. Lubimy gdy ktoś robi coś za nas, a stereotyp na tym właśnie polega. Mojego , beskidzkiego świata natury nie zamykam w szufladkach , żeby o odpowiedniej porze wyciągnąć z nich „gotowca” . Posłuchajcie więc o krętej drodze , którą przechodzę by zrozumieć przyrodę , bez gotowych schematów , ogólników i błędnych tez.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Pierwszy tegoroczny ceglaś ( borowik ceglastopory ) z Brennej 06 maja 2018

Pierwszą jaskółką był malec „ogryzek” znaleziony w czasie długiej majówki . Absolutny brzydal i grzybowy Quasimodo . Podobieństwo do przecudnych kolorowych ceglasi , żadne. Jedynie badania DNA potwierdziły przynależność tego osobnika do królestwa funghi. Muszę jednak wziąć obronę tego małego pokraka , bo nigdy przedtem o tak wczesnej porze roku , nie znalazłem jadalnego borowika. Dalej więc mogło być już tylko lepiej . I było. To co dzisiaj mnie spotkało –  a pamiętajcie , że mamy dopiero 10 maja – to zaprzeczenie utartego światopoglądu w kwestii grzybobrania.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
A kuku panie kruku 🙂 Pod Równicą 10 maja 2018

Uwielbiam dolinkę między Lipowskim Groniem a Równicą , to cieniste i wilgotne królestwo salamander . Skoro więc wczoraj wieczorem przeszła nad Beskidami wyjątkowo obfita i długa ulewa , na wszelki zicher do pracy wziąłem aparat . Bo wygospodarować w ciągu dnia godzinkę z hakiem – to aż się prosiło .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
A kuku – z innej perspektywy

Spotkanie salamander to jednak loteria . Nie raz okazywało się ,że wyciągam na tę loterię pusty los. Tak też było i dzisiaj , za to rekompensata jaką otrzymałem od żarnowieckiego lasu przerosła moje najśmielsze oczekiwania . Zaczęło się niewinnie. Jeden ceglasiowy niemowlak wielkości ziarnka fasoli , w ciemnicy zupełnej przycupnął pod jodłową samosiejką i z ciekawością przyglądał się jak próbowałem zrobić mu paszportowe foto w pozycji na śledzia .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Ceglasiątko 10 maja 2018

Ceglasiątko , to była swego rodzaju cisza przed burzą . Dosłownie i w przenośni . Bo nie dość ,że worek z borowikami rozpruł się całkowicie to co chwilę z nad Równicy w głęboką dolinę docierał złowrogi pomruk nadchodzącej ulewy.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
W dolinie żarnowieckiej 10 maja 2018

Byłbym ostatnim frajerem , gdybym posłuchał głosu rozsądku . Stracić takie widoki z powodu lecącego na moją głowę koktajlu złożonego z dwóch części wodoru i jednej części tlenu byłoby – dyplomatycznie mówiąc – nierozsądne . 

Idzie maj przez las , worek grzybów niesie

A przez dziurkę ceglaś ciurkiem sypie się po lesie

tak bym napisał , gdybym urodził się wcześniej niż Tuwim . I wierszyk o majowych ceglasiach , zamiast o Grzesiu , znałby prawie każdy przedszkolak 🙂

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Ceglasiowy matuzalem – ekwilibrysta 10 maja 2018

Tymczasem lunęło . Zdrowa wiosenna pompa. Tak potrzebna majowym borowikom . Ja tam nie z cukru nie rozpuszczę się . Aparat też na szczęście wodoodporny i podobnie jak obiektyw – uszczelniony przed wodą – więc hulaj dusza piekła nie ma . Szukamy dalej . Wpadło mi do głowy wrócić do „Pana Kruka” który bawił się w a kuku i zobaczyć jak znosi majową ulewę . Bez dwóch zdań ciepły deszcz to jest to co tygryski ceglasiowe lubią najbardziej .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
„Pan Kruk” przed deszczem

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
I w czasie deszczu . ( od czego ma się ten kapelusz 🙂

Oj ten deszcz szybko nie przejdzie , niebo zaciągnęło się na granatowo , moja upatrzona jako tymczasowa peleryna – wyniosła beskidzka jodła – zaczyna coraz bardziej przeciekać . Żal wracać bo jeszcze bym paru modeli do castingu wybrał . Pocieszony , że weekend tuż , tuż wracam żeby odkurzyć koszyk i naostrzyć nożyk na grzyby . Niedziela będzie dla nas . Wyruszymy w góry z koszykiem . Po takim rekonesansie ! Nie ma zgody na siedzenie przy grillu.  A Wam : Jak podobało majowe borowikowe grzybobranie ?? Jeśli tak przyjmijcie zaproszenie w śląskie góry . W najbliższy weekend nie będziecie zawiedzeni . O czym z wielką radością informuję i ogłaszam początek sezonu 2018.  Będzie się działo 🙂

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Wyróżnione

Podróże małe i duże – Štramberk

czyli kompletnie odjazdowe miasteczko na majówkę

Wystrzałowa wycieczka musi mieć jedną cechę . Spontaniczność . Wypad w nieznane , na wariackich papierach zawsze jest zaskakujący . Nieoczekiwane wycieczki bez planu zwykle są zaskakujące i pełne wdzięku . Wieczorem , w przeddzień wyjazdu , wpadła nam do głowy dawno zapomniana nazwa miasteczka w Morawskich Beskidach .  Štramberk . To raptem mocniejszy rzut beretem , tuż tuż za miedzą , po sąsiedzku , niemal za progiem domu . Od nas tylko kilkadziesiąt minut drogi . Rezolutna decyzja mogła być tylko jedna . Jedziemy .  Zachodnie , czeskie Beskidy są przepiękne – jak to już w metryce wszystkim Beskidom pisane.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Štramberska „trouba” czyli wieża zwana „rurą” widziana z podzamcza 01 maja 2018

Piękno Beskidów tym bardziej urzeka gdy w ich sercu usadowi się 700 letnie czarujące miasteczko objęte od 50 lata statusem zabytkowego obszaru miejskiego. Właściwie nie wiem od czego zacząć . Jak to mówią – najlepiej od początku . Malownicza miejscowość położona na zachodnim przedgórzu Beskidów . Ze względu na swój urok bywa nazywane Morawskim Betlejem . Štramberk założył, we środę 4 grudnia 1359 margrabia morawski Jan Henryk Luksemburczyk , wydając miastu dokument lokacyjny – Štramberk jest w regionie Novojiczinska jedynym miastem, w którym taki dokument dochował się do dziś dnia .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Wejście do arboretum – wita nas Bonanza 🙂

Majówkę świętują także bracia Czesi , choć przyznać trzeba , że nawet takie atrakcje jak  Štramberk nie są zatłoczone i zadeptane jak zakopiańskie Krupówki czy sopockie molo i można tu spokojniej spędzić dzień nie przepychając się w tłumie . Zaczynamy od Botanickej Zahrady – ogrodu botanicznego znajdującego  się na południowym stoku w miejscu starego kamieniołomu wapiennego Kamenárka i jego okolicy.  Nie ma wiele wspólnego ze znanymi nam ogrodami botanicznymi . Po pierwsze jest na prawdę wielki – mówi się , że ponad 10 hektarów , po drugie rośliny rosnące w ogrodzie , w większości są naturalne , nie sztucznie nasadzone . Wapno i ciepłolubne gatunki roślin pochodzenia sztramberskiego stanowią główną część przyszłej ekspozycji ogrodu kamiennego. Na dnie powstało unikalne mokradło wapniowe dla roślin wodnych i błotnych. Fauna i flora na terenie ogrodu jest bardzo rozmaita, jurajskie wapienie ukrywają tu wiele skamielin . Z niewielką ingerencją człowieka , powoli powstaje tu raj dla roślin, zwierząt i ludzi.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Vapenik Kamenárka – naturalny ogród botaniczny 01. maja 2018

Przy pięknej , sprzyjającej spacerowi pogodzie tuli nas do siebie nas absolutny cud natury . Pierwotny i dziewiczy , prawie całkowicie naturalny , skalny ogród botaniczny , kusi kolorami „enzianów” – goryczek górskich , prymitywnych , wiosennych astrów , przywabia zapachem dzikich lilaków , nawołuje nas swoimi dźwiękami . Kto tak zawodzi w wapiennym amfiteatrze ?? Koziołek sarny ?? Drapieżny ptak ?? Dźwięk jest niespotykany , kompletnie przejaskrawiony i wyjątkowo zastanawiający. Odbija się od wapiennych skał , rozchodzi się to brzmienie po całym ciele jak zagadkowe rżenie . Coś lub ktoś igra sobie naszymi zmysłami .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Enzian – goryczka krótkołodygowa , dziko rośnie tylko w górach . Niezwykły kwiat . Stramberk 01. maja 2018

Tropiąc goryczki , kosaćce , dzikie astry i rozchodniki – idziemy zaciekawieni do źródeł naszego tajemniczego dźwięku.  Wypatrzyliśmy w kamieniołomie kilka wodnych oczek . W wapiennych skałach wilgoć to wielka rzadkość . Wabił nas w stronę wody ten wszędobylski dźwięk . Jakby rechot ?? No jasne że rechot . W ciepłej , płytkiej , kryształowej wodzie urządziły sobie „festiwal piosenki godowej” – żaby wodne . Zielone , urocze wodne zwierzaki , których okres zalotów przypada na koniec wiosny i początek lata, a w Polsce i na północy Czech  mniej – więcej na połowę maja . W okresie tym samce żaby wodnej tworzą nad wodami chóry wydając gromadnie charakterystyczny głos godowy zwany potocznie rechotem.   Trwają one zwykle miesiąc . Pocieszne są . Ich głos jest wzmacniany dzięki nadymanym jak baloniki dwóm pęcherzom głosowym (rezonatorom) znajdującym się po bokach głowy . Żabi raj . Pierwsze wiosenne upały oraz wzrost temperatury wody to dla nich kraina żabiej szczęśliwości.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Żaba wodna – „balonikowy” stworek – w wapiennym jeziorku 01 maja 2018

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Dzikie, górskie irysy Štramberk 01. maja 2018

W takim cudnym  miejscu założył też swoje gniazdo puchacz zwyczajny. Nie wytropiłem go obiektywem , tym niemniej gdzieś tam na skałach obrał swój dom , co potwierdza sympatyczna tabliczka .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

No bajka , po prostu czarowna  opowieść o dzikiej naturze , sama pisze się w tym magicznym miejscu. Wokół , niegdyś prężnego „zakładu górniczego ” wydobywającego wapień do produkcji cementu powstał niesamowity ekosystem , niezdeptany przez ludzi , z minimalną ingerencją Homo Sapiens-a w przyrodę i jej walory.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Kamenárka to również wyśmienite miejsce do uprawiania wspinaczki skałkowej 01 maja 2018

Mógłbym spędzić tutaj cały boży dzień , ale atrakcje miasteczka przyciągają jak neodymowy magnes. Ostatni rzut oka na wapienny amfiteatr i wygodną ścieżką dla „normalnych” lub okrężną ścieżką dla „kozic” opisaną przezornie – „wchodzisz na własną odpowiedzialność ” dojdziemy do naturalnych bram Štramberku.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Štramberk widok ze wzgórza wapiennika 01.maja 2018

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Pani Sznupok , w doborowym towarzystwie Agnieszki i Krzyśka 01 maja 2018

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Ostatni „rzut oka” na arboretum w kamieniołomie ze ścieżki dla kozic 🙂

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Ratusz 01 maja 2018

Pogoda kaprysi . Słońce , wiatr , ciemne burzowe chmury , choć trochę „straszą” , jednak dodają uroku widokom . Uroda Štramberk-u zdaje się nie mieć zahamowań . Pięknym  zrębowym chałupom ( roubenym ) nie ma znaczenia czy słońce , czy chmury . Mają 300  a nawet  400 lat i wyglądają przecudnie na tle zabytkowej , zamkowej wieży – „trouby”

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Zrębowe chaty pod wieżą

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Widok spod wieży zamkowej na zachód w stronę Ołomuńca 01 maja 2018

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Widok spod wieży zamkowej na wschód , na miasto  01 maja 2018

Zgłodnieliśmy . Bez dwóch zdań paręset kalorii przydałoby się uzupełnić .  Kto ma ochotę  na Štramberskie uszy ??? To regionalne ciastka , które  przyrządza się z ciasta piernikowego,  wytwarzane jest na bazie miodu , mąki jajek i cukru z dodatkiem typowych dla pierników przypraw korzennych . Rzadkie ciasto rozlewane jest na gorącej blasze i formowane na kształt kółek . Uszy stały się pierwszego stycznia 2007 pierwszym czeskim produktem regionalnym . Nazwy Uszy sztramberskie używać mogą wyłącznie producenci z terenu miasta . Skąd ta nazwa ????  W roku 1241 na Morawy wpadli najeźdźcy tatarscy, którzy podeszli aż pod Štramberk. Miejscowi obwarowali się na wzgórzu . Kto nie uciekł, tego Tatarzy zabili i ucięli mu uszy bo chan „płacił” za każdego skasowanego niewiernego .  Ajfonów jeszcze nie było , więc ciężko było zrobić fotkę i udokumentować ukatrupioną sztukę . A targać całego denata do „ober”Tatarzyna przez pół Europy jeszcze ciężej 🙂  I wtedy zdarzył się cud – w nocy przyszła ulewa, która cały obóz tatarski zatopiła. Do tego walnie przyczynili się również obrońcy, którzy w nocy przekopali tamę miejscowych stawów rybnych i zalali oblegające wojska . Kiedy woda już opadła w obozowisku tatarskim znaleziono wiele worków z solonymi uszami, których Tatarzy nie zdążyli posłać swojemu Chanowi jako paragonów za wykonaną usługę . Na pamiątkę tych wydarzeń wzgórze Kotoucz przez długie stulecia była miejscem pielgrzymek a miejscowi do dziś pieką piernikowe uszy. W wielu wariacjach – z orzechami , miodem , bitą śmietaną , owocami . PYCHA !!

usi-stramberske
Uszy z bitą śmietaną i truskawkami – Štramberské uši plnene slahackou a jahodami

Pozostałe „atrakcje” gastronomiczne miasta , zwłaszcza restauracja Hotelu Sipka mimo zachęcającego menu i niczego sobie wystroju to wyzwanie dla bardzo odważnych , lub wyjątkowo zdesperowanych . Chyba , że lubicie kabaret z udziałem „kucharza” i „kelnerów” . Przyznam , że mieliśmy na prawdę niezły ubaw . Oj tam , oj tam czepiam się , błądzić – rzecz ludzka , doszliśmy do wniosku, że prawa Murphy’ego w czeskim wydaniu mają po prostu o dwa tomy więcej . Czeski film 🙂

Nie zawodzi uroda miasteczka . Pochyły , stromy rynek , zadbane kamieniczki , przemykające Skody 100S  i MB-iczki ,  miłośnicy dwóch kółek na rowerach z lat 20 i 30 ubiegłego wieku , odrestaurowanych perfekcyjnie .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Lampa karbidowa zabytkowego bicykla Laurin & Klement . Klasyka na 100 fajerek . Szacunek !

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Kolejka , tych co mają coś za uszami 🙂  miejscowy delikates cieszy się dużym wzięciem 

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Nudne współczesne Octavie i klasyka z Mladej Boleslav . 100S-ka . To były fury !

Powoli spacer staromiejskimi zaułkami dobiega końca . Całe niemal podzamcze to chałupy zrębowe przyklejone do zamkowego wzgórza jak gniazda jaskółek . Zakamarki wychuchanego , zadbanego i ukwieconego miasteczka są mało powiedzieć „urocze” . One zapraszają do ponownych odwiedzin . Może jesienią ? Mówimy więc : uvidime se podzdeji  , „na shledanou”  Štramberk .

Śmiało planujcie już wypad do tego cukierkowego miasteczka , nie zawiedziecie się . W końcu to Beskidy !

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

SUPLEMENT :

Przywabiła mnie tutaj jeszcze jedna ciekawostka . Podobno przy odrobinie szczęścia i cierpliwości , można spotkać w arboretum  : 

Štramberskiego motyla – niepylaka apollo
Czasami zdarza się, że jeden gatunek fauny występuje na ograniczonym obszarze w izolacji, bez kontaktu ze swoim gatunkiem. Żyjąc w takich warunkach przez dostatecznie długi okres zaczyna odróżniać się od innych występujących na innych obszarach. Takie gatunki nazywane są endemitami. Taka sytuacja nastąpiła w przypadku motyla niepylaka apollo, żyjącym w okolicach Kamenárki i Štramberka. W latach 30-tych XX wieku został jednak wytępiony przez kolekcjonerów. Negatywny wpływ miało także wydobycie wapienia i zmiana charakteru krajobrazu. Zniknęły pastwiska, na których rosły rozchodniki, niezbędne do przeżycia gąsienic motyli . Nawrót tego chronionego gatunku motyli jest wynikiem reintrodukcji przeprowadzonej w latach 80. ubiegłego wieku przez Czeski Związek Ochrony Przyrody w Štramberku. Motyle stopniowo rozmnażano z gąsienic przywiezionych w 1986 roku ze Słowacji. W latach 90-tych było ich już na tym terenie więcej niż 1000. Mimo wszystko nadal konieczne jest monitorowanie sytuacji i opieka nad miejscami ich występowania. Jest uważany za relikt epoki trzeciorzędu i jest jednym z największych czeskich motyli dziennych. Rozpiętość jego skrzydeł wynosi 50 – 95 mm.

O5012265
Jeden z tysiąca stramberskich niepylaków źródło stramberk.cz

Wyróżnione

Woda to życie . Do źródeł – potok Gościradowiec

..czyli relaksacyjny ???  spacer dla kuracjuszy

W Ustroniu nie brakuje pięknych widoków i , rzecz jasna , sądząc po nazwie miasta ustronnych zakątków . Ale żeby aż tak – niemal w centrum miasta ???

Jest rok 1883 . Johann Kubisch – arcyksiążęcy zarządca ustrońskiej huty , podczas rekreacyjnego spaceru doliną potoku Gościradowiec natknął się na wypływającą z zawalonej sztolni strużkę . W starej sztolni wydobywano przez dwa wieki dla miejscowej huty żelaza – rudę tego metalu – syderyt . Woda płynąca do potoku zostawiała za sobą rdzawy osad . Kilka lat później , staraniem Towarzystwa Upiększania Ustronia ( Verschönerungsverein in Ustron ) źródełko zostało ocembrowane kamienną obudową , na której umieszczono żeliwną tablicą z napisem Eisenquelle – Źródło Żelaziste. Z miejsca stało się ono celem spacerów kuracjuszy , coraz częściej i chętniej odwiedzających spokojny dotąd kurort usadowiony w Bramie Beskidów.

Dolina Gosciradowca 790291 Fotopolska-Eu
Droga wzdłuż doliny do Źródła Żelazistego początek XX wieku źródło fotopolska.eu

Piękną ścieżką wytyczoną wzdłuż potoku , z przerzuconymi przez nurt uroczymi mostkami przechadzali się do źródełka Eisenquelle kuracjusze i mieszkańcy . Celem spacerów było  skosztowanie wody ze źródła żelazistego ,  lub też ( co równie ważne ) doskonałego ustrońskiego piwa podawanego w pawilonie powstałym pod koniec XIX wieku. Tuż przed drugą wojną , w miejscu pawilonu , w 1938 powstał pensjonat z restauracją o tej samej nazwie co źródło .

Pawilon restauracyjny przy zrodle Zelazistym Fotopolska-Eu
Pawilon przy źródle żelazistym – początek XX wieku źródło fotopolska.eu

Od spaceru CK zarządcy minęło z górą 130 lat  . Czy  w XXI wieku pozostało coś z szarmu i uroku starego śląskiego kurortu  ?  Czy zachwyca równie namiętnie potomnych – sami się przekonajcie – zapraszam na wiosenny spacer „Do źródeł” , a właściwie dwa nasze spacery złożone w jeden . Pierwszy z ubiegłego tygodnia , drugi , dłuższy z dzisiaj 21 kwietnia.  Ruszajmy więc . Zaczynamy .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Widok z mostu na Zawodzie i ujście potoku – mały drewniany mostek po lewej w kwietniu 2018

Tuż za mostem na Wiśle , łączącym centrum miasta z dzielnicą uzdrowiskową , wprawne oko dojrzy po lewej stronie zdjęcia niewielki mostek i pod nim strumyk wpadający do Królowej Polskich rzek . To nasz bohater – potok Gościradowiec . Rzędna ujścia strumienia to jedynie 355mnpm , jego dolina jest wielce kuszącym zakątkiem , zwłaszcza wiosną . Jest głęboka , i cienista . Wzdłuż potoku prowadzi leśna dróżka , oznaczona i nazwana ” szlakiem źródlanym” . Na przekór jednak wybieram drogę na azymut – wartkim nurtem strumienia , pod kilkunastoma sympatycznymi mostkami . Pech chciał ,że akurat teraz prowadzone są prace porządkowe w dolinie , w tym „kosmetyczna” nieskoordynowana i chaotyczna ( jak na mój gust ) wycinka , skutkiem czego pozostawione gałęzie i ścięte drzewa w poprzek potoku nie ułatwiają spaceru .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Strome brzegi zbudowane są z szarych łupków ilastych , miejscami rudych od zawartego w nich żelaza , jak żywo przypominają mi  dobskie i połczańskie warstwy fliszu . Wśród tych płaskich – często – jak tekturka łupków potok wyżłobił sobie najkrótszą drogę do ujścia . Za to jaką drogę !!! Prawie niewidoczne z góry niewielkie wodospady i naturalne kaskady widziane z „poziomu wody” zapierają dech w piersiach . By je zobaczyć z bliska , „wystarczy tylko” zejść niemal pionowym brzegiem trzymając się korzeni i gałęzi i stojąc powyżej kostek w wodzie ( uff , membrana w moich butach jeszcze daje radę 🙂  ) obserwować te cuda natury.  Tak to Śląskie Beskidy i miasto Ustroń , a nie alpejskie parki narodowe.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
To nie jest Chorwacja i Nacionalni Park Plitvicka Jezera , to Ustroń na Śląsku w kwietniu 2018r.

Wodospady przez tysiące lat wyżłobiły w stosunkowo miękkim podłożu charakterystyczne kotły eworsyjne . Głębiny dochodzące do blisko metra , tuż za naturalnymi progami ze szmaragdową , momentami niemal czarną wodą to właśnie skutek eworsji . Czyli rodzaju erozji podłoża , żłobienia przez wodę i materiał skalny niesiony przez strumień – głębokich mis , których zakamarki upodobali sobie wodni drapieżcy – cętkowane pstrągi potokowe  – zaświadczając tym samym o wyjątkowej czystości wody w strumieniu . 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Jeden z naturalnych wodospadów , i jego „kociołek” eworsyjny , kwiecień 2018r.

Który to już mostek ? Piąty ? Siódmy ? Straciłem rachubę przechodząc pod nimi , bacznie obserwowany z poziomu ścieżki przez ciekawskich kuracjuszy . Dzieli mnie od spacerowiczów raptem parę metrów , idziemy tą samą dolinką , a jednak każde z nas wyniesie ze źródlanego szlaku inne , odmienne wrażenia. Bardzo charakterystycznymi elementami potoku są kamienno – betonowe kaskady , progi i zapory przeciwrumoszowe ułożone z kamiennych bloków . Miejscami pojedyncze, miejscami potrójne . Największa ma szerokość 12metrów , zbudowane zostały jeszcze w XIX wieku . Środki na ich budowę przekazał Rząd Krajowy Śląska Austriackiego . Dla upamiętnienia pobytu w Ustroniu w 1890r ówczesnego prezydenta / premiera? / K. Jaegera , najniżej położoną zaporę i kaskadę nazwano jego imieniem Jäger – Sperre , czego niemym świadkiem jest ledwie widoczna kamienna tablica na zaporze z napisem Jäger – Sperre i datą 1890 .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
„Zapora”  Jägera , kwiecień 2018r.

Dolina Gosciradowca Fotopolska-Eu
Jägersperre niemal 130 lat temu , źródło fotopolska.eu

Konia z rzędem , połowę królestwa i królewnę za żonę / księcia za męża dla feministek / dla śmiałka , który odważy się rozsądzić wyższość XIX – wiecznego pejzażu nad XXI wiecznym lub na odwrót. Zwłaszcza , że nawet nie dotarliśmy do połowy naszej wycieczki . Przed nami kolejne mostki , bystry strumień , ukwiecone brzegi i jeden z celów – Eisenquelle – Źródło Żelaziste. 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Górska woda zdrowia doda 🙂 . A z pewnością doda jonów żelaza , potasu i wapnia . Eisenquelle 21 kwietnia 2018

Pewnie wody zdrojowe z Polanicy czy Muszyny są wyżej w rankingu tak dobrodziejstwa , jak i zmineralizowania czy popularności. Woda z Eisenqulle w smaku jest wyborna , zresztą jak każda źródlana woda . Wydajemy grube tysiące na butelkowane „wody mineralne” , które nie mają nic , absolutnie nic wspólnego ze smakiem wody ze źródła żelazistego . Niekoniecznie musicie mi wierzyć na słowo , możecie sami ocenić , bo ten felieton to także ( a może zwłaszcza ) zaproszenie na spacer szlakiem źródlanym. Przynajmniej do tego miejsca a nawet odrobinę dalej jest to ścieżka dla każdego .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
To jony żelaza barwią źródło i kamienie za „zardzewiały” rudy kolor

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Największą popularnością źródło cieszyło się pod koniec XIX wieku, a to za sprawą lekarza zdrojowego , który zalecał kuracjuszom picie wody ze źródła żelazistego. Jeszcze w latach trzydziestych ubiegłego wieku historyk pisał : ” woda tego źródła pita na miejscu posiada siłę uzdrawiającą przy chorobach anemicznych ” natomiast w jednym z folderów reklamowych z niewielką przesadą informowano iż : ” radioaktywne źródło lecznicze pomnaża wybitnie możliwości zdrojowe Ustronia ”  . Czy faktycznie woda z Eisenquelle miała i ma właściwości lecznicze ? Z pewnością tak , bo choć zawartość jonów żelaza jest niewielka , mniejsza od norm stosowanych dla wód leczniczych , to samo otoczenie , sam spacer historyczną ścieżką uzdrawia tak ciało jak i duszę.  Rdzawy osad do dzisiaj widoczny jest przy wypływie , tak więc coś na rzeczy z pewnością jest . W końcu Ustroń to Zdrój i basta !

 

Dolina Gościradowca jest oazą cienia , wilgoci i rześkiego powietrza. Dzisiaj w porywach temperatura dochodziła do 29 st , było sucho , tylko lekki wietrzyk dawał niewielką ochłodę . Za to zejście i zanurzenie się w głębi nurtu strumienia i przechadzka po śliskich omszałych kamieniach w wilgotnym klimacie górskiego potoku było jak odmładzające spa . A do tego te boskie widoki  –  Niagara , Wodospady Wiktorii czy Iguazu są gdzieś daleko , na krańcach świata . W dolinie Gościradowca spotkacie równie piękne , choć nie tak majestatyczne naturalne bystrza . Jak dla nas to cud , miód i orzeszki 🙂  

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Jeden z ustrońskich wodospadów 21 kwietnia 2018

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
I drugi , równie piękny 21 kwietnia 2018

Na końcu ulicy Źródlanej , kończy się spacerowa ścieżka , dalej , do krynicy , i początku potoku będzie już typowo górski spacer . Cały niemal czas droga prowadzi nas wzdłuż czerwonego szlaku . Tutaj , w Ustroniu swój początek bierze najdłuższa i najbardziej pożądana marszruta polskich gór . To GSB , Główny Szlak Beskidzki , blisko 500 kilometrowa przygoda z Beskidami . I nie bez przyczyny początek wyznaczono w Ustroniu . Tak pięknego początku nie dałoby się znaleźć gdzie indziej. Już na wstępie do beskidzkiej przygody natura karmi nas oszałamiającymi wiosennymi urokami gór i lasów bukowych , wybarwionych wiosną na miętowo , tak jakby nierealnie . 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Tapeta na pulpit ?

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Moje słońce w słońcu 21 kwietnia 2018

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Kwietniowe kolory beskidzkiej buczyny : srebro pni , miętowe listki i lazurowe niebo

Do źródła Gościradowca spacer daje popalić – nawet największemu twardzielowi , zrosi się czoło od potu wylanego na stromym podejściu . Słynne pytanie ze „Shreka” : ” Daleko jeszcze ?? ” ma tutaj większy sens niż gdziekolwiek indziej , to moje słońce – Marzena – bez zimowej i przedwiosennej „zaprawy” zasapało się niebożę , ale pocieszane przeze mnie dzielnie wspina się , jeszcze 200 , 100 metrów . I w końcu – Jest . Cel naszej wyprawy – polana na zboczu Równicy  . Polana to magiczne miejsce kryje , a właściwie odkrywa przed odwiedzającymi swój kilkusetletni sekret .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Kamień ewangelików pod Równicą 

Tutaj , przed z górą trzema wiekami protestanci ze Śląska Cieszyńskiego w obawie przed prześladowaniami stworzyli  podobny ,  jak opisywany wcześniej na beskidzkiejsalamandrze  w felietonie o Błatniej –  Leśny kościół z czasów kontrreformacji  . Miejsce kultu  dla ewangelików, którzy nie ulegli przemocy, czerpali siłę z książek religijnych,  pieśni i lasów. W leśnych ostępach, jaskiniach, grotach, z dala od śledzących oczu gromadzili się na modlitwach, odprawiali nabożeństwa, przyjmowali Komunię Świętą. Na spotkania zapraszano księży ze Słowacji, którzy przybywali z posługą w przebraniu pasterzy . Kamień na zboczu Równicy (883 n.p.m.) jest najbardziej znanym dzisiaj i najwcześniej odkrytym kościołem leśnym .  Kto pierwszy odnalazł to bezpieczne miejsce? Prawdopodobnie byli to okoliczni mieszkańcy. To oni mogli ułożyć dwa głazy: okrągły (323 cm obwodu o średnicy 105 cm) oraz sąsiadujący o wysokości ok. 190 cm. Wyryte są na nich tablice Mojżeszowe oraz… kielich. Ten kielich to jak gdyby pieczątka husytów, ich znak rozpoznawczy.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Na kamiennej tablicy przy źródełku jest data – 16 lipiec 1904. Być może, łączy się ona z postacią Wilhelma Scharberta (1865 – 1955), który był kupcem i jako miłośnik gór wraz z przyjaciółmi na nowo odkrył to miejsce i ustawił porozrzucane głazy na obecnym miejscu,  przywracając je naszej pamięci. W 1928 roku w myśl rozporządzenia Prezydenta Rzeczypospolitej z dnia 6 marca miejsce to zostało uznane za zabytkowe i pozostawało pod opieką konserwatora zabytków. Na głazie tym w roku 1934 umieszczono na bocznej ścianie napis: Zzuj obuwie twe albowiem miejsce na którem stoisz ziemią święta jest 2 Mojż. 3,5. Miejsce nabożeństw ewangelickich w latach od 1654 do 1709.

Już przed II wojną parafianie ustrońscy w przeddzień pamiątki poświęcenia kościoła ap. Jakuba Starszego (25.07.) spotykali się przy Kamieniu na Równicy. W latach powojennych jeden z głazów został przez nieznanych sprawców zrzucony ze stoku i miejscowi parafianie nie bez trudu ponownie ustawili go na starym miejscu. Tradycja organizowania regularnych zgromadzeń sięga prawdopodobnie początku lat pięćdziesiątych. W pamięci najstarszych utrwalił się dopiero rok 1958, kiedy to sekretarka parafialna w Ustroniu p. Zuzanna Śliwka z Jaszowca, prowadząca szkółkę niedzielną na Równicy,  na zakończenie roku szkolnego zgromadziła przy Kamieniu dzieci i młodzież szkolną wraz z rodzicami. Po rozmowie z mieszkańcami Równicy postanowiono na kolejne spotkanie zaprosić proboszcza ustrońskiej parafii. Ks. Paweł Bocek zaproszenie przyjął. Było to w 1961 roku  i postanowiono wtedy corocznie  odprawiać nabożeństwa w pierwszy czwartek po Święcie Trójcy Świętej (katolickie święto Bożego Ciała). 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Miejsce kultu jest otoczone lasem, a źródełko zawsze obfituje w wodę, której do dzisiaj niektórzy przypisują niezwykłe właściwości. Daje ono początek potokowi Gościradowiec. O smaku wody nie będę już przynudzał , wystarczy że napiszę ,że wszystkie możliwe termosy i butelki natankowaliśmy „pod korek” . I tu właściwie można by zakończyć naszą kwietniową wycieczkę , tym bardziej ,że moja kochana towarzyszka na prawdę nie miała dzisiaj dnia na wspinaczkę . Umówiliśmy się tak : zejdź spokojnie i bezpiecznie w dół do Ustronia , a ja „zerknę tylko” jeszcze czy Równica stoi tam gdzie zawsze . Spotkamy się przy źródełku żelazistym. OK ? OK 🙂 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Widok na Ustroń , Skoczów i Lipowski Groń 21 kwietnia 2018

Mnie tam dwa razy nie trzeba powtarzać . Buziak i fruu , w tempie Denisa Urubki na Równicę . Widoki , widoki , widoki – tylko i może aż ciągną mnie zawsze pod górę . Spotykam tuż pod szczytową polaną ciekawską sarnę , przypatruje mi się z zarośli .  Zbyt daleko by ją uwiecznić na kliszy . Inne cuda lądują za to w pamięci aparatu .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Widok na Ustroń , Cisownicę i Morawskie Beskidy

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Widok z polany pod Równicą na dolinę Wisły i słowacką Małą Fatrę – jeszcze w śniegu

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
I jeszcze raz Lipowski Groń w lazurowo-miętowej szacie 21 kwietnia 2018

Zegarek , która ?!?!  Mam 20 minut do umówionego spotkania przy źródełku . Na skróty , na czuja i azymut zbiegam przez las nie odwiedzany ludzką stopą od jesieni . Piękny , pachnący wiosną beskidzki las , w którym czasem wydarzy się jakaś zwierzęca tragedia . Cóż prawa natury . Wybielały szkielet koziołka wygląda jak wykopalisko Archeopteryxa .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA 

Zdążyłem na umówiony czas i miejsce . Buziak , ciągniemy „zapałki” , kto w karczmie Wrzos napije się wybornego ustrońskiego ciemnego koźlaka . Takiego jak w pawilonie przy Eisenquelle 130 lat temu . Wybornego , zimnego lekko słodkiego i mocnego ustrońskiego piwa . Shit …. znowu trafiła mi się krótsza zapałka . Mineralną „Ustroniankę” i zimnego koźlaka dla Pani poproszę …… Cudny dzień .

 

 

 

Wyróżnione

Dobra grafini , geofity i 910 cm w pasie czyli….

…wiosenny spacer po Gross Kuntschitz

Sądząc po nazwie miejscowości można by założyć , że wiosnę będziemy witać w Niemczech czy w Austrii  , tymczasem Gross Kuntschitz dzieli od nas nieco ponad dziesięć kilometrów . Często mówi się , że w niektórych zakątkach czas stanął w miejscu. Równie często nadużywa się tego porównania . Zachęceni pięknym ciepłym dniem i ciekawostkami związanymi z tą miejscowością , jak również  hołdując zasadzie „cudze chwalicie ….”  wybraliśmy się na długi spacer po Gross Kuntschitz – Kończycach Wielkich . To Pogórze Śląskie u podnóża ukochanych naszych Beskidów.

Tak po prawdzie to celem naszej wyprawy miały być pomnikowe drzewa zgłoszone do konkursu „Drzewo Roku Klubu Gaja” Celem tego konkursu jest promowanie postawy szacunku dla przyrody oraz wyszukanie przykładów ciekawych i trwałych związków pomiędzy kulturą i historią lokalnej społeczności a drzewem, które jest przez nią szczególnie doceniane. 

Konczyce_Wielkie_251960_Fotopolska-Eu(1)
Gross Kuntschitz – Kończyce Wielkie źródło fotopolska

Okazało się , że ta mała osada , zapomniana gdzieś w dolinie rzeczki Piotrówki , tam gdzie faktycznie masz poczucie, że czas się zatrzymał to również sympatyczne miejsce na spędzenie wolnego dnia . Z dala od tłumów , w bliskości natury , w towarzystwie wszechobecnej historii . Czemu nie . Francja ma zamki nad Loarą , my mamy zamki nad Piotrówką . Polacy przecież nie gęsi 🙂

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Zamek w Kończycach 08 kwietnia 2018

Dobra grafini : Gabriela von Thun und Hohenstein

Jest październik 1957 roku. Do Kończyc Wielkich przyjeżdżają autobusy pełne zapłakanych ludzi. Mieszkańcy całego Śląska Cieszyńskiego żegnają Gabrielę von Thun-Hohenstein, ostatnią przedstawicielkę kończyckiej linii rodu Larischów. Pochowana zostaje na miejscowym cmentarzu. Nekrologi hrabiny ukazują się w komunistycznych gazetach razem z jej arystokratycznymi tytułami, co było ewenementem w tamtych czasach. Tak pożegnano ostatnią wielką damę Austrii. Dla tutejszych ludzi była symbolem starych, dobrych wartości. Jej pogrzeb miał więc znaczenie także symboliczne. Słynna arystokratka urodziła się w 1872 roku w Wiedniu. Wywodziła się z jedynego magnackiego rodu na Śląsku Cieszyńskim: jej ojcem był hrabia Eugeniusz Larisch-Moennich, po którym odziedziczyła posiadłość i zamek w Wielkich Kończycach pod Cieszynem, gdzie osiadła po ślubie w 1893 r. z Felixem hrabią Thun-Hohenstein, adiutantem cesarza, później austriackim feldmarszałkiem. Począwszy od końca XIX wieku poświęciła się działalności dobroczynnej . Jednym ze szczególnych pól działalności grafini Gabrieli była opieka nad dziećmi i młodymi matkami. W 1904 r. zainicjowała i doprowadziła do uruchomienia w 1910 r. Szpitala Dziecięcego w Cieszynie  . W Cieszynie przyczyniła się też do powstania pierwszego Pogotowia Ratunkowego na Podbeskidziu . To miasto nadało jej tytuł honorowego obywatela Cieszyna, podkreślając jej ogólne zasługi na polu dobroczynności, szczególnie jako prezydenta kobiecego oddziału Czerwonego Krzyża , Stowarzyszenia Kobiecego oraz Towarzystwa do Zwalczania Gruźlicy Płuc oraz przy uruchomieniu szpitala dziecięcego.

Gabriele_Thun_Larisch_1901_Pietzner

Gdy wybuchła II wojna światowa potępiła Hitlera, nazywając go zbrodniarzem, i odmówiła wyjazdów do Wiednia, tłumacząc, że Austria zbyt łatwo mu uległa. Od razu zaczęła pomagać polskim żołnierzom: rannym dostarczała żywność i papierosy, zabiegała o zwalnianie jeńców z obozów, wykłócała się z dowódcami o ich ludzkie traktowanie. Część mieszkańców Śląska Cieszyńskiego przetrwała wojnę tylko dlatego, że hrabina zatrudniła ich w swoim majątku. Od 1945 roku dla nowych władz zasługi hrabiny nic nie znaczyły, po wojnie została uznana przez komunistów za wroga. Żołnierze radzieccy zdemolowali jej zamek w Kończycach, a cały majątek został przejęty przez państwo.W tej trudnej sytuacji znalazła jednak powody do radości, bo w jej rodzinnym zamku powstał dom dziecka. Została zupełnie bez środków do życia, ale na jedną rzecz komuniści się nie odważyli , o ile inni arystokraci musieli opuścić swoje rodzinne strony i nie mogli się do nich zbliżać, hrabinie Gabrieli pozwolono zostać w Cieszynie. Komuniści bali się, że jej przepędzenie wywoła protesty ludzi. Rodzina namawiała ją, żeby wyjechała, ale ona nigdy nie chciała się wyprowadzić, zamieszkała w malutkim mieszkanku w Cieszynie Po II wojnie światowej została pozbawiona całego majątku, zmarła w Cieszynie w 1957 r. wspierana do końca przez mieszkańców tego miasta oraz Wielkich Kończyc. Była po prostu kobietą o wielkim sercu, która obok cudzego nieszczęścia nie była w stanie przejść obojętnie . „Dobra Pani z kończyckiego zamku” – tak o niej mówi się do dzisiaj .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Miejsce spoczynku Thun-Hohensteinów 08 kwietnia 2018

W Kończycach stoi od połowy XVIII wieku  piękny drewniany kościół  którego  wieża uznawana jest najbardziej strzelistą w całych Beskidach i na Pogórzu Śląskim . Ściany wieży są dość mocno pochylone, co przy jej wysokości zapewnia stabilność przy kołysaniu dzwonów. Dzwony w tym kościele są bardzo cenne ze względu na ich wiek. Jeden z nich pochodzi z roku 1489 roku ( ho ho , toż to przed Kolumbem 🙂 , a drugi z roku 1555 roku. Kościół pod wezwaniem Michała Archanioła  już z daleka zwraca uwagę piękną, smukłą sylwetką. To największa, drewniana świątynia na Śląsku Cieszyńskim. Także najwyższa. Zbudowano ją w 1777 roku , a odbyło się to również w sposób szczególny. Po prostu nowym kościołem „obudowano” starszy , który przez pewien czas znajdował się w nim jak w futerale