Wyróżnione

Pięć znaków miłości

….. czyli prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie

„Homo Sapiens” to my . „Władcy świata” . Naj … Naj … Naj… na zielonej planecie zwanej Ziemią . Uważamy się za bogów , czyniącymi sobie Ziemię poddaną . Panujemy nad Słońcem i Księżycem , nad lasami i nad morzami . Pozjadaliśmy wszystkie rozumy . Jesteśmy butni , nieomylni , nabuzowani przeświadczeniem o własnej wartości. Jesteśmy cyniczni i złośliwi , zimni i wyrachowani . Jesteśmy wypaczeni współczesnym światem . Wypaczeni pieniądzem i cywilizacją . Jesteśmy tylko ludźmi … popełniamy błędy. Pozwalamy naszemu napiętemu harmonogramowi i trybowi życia dyktować nam plany na przyszłość , pozwalamy naszemu gniewowi wykorzystać nas tak , że zapominamy , jak kochać prawdziwie

20200402_110621
Rubik 02. kwietnia 2020

To tak , jakby nic nigdy nas nie już nie miało zadowolić ani nie uczynić nas szczęśliwymi . Permanentnie przyjmujemy , bierzemy , zagarniamy pod siebie , nie dając nic w zamian , ale jednocześnie gdzieś w głębi duszy oczekujemy dla siebie towarzystwa . Tego rodzaju towarzystwa , dzięki któremu nasze dni będą jaśniejsze , a nasze serca zaczną znowu uczyć się kochać . Pragniemy szczególnej formy uwagi , której inni ludzie nie są w stanie nam dać . Jest jednak na „poddanej człowiekowi Ziemi „ ktoś jeszcze , kto może nam dać całą swoją miłość i uwagę . Jeśli jesteś opiekunem psa , to wiesz o kim mówię . Wiesz , że Twój pies jest twoim najlepszym przyjacielem . Jego bezinteresowna natura nas pociesza i patrzy w Twoją skołataną duszę jak w obrazek .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Rubik na Równicy . Kwiecień 2020

Chociaż nie zdajemy sobie z tego sprawy, często zapominamy, jak naprawdę są niesamowite nasze psy . Oto pięć znaków , które daje Twój pies , pokazując że  jest nie tylko twoim zwierzakiem , ale także twoim najlepszym przyjacielem .

1. Bliskość

Nie każdy dzień jest łatwy i czasami potrzebujemy silnego ramienia, aby na nim wesprzeć i wypłakać , lub kogoś , kto jest w stanie zapewnić nam bezpieczeństwo . Ludzie nie zawsze chcą wziąć na siebie tę odpowiedzialność. Nie zawsze jesteśmy w stanie pocieszyć innych lub po prostu słuchać . Jednak nasze psy są zawsze gotowe do słuchania naszych skarg i problemów . Kładą swoje futrzane łebki na naszych kolanach i patrzą na nas błyszczącymi oczami . Kiedy płaczemy , węszą nasze gorące twarze i oblizują słone łzy . Kiedy jesteśmy chorzy , wskakują na łóżka i śpią obok nas . Chcą być w dobrych i złych chwilach zawsze blisko w naszym życiu . Trudno jest znaleźć tego rodzaju zaangażowanie w ludzkich sercach . Gesty i bliskość naszych psów nie są wymuszone , to ich sposób okazywania miłości .

20160226_222750

2. Lojalność 

Niezwykle rzadko spotykamy kogoś , na kim naprawdę można polegać . Jako ludzie nieustannie się zawodzimy . Rozczarowujemy się na innych , rozczarowujemy się na ludziach obok nas , nawet na tych , których kochamy . Rozczarowujemy się również na sobie . Bo nie rozumiemy często nawet samego siebie . Wygląda na to , że ucieczka od rzeczywistości i ukrycie się , jest dla nas najłatwiejszym wyjściem . To jest nasz sposób na porzucenie naszych obowiązków ale i jednocześnie prosty sposób na wyrządzenie krzywdy innym . Chociaż nie jest dla nas wielkim problemem , abyśmy się na chwilę odwrócili od świata , przykro jest myśleć , że traktujemy nasze psy w ten sam sposób. Bez względu na to , jak bardzo jesteśmy źli , samolubni lub zaniepokojeni , to One –  nasze psy były , są i będą zawsze po naszej stronie . Kiedy się boimy lub potrzebujemy bliskości , nasze psy są na posterunku . Chcą być naszymi towarzyszami na całe życie i chcą , abyśmy czuli się przy nich bezpiecznie . Lojalność i zaufanie , którego wszyscy pragniemy , znajdziemy u psa . Niestety jakże często przymykamy oczy na towarzystwo naszych psów . A to właśnie one chcą być tylko twoim najlepszym przyjacielem . Lojalnie do bólu . Za darmo . Bez konieczności rewanżu .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

3. Szczęście

Spójrzmy prawdzie w oczy . Ludzie są przemądrzali i bardzo surowi , raczej negatywni . Znalezienie czegoś , co sprawi , że ​​wszyscy nagle staniemy się naprawdę szczęśliwi , wydaje się prawie niemożliwe . Niestety , będziesz miał dni , w których sprawy po prostu nie pójdą po twojej myśli . Możesz mieć zły dzień w pracy , spotkać się z nagłym wypadkiem lub po prostu poczuć się przygnębiony . Te dni mogą cię naprawdę zmęczyć , zwłaszcza jeśli nie masz nikogo , komu mógłbyś się zwierzyć . Pamiętaj wtedy , że masz psa . To One , nasze psy potrafią sprawić , że nasze dni będą warte życia i wymalują uśmiechy na naszych twarzach . Po długim dniu przechodzimy przez wejściowe drzwi , a nasze psy natychmiast zaczynają dokazywać podekscytowane , tylko dlatego , że nas widzą . Skaczą nam na kolana i oblizują twarze, dopóki nie możemy powstrzymać się od śmiechu . Ich urocze małe pyszczki i krzywe ogonki zapewniają nam wystarczająco dużo szczęścia, aby przetrwać całe życie . W nasze najgorsze dni zawsze miło jest mieć w domu kochającą mordkę , która zawsze chętnie nas widzi .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Rubik na Równicy w marcu 2020

4. Bezinteresowność  

Opieka nad kimś  i odkładanie na bok swoich potrzeb w celu zapewnienia komuś szczęścia , jest naprawdę bezinteresowna . Nie wszyscy postrzegają życie jako sposób na oddanie . Żyjemy w świecie pochłoniętym sobą, w którym samolubstwo jest platformą wielkości . Uczymy się dystansować od innych , ponieważ nie chcemy okazywać zaufania , opieki i zaangażowania niewłaściwej osobie. Podczas gdy ludzie mogą żyć samolubnie , życie psa jest skrajnie inne . Nasze psy chcą od nas tylko trzech rzeczy . Chcą , abyśmy się o nich troszczyli , kochali ich i nigdy nie opuszczali . Te trzy podstawowe potrzeby oznaczają dla psa więcej niż cokolwiek innego . To , że ktoś je kocha przez całe życie , troszczy się o nich codziennie i wspiera je tak długo , jak żyją , to rzeczy , które sprawiają im radość. Nigdy nie proszą o więcej niż to , co możemy dać , ani nie stawiają swoich potrzeb przed naszymi . Stawiają swoją miłość do nas ponad wszystko inne. Są naprawdę bezinteresowne . Prostolinijne i szczere .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
❤❤ Rubik ❤❤

5. Bezwarunkowa miłość   

Miłość , której wszyscy pragniemy i do której dążymy , w ludzkim świecie pewnego dnia , staje się bez znaczenia . Myślimy , że osoba , z którą się kiedyś zwiążemy , pokocha nas bezwarunkowo lub , że ludzie w naszym życiu będą się nas wspierać , nawet wtedy gdy sytuacja stanie się trudna . Bywa , że życie weryfikuje oczekiwania i kreuje sytuacje , kiedy jednak jesteśmy sami . Nie możemy polegać na innych ,  ponieważ nasze ludzkie śluby w konfrontacji ze ślubami zwierząt bywają wątłe  . Zniszczyliśmy znaczenie miłości , ponieważ zapomnieliśmy , jakie było jej prawdziwe znaczenie . Jedyny prawdziwy przejaw miłości pochodzi z ciepłego futerka , kładącego zmęczoną głowę na naszych kolanach . Są na zawsze wdzięczni za troskę , którą im zapewniamy , i miłość , którą im okazujemy . Nasze psy kochają nas za to , kim jesteśmy wewnątrz , nie na zewnątrz . Nie osądzają nas ani nie opuszczają , gdy nadchodzą ciężkie czasy . Kochają nas bezwarunkowo

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Wyróżnione

Rozmowa z psem … 2

…węch i wzrok ….

Kiedy zrozumiemy , jak nasze psy postrzegają świat , kiedy nauczymy się ich języka i kiedy zaczniemy wyrażać siebie za pomocą energii , już nigdy więcej nie dojdzie między nami a psami do nieporozumień . Opanowanie tych umiejętności przyczyni się do sukcesów związanych wychowaniem i szkoleniem psa . Zatem nie czekajcie , poznajcie swojego psa ! Musimy uświadomić sobie , że pies żyje w zupełnie innym świecie niż my . Psi świat to świat poznawany nosem . Świat zapachów . W przeciwieństwie do człowieka , który poznaje świat za pomocą wzroku , pies poznaje świat za pomocą węchu . Natura obdarzyła psa węchem absolutnym i doskonałym  . Nie dziwmy się więc naszemu psu , który podczas spaceru dokładnie obwąchuje każdy słupek i krzaczek . On po prostu czyta najświeższe informacje z okolicy .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Psie życie … z nosem przy ziemi 🙂 Rubik w Brennej w styczniu 2020

Perfumy dedykowane dla psów  – to istny koszmar z Ulicy Wiązów dla naszego pupila . Bo psy pachną psem i basta . To co dla nas pachnie , dla psiaków śmierdzi niewyobrażalnie . Psie perfumy , choć dla nas miłe , są dla psa koszmarem tak dla jego ciała , jak i dla psychiki . Pamiętajmy , że zapach naszego pupila to ważna informacja dla jego czworonożnych kumpli . Nie utrudniajmy psom komunikacji , robiąc ze swojego psiaka chodzącej perfumerii . A już zwłaszcza oszczędźmy tego szczeniakom ( choć oczywiście perfumy dla nich też już można kupić ) . One dopiero uczą się właściwych relacji z innymi czworonogami . Jeśli będziemy im w tym przeszkadzać , krzywdzić ich ego i krzywić ich naturę pryskając je Chanelem dla psów – narobimy sobie kłopotów na długie lata . Dlatego naprawdę lepiej się zastanowić , czy warto ryzykować , zwłaszcza że psiaki – jeśli tylko są zadbane – pachną słodko , nawet bez perfum! Gdyby pies rozmawiał z Tobą gestami , widząc pachnidła dla psów – namalowałby sobie „kółko na czole ”

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Zabawa w chowanego

Co by tu dziś na siebie wrzucić ? Klasyk w postaci kociej kupy ? , czy zapach zdechłej ryby ? A może coś awangardowego ? Może wtedy pani odpuści i nie wsadzi od razu do wanny ? Oj , szanse na to są małe . Żaden szanujący się pies nie wytarza się w niczym , co mógłby zaakceptować jego opiekun . I tak mamy szczęście , jeśli będzie to coś , co nie oblepi sierści i pozwoli bez zwracania powszechnej uwagi wrócić do domu . Na co trzeba uważać ? Przede wszystkim na odchody i martwe zwierzęta: zwłaszcza ryby i ptaki. Nawyk tarzania się to pozostałość z czasów polowań , gdy trzeba było zmylić ofiarę , maskując swój zapach wonią innego zwierzaka.

20200312_143513
No i stało się 🙂 Zachowaj spokój i kochaj Westie … Keep calm & love Westie

Czasem na trawniku niczego nie widać, a zapach i tak zostaje na sierści . Dlatego najlepiej reagować już na samą próbę tarzania – zwykle pies zaczyna nie od grzbietu , tylko od spodu szyi , jak na zdjęciu powyżej .  Trzeba go powstrzymać błyskawicznie , bo wystarczy jeden ruch… Chyba że mamy miłośnika tarzania się dla samego tarzania się , ot tak , w zwykłej trawie – bo i tacy się zdarzają . Wtedy możemy patrzeć na to bez obaw. Pamiętajcie też , że pies  słabiej czuje zapach , bądź nie czuje go w ogóle , jeżeli jest przegrzany i zmęczony . Organizowanie polowań w upalne dni jest dla psa bardzo wykańczające . Właściciele szkolący swoje psy nie powinni układać śladów w suche i gorące dni . Pomimo , że nos psa jest stale nawilżany , nadmierne ziajanie może znacznie obniżać efektywność jego pracy.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
W Brennej , w marcu 2020

Poniżej kilka podstawowych zasad w relacji my – i psi węch :

1. Nie pal przy pupilu . Bierne palenie szkodzi czworonogowi tak samo jak nam A do tego jego o wiele bardziej wrażliwy od naszego nos znacznie trudniej znosi smród dymu. Najlepiej w ogóle przestań palić – jeśli nie dla siebie, to dla swojego pupila.

2. Manikiur nie przy psie … No, może jeszcze otwarty lakier do paznokci nie będzie dla niego torturą . Ale już ze zmywaczem trzeba uważać . I ze śmierdzącymi nim wacikami , które wrzucamy do kosza i leżą tam sobie aż do wyniesienia śmieci , a psi nos nadal cierpi…

3. Remont bez czworonoga . Najlepiej wysłać go wtedy na krótkie wakacje do rodziny lub znajomych , by oszczędzić mu nie tylko hałasów , ale też dokuczliwych zapachów farb , rozpuszczalników itp.

4. Uwaga na aerozole . W tej formie są nawet produkty przeznaczone dla psów , np. środki na pchły . Nie wolno nimi psikać prosto w nos !

5. Nie znęcaj się , schowaj kiełbasę . Zwłaszcza taką podwędzaną , zakazaną dla psa – to prawdziwa tortura mieć ją w zasięgu nosa i nie móc jej schrupać…

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Niuch , niuch , bałwan czym pachniesz ? Na Trzech Kopcach Wiślańskich w styczniu 2020

Z kolei wzrok jest dla psa najmniej istotnym źródłem informacji . Nasz pies doskonale rejestruje choćby najmniejszy ruch , dobiera , rozumie i zapamiętuje każdy nawet najsubtelniejszy sygnał optyczny , jak machnięcie ręką czy kiwnięcie palcem , ale już stojący nieruchomy przedmiot identyfikuje z trudem. To dlatego , gdy założymy na siebie modny kapelusz , nasz psiak może nas nie rozpoznać i obszczekać . Bynajmniej nie dlatego , że kapelusz nie przypadł mu do gustu , ale dlatego , że z jego punktu widzenia wyglądamy zupełnie inaczej .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Rubik widzi kolor fiołków jako błękitny – w marcu 2020

Kiedyś uważano , że psy w ogóle nie rozróżniają barw i widzą świat jedynie w odcieniach szarości i czarno – biały . To mit . Już w latach 80 . naukowcy dowiedli , że psy potrafią rozróżniać niektóre kolory . Zarówno oko psa jak i oko człowieka posiadają dwa rodzaje receptorów światłoczułych umieszczonych na siatkówce . Czopki umożliwiają widzenie kolorów przy dobrym oświetleniu , natomiast pręciki pozwalają na widzenie przy małej ilości światła . Człowiek posiada trzy rodzaje czopków wrażliwych na kolory czerwony , zielony i niebieski . Daje nam to możliwość rozróżnienia około dziesięciu milionów kolorów . Psy natomiast mają tylko dwa rodzaje czopków umożliwiające widzenie odcieni żółtego oraz niebieskiego . Takie kolory jak zielony , żółty i pomarańczowy psy postrzegają jako różne odcienie beżu , lub zgaszonej żółci  . Kolor fioletowy i niebieski widzą jak niebieski , a czerwony psy odbierają jako ciemnoszary lub wręcz czarny . Dlatego też psi obraz świata jest nieco „spłaszczony” względem ludzkiego, trochę ciemniejszy , nadal jednak jest to widzenie kolorowe. Warto również wspomnieć , że wzrok jest dla psa tak samo użytecznym narzędziem postrzegania rzeczywistości jak dla człowieka , po prostu jeszcze lepsze rozwinięcie narządu węchu powoduje ze pies traktuje właśnie węch, jako swój podstawowy zmysł.

jak-widzi-pies2-1024x575
Tak widzą psy

Na ostrość widzenia wpływa też obecność tzw makatyw oku , która działa jak lustro. To jej zasługą jest żółty lub zielony błysk w psich oczach , gdy pada na nie światło w ciemności . Dzięki niej psy widzą lepiej w nocy, gdy do ich oczu dociera ograniczona ilość światła . Pies potrzebuje cztery razy mniej światła od człowieka , aby dobrze widzieć po zachodzie słońca . Wynika to z ich drapieżniczego pochodzenia . Lepsze widzenie w nocy jest jednak zapewniane kosztem ostrego widzenia . Na widzenie w nocy oraz na ostrość widzenia wpływa jeszcze wielkość źrenicy u psów . Psia źrenica jest dużo większa od ludzkiej. Przechwytuje ona więcej światła , jednak powoduje też gorszą głębię , a więc przedmioty zbyt dalekie lub bliskie nie są widziane zupełnie ostro.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Monitoring 😉

Psi wzrok jest bardzo wrażliwy na ruch . Nic dziwnego , skoro psy to potomkowie wilków , świetnie przystosowani do polowania w półmroku . Pies potrafi rozpoznać poruszający się obiekt nawet z odległości kilometra , podczas gdy ten sam obiekt pozostający w bezruchu potrafi zignorować , nawet gdy stoi kilkadziesiąt metrów od niego . Ofiary psów często zamierają , by stać się niewidocznymi dla drapieżnika . Warto o tym pamiętać i w kontaktach z psami zachowywać spokój , nie wykonywać gwałtownych ruchów i nie uciekać przed nimi . Takie zachowania tylko je podjudzają do jeszcze szybszej pogoni , a czasem nawet do ataku . Przez dużą wrażliwość na ruch wiele psów ma problem z szybko poruszającymi się obiektami takimi jak rowery czy samochody . Są to bodźce wyzwalające chęć zaganiania lub pogoni . Dlatego już od pierwszych tygodni dobrze jest przyzwyczajać szczeniaki do takich obiektów i uczyć je spokojnego zachowania w ich obecności . Kiedy nasz Fokus stracił słuch , nauczyliśmy się komunikować z nim za pomocą gestów i ruchów . Pojął w mig co znaczą szeroko rozpostarte dłonie – to była komenda „wróć” , błyskawicznie reagował na otwartą dłoń przed nim – to komenda „stój” . Dalej , przy małym Rubiku stosujemy te gesty i to działa niesamowicie , jeśli gesty dodatkowo wzmocnione są poleceniami głosowymi to nasze porozumienie z Rubikiem staje się idealne .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Pod Równicą w marcu 2020

Szerokość pola widzenia psa jest większa niż ludzka . Średnio wynosi ok. 240 stopni (ludzka 200) , jednak u niektórych ras jest ona większa lub mniejsza . Pole widzenia zależy głównie od długości kufy . U psów o dłuższych pyskach wynosi nawet 270 stopni , podczas gdy psy o krótkich kufach (mopsy , shih tzu) obejmują wzrokiem podobną powierzchnię do człowieka . Ostatnią wartą zauważenia różnicą jest obszar w mózgu, jaki zajmuje system wzrokowy . U człowieka jest on znacznie większy , jest też zmysłem „dominującym” – oznacza to , że człowiek orientuje się w otoczeniu i sytuacji głównie za pomocą wzroku . U psa obszar ten jest znacznie mniejszy , także liczba neuronów zaangażowana w proces zbierania i przekazywania informacji z oka nie dorównuje naszej . Odbiór świata nie bazuje więc na bodźcach wzrokowych , ale na bodźcach odbieranych przez inne zmysły .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Rubik na Małej Czantorii – marzec 2020

Pamiętajcie …. z każdym psem można się bez problemu „dogadać” wystarczy tylko zacząć oglądać świat psimi zmysłami . I nie robić na siłę z psiaka istoty ludzkiej . One kochają Was i wierzą Wam bezgranicznie . Jesteście ich guru na dwóch łapach 

 

Wyróżnione

Karty z historii Katowic 01 – Wieś nad Roździanką – Dorf am Rowabach

Zalążkiem Katowic była osada przemysłowa , wydzielona ze wsi Bogucice – Kuźnica Bogucka . Pierwszą wzmiankę o terenie , na której stała bogucka kuźnica żelaza przytacza dokument darowizny , sporządzony w Pszczynie dnia 15 grudnia 1360 r. – podpisany przez księcia opawsko-raciborskiego Mikołaja II. „Kuźnica Bogucka”  wymieniona jest również w tekście wyroku krakowskiej kurii biskupiej z roku 1397 nadawstwo (kolaturę) kościoła parafialnego w Mysłowicach . Dokument brzmiał tak : ” Mikołaj z Bożej łaski Książę Opawski i Raciborski wszystkim do wiadomości […], że mu miłe i wierne służby, które umiłowany i szlachetny rycerz Otto, zwany de Pylcz, nieprzerwanie pełni […] wynagrodzić pragnąc, jemu oraz dziedzicom i prawym następcom jego te wsie […] to jest wieś Jazwicze ( Józefowiec ) i wieś Zalenze ( Załęże )  z dziedzictwa ojcowskiego jemu bezspornie należące, podobnie i wieś Boguczyce ( Bogucice ) z wsią Rozdzen ( Roździeń ) i z miastem Myslowicze ( Mysłowice ) […] dajemy, zezwalamy i darujemy.

440px-Katowice_-_Akta_Wizytacji_parafii_w_Bogucicach_(1598)
Protokół powizytacyjny parafii bogucickiej – pierwsza wzmianka o „villa nova Katowice” rok 1598

Trudno dziś ustalić – ponad wszelką wątpliwość – czy nazwa Katowice pochodzi od imienia ( przezwiska ) pierwszego osadnika ( dzierżawcy ) – Kata, czy od słowa „kąty”- tak nazywano chaty zagrodników , pracujących przy wyrębie drzewa, dostarczanego następnie do Kuźnicy Boguckiej . W latach końcowych XVI w. wieś przy Kuźnicy Boguckiej była już na tyle ludna ( liczyła ok. 75 zagród ) , że została wymieniona w protokole powizytacyjnym 1) parafii bogucickiej jako „ villa nova Katowice „ . Inny dokument , to  umowa dzierżawna z lipca 1598 r. – zawarta między braćmi , kuźnikami boguckimi , a Adamem Behmerem , w której – tym razem – wymieniona jest „villa nova Katowicze” . Oba te dokumenty stanowią – jak dotąd – najstarsze , zachowane  zapisy , dotyczące historii Katowic.

Walenty_Rozdzienski_Huta_y_Warstat_1
Officina ferraria abo huta y warstat z kuźniami szlachetnego dzieła żelaznego przez Walentego Roździeńskiego teraz nowo wydana Kraków 1612 

Villa nova (wieś nowa) rozwijała się szybko . Płytko zalegające pod ziemią rudy żelaza , przyczyniły się do powstawania licznych małych, często prymitywnych kuźnic i warsztatów hutniczych (zwykle o napędzie wodnym). Wokół nich tworzyły się osady kowali, dymarzy , węgielników oraz osiedla o nazwie :  Brwinów, Zalenze, Katowska Hałda , Karbowa i inne. Poza istniejącą Kuźnicą Bogucką , o której wspomniano już  w roku 1360 i 1397, powstawały podobne zakłady kuźnicze, jak: załęski , szopieński , roździeński itp .

Walenty_Roździeński
Walenty Roździeński litografia

Z zakładem „roździeńskim” związana jest postać kuźnika , pisarza i poety Walentego Roździeńskiego .  Jest on autorem poematu wierszowanego , napisanego w języku polskim p.t.  „Officina ferraria” . Roździeński opisuje w nim szczegółowo dzieje europejskiego i polskiego hutnictwa , technikę pracy hutniczej oraz życie i zwyczaje śląskich hutników i górników. Historię Katowic wyznaczają w znacznym stopniu dzieje kilku wcześniejszych , słowiańskich osad rolniczych . Pochodził z rodziny o wielopokoleniowych tradycjach hutniczych. Pierwotne jego nazwisko brzmiało Brusek lub Brusiek – ojciec jego nazywał się Jakub Brusek (od nazwy miejscowości Brusiek koło Koszęcina .

POL_gmina_Koszęcin_COA_new.svg
Herb Koszęcina

Jednakże syn przejął nazwisko nie po ojcu , lecz od nazwy odziedziczonej kuźnicy w Roździeniu ( co było to wówczas powszechną praktyką na hutniczym Śląsku . Sam Roździeński znany jest przede wszystkim jako autor wierszowanego  Officina Ferraria –  powstał on podczas pobytu na dworze koszęcińskiego pana Andrzeja Kochcickiego , gdzie zajmował się zarządzaniem jego hutami . To pierwszy tego typu utwór w języku polskim – łączy praktyczne i rzeczowe informacje z zasadami poetyki i wersyfikacji . Autor opisuje w nim historię obróbki żelaza oraz życie i pracę śląskich górników , hutników i kowali , którą znał z własnego doświadczenia . Dodatkowo , będąc ewangelikiem , Roździeński wprowadził do swego utworu liczne cytaty i komentarze biblijne oparte na ewangelickiej postylli górniczej . Roździeń , to dziś część katowickiej dzielnicy Szopienice.

z18717814V,Tak-Katowice-widzial-w-latach-30--XIX-w--Ernst-Wil
Ernst Wilhelm Knippel litografia – widok na płn/wschód z dzisiejszej ulicy Stawowej – prowadzącej do stawu kuźniczego po prawej  – 1834 

1 – Pierwsza Karczma wraz ze stajnią i browarem (w miejscu dzisiejszego Skarbka) – zawaliła sie w 1864 r
2- Kuźnica Bogucka – przez jakiś czas nieczynna , uruchomiona i rozbudowana ponownie w 1799 r. (dziś stoi w tym miejscu „Separator” przy Al. Korfantego 2)
(3) Huta Fanny ( obecne tereny Spodka)

800px-Katowice_-_huta_Hohenlohe_(Welnowiec)
Ernst Knippel – zwany śląskim Canaletto – Huta Hohenlohe Wełnowiec lata 50 XIX wieku

Śląski Canaletto – Ernst Wilhelm Knippel to jeden z najwybitniejszych reprezentantów Szkoły Kowarskiej , prekursor przedstawień śląskiego pejzażu industrialnego . Knippel urodził się w 1811 , zmarł w 1900 roku . Był  synem piekarza z małej miejscowości Ściegny w pobliżu Kowar. Nigdy poza ogólnie pojęty Śląsk nie wyjechał – nie studiował w akademii, a wiedzę i warsztat zawdzięczał praktyce w pracowni Tittela, nestora Szkoły Kowarskiej . Po śmierci ojca został przez starszego brata skierowany do tzw. terminu, gdyż grafika w realiach i ramach Szkoły Kowarskiej była przede wszystkim rzemiosłem. Spotkanie z Carlem Riedenem (1802-1852 ), bardzo utalentowanym grafikiem, przesądziło o powstaniu spółki graficzno-wydawniczej znanej jako Rieden & Knippel z Kowar. Gdy Knippel i jego firma rozpoczynały działalność, otrzymał zaproszenie od hrabiego Hohenlohe ze Sławięcic, właściciela wielu zakładów przemysłowych, potentata i przedsiębiorcy. Dzięki jego mecenatowi graficy ze spółki Rieden & Knippel rozpoczęli pracę nad wiernym, niemal dokumentacyjnym przedstawieniem rodzącego się na Śląsku przemysłu.

Budynek-dyrekcji-huty-Uthemann-sierpie_-2011-fot.-Leonard-Czarnota1
Ernst Knippel – huta Uthemanna budynek dyrekcji  – Szopienice lata 40 / 50 XIX wieku

Najstarszą wsią wokół wsi Katowice był Dąb (dziś północno – zachodnia dzielnica miasta) . W roku 1299 książę bytomski – Kazimierz  – w dokumencie darowizny – przekazał wieś Dąb  zakonowi bożogrobców 2) . Zakon ten prowadził tu swój klasztor (przez kilkaset kolejnych lat). Z zapisów w księdze parafialnej parafii Bogucice wynika, że we wsi Katowice coraz liczniej osiedlali się nowi mieszkańcy . Ich nazwiska : Toboła, Kunka, Mamka, Pieszczach, Ziółka, Dudzik itp. świadczą o ich słowiańskim rodowodzie.

Katowice_Huta_Baildon
Domb –  jedna z najstarszych dzielnic Katowic – Huta Johna Baildona – lata 60 XIX wieku

W swej ponad 400 lat liczącej historii, wieś Katowice miała ponad 20-tu dzierżawców i właścicieli. Wśród nich byli bracia-kuźnicy : Andrzej , Jakub , Jan i Mateusz Boguccy , Katarzyna Salomonowa, która w roku 1614 sprzedała „…kuźnicę bogucką z wioską Katowice i pustym działem brynowskim” . Wieś przechodziła kolejno  w ręce m. innymi rodu Gosławskich, Mieroszewskich, Kamieńskich , Bernarda Sobka , hr. Baltazara Promnitza , Józefa Schwellengrebela , Józefa Mikusza i Bernarda Mleczko , Fryderyka Lehmanna ,  Franciszka Wincklera i jego rodziny . Thiele-Wincklerowie , byli to to bogaci magnaci ziemscy i przemysłowi .

Katowice_-_zamek_Thiele-Wincklerów
Katowice , 1841 , zamek Thiele-Wincklerów

W roku 1841 Franciszek  Winckler przeniósł do Katowic – do nowo wybudowanego  pałacu – zarząd swoich dóbr rycerskich , sam zaś niemal do końca życia mieszkał w zamku miechowickim ( zmarł w roku 1851 w Szwajcarii) . Po śmierci F. Wincklera , zarządcą dóbr rycerskich został Friedrich Grundmann . Dzięki wpływowi i staraniom Franciszka Wincklera , przez Katowice poprowadzono linię kolejową , łączącą wschodnie tereny Górnego Śląska z Wrocławiem ( i dalej z Dreznem ) . Wybudowano też pierwszy dworzec kolejowy . Niebawem Katowice uzyskały połączenie z siecią kolei europejskich : Warszawą , Wiedniem i Berlinem . Szybka rozbudowa sieci komunikacyjnej , rozwój przemysłu – sprzyjały urbanizacji wsi Katowice.

Katowice_-_Hotel_Welt
Katowice , starszy od miasta – pierwszy hotel , Hotel Welt 1848r.

Katowiccy chłopi już w XVII wieku mieli swój samorząd, lecz wyniku reform państwa pruskiegoi uwłaszczenia, stali się właścicielami tylko części uprawianej ziemi.  Postanowili więc – dla obrony swoich praw – na południowym brzegu Roździanki 3) – utworzyć gminę wiejską . W latach 30-60 tych XIX wieku 4 przedstawicieli rodziny Skibów, było sołtysami Katowic . Ostatnim polskim sołtysem był – Kazimierz Skiba 4). Pełnił tę funkcję do roku 1859.  Wraz z kilkoma innymi polskimi członkami rady gminnej (Panków, Kocur, Warzecha,  Klauza,  Żołonek) – odważnie sprzeciwiał się do końca, próbom narzucenia Katowicom statusu miasta niemieckiego, wprowadzenia nowego prawa wyborczego, rozwoju niemieckiego przemysłu , do czego dążyli Thiele-Wincklerowie .

img 1

Przedzielone rzeką Rawą, istniały obok siebie jakby „dwa światy” : spokojna , sielska wieś , rządzona przez Skibów , i wieś rozwijającego się przemysłu, szybko zaludniająca się napływającymi osadnikami (w większości niemieckimi) i tak zwanym. „ludźmi interesu”. Od 14.IV.1856 r. obowiązujące prawo zezwalało brać udział w wyborach nie tylko posiadaczom ziemi , ale także wszystkim mieszkańcom , osiągającym określony dochód . Polscy chłopi – radni, z sołtysem Kazimierzem Skibą , wyraźnie tracili wpływy na rzecz nowych radnych, z kręgu bogatych przemysłowców i „przyjezdnych”, posługujących się wyłącznie językiem niemieckim. Kazimierz Skiba i popierający go polscy radni , zostali w roku 1859 zmuszeni do rezygnacji z wszelkich funkcji społecznych w radzie . Nader często bowiem w głosowaniach  – wypowiadali słowa „nie chca”. W istocie rzeczy słowa te oznaczały brak zgody na próby germanizacji ich „małej ojczyzny”.

10_01_2013_15_28_25
Kazimierz Skiba – literatura naukowa nazywa go ostatnim polskim sołtysem Katowic źródło – „Mówią wieki”

Thiele -Wincklerowie, magnaci finansowi, przemysłowcy, radni niemieckiego  pochodzenia itp. itp. nie natrafiali już w radzie na przeszkody, m.in.  w staraniach, o przyznanie Katowicom praw miejskich . Uchwałę w tej sprawie poparło – w decydującym głosowaniu –  68 radnych. Sprzeciwiło się 28 radnych, wśród nich głównie „ludzie Skiby”. Przedziwnym zrządzeniem losu i niejako symbolem nadchodzących zmian, było zawalenie się Karczmy Katowickiej – obiektu wielofunkcyjnego, w którym od niemal 50 lat spotykali się i obradowali miejsco-wi zagrodnicy i gminni radni. Karczma zawaliła się w roku 1864, niemalże równo na rok przed nadaniem Katowicom praw miejskich. Karczma , o której mowa stała w miejscu dzisiejszego DH.„Skarbek”.

Dzisiejsza ul. Starowiejska z widokiem na kościół Mariacki
Dzisiejsza ul. Starowiejska z widokiem na kościół Mariacki ok 1870r.

W 1865 r. Wilhelm I z dynastii Hohenzollernów – król pruski – nadał wsi Katowice (magdeburskie) prawa miejskie. Król pruski podpisał ten akt na zamku  Babelsberg  w Poczdamie . Tą polityczną decyzją , utworzono z polskiej wsi – niemieckie miasto , KATTOWITZ któremu wyznaczono specjalną misję : walkę o niemieckiego „ducha”, na słowiańskim wschodzie.

RGB : 232, 109, 77.
Huta „Marta” Katowice – obecnie w tym miejscu stoi „Superjednostka”

………………………………Przypisy od autora Włodzimierza Józefowicza………………………………….

1) protokół powizytacyjny sporządził ks. Krzysztof Kazimierski – kanonik i wizytator krakowski,

2) Bożogrobcy – „Bracia Krzyżowi Pańskiego Grobu Jerozolimskiego”. Sprowadził ich do Polski w r. 1163 Jaksa z rodu Gryfitów.  Osadził ich w Miechowie, (stąd nosili nazwę „Miechowici”.)

3) rzekę Roździankę powszechnie nazywano Rawą. Pierwszy archiwalny zapis : Rawa, pochodzi z roku. 1737.

4)    więcej o Kazimierzu Skibie – szukaj : w przyszłych „kartach ”  Kazimierz Skiba   – część 25

Wyróżnione

Czarodziej pędzla – miłośnik westów – Paul Doyle

Można pisać o psach , można je kochać , można je przytulać i chodzić na długie spacery . Można z nimi zdobywać góry , chodzić z psiakiem bez planu po lesie . Robimy wiele zdjęć naszemu Rubikowi , żeby zatrzymać czas . Zdarzy się czasem wśród Rubik-owych zdjęć prawdziwa fotografia narysowana światłem ( fotos – światło  ;  graphos – rysunek ) ale o takim talencie jakie otrzymał od życia Paul Doyle – brytyjski malarz i rysownik można tylko pomarzyć .

Paul Doyle 2
Up the wooden hill  by Paul Doyle

Paul ma niesamowite oko , wprawną dłoń , która trzyma kredki i pędzel . Czuje całym sobą tak naturę , jak i piękno najsłodszych psiaków na świecie – Białych Terrierów z zachodniego średniogórza – Westów – śnieżnobiałych psiaków z północy Wielkiej Brytanii . Potrafi tchnąć w swoje obrazy ich głębię duszy i osobowość . Nikt inny nie potrafi tak oddać obrazem – temperamentu i usposobienia Westów jak Paul Doyle .

12279_1_Zoom
Romeo by Paul Doyle

Fenomenalne oko i ręka Paul’a Doyle’a pokazują styl , temperament , usposobienie i wnętrze tych niesamowitych psiaków – Westów . Odkrywa pędzlem istotę ich duszy , zawadiacki charakter  , ich humor , maniery , barwność ich postaci i osobowość

14227-F_1_Zoom
You once asked me if Angels existed – pytałeś czy anioły istnieją – by Paul Doyle

Żeby zrozumieć i odkryć meandry westusiowej duszy , nie wystarczy być tylko artystą – malarzem  i rysownikiem . Nikt , kto nie zrozumiał natury tych psów i nie pokochał ich bezwarunkowo  , nikt , kto nie zrozumiał ich potrzeb i specyficznych oczekiwań – nie odda rzetelnie ich nieszablonowego charakteru.

Paul Doyle
Studium czekającego psa „Study of a waiting Dog ”  – Paul Doyle

Paul Doyle , oprócz talentu ma też niesamowity dar od Boga – jest ARTYSTĄ przez wielkie „A” . Artyści to nadludzie , których ręką kieruje  inna siła ponad człowiecza – w tej czy innej formie , nadal powtarzamy ten frazes sprzed wieków . Nie , nie , nie , artysta to człowiek kreatywny , którym może zostać każdy przy odrobinie wysiłku . Talenty , które otrzymujemy powinniśmy odkryć , pomnożyć , a później zwrócić je odbiorcy .  Nagroda, jaką za to od Niego otrzymamy, przejdzie bowiem nasze najśmielsze oczekiwania, wykorzystajmy –  najlepiej ten talent, który posiadamy , tak jak Paul .

11202-F_1_Zoom
„Tyred westies” – gra słów od tyre – opona i tired zmęczony – by Paul Doyle

Bo sprawa jest prosta – talent albo się ma , albo… się go nie ma. Talentu człowieka się nie nauczy . Owszem, można solidną robotą wypracować pewne umiejętności , ale jeżeli palec boży nas nie dotknął , to dobrze nie będzie . Zwięzłość jest siostrą talentu .  Bez rozmieniania się na drobne . Wystarczy w odpowiednim miejscu i odpowiednim czasie zanurzyć pędzel w akwareli by wyczarować prawdziwy skarb.

12677-F_1_Zoom
Bath between Lotusas … Kąpiel wśród lotosów

 

14257-F_1_Zoom
„Single malt”  😉 scotch … Kiedy czytacie gdzieś o produkcji whisky… to tak naprawdę czytacie o single malt whisky
DOYG-116_1_Zoom
Sweet temptation – Słodkie pożądanie – by Paul Doyle
15546-F_1_Zoom
The Snowman – Bałwan – by Paul Doyle
16111-F_1_Zoom
„Christmas Kiss” – Świąteczny pocałunek ( bez grzechu pod jemiołą 😉
13056-F_1_Zoom
„Highland news”  – Wieści z „westusiowa”

Zdjęcia obrazów zaczerpnięte w większości ze strony domu aukcyjnego Sally Mitchell Fine Arts Ltd

11180-F_1_Zoom
„Mirror , mirror ” – Lustereczko , lustereczko , powiedz przecie , kto jest najpiękniejszy na świecie

 

 

 

Wyróżnione

Korona Beskidu Śląskiego – Malinowska Skała – z Rubikiem

czyli długi , zimowy spacer na dwie nogi i cztery łapy…

Niemal równo po roku , w równie piękny zimowy czas odwiedziłem „stare kąty” . Malinowską Skałę . Jedną z najpiękniejszych gór w śląskich Beskidach , jedną z najbardziej widokowych , i bliskich sercu . Teraz , po dzisiejszej wycieczce z Rubikiem , moim niesamowitym towarzyszem na czterech 🐾🐾 , Skały jeszcze bliższej sercu .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Wychodź z tego igloo , idziemy , obiecałeś ….  07 stycznia 2020

Wybraliśmy lekką , łatwą i przyjemną ścieżką , poprowadzoną bez szlaku po południowo – zachodnim zboczu Malinowa . Trawers dosłownie był utopiony w jaskrawym ,  styczniowym słońcu . W taką wyżową pogodę , tylko tutaj , w Beskidach , i tylko zimą , niebo ma tak niesamowity kolor . W tym miejscu niebo nie jest błękitne czy lazurowe . To zbyt banalne kolory . Ono ma barwę indygo , do złudzenia przypomina mi kobaltowe zdobienia na wykwintnej , śnieżnobiałej śląskiej porcelanie .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Już dawno zastanawiałem jakie zjawisko odpowiada za ten fenomen górskiego nieba . Czy to sprawa kontrastu śnieg / sklepienie niebieskie ? Czy może zasługa górskiej atmosfery ? Poszukując odpowiedzi w końcu ją odnalazłem . To kryształowo czyste i rozrzedzone powietrze odpowiada za ten stan rzeczy . Tutaj  rozproszenie światła w powietrzu  jest nieznaczne . Jak dodamy do tego niewielki kąt padania promieni słonecznych – mamy gotowy przepis na kobaltowe niebo . Dlatego na dużych wysokościach błękit nieba staje się bardziej kontrastowy i staje się ono coraz ciemniejsze ; widoczne jest to na wysokości przelotowej samolotów pasażerskich i właśnie w  górach . Takich kolorów nieba , poza górami nie spotkacie nigdzie indziej .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Rubik na przełęczy malinowskiej 07 stycznia 2020

Tegoroczna zima skąpi na razie śniegu . Na pogórzu , w kotlinach właściwie go nie ma , gdzie nie gdzie tylko jakieś smętne resztki w zacienionych miejscach . Tutaj , powyżej 1000 metrów to już nieco inna bajka . Przetartymi ścieżkami idzie się wygodnie , ale zejście w kopny śnieg – w moim przypadku kończy się brnięciem po kolana , ale już  w przypadku Rubika ledwo widać małe uszka na dziewiczym śniegu . W ogóle kruca bomba całego Rubika ledwo widać , zlewa się stworek z podłożem tak , że w pewnym momencie mijana przez nas para turystów wystraszyła się Rubika sądząc , że to śnieg się rusza . A mój mały biały aniołek  – bo Rubik to jeszcze przecież szczeniak – daje pod górę jak skuter śnieżny .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Wycieczka na „Skałę” w taką bajkową zimę to czysta dzika przyjemność . Ja czerpię pełnymi garściami dary zimowych widoków , Rubik pełnymi łapkami i mordką oblepia się śniegulkami od łap po pyszczek . Co chwilę robimy przystanek , żeby „odkulczyć” Rubika . Syzyfowa praca 😉 . Tłumaczę Rubikowi : słuchaj mały , jest mróz , dobre -5 C jak będziesz się lizał po łapach to jeszcze gorzej narobisz . Wydaje mi się , że słucha , bo miny robi mądre , ale rady zdają się wpadać jednym białym uchem i uchodzą drugim . Jest wyzwanie , pracy jeszcze przede mną fura 😉

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Pierwsza naszym oczom ukazuje Królowa Beskidów – Babia Góra 07. stycznia 2020

Do szczytu i Skały dosłownie kilkaset metrów , świerkowy młodnik ustąpił miejsca wiatrołomom . Wichura przewiewa każdy „ciuchowy” wynalazek . „windstopper” czy gore-tex to teraz tylko naszywki i nazwy , jedynie wełna merynosów przerobiona na bluzę i skarpety spełnia jako tako swoje zadanie .  Trochę zazdroszczę Rubikowi …. ma włosy , ma podszerstek – chłopak pochodzi ze szkockich gór – zima dla niego to betka.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Mamy i Tatry na horyzoncie 😉 120km robi wrażenie 😉 07 stycznia 2020

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

W końcu pojawia się , tuż za szczytem wielka kupa zlepieńca – ten kamień buduje sporą wychodnię skalną ,  Malinowską Skałę w kształcie rozczłonkowanej ambony o wymiarach 6 × 14 × 5 m . Na ścianach wychodni widać interesujące formy wietrzenia m.in. dość głęboką niszę . Wychodnia na Malinowskiej Skale jest co najmniej od połowy XX w . jednym z najlepiej rozpoznawalnych symboli Beskidu Śląskiego . Jej fotografie znajdują się praktycznie we wszystkich publikacjach krajoznawczych opisujących te góry , jest też przedstawiana na niezliczonych wzorach kart pocztowych . Od 1977 roku wychodnia ta jest objęta ochroną jako pomnik przyrody nieożywionej . Nie przeszkadza to Rubikowi wdzięcznie pozować na szczycie Malinowskiej . Zuch chłopak 😉
.
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Jak ja bym chciał być choć w części tak fotogeniczny 🙂 – jak ten biały stworek – Rubik na Malinowskiej skale
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Rubik „chwyta dzień ” Malinowska Skała , w tle od lewej : Babia Góra , Pilsko i Tatry
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
No nie ma zmiłuj –  pizgało jak w kieleckim 🙂  , ale od czego mamy futro 😉
Muszę to powiedzieć , no muszę , bo inaczej się uduszę …. Takiego towarzysza i przyjaciela jak Rubik , można ze świeczką szukać . I się nie znajdzie …. W niszy pod  „Skałą” zjedliśmy drugie śniadanie , ja – sznite z kejzą  ( kanapkę z serem ) a Rubik rubego oplerka ( grubą parówkę )  Popiliśmy czarną herbatą z termosu i zimną wodą ze składanej miski . Przytuliłem Rubika do polarowej bluzy , wtulił się we mnie ciasno i przylgnął jak wtyczka do gniazdka . Ogrzaliśmy się swoim ciepłem , i zaczęliśmy knuć podstępnie – jak tu teraz zejść w dół 😉 
.
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Niucham sobie na tle Tatr 🙂 ktoś zabroni ??
No Rubiku , pora wracać . Obiecuję , że tu wrócimy , namówimy „Panią Salamandrową” i wrócimy tutaj . Bo to jedno z najpiękniejszych miejsc w najpiękniejszych górach świata . To Malinowska Skała w Śląskich Beskidach . Jedyna kwestia do rozpatrzenia to „kiedy”
.
O1079658.jpg
Tatry
Kochany jesteś , Rubikowy maluchu . Dzielny , nieustraszony i odważny . Z Tobą można „konie kraść” . Obiecuję solennie , że jeszcze nie jedną skałę ze mną obsikasz 🙂 Jesteś wielki chłopaku …. a masz ledwo ponad dziewięć miesięcy .
.
.
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Mój przyjaciel pies
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Wyróżnione

Westie – wilk w owczej skórze

Terriery to rasa , o której krążą prawdziwe baśnie , legendy i anegdoty . Baśnie wcale  nie te cukierkowe  – z gatunku „Tysiąca i Jednej Nocy” . Raczej z mrocznych opowiadań Allana Edgara Poe , lub Conana Doyle’a  – o Psie Baskerville-ów . Bo terrier owiany jest tajemnicami i wieloma mitami – jak czupakabra . Gdy czytam posty w psiolubnych grupach  , zaczynam domniemywać , że terrier , a zwłaszcza West Highland – to jedna z trudniejszych ras , i trzeba się dobrze zastanowić zanim zdecydujemy się na takiego towarzysza . Dawno temu , można powiedzieć – „kilka psów temu”  😉  nauczyliśmy się , że fizjonomia  psa – pupila , skutecznie retuszowana uroczymi zdjęciami typu  „ cud – miód i orzeszki „ to stanowczo za mało , żeby bezstresowo dogadać się z psem .

OC289428.ORF
Rubik – czyli „Bielszy odcień bieli”  Brenna , grudzień 2019

Od pewnego czasu nosiło mnie … Nosiło z zamiarem napisania paru „słów prawdy” do osób, które planują dołączenie do rodziny psa z licznie reprezentowanej rodziny terrierów . Impulsem bezpośrednim byli „szefowie wszystkich szefów” spotykani na spacerach oraz capo di tutti capi – westy z rodziny Corleone mieszkające w domach znajomych . Do tego ( jak wiecie ) od blisko 8 miesięcy w naszym domu mieszka sobie jeden taki Rubik –  terierkowy , puchaty mikrus . Widząc jakie problemy ze swoimi psiakami mają właściciele naszej ulubionej rasy , spróbuję opisać zestaw cech pożądanych u przewodników  psów  „Westie” . Dla lżejszego czytania trochę ironicznie tudzież  trochę na wesoło . Ale warto je potraktować zupełnie serio . Naprawdę .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Rubik Brenna we wrześniu 2019

Tazok , Fokus i Rubik – nasze trzy westy , to były i są małe , zarośnięte ślicznoty z roześmianymi mordkami . Na pierwszy rzut oka – aniołki , potulne białe owieczki , ze wzrokiem niewinnym , rozbrajającym i łapiącym za serce . Dobra ….. ustalmy – niewinnym i rozbrajającym dla postronnego obserwatora  . Jak się dobrze dzisiaj  przyjrzeć w głąb źrenic i duszy Rubika – to w nich całkiem często widuję przepastne pokłady kombinatorstwa  a tylko albo przy lepszych wiatrach –  jedynie lekką nutkę ironii . W końcu to terrier z krwi i kości , zatem nikogo nie powinien zwieść jego uroczy wygląd .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Wrzesień 2019

Najważniejszy jest charakter  . Aby stworzyć udany tandem na dwóch i czterech łapach  nie można bazować jedynie na preferencjach w zakresie wyglądu. Anielska powierzchowność westów powinna w moment inicjować zapalenie się w naszych umysłach czerwonej lampki . I chwilę zadumy…. Nieee…  to zbyt piękne by mogło być prawdziwe . Zasadą przy wyborze psa powinno być zgranie charakterów oraz dopasowanie oczekiwań człowieka do terrierkowej  – „tabliczki znamionowej” – wierzcie mi – dokumentu zaszyfrowanego i skomplikowanego w odczycie . W przeciwnym razie obie strony może czekać wiele rozczarowań .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Rubik – w listopadzie 2019 , w Brennej

Wyższość terierów nad innymi istotami – zwłaszcza  nad nami – człowiekami – przejawia się głównie w byciu kombinującym . Aż czasami słychać , jak te wszystkie kółka zębate i tranzystory w westusiowej  główce aż śmigają i brzęczą . Taki stan wymaga od nas działania i codziennie wiąże się nierozłącznie z koniecznością zajęcia białego pluszaka różnorakim nie nudnym rzemiosłem . Tak zajęciami fizycznymi , jak i – a może nawet przede wszystkim – mentalnymi . Warto pamiętać , że wszystkie westy oraz ich mieszanki leżeniem na kanapie się raczej nie zmęczą i nie opadną z sił  , spacerem – może trochę , o ile angażuje psa i ruchowo , i umysłowo .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Rubilandia – listopad 2019

Znudzony terier to problemowy terrier. I się nie ma co spinać, skoro takiego przedstawiciela psiego rodu sobie Opiekunie wziąłeś, to widocznie lubisz umysłowe sporty ekstremalne. Poza tym sam tak Człowieku rasę uformowałeś, to sam teraz zamień się w Bear’a Grylls’a i znoś ze spokojem tę szkołę przetrwania . Cierpliwość to cecha, która powinna się „człowiekowi od terriera” dosłownie uszami wylewać . Do spółki z poczuciem humoru. Bo inaczej to zejście na zawał albo apopleksję murowane . Z góry przygotujmy się na codzienne powtarzanie szczeniakowi (albo i nie szczeniakowi) po n-razy, czego nie wolno i pokazywanie, co wolno . Terier to spryciarz . On wieki temu już załapał człowiekowe reguły , ale niezmiennie uważa , że codziennie od nowa należy sprawdzać, czy aby zasady się nie zmieniły . Bo jak by tak wyszło , że akurat dzisiaj , wewnętrznego regulaminu nie ma kto pilnować , to wykorzysta , skrupulatnie, skrzętnie i do głębi . I na dodatek z tym jego łobuzerskim uśmiechem na ryjku.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
I ten ironiczny uśmiech na ryjku – Brenna w październiku 2019

Konsekwencja .  Jak się nie jest konsekwentnym „twardzielem” ( o gołębim sercu )  , bardziej upartym od psa i nie dającym sobie wejść na głowę , to się będzie miało w domu –  i to na własne życzenie – białego szefa na czterech łapach . Na porządku dziennym spotkacie wtedy to psie zdziwione spojrzenia które mówi : ”no weź , ja to mam zrobić ? A TEGO nie wolno ? Serio ?” . To normalność , a nie żadna złośliwość  . Musisz za wszelką cenę , kosztem zaciśniętych zębów – stać się guru psiej motywacji. Jeśli jednak nie znajdziesz sposobu, żeby pies chciał z Tobą pracować i robić to, co Ty uważasz za właściwe, możesz sobie usiąść cichutko w kąciku, zwinąć się w kuleczkę i popatrzeć, jak ten tam w obroży z serduszkiem robi Cię w bambuko , planując Wasze wspólne życie na własną łapę… A przecież wystarczy spróbować umiejętnie wykorzystać miłą , jadalną zawartość kieszeni. Oraz stale, zawsze i niezłomnie stosować zasadę głoszącą „co było zabronione/dozwolone (niepotrzebne skreślić) wczoraj , jest takie samo dziś , będzie jutro oraz na wieki wieków”.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Mister śląskich gór – Rubik jesienią 2019

Lubisz dobrze zjeść, Człowieku ? Super . Twój psiak też . Będzie Ci towarzyszył przy śniadaniu , obiedzie, kolacji i przekąskach . Pewnie, można nauczyć go , żeby nie żebrał przy stole . Ale czy na pewno wytrzymasz psie oczęta wpatrzone w Ciebie z wyrzutem ? W końcu akcja „podziel się posiłkiem” to szlachetna sprawa . I wracamy do bycia konsekwentnym : zdecyduj – dokarmiasz czy nie dokarmiasz . I się tego trzymaj . Albo i nie trzymaj  – ale wtedy nie miej pretensji do pieska… „co było zabronione/dozwolone…” itd., itp.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Si vis pacem – para bellum . Jeśli chcesz pokoju – szykuj się na wojnę . Mieszkając z terierem (właściwie jak i z każdym innym psem) nie warto zbytnio przywiązywać się do szeroko rozumianego ładu i porządku w otoczeniu. Kupka piasku albo błota tu, kłaczki tam, rozchlapana woda . Tudzież zabawki bez oczu w fazie obśliniono-rozdrobnionej walające się po dostępnej psu powierzchni mieszkalnej . Czyli całej . Włącznie z meblami , szufladami , blatem kuchennym , schowkiem za wanną  i innymi miejscami , o których nawet by się nie pomyślało , że pies tam jest w stanie wejść . Informuję więc : jest w stanie . Tylko czasami mu się nie chce.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
…. się wysuszy , się wykruszy , nie pękaj 😉 jesienią 2019

Dobrze byłoby – dla uniknięcia stresów – przyjąć jako stan normalny fakt , że krok w krok codziennie łazi za Tobą włochaty stworek  i sprawdza , czy wszystko jest OK , czy klej do tapetowania nie wysechł  , czy śrubokręt można pożyczyć na chwilkę ,  oraz czy coś ciekawego się nie dzieje i stworka przypadkiem nie omija . A kiedy się nie dzieje nic ważnego,  i śrubka już przykręcona , a tapeta położona – to ON wprowadzi Cię w błogi stan wymiany ciepła i miłości . Ułoży się obok Ciebie , wtuli w Twoje uda i w cudowny sposób odeśle w niebyt wszystkie troski i problemy dnia codziennego.

OC289493.ORF

Zatem Opiekunie drogi , pamiętaj : każdy Westie to prawdziwa osobowość , która najlepiej funkcjonuje według zasady : nic na siłę – wszystko sposobem . To pies nieprzeciętny . Inteligentny , przyjazny , wesoły , odważny i ciekawy świata. Temperamentny , niezależny , nieustępliwy , uparty , wymagający poświęcenia mu czasu . To też zwierzak mający silny i stanowczy charakter . Oraz ujmującą osobowość i serduszko kochające Cię z całym psim zaangażowaniem . Ja nie wyobrażam sobie domu bez westusia , a Ty ?

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Szef wszystkich szefów – późna jesień w Beskidach 2019

z dedykacją dla p. Sylwii Smolińskiej i jej wspaniałego cairna

Wyróżnione

Karty z historii Katowic – wstęp

Katowice . Moje rodzinne miasto . Po przeprowadzce do odległego , podgórskiego , śląskiego „mikro ” miasteczka często wracam do tętniących życiem Katowic . Lubię chłonąć jego energię – energię wielkiego miasta , która była mi tak bliska w nieodległych czasach , kiedy tu mieszkałem . Uwielbiam Katowice za klimatyczne parki i skwery , za stare kamienice i miejsca z pysznym jedzeniem . Fascynuje mnie historia mojego miasta . Kiedy mieszkanie na „prowincji”  w domu z ogródkiem przy cichej ulicy staje się dla nas zbyt spokojne , jedziemy do Katowic . Tam możemy sobie zafundować zastrzyk pozytywnej , śląskiej energii .

20170525_150436
Katowice dzisiaj – jakże inne od stereotypowych wyobrażeń – ulica Korfantego i skwer nad Rawą

Lubię krupnioki , czorne klóski i roladę z modrą kapustą . „Nasze” drożdżowe ciasta i kołocze mają posypkę zamiast kruszonki . Jemy karminadle zamiast mielonych a w pospolite , niebogate dni  na talerzu mamy ascetyczną wodzionkę . Z kolei w dni bogate sycimy się gęstym , treściwym żurem z wusztym i tuczonymi kartoflami .

Kattowitz_-_Bahnhofstrasse
Katowice , ulica Dworcowa i hotel Monopol – początek XX wieku

Zamiast aniołka w Wigilię przychodzi do nas Dzieciontko , w przikopach zwanych gdzie indziej rowami zamiast wodników mieszkają u nas utopce . Kiedy pracowałem na dole „na grubie” ( w kopalni ) mieli mnie pod swoją opieką Skarbek do społu z Barbórką . Wiem co to ajnfart , mantopiyrz i nudelkula . Jestem Hanysem  z urodzenia i z narodowości . I jestem bardzo dumny z tego , że mogę o sobie powiedzieć „Jestem Ślązakiem” .

1afb6ba9433f993817a1b437731e
Katowice – pocztówka z początku XX wieku . U góry – „moje” liceum obecnie im. A. Mickiewicza- niegdyś – Das Städtische Gymnasium zu Kattowitz

Postanowiłem podzielić się na Beskidzkiej Salamandrze wieloletnią pasją i pracą mojego fatra ( mojego Taty ) , który przez ostatnie lata tworzył „Karty z historii Katowic ” . To zbiór kilkudziesięciu felietonów o tematyce historycznej związanej z historią mojego rodzinnego miasta – Katowic / Stalinogrodu / Kattowitz ( Ober Schlesien )  . Opublikowanie tej historii zebranej w „pigułkach” – tak  , by ujrzała „światło dzienne” to dla mnie wielki honor , a względem Taty – niemal obowiązek .

ul_Mlynska_Katowice_7861016
Katowice , ulica Młyńska z nowoczesnym gmachem Urzędu Miejskiego – lata 40-te a

Karty z historii opowiadać będą o powstaniu miasta , o jego rozwoju ,  dzielnicach , wybitnych ludziach związanych z Katowicami , o gmachach , budowlach , pałacach i miejskich willach . Pisane ręką mojego Taty – wyszperane w archiwach , zebrane i uporządkowane profesjonalnie – z wielką pieczołowitością . Poniżej strona tytułowa „Katowickich Kart”

486px-Umowa_sprzedaży_katowic
Tło strony tytułowej jest kopią umowy kupna- sprzedaży wsi Katowice z dnia 18.IX.1796 r.
 zawartą między Josephem Mikutem a Bernardem Mleczko. Kopia pochodzi z roku 1797.
Wyróżnione

Złote myśli o psach

Za pieniądze można kupić wspaniałego psa , ale tylko miłością możesz sprawić, że zamerda ogonem

czyli późno – jesienne rozmyślania z Rubikiem przy boku …

Od czasu do czasu słyszę jak ludzie mówią : “spokojnie , przecież to tylko pies .” Jeśli ktoś myśli , że to “tylko pies”, to może używa też określeń takich jak : “tylko przyjaciel”, “tylko miłość ”, “tylko obietnica”. “Tylko pies” wnosi do mojego życia istotę przyjaźni , zaufania i czystej , nieposkromionej radości. “Tylko pies” okazuje mi współczucie i cierpliwość , które sprawiają , że staję się lepszym człowiekiem . Z powodu „tylko psa” wstaję rano , chodzę na długie spacery i patrzę ze spokojem w przyszłość . Bo dla mnie i ludzi takich jak ja , to nie jest “tylko pies”, ale ucieleśnienie wszystkich nadziei i marzeń o dobrym świecie , dobrej przyszłości , dobrych wspomnień i czystej radości z chwili , która trwa. „Tylko pies” to uosobienie dozgonnej wierności i bezwarunkowego wielkiego uczucia . “Tylko pies” wydobywa to, co we mnie dobre i odwraca moje myśli ode mnie i codziennych trosk . Mam nadzieję , że pewnego dnia wszyscy ludzie zrozumieją , że One – to nie “tylko psy ”, ale istoty , która uczą nas człowieczeństwa i sprawiają , że jesteśmy czymś znacznie więcej niż jak mówiła Sandra Dee „tylko człowiekiem”.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Usiąść z psem na wzgórzu przy zachodzie słońca to być z powrotem w raju, kiedy bezczynność to nie nuda tylko – pokój. – Milan Kundera

Mówi się , że miłości i przyjaźni nie kupisz za żadne pieniądze świata . Jest jednak małe odstępstwo od tej żelaznej , zresztą bardzo mądrej maksymy . Jest  jeszcze jedna prawda powielana i przekazywana z pokolenia na pokolenie . Powiedzenie o najlepszym przyjacielu człowieka . Ktoś , kto będzie zawsze przy Tobie , pozbawiony egoizmu , wierny i oddany . Ktoś , kto Cię nie zdradzi , nie okaże niewdzięczności , będzie z Tobą w zdrowiu i chorobie . Utopia ?? skądże znowu – wszystko stanie się jasne gdy zamieszka z Wami pies …. okaże się wtedy , że czasami wystarczy cień przyjaciela by poczuć się szczęśliwy .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
„Dopóki ktoś nie umiłował zwierzęcia , część jego duszy pozostaje uśpiona” – Anatol France

Możesz powiedzieć psu największe głupstwo, a on spojrzy ci w oczy tak, jakby chciał rzec: „WOW genialne !  masz  absolutną  rację !  Nigdy bym na to nie wpadł!” – Dave Barry  

Bo nikt tak nie doceni geniuszu zawartego w Twoich słowach jak Twój pies – anonimowe

Pies w ciągu sekundy potrafi wyrazić więcej swoim ogonem niż człowiek może wyrazić językiem w ciągu godziny. – anonimowe

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
„Jeśli ktoś się nie podoba twojemu psu, najprawdopodobniej tobie też nie powinien się podobać” – Anonim

„Jest twoim przyjacielem, partnerem, obrońcą – twoim Psem. Jesteś jego życiem, miłością, przewodnikiem. Będzie twój – wierny i oddany do ostatniego uderzenia serca. Winien mu jesteś zasłużyć na to oddanie.” M. Siegal

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Każdy myśli , że jego psiak jest najlepszy na świecie . I każdy ma rację – anonimowe

„Kto nie wie jak smakuje mydło – nigdy nie kąpał psa ;)” – Franklin Jones

„Na świecie nie ma lepszego psychiatry od szczeniaka liżącego cię po twarzy” – Edward Abeby

Chcę być Twoim przyjacielem. Na zawsze, bez żadnych przerw . Kiedy wzgórza staną się płaskie a rzeki wyschną, kiedy błyskawice pojawią się zimą, kiedy śnieg spadnie latem, kiedy niebo zmiesza się z ziemią nawet wtedy nic nas nie rozdzieli. – Twój Pies

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Zastanawiałeś się kiedyś, co one o nas muszą myśleć? No popatrz tylko – wracamy ze spożywczego z niesamowitą zdobyczą: kurczakiem, wieprzowiną, i kawałkiem cielęciny . Muszą myśleć, że jesteśmy najlepszymi myśliwymi na świecie! Anne TylerD

Za pieniądze można kupić wspaniałego psa , ale tylko miłością można sprawić, że zamerda ogonem. – Richard Friedman

Największą przyjemnością w posiadaniu psa jest to , że możesz się przed nim wygłupić, a on nie tylko, że się nie będzie Cię wyśmiewał , ale też zrobi z siebie głupka – Samuel Butler

W psach znajdujemy prawdziwych przyjaciół. One nas kochają bez wygłaszania opinii i bez próśb o pożyczkę. – anonimowe

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Psy wiedzą wiele, a nie mówią nic, odwrotnie niż ludzie. – Ernest Hemingway

Ale ale … pamiętajcie … „Nie bierz uwielbienia swojego psa za ostateczny dowód na to, że jesteś taki super” – Ann Landers

 

Wyróżnione

Rozmowa z psem … 1

…część pierwsza – komunikacja przez słowa i emocje 

” Przyjemność z posiadania psa odczujecie dopiero wtedy , gdy nie będziecie próbowali zrobić ze swojego psiaka półczłowieka . Lepiej już sami spróbujcie stać się w połowie psem ” – powiedział kynolog – Edward Hoagland ….. Naszym psiakom obce jest skomplikowane myślenie człowieka . Dla psa życie jest proste , jest albo białe , albo czarne . Jeśli psiakowi opłaca się zrobić „coś”  i zostanie nagrodzony , będzie tak robił . Dlatego aby nasze stosunki z czworonogiem były jak najbardziej pozytywne , musimy zacząć myśleć w prostych kategoriach . Żadnego filozofowania . Wystarczy konsekwentnie nagradzać i konsekwentnie napominać .  Ale nigdy , przenigdy nie karać . Nie komplikujmy sobie i jemu życia , nie uda nam się nauczyć psa ludzkiego myślenia . Traktujmy psa jak najlepszego przyjaciela , i  traktujmy go z należytym mu szacunkiem , odpłaci się nam tym samym . A wierzcie mi , wiem co mówię – wierność i oddanie psa nie zna granic .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Rubik w Rubilandii i jego reakcja na słowo „stój”

SŁOWA 

Większość fachowców twierdzi , że pies właściwie nie rozumie znaczenia słów – tak jak człowiek . Że reaguje tylko na ton głosu i gesty . Na zasadzie skojarzeń uczy się odróżniać polecenia . Jeśli powtarzamy ciągle tym samym tonem to samo słowo , naprowadzając psa na wykonanie czynności o którą nam chodzi , powoli i konsekwentnie zacznie kojarzyć , że dane słowo w takim tonie oznacza właśnie konkretną czynność . Jeśli często mówimy do psa , on reaguje na nasz ton głosu i robi wrażenia jakby rozumiał . Niestety potok słów płynący z naszych ust jest dla psa niezrozumiały . Żeby to sprawdzić , spróbujmy kiedyś chwalić psa krzycząc… na pewno nie będzie się cieszył , mimo , że  nasze słowa będą zawierały  same pochwały  .

Wczoraj w górach
Fokus , 10 lat temu , słuchacz jakich mało 😉 opowiadam mu o śniegu 🙂

Jak rozmawiać z psem  ? Czy rozmawianie z psem jest zdrowe ? Rozmowa z psem to przypadłość każdego miłośnika tych zwierząt . Witamy się z nimi , gdy przychodzimy do domu po całodniowej nieobecności , mówimy , że czegoś nie wolno ,  chwalimy je mówiąc „dobry piesek” ,  lub po prostu mówimy do nich , gdy tylko mamy ku temu okazję . W końcu kto z Was nigdy nie powiedział do psa zwykłego ludzkiego “cześć” ?  . Z początku może wydawać się to dziwne , że ludzie starają się przekazywać informacje istotom , które ich nie rozumieją . Jest jednak zupełnie inaczej . Pies w zależności od swoich uwarunkowań intelektualnych może rozpoznawać naprawdę wiele sformułowań , także tych znacznie bardziej skomplikowanych niż ich imię i podstawowe komendy .

Kulki-śniegulki na Fokusie
Kulki – śniegulki na Fokusie – reakcja na słowo „czekaj”

EMOCJE

Absolutnie , nie podzielam opinii , że pies nie rozumie poszczególnych słów , ba !! ,  śmiem twierdzić , że On rozumie znacznie więcej niż nam się wydaje . Pamiętam jak kiedyś  zaczęliśmy zapisywać słówka , zwroty i komendy , które rozpoznawał nasz  Fokus . Przy drugiej „setce” przestaliśmy liczyć … ” Gdyby psy umiały mówić , pewnie byłoby nam trudno się z nimi dogadać , jak z ludźmi” – twierdził bajkopisarz Karel Čapek . Nie da się ukryć , że ta stara prawda znajduje odbicie w naszym życiu . Z psem można jednak się dogadać , a nawet trzeba . W naturze istnieje  uniwersalny język międzygatunkowy . Tym językiem jest energia i nasze emocje . Energię można porównać do współczesnej roli języka angielskiego , który stał się językiem międzynarodowym . Angielski jest językiem , w którym możemy dogadać się prawie z całym światem , gdziekolwiek się znajdujemy . Wszystkie zwierzęta , tak jak my , ludzie mówią językiem energii . Zwierzęta rodzą się z instynktową znajomością tego języka , tak samo jak my . Niestety , my ludzie kładziemy największy nacisk na słowa jako jedną formę komunikacji , co sprawia , że zapominamy o języku emocji . Chociaż tracimy zdolność rozumienia go , nieustanie się nim posługujemy . Mimo , że nie rozumiemy mowy zwierząt, one doskonale rozumieją nas dzięki językowi energii .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Rozumiem Cię całym sobą – „siad” 

Większość naszych konfliktów z psami wynika z „niedogadania się” . Jednak nie musimy posiadać zdolności doktora Dolittle czy mieć pierścień króla Salomona , by móc rozmawiać ze swoim psem . Nie potrzebujemy do tego żadnych nadprzyrodzonych zdolności . Wystarczy , że dowiemy się w jaki sposób pies postrzega świat i nauczymy się jego języka . Patrząc na doskonale wyszkolone psy możemy odnieść wrażenie , że świetnie rozumieją mowę i intencje swojego przewodnika . Chociaż jesteśmy w stanie nauczyć nasze psy rozumienia i reagowania we właściwy sposób na kilkaset słów i na znaki optyczne to nie osiągniemy tego inaczej jak poprzez naszą postawę , naszą energię i „myślenie i mówienie” po „psiemu” . Po prostu spróbujmy mówić po psiemu !!  .  To my , ludzie wpierw musimy nauczyć się ich języka , by potem nauczyć psy rozumienia naszej , ludzkiej mowy .  Psy mówią do nas w dwojaki sposób . Po pierwsze wydają z siebie różnorodne dźwięki : skomlenie , mruczenie , szczekanie czy warczenie . Po drugie , one wyrażają się za pomocą mowy ciała (postawy i gestów) . Używajmy psiego języka zwracając się do swojego psa , wtedy nasze intencje będą dla niego jasne . Używamy w kontaktach z psami  krótkich komend . Słów dźwięcznych , niepodobnych do siebie . Wymawiamy je spokojnym tonem , ze szczyptą emocji – „wróć” z uśmiechem , „stój” – stanowczo , „hopo-hop” brzmi zabawą , a „fuj” zdecydowanie . Wybraliśmy z pośród wielu komend te , które najłatwiej wpadają w „psie ucho”

Zermanice 018
Pani woła „wróć”  ….tu i teraz …. 

Kolejną ważną różnicą jest związek czasowy . Pies nie zna się na zegarku . To co było 10 minut temu – dla psa po prostu nie istnieje . Rozumie za to doskonale , co się dzieje tu i teraz . Podstawowym błędem jaki popełnia właściciel w relacji z psem jest karcenie go z coś co zrobił  po pewnym czasie . Prosty przykład :  wracamy z pracy i widzimy , że pies pogryzł kanapę wpadamy w złość ,  jesteśmy pobudzeni , przywołujemy psa i pokazujemy mu co zrobił . W efekcie pies odbiera to – jako karcenie go za to , że wróciliśmy do domu . Tak naprawdę swoim zachowaniem od progu dajemy sygnał że jesteśmy zadowoleni i źli . I błędnie tłumaczymy sobie , że jak coś zbroił , to wie, że źle zrobił . Nieprawda . Spróbujmy to sprawdzić . Następnym razem kiedy wejdziemy do domu i zobaczymy „szkody” spróbujmy się mocno ucieszyć . I co? Wie , że źle zrobił ? Nie , pies będzie się wtedy cieszył . Tak samo jest z chwaleniem psa , należy chwalić go w momencie kiedy pies coś robi dobrze a  nie po czasie .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Obserwuję Cię . Non – stop . Pamiętaj

Być może nie zdajemy sobie sprawy , ale nasze psy non stop , przez 24h na dobę i 7 dni w tygodniu nas obserwują ! Zaś my sposób świadomy bądź nie , stale wysyłamy im komunikaty . Nasza energia wyrażająca się poprzez emocje jest dla psów jasnym komunikatem . Nasi czworonożni przyjaciele doskonale , wiedzą kiedy jesteśmy smutni , wściekli , a kiedy mamy szampański humor . Psy czują jacy jesteśmy naprawdę . Wiedzą kiedy jesteśmy pewni siebie , spokojni i zrównoważeni a kiedy źli i smutni . Psy jak nikt czyją nasz nastrój , rozpoznają nasze emocje i przekazywaną energię . Dlatego niektórym z nas , którzy zrozumieli tę zależność , bardzo łatwo i w naturalny sposób przychodzi stawanie się przewodnikiem dla swojego psa , a inni z nas niestety muszą się tego nauczyć .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Słuch psa jest o wiele bardziej wrażliwy od naszego , wychwytuje i zapamiętuje dźwięki niesłyszalne dla ludzkiego ucha . Ponadto dzięki ruchomej małżowinie usznej psy są w stanie zlokalizować źródło dźwięku . Właśnie dlatego sposób , intonacja i gesty w wydawaniu psu komend są bardzo istotne w procesie jego szkolenia . Pies odczuwa emocje i nastroje podobnie jak człowiek . Wynika to z ich genetyki , ponieważ psy domowe ewoluowały od wilków , wilczych osobników o nadzwyczajnych predyspozycjach do nawiązywania zażyłych relacji z innym gatunkiem , z homo sapiens .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Co prawda pies nie odpowie słownie i wprost na nasz monolog , za to będzie słuchać go zwykle  z ogromną uwagą , obracając głowę na lewo i prawo . Mówienie do niego jest całkowicie sensowne . Fakt częstych rozmów z psami i chęć poznania ich jako niezależnych stworzeń , a nie jedynie dekoracji otaczającego nas świata , świadczy o naszym wysokim poziomie zdolności poznawczych . Jeśli ktoś rozmawia z “najlepszym przyjacielem człowieka” z własnej woli i ciekawości , potrafi robić to także w stosunku do innych  ludzi.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Mówię do Rubika „dobry pies”

Rozmawiajmy ze swoim psem w każdej wolnej chwili , przekazujmy im nasze emocje i energię , komunikujmy się prostymi  słowami . Tak zawiążemy między sobą niewidzialną nić porozumienia . Emocjonalną „smycz” łączącą nas ze zwierzakiem . Energetyczny międzygatunkowy związek uczuć , która stanie się dla nas i dla naszego pieska kilkunastoletnią Odyseją . Cudownym rejsem przez morze międzygatunkowej namiętności i odwzajemnionej bezwarunkowej miłości .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Rubik „mówi” – fajnie było wrzesień 2019

Druga część felietonu : Rozmowa z psem będzie o komunikacji przez  dźwięki inne niż werbalne  ,  o gestach i dotyku . Rozmowa z psem nie jest niczym zdrożnym , niczym „dziwnym”  ani nie wymagającym psychologicznego leczenia – wręcz przeciwnie .  Zapewniam Was …  Beskidzka Salamandra i mały ” gadający po psiemu” – Rubik .

Wyróżnione

Pies na borowiki … vol 1

…. „no , Rubiku czas połączyć przyjemne z pożytecznym . Praca uszlachetnia , koniec obijania się , kopania dziur w ogrodzie i gryzienia kapci  . Masz już ponad pięć miesięcy , a w pięknych bukowych lasach naszej Rubilandii w końcu pojawiły się borowiki” ….. Tak zagadnąłem popołudniu do białego futerka ułożonego w pozycji „na żabkę” . Futerka zwróconego mordką w stronę drzwi i wodzącego za mną czarnymi jak smoła oczami . Kiedy brzęknąłem medalikiem przy obroży , w jego oczach pojawiły się dwie błyszczące gwiazdki  , bo kogo jak kogo , ale Rubika na spacer po górskim lesie nie trzeba w ogóle namawiać . Woda , miska , kilka przekąsek , smycz na „wszelki wypadek” . Plecak i wio , w nieco ponad kwadrans stanęliśmy u wrót Bukowej doliny . 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
U wylotu breńskiej doliny 23 sierpnia 

Lasy beskidzkiej Rubilandii są zjawiskowo piękne . To buki są takie bajeczne .  Głównie to stare buczyny karpackie ,  ale tam gdzie chodzimy po górach są również starodrzewia świerkowe , jest i namiastka puszczy jodłowej , wszystko razem doprawione jest sporą szczyptą modrzewiowych młodników . Sosny , jawory , jesiony , wiązy i dzikie czereśnie zwane w beskidzkiej gwarze – trześniami , brzozy , cisy i jałowce tworzą olśniewającą górską tajgę . Pospolite gdzie indziej graby czy gąszcze olchowe dodają malowniczości strumieniom . Lasy pachną wilgocią ziemi  , próchniczną ściółką i rosnącą przy strumieniach miętą .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Rubiku , to jest gołąbek – a my szukamy borowików 😉

Tutaj , w naszej górskiej tajdze wydaje się , że las niemal dotyka nieba , więc przysiedliśmy z Rubikiem  na potężnym bukowym pniu , by podziwiać  ten cud natury . To uosobienie czasu . Przecież kiedyś te olbrzymie drzewa były tylko nasionkami a teraz miliony istnień żyją tu wspólnie , rosną , dojrzewają i oddychają pod baldachimem liści .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Rubisiu – ostrożnie tam jest przepaść !

Siedząc , na tym wielkim pniu zjedliśmy – każdy swój prowiant  – Rubik kilka psich ciastek , ja – maślanego rogala wypili – jeden miskę , drugi kubek zimnej wody . „Porozmawialiśmy” o borowikach i grzybobraniu . Nie wiem czy Rubik bardziej wpatrywał się w ciastka czy we mnie , ale wiem , że przywiązanie do psa można okazywać w różny sposób . Jednym z nich jest właśnie mówienie do pupila . Oczywiście nie każdy jest gadułą i nie każdy tak chętnie jak ja  – szczególnie przy świadkach i w miejscu publicznym – zwraca się na głos do czworonoga z pytaniami , na które ten odpowiada machaniem ogona , ale to chyba nic zdrożnego , że od czasu do czasu rozmawiam ze swoim psem . Pewne jest jednak to , że psy nas rozumieją . I nie chodzi o konkretne wyuczone komendy , ale o ton głosu , którym mówimy i emocje , które mimowolnie psu przekazujemy .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Pan borowik ceglastopory 23 sierpnia 2019

Coś jednak jest na rzeczy z tym deliberowaniem nad borowikami  , bo nie minęło czasu mało-wiele , a tu naszym dwóm parom oczu , parze czarnych węgielków i dwojgu niebieskim oczom ukazały się najpierw ceglasie – kolorowe , śliczne borowiki ceglastopore . W stanie niemowlęcym , więc zostały w lesie dla potomnych .  Zaraz potem prawdziwki , te już w stanie młodzieńczym , wręcz idealnym . 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Szlachcic co się zowie – borowik szlachetny – Brenna sierpień 2019

Nie wiem czy z Rubika wyrośnie nieustraszony pogromca prawdziwków i maślaków , ale wiem jedno – już jest fantastycznym kompanem wycieczek po górach . Dla niego i dla mnie taki popołudniowy spacer po górskim lesie to wyjątkowa przyjemność . Patrzę na niego  jak dorasta , jak z nieporadnego szczenięcia staje się wszędobylskim i odważnym młodziakiem , obserwuję z dumą jak uczy się pilnie i chętnie , jak poznaje świat . Jestem jego przewodnikiem stada i nauczycielem , jestem ( na razie 😉 jego obrońcą i autorytetem . Nie darowałbym sobie , gdybym przegapił i stracił bezpowrotnie te ulotne momenty nawiązywania niewidzialnej więzi z Rubikiem , gdybym zajmował się mniej istotnymi sprawami , zamiast być świadkiem jego wchodzenia w dorosłość i kreatorem jego charakteru .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Stajemy się pomału jednością , nierozłącznymi przyjaciółmi na dobre i na złe , partnerami . Stajemy się emocjonalnie związanymi towarzyszami . Sforą bratnich dusz zapatrzonych w siebie jak w obrazek i ufającą sobie bezgranicznie , sforą ,  która będzie rozumieć się bez słów .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Boletus edulis – steinpilz – prawdziwek 🙂

A niezwykły breński las i beskidzkie pagórki stają się pomału naszym drugim domem . Buczyny i jodły obdarowały nas dzisiaj swoimi darami . Smakowitymi borowikami różnego autoramentu . Przybiliśmy sobie „piątkę” z Rubikiem i patrząc sobie w oczy dało się wyczuć ,  że żadnemu z nas ani trochę nie chciało się wracać do domu. 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Rubiku , trufle to nie ta bajka – szukaj na wierzchu , nie pod ściółką 😉

Wspaniale jest obserwować , jak zwierzak rozumie nasze słowa , gesty , ton głosu , jak tworzy się między nami wyjątkowa , międzygatunkowa relacja . A gdyby tak jeszcze rozumieć , co pies szczeka… A może już to wiecie ? Mina Rubika mówi wszystko – to był wyjątkowo udany spacer . O czym zapewnia Was brzydsza połowa Beskidzkiej Salamandry i Rubik – ( być może ) kiedyś , w przyszłości – pies na borowiki 😉

 

 

Wyróżnione

Rzuć wszytko i chodź w góry ….. koniecznie z psem 😊

czyli zakamuflowane zaproszenie do Rubilandii…

Psia „Ziemia Obiecana”  kraina wielkiego czworonożnego szczęścia istnieje na prawdę . Nie jest ani wymyślona ani iluzoryczna . Psim eldorado są góry . Niezmierzone przestrzenie , pachnące lasy , kryształowe  strumienie , wielkie dzikie polany na szczytach – od lat były i pozostały ulubionym domem psowatych . Jedyni przodkowie naszych Tofików , Łatek i Rubików byli rzecz jasna –  wilkami (tu spotkanie z nimi w Beskidach ( kliknij ) . I pewnie to atawizm gatunku „canis familiaris” odpowiada za to , że nasze psy domowe tak beztrosko i cudownie czują się w górach . Nasza i Rubika – fantastyczna kraina – zwana od niedawna Rubilandią leży w Śląskich Beskidach między pasmami Czantorii , Skrzycznego i Szyndzielni .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Rubilandia , ładniejsza połowa Beskidzkiej Salamandry i przyszły władca śląskich gór – Rubik 😉

Nasz mały Rubik z pewnością , podąży śladem Fokusa i ani się nie obejrzymy jak zostanie mianowany hospodarem śląskich gór – Jego White Terrierową Wysokością – z psiej Bożej futrzanej łaski – regentem beskidzkich dolin – Leśnicy , Hołcyny i Bukowej  , wielkim księciem ustrońskich źródeł  – Rubikiem Pierwszym Beskidzkim 😉  Chcemy się z Wami w tym felietonie podzielić naszymi doświadczeniami z blisko dwudziestu lat włóczęgi po górach w towarzystwie westusiów . O czym należy pamiętać zabierając psiaki , jakie są ograniczenia , korzyści , ale i niebezpieczeństwa wynikające ze specyfiki gór . 

DSCN1157
Z Fokusem i Hektorem ( z bandamą ) na Wielkiej Raczy

Leitmotiv-em tego felietonu będą nasze ukochane psy – West Highland White Terriery . Westie są do bólu typowymi terrierami  – pełnymi temperamentu , żywiołowymi , niezależnymi , nieustraszonymi i obdarzonymi silnym charakterem . Ich miłośnicy ( to My ) twierdzą , że mają wszystkie zalety tej grupy psów, a jednocześnie nie mają ich wad . Wszystkie nasze westy były i są wesołe , ruchliwe i zawsze gotowe do towarzyszenia swojemu człowiekowi . Bardzo przywiązane do właściciela , potrafiące chodzić za nim krok w krok , ale nie będące przy tym natrętne . Nie domagają się stałej uwagi – cierpliwie czekają , aż będziemy mieli dla nich czas . Westie nie jest agresywny ani nadmiernie hałaśliwy . Jest idealnym kompanem na górskie wycieczki . Słysząc , że chodzimy po górach niemal wyłącznie z psem ludzie zadają nam szereg pytań : czy to trudne? czy nie oznacza to zbyt wielu wyrzeczeń ? A może grożą nam jakieś niebezpieczeństwa ? No i o czym trzeba pamiętać jadąc ze zwierzęciem na dłuższy lub krótszy wypad w teren?

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Rubik , regent beskidzkich połonin w lipcu 2019

No to ruszamy w góry  – nie w Karakorum , ani w Pireneje , ruszamy na wycieczkę w nasze polskie , najpiękniejsze góry na świecie – w Śląskie Beskidy . Co zabrać ze sobą ? Z pewnością siebie i merdający ogon . Najważniejszy jest rzecz jasna pies , bo jak ktoś nie ma psa , to nie pójdzie przecież z psem w góry 😉. Pies może być całkiem zwykły , a i tak będzie dla nas  gwarancją dobrej zabawy , zwłaszcza jeśli w nazwie jego rasy znajdzie się magiczne słowo Highland  – Średniogórze – idealnie opisujące góry w Rubilandii . Pies nie może być zbyt młody , bo szczenięta nie mogą być nadmiernie forsowane i oczywiście musi być zdrowy i chętny do spędzania z nami aktywnie czasu – dla takiego psiaka każda wycieczka w góry będzie po prostu świetnym spacerem u boku swego przewodnika .

DSCN1610
A co mi tam krowa dziwna ?  bynajmniej nie miastowy 😉 Fokus 

Psi ekwipunek należy uzupełnić o : 1) miskę i wodę – dużo wody , bo choć w górach źródełka i strumienie można spotkać niemal co krok , to w wyższych partiach , na polanach pod szczytami trudno o dostęp do niej , a woda będzie nam niezbędna . 2) smycz i obrożę lub szelki – najlepiej z identyfikatorem . Nasze , beskidzko-salamandrowe psiaki przyzwyczajone do górskich realiów nie oddalały się zbytnio od nas , i dla nich były to wycieczki po „swoich ścieżkach” , tymczasem psiaki „letników” potrafią zwiać wystraszone w ułamku sekundy w gęsty młodnik , czy pogonić za leśną zwierzyną – i potem „szukaj wiatru w polu” . Pupila trzeba mieć stale pod czujną kontrolą , moim zdaniem nie oznacza to , że chodzi o kaganiec , czy jarzmo w postaci smyczy , na którym zwierzę się prowadzi , lecz o realną (samo) kontrolę — zapewnienie tego , by pies nie miał możliwości swobodnego grasowania . Nie każdy pies dla sprawowania nad nim kontroli wymaga środka technicznego w postaci linki .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Rubilandia , Highland – Średniogórze – beskidzka dolina Leśnicy
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Rubik ma cztery i pól miesiąca . Smycz mam , ale tylko dla ozdoby Brenna w lipcu 2019

90%  beskidzkich gór na „zielonym  Śląsku ”  stanowią lasy . Ustawa o lasach zakazuje puszczania psa luzem w lesie nie definiując przy tym czym jest ów „luz” . Bo są przypadki szczególne : kiedy niezwykle karny czworonóg robi dokładnie to, czego oczekuje odeń przewodnik  ale przecież są takie – choćby psy ratownicze , psy służbowe , psi przewodnicy , takimi psami były nasze westy – Tazok i Fokus . W takim przypadku nasz psiak  jest pod kontrolą przewodnika — kontrolą niewidzialną , sterowaną gestami , werbalnie , i ( a może zwłaszcza ) wynikającą z bliskiej więzi emocjonalnej i psychicznej . Albo z innej beczki – psiak jest tak nieśmiały , bojaźliwy i wycofany , że nie wyobraża sobie oddalenia się na więcej niż 10 metrów , a nawet jeśli się to zdarzy , to w 100 % wraca w podskokach raz zawołany . Czy te sytuacje można opisać jako puszczanie psa luzem ? moim zdaniem NIE . Więc niech sędzią w tej sprawie będzie nasz rozsądek . Dla „świętego spokoju” niewtajemniczonym sugeruję – że  w górach , i górskim lesie najlepiej będzie prowadzić psa na smyczy . 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Fokus na Wielkim Krywaniu smycz przy pasku – dla fasonu 😉

W górskim środowisku na naszego psiaka działają tysiące bodźców . Jego zmysły dosłownie bombardują nowe dźwięki , zapachy , smaki i kształty . My , jako ich przewodnicy prowadzimy psiaki po labiryncie ,,Matki Natury,, i tylko od nas i naszego rozsądku i opanowania zależą ich reakcje na otaczający ich świat . Nie jesteśmy zwolennikami smyczy , ale w jednym przypadku , zawsze będziemy jej używać . W parkach narodowych i rezerwatach tych , które są ,,przyjazne,, psom . Po tych świątyniach przyrody –  tak w kraju jak i za granicą , nasze psiaki będą zawsze spacerować wyłącznie na smyczy . Podsumowując ten wątek , jeśli nie jesteśmy pewni na 200% jak zachowa się nasz towarzysz i nie jesteśmy pewni swojej niewidzialnej więzi i realnej kontroli użyjmy w górach smyczy .

Rubilandia
Rubilandia – psia Ziemia Obiecana – Hala Świniorka pod Orłową

Jak długi i forsowny może być spacer po górach , to oczywiście sprawa indywidualna każdego z nas . To zależy od naszej kondycji , aktualnego samopoczucia , często od zmiennej pogody . A jak to jest u psiaków ? Dokładnie tak samo , i jeszcze od wieku , rasy , budowy ciała , wydolności i zwykłej przyjemności czerpanej z takiej formy spędzenia czasu . Z Westie’m – ruchliwym , ciekawskim , wszędobylskim i ambitnym psem możemy znacznie więcej niż z sapiącym jak lokomotywa buldożkiem czy leniwym bassetem . To przecież Terriery , wielkie psy w małym ciele . Ale i one mają swoje ograniczenia .  Skały , ostre kamienie , drabinki i klamry , są nie do pokonania nawet przez najbardziej  zgrabnego psa . Starsze zwierzęta i szczeniaki z kolei , szybciej opadają z sił .

IMG_1789
Łańcuchy i drabinki   ???  ogarniemy na luzie temat 😉 Fokus w Słowackim Raju

Mamy wtedy dwie opcje do wyboru . Nasze ręce lub nosidełko . Pierwsza opcja – jak najbardziej OK zadziała na krótkich dystansach , póki nie „zwiędną” nam ręce , druga jest właściwie niezbędna w trudnym terenie i na dłuższych wyprawach . Od lat stosowaliśmy to udogodnienie , sprawdziło się zarówno stare nosidełko odziedziczone po dzieciach , jak i specjalne , dedykowane dla psów . Bo przecież nie każde przejście, z którym poradzi sobie człowiek , będzie w zasięgu psich łapek . I ten bliski kontakt z naszym przyjacielem , kontakt nos w nos , albo ucho w ucho , kiedy czujesz ciepło jego ciała – to bezcenne uczucie . Pamiętam jak w Parku Narodowym Słowacki Raj , zagadnął nas jeden z turystów i skomentował zdziwiony :  „Pierwszy raz widzę , żeby dwunożne zwierzę taszczyło na plecach czworonożne ” 😉 

IMG_1921
Dwie szkoły – u „pana” salamandry – Fokus w nosidełku , Hektor u Mietka pod pachą 🙂 

Wybierając się na dłuższe wycieczki (powyżej 6 godzin) zawsze zabieramy porcję karmy , bo przecież każde stworzenie musi mieć szansę na regenerację . Pamiętamy też o właściwym tempie marszu i odpowiedniej dozie odpoczynku . Nasz pies zwykle pokonuje dwu a może nawet trzykrotnie dłuższy dystans niż my , do tego nawet w słoneczny i gorący dzień nie może zdjąć swojego futra . W takich warunkach niezbędne będzie poświęcenie kilku minut na oddech co godzinę , zamoczenie łapek w strumieniu , miska wody , a przy dłuższym marszu konieczne mogą okazać się nawet nieco dłuższe przerwy . Nie zabierajcie swoich psiaków w tłumnie odwiedzane miejsca . Setki nóg i hałas „głośno szczekających” do siebie ludzi to nie jest to co nasze „tygrysy lubią najbardziej” .

IMGP1476
Koń jaki jest – każdy widzi 😉  Medytacje wiejskiego westusia

Jeśli myślimy o trekkingu za granicą naszego pięknego kraju w plecaku nie może zabraknąć psiego paszportu wraz z zaświadczeniem o szczepieniu . Warto też mieć ze sobą – pod każdą szerokością geograficzna przyrząd do wyciągania kleszczy zaś przy dłuższych wyjazdach w bagażu nie może zabraknąć preparatów chroniących psie stawy . Czy wyjście w góry z psem wiąże się z wyrzeczeniami , czy czworonożna turystyka ogranicza przewodnika ? Oczywiście punkt widzenia zależy od punktu patrzenia – nas nie ogranicza , bo kochamy takie wycieczki , i poniekąd jesteśmy od nich uzależnieni . Ograniczenia nie dotyczą też naszych psiaków , niech się wyhasają do oporu , upaprają błotem w poszukiwaniu kreta . Będą szczęśliwe i będą dobrze spały .

Fokus - Ale za to jest radocha
Fokus – nie ma kreta , ale radocha tęga !! Tak wygląda szczęśliwy pies 😉

Nie chodzi jednak o to , by drobne wyrzeczenia przesłoniły Wam niewątpliwie plusy ! Wędrowanie z psem w górach to mnóstwo frajdy : jest weselej , zawsze coś się dzieje , mamy więcej pretekstów do odpoczynków w ciekawych miejscach , pies potrafi odpowiednio przyspieszyć lub zmniejszyć tempo marszu 😉 Psiak poprawia nastrój , tłumi niesnaski – jest świetnym kompanem do wszelkiego rodzaju przygód . Tak więc…rzućcie wszystko i chodźcie w góry ( kliknij)  oczywiście najlepiej z psem u boku 😉

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Do zobaczenia i usłyszenia w drugiej części . Jesienno – zimowej 😉 Beskidzka – Marzena i Salamandra – Maciek 

 

 

Wyróżnione

Zły sen , ma na imię „kleszcz”

głównie dla psiarzy …

Obrzydlistwo , paskudztwo , ohydztwo . Koszmar każdego . Te małe pajęczaki mieszkają niemal wszędzie i być może nawet byśmy nie zauważali ich istnienia , gdyby nie to , że przenoszą trudne do wyleczenia , a czasami nawet śmiertelnie groźne choroby . Chyba każdy słyszał o boreliozie , odkleszczowym zapaleniu mózgu czy babeszjozie . Czy rzeczywiście jest się czego obawiać  ?  Jesteśmy dosłownie bombardowani przez ekrany telewizorów i komputerów wizją apokalipsy ludzi , ich psów i kotów . W skrócie słyszymy taki przekaz :  jeśli wyjdziecie na spacer do lasu , na łąkę czy do ogrodu , to Waszym pupilom na pewno stanie się coś złego . Do tego ludzi , którzy znaleźli u siebie lub swojego zwierzęcia kleszcza , namawia się , by po wyciągnięciu wysłali go na badanie genetyczne , kosztujące majątek . Daleko nam do takiego demonizowania problemu , choć przyznam , że bardzo irytuję mnie każdy znaleziony na psiej skórze kleszcz . Napisano na ten temat tomy mniej lub bardziej przydatnych artykułów i felietonów , ten będzie kolejny , mam nadzieję – przydatny – bo z pewnością nie można sprawy lekceważyć .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Rubik – czyścioszek 😉

Jaka realnie jest szansa na to , przytrafi się nam coś złego po kontakcie z kleszczem ? Nie ma na to dokładnych statystyk , ale szacuje się , że w Polsce ok 25-30% tych oblechów jest nosicielami jednej lub więcej „odkleszczowych” chorób. Po drugie , jeśli nawet „przyssie” się do naszego psiaka , czy do nas , taka poczwara – nosicielka , to wcale nie musi oznaczać , że będziemy mieli problem . Co najmniej kilka / naście godzin nic nam nie grozi , więc warto po każdym leśnym spacerze dokładnie przeglądnąć siebie i naszego pupila . O tyle nam jest łatwiej ,  bo Westie mają śnieżnobiałą sierść . Nawet jeśli przeoczymy kleszcza na skórze i zdąży się on dobrze wbić i „opić” – też nie wpadajmy w panikę . 

0_0_productGfx_bba30988e4a003181f3c183143b25d7a
Źródło : fiprex.pl

Po pierwsze , mamy , my ludzie i nasze psiaki cały arsenał specyfików . Odstraszających , zniechęcających zapachem , oraz zabójczych dla tych pajęczaków po skosztowaniu choćby ułamka mililitra naszej krwi . Płyny na skórę , repelenty w spray’u , obroże , ostatnio też tabletki . Mnóstwo jest naturalnych środków odstraszających , które zminimalizują szansę na „zbyt bliski kontakt” . Naszym zdaniem , dla zwierząt najbardziej przyjazne i stosunkowo skuteczne są środki typu „spot-on” roztwory do nakrapiania bezpośrednio na skórę . Występują w kroplach lub atomizerach w dawkach od „S” do „XXL”. Mamy zaufanie do produktów z fipronilem . tworzącym na skórze zwierzęcia warstwę ochronną , skutecznie zabezpieczając przed ponowną inwazją kleszczy do 4 tygodni oraz przed ponowną inwazją pcheł do 8 tygodni. Preparaty nie zabezpieczają przed przyczepieniem się kleszcza do skóry zwierzęcia. Po zabiciu kleszcze zazwyczaj spadają z psa, kota, natomiast te, które pozostaną mogą być usunięte przez delikatne strzepnięcie . Jest wiele marek farmaceutycznych , mających w swojej ofercie Tego typu profilaktyczne środki , z pośród nich od lat stosujemy Fiprex i „odpukać nic złego nie przytrafiło się naszym psiakom . Podobne działanie mają obroże przeciw kleszczowe stosowane u nieco starszych niż Rubik piesków . Z pewnością , za niedługo na rubikowej szyi pojawi się Foresto , do którego mamy największe zaufanie . Stosunkową nowością są tabletki typu Simparica czy Bravecto . Ponieważ ich działanie jest dość kontrowersyjne nie stosujemy ich , bo choć w swym działaniu są bardziej skuteczne, to przy tym bardzo agresywne .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Po drugie :  środki naturalne  –  obsadziliśmy w tym roku ogród roślinami , które pomagają w tym nierównym starciu . Głownie rozmarynem , o którym niedawno dowiedzieliśmy się , że kleszcze go nie lubią , razem z lawendą , miętą i bazylią stworzą jeszcze jedną niewidzialną przeszkodę dla owadów i kleszczy . Warto też wypróbować herbatę z czystka . Napar dodany do psiej wody wpływa na  zmianę zapachu ciała zwierzęcia , i czyni go mniej atrakcyjnym dla pasożytów zewnętrznych takich jak kleszcze, pchły czy komary . Czystek jest bogatym źródłem antyoksydantów , a jego regularne stosowanie podnosi naturalną odporność na infekcje wirusowe . Przyczynia się do wzmocnienia odporności organizmu i podniesienia jego naturalnej bariery ochronnej .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Rubik i wielka Rubi-szyszka

Jeśli cała ta profilaktyka zawiedzie i krwiopijcy siedzą już na naszym psiaku , pamiętajcie : Największą „szansę” na zakażenie się odkleszczowymi chorobami mamy wtedy , jeśli niefachowo będziemy próbować usunąć . Jeśli nie macie w tym wprawy wet za „dychę” zrobi to za Was . Przy naszym poprzednim psiaku – Fokusie – idealnie sprawdzał się plastikowy „krętlik” . Samozaciskowa pęseta kupiona kiedyś w Czechach , dostępna u nas w asortymencie firmy Trixie . Pęseta jest tak wyprofilowana , że umożliwia zaciśnięcie jej tuż przy skórze psa , na głowie pasożyta . Łapanie „gadziora” za opity odwłok jest niedopuszczalne !! Są i inne „kleszczołapki” , czy pęsety z pętelką  , warto spróbować – kosztują grosze i któraś być może „przypasuje” . I najważniejsze …. zapomnijcie o babcinych metodach „topienia” kleszcza w wazelinie , oleju czy spirytusie . Wymażcie z pamięci te zabobonne praktyki . W zagrożeniu kleszcze reagują „wymiotami” swojej treści żołądkowej wgłąb ciała żywiciela . To najprostsza droga do kłopotów .

5be25997ecb6c49df531b2d4f66b32db

Po usunięciu pasożyta najlepiej , abyśmy umieścili go na jednolitej , jasnej powierzchni , aby zobaczyć , czy usunęliśmy go w całości . Jeśli część została w ciele psa , bez weterynarza trudno będzie temu zaradzić . Jeśli wszystko poszło OK – zdezynfekować skórę zwierzaka , swoje ręce . Pamiętajcie też o tym, aby po tym zdarzeniu monitorować swojego psa i jego zachowanie, aby dostrzec ewentualnie objawy mogącej się rozwijać choroby . Rumień po kilku dniach w miejscu ukąszenia , czy apatyczne zachowanie pupila będą znakiem , że coś poszło nie tak . Nie bagatelizujcie żadnej zmiany zachowania psa . Ciemniejszy mocz , brak apetytu , zaburzenia ruchowe , utrata wagi czy ogólne osłabienie to sygnały , że wizyta u weterynarza jest nieodzowna . Przy obecnym stanie medycyny zwierząt i farmakologii , można pupila wyciągnąć ze szponów ewentualnej choroby . Działać zdecydowanie , szybko , bez emocji i paniki . I wszystko będzie dobrze 🙂

20190629_123923

 

 

Wyróżnione

Na drugim końcu smyczy . Znowu …

…. czyli nasz osiemnasty rok z westusiami

Zostały po nich wspomnienia . Zostały zdjęcia . Nasze Westy . Nasze białe anioły . Pamiętamy o nich do dzisiaj . Dalej mieszkają gdzieś w głębi naszych serc . Tazok . Słodki , wyjątkowo piękny , psie ciepłe kluchy . Biała jak śnieg ciamajda , z której co jakiś czas wychodził prawdziwy terrier . To jego ściągaliśmy z drzewa kiedy wdrapywał się za kotem . Jego rozczesywaliśmy z rzepów po wizytach w zapuszczonych starych ogrodach . Lubił krupnik , żurek i sardynki z puszki . Nie lubił kotów i podróży , wiec zjadł kiedyś jakąś „Bardzo Ważną Wajchę” w samochodzie . Pewnego upalnego dnia górska rzeka zabrała go za Tęczowy Most … miał niecałe trzy latka .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Jeszcze tego samego letniego dnia trafił do nas Fokus . Brzydal . Niechciana przez nikogo , zaniedbana , czteromiesięczna karykatura Westa . Nietoperz skrzyżowany z pająkiem … Wyrósł na przepięknego „wzorca rasy” . Był z nami sporo ponad piętnaście lat , był najbardziej przewidywalnym czworonożnym towarzyszem – ever ! Był przyjacielem , obrońcą i powiernikiem , słuchał naszych myśli jak zaufany spowiednik . Nie byliśmy dłużni . Dom , ogród , wolny czas , wakacje zawsze musiały zawierać  ” psi pierwiastek ” . Były przyjemności , były wyrzeczenia , były radości i smutki . Piękne chwile . Wspólne piętnaście lat z dobrym hakiem minęło jak z bicza strzelił . Trochę wody w Wiśle – tej „złej” górskiej rzece – upłynęło zanim oswoiliśmy się z odejściem Fokusa na wieczną służbę .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Tazoczku , Fokusiu  ….. zostały po Was wspomnienia . Zostały zdjęcia . Zostały po Was blaszane „guziki” bo podobno „guziki nie płoną” . Został po Was żal , ale wiem dalej jesteście z nami . Wiem , że patrzycie na nas zza tęczowego mostu . Przyjdziemy do Was … ale jeszcze nie teraz . Mamy tu jeszcze „Coś” do zrobienia . Tu na ziemi . 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Tazok i Fokus zostały po nich wspomnienia i te dwie „blaszki”

Kiedy pochowaliśmy Fokusa pod bzem w ogrodzie , tam gdzie zawsze lubił się wylegiwać , obiecaliśmy sobie , że kiedyś tam w bliżej nieokreślonej przyszłości , znowu zostaniemy dla jakiegoś psiaka – „większymi braćmi” – jego miłością na drugim końcu smyczy . Po pół roku nasze myśli o „psi” jacielu zaczynały być coraz bardziej natrętne , i choć myśleliśmy , że poczekamy na to co los nam przyniesie – postanowiliśmy , że losowi należy troszkę pomóc .  Przesądziliśmy pewnego zimnego , styczniowego dnia , że znów po wariacku „skomplikujemy” sobie życie .

IMGP1159.1
Fokus 2015 Balaton
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Madame & Westie 2014 Dalmacja

Śledziliśmy strony adopcyjne , schroniska , na stronach „Westowych” obserwowaliśmy rozkoszne białe bestie 🙂 . Nie minęło czasu mało wiele a klamka zapadła . Rubin-ek ,  Rubik urodził się w marcu . Ta bliżej niekreślona przyszłość stała się teraźniejszością .

54432817_1107346222785294_4515921510585597952_n
Przy maminym cycusiu fot. Ilona Woźniewska

Dobrą chemię z „rubinkowym” domem dało się wyczuć od pierwszej chwili . Dzięki zdjęciom , byliśmy świadkami „dzień po dniu” …. Narodzin , otwarcia oczu , cmokania maminego mleka , pierwszych kroków i pierwszych upadków 🙂 . Niecierpliwie czekaliśmy aż maluchy dorosną . Od dwóch tygodni pląta się nam pod nogami mały dzikus podobny do „białego chomika” . Zostaliśmy znowu westoświrkami . I wcale nam to nie przeszkadza 🥰🥰🥰

20190512_185926
Pierwszy dzień w domu
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
We własnej osobie 🙂

Będzie się działo jak tylko Rubik dorośnie . Zamieszka na Beskidzkiej Salamandrze , zadomowi się na dobre i pogoni pewnie w następnych felietonach niejednego KOTA 

A Wy dwa dzwońce …. tam za mostem ….. Tazoku  ,  Fokusie obserwujcie swojego młodszego braciszka , miejcie „białe aniołki” Rubisia w swojej opiece . Korygujcie nas i wspierajcie w jego wychowaniu , żeby można było kiedyś tak do niego powiedzieć – jak mówiliśmy zawsze do Was  : Rubinku – jesteś dobrym psem”

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Wyróżnione

A Star is Born . Narodziny Gwiazdy ….

….czyli jak zostałem „Ojcem Chrzestnym”

….i to nie pierwszy raz , co więcej ,  z pewnością również nie ostatni w swoim życiu 😉😉. Wczuć się w rolę Marlona Brando można na wiele sposobów , choćby podrzucając koński łeb do sypialni adwersarza . Z braku łba w podręcznym ekwipunku wpadł mi do głowy dużo mniej wynaturzony sposób na zostanie Capo Di Tutti Capi . Idealny dzień , idealne warunki , idealna pora roku . Kwiecień , zimno , mżawka na przemian z deszczem , bukowy las i podmokłe , bagniste źródło górskiego potoku . Przepis doskonały na poszukiwanie wiosennych salamander w zielonej górskiej dolinie . I to wszystko na przekór wymalowanego palcem żony „kółka na moim czole” 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Dolina Brennicy  27 kwietnia 2019

No bo ustalmy , 11 st. C i deszcz – dla „człowieków” – to nie jest wymarzona aura . Za to „ognistych” , beskidzkich płazów nie może spotkać nic lepszego . Ich gody odbyły się późną jesienią ubiegłego roku . Salamandry w tym czasie wyraźnie się ożywiły . Pod koniec listopada , czarno ubarwieni Panowie w żółte ciapki , szperali po okolicy w poszukiwaniu osobników płci przeciwnej , orientując się za pomocą wzroku i węchu . Po trwającej co najmniej pięć miesięcy ciąży , tuż po okresie zimowej hibernacji –  po przebudzeniu –  w kwietniu – maju samiczki szukają teraz odpowiedniego miejsca na wydanie na świat potomstwa . Niezbyt bystrego potoku ,  lub kałuży płytkiej wody , czy choćby zwykłego bajorka obok źródła .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
W breńskiej dolinie 27 kwietnia 2019

Tak więc wychodząc „Im” na przeciw , w wilgotny i słotny dzień , nie musiałem zbyt długo czekać na spotkanie pierwszej beskidzkiej salamandry AD 2019 .Ta pierwsza , spotkana dzisiaj nie wystawiła mi się pod soczewkę obiektywu , tylko odwróciła się i weszła spokojnie do swojej upatrzonej norki . Ale ja już wiedziałem , że to właśnie dzisiaj jest „Ten Dzień” .  

Bo można spędzić godziny , dni i tygodnie w górskich dolinach i nie mieć na tyle szczęścia , by spotkać choć jedną  płomienną władczynię górskiego strumienia  , i jednocześnie , w tych samych dolinach można utrafić na taki dzień jak dzisiaj , kiedy musisz uważać gdzie postawić stopę . 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Breńska księżniczka 27 kwietnia 2019

Mam fioła na ich punkcie – przyznaję , ale to niegroźny bzik . Uczłowieczając „Ich” zachowania , mógłbym przysiąc , że i „One” wiedzą doskonale , że mają we mnie przyjaciela i obrońcę . Przecież to dzikie zwierzęta , dość prymitywne , ich inteligencji daleko choćby do psa . Tymczasem lgną do mnie jak ćmy do światła . Po dwudziestym spotkaniu przestałem już liczyć  , a one nie tylko pozowały wdzięcznie do zdjęć , ale również urządziły sobie ze mnie park rozrywki wspinając się co rusz na moje ręce . Wiem , że może wydać się to obrzydliwe , że taki „jaszczur” miałby choćby zbliżyć się do  Was , a nie daj Boże jeszcze przespacerować po ramieniu , ale wierzcie mi ich dotyk jest niezwykle delikatny i przyjemny . Ich zapach przypomina lody waniliowe , i do tego te wielkie czarne oczy …. mogą złamać niejedno serce 🙂 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Obcowanie z nimi dzisiejszego dnia , dało mi jeszcze jedno niesamowite przeżycie . Warte poświęcenia butów i spodni upaćkanych po kolana błotnistą , pachnącą ziemistą mazią  . Ciekawość zaprowadziła na grząską i podmokłą polanę zarośniętą kaczeńcami . Tam , w niewielkich oczkach wodnych wypatrzyłem malutkie , ledwo dwu centymetrowe niemowlęta . Dziesiątki , setki małych , podobnych do kijanek żyjątek z wielkimi głowami i nieproporcjonalnie długimi ogonami . Ze śmiesznymi „kołnierzami” ze skrzelami – jakby utkanymi z pawich piór . 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Salamandrze niemowlęta 27 kwietnia 2019

Zanim dorosną , a stanie się to za mniej więcej trzy miesiące , będą funkcjonowały jak ryby – pod wodą – oddychając skrzelami ukrytymi w pióropuszach ( dziękuję sebapiwko ) . Od maleńkości są i pozostaną drapieżnikami , tak że czasami porywać się będą na większe od siebie zwierzęta wodne . Podobnie jak osobniki dorosłe nie prowadzą zbyt aktywnego trybu życia , spędzając większość czasu przy dnie zbiornika , chroniąc się wśród roślinności i kamieni . Polują z zasadzki . Rosnąc , nie zmieniają zbytnio nawyków żywieniowych , co najwyżej przerzucają się na większą zdobycz .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Noworodek ma około 20 – 25 mm

Mimo , że byłem mocno zaaferowany podglądaniem maluchów i ratowaniem swoich członków  przed „utopieniem” w bagnistym gruncie 🙂 , kątem oka zauważyłem zbliżającą się nad oczko wodne dużą , grubaśną , dorosłą salamandrę . To „Ona” , pomyślałem , tak duże są tylko samiczki , bo u tych zwierząt występuje tzw dymorfizm płciowy . Inaczej niż u większości zwierząt – to Panie są większe i bardziej masywne od Panów . Pani salamandra podeszła powoli , i wgramoliła się jak w zwolnionym filmie na grubą , rozkładającą się od wilgoci gałąź . Po chwili , lekko zsunęła się na płyciznę „kałuży” i zanurzyła cały ogon do wody . Wiedziałem co to oznacza – wiedziałem , że za moment będę świadkiem narodzin nowego życia . Odległość nie pozwoliła na lepsze zdjęcie  , bo  gdybym zbliżył się do niej spłoszyłbym przyszłą mamę . 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Tak rodzi się nowe życie w Brennej 27 kwietnia 2019

Obserwowałem ją w całkowitej ciszy i w bezruchu . Co kilka sekund pod jej ogonkiem woda stawała się mętna a nowo narodzone maluchy przemykały po dnie , i chowały się pod gruby spróchniały konar  .  Salamandry rodzą dobrze rozwinięte larwy , czy może lepiej powiedzieć kijanki . Zdarza się , że samica wydaje na świat również jaja , z których potomstwo wylęga się bezpośrednio po porodzie . Dlatego salamandry są „hybrydami” żywo- lub jajożyworodnymi .  Sam poród przebiega z trudnością , bo salamandra musi przybrać odpowiednią pozę , zanurzając tylną część ciała w wodzie , co przy kiepskich umiejętnościach pływackich może okazać się dla niej niebezpieczne , szczególnie gdy nurt jest zbyt rwący . Rodzi przeważnie około 15- 40  maluchów o długości od 20mm do 30 kilku mm . 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Mam za sobą całe pięć minut życia

Bycie akuszerką , nawet „na odległość” to niesamowite uczucie . Narodziny zawsze symbolizują dobry początek . ” Rodzący się ” beskidzki smok” jest zapowiedzią czegoś wielkiego . Gdy się zjawia na świecie , oczekuje ode mnie pełnego zaangażowania i wydobycia ze mnie całego  potencjału . Przynosi mi szansę zmierzenia się z uśpioną dotąd moją drugą naturą , bym w pełni mógł rozbudzić swą moc . Ukazuje mi dostęp do prastarej wiedzy Matki Ziemi . Wprowadza w tajemnice świata zwierząt  i pozwala poznać magię narodzin i cud harmonijnego z naturą życia . ”  Te słowa – nieco tylko dopasowane do dzisiejszego magicznego spektaklu – pochodzą z przekazywanych z ust do ust prastarych zasad i wierzeń Indian kanadyjskich . Przez wieki te mądrości nie straciły sensu swojego przekazu , są nadal świeże i trafne . Trzymam się ich i staram dzielić z innymi .

58377713_342423879741825_2375474414880817152_n
Fot Anna Krzysztof Leśniak

Taka jest prawdziwa opowieść o  życiu i narodzinach . O spotkaniach z naturą i o fascynacjach jej prostym pięknem . A że wróciłem ubłocony i trochę przemoczony ? Cóż – to koszt jaki warto ponieść żeby stać się świadkiem cudu narodzin w górskim bajorku . Zostałem „Ojcem Chrzestnym” niezłej „czelodki” . To zobowiązuje . Będę o Was dbał maluchy 🙂 

A Star is Born . Gwiazda się narodziła . W tajemnicy powiem – narodziła się cała galaktyka gwiazd . Czarno – żółtych gwiazd  🙂 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

 

Wyróżnione

Skrzyczeńskie rozmyślania

 

Wszystko było „anty” . Wszytko w kontrze przeciwko tej wycieczce na nartach biegowych . Czas , dzień , miejsce , temperatura , halny . Już rozbieram temat na czynniki pierwsze co autor ma na myśli . Piątek – zły początek . Plus 13 , wieje tak , że głowę chce urwać . Do tego niewyspany , bo halny wył w kominie całą noc jak potępiony . Słońce raz jest raz go nie ma , pogodynka straszy deszczem a odwilż we frontalnym ataku . Jak buchnęła tegoroczna zima , jak dosypało nam w górach metr śniegu z dobrym kawałkiem myślałem , że białe szaleństwo na biegówkach będzie trwało do kwietnia . Indyk też myślał o niedzieli ….  Początek marca a tu trzeba poważnie rozpatrywać narciarskie ostatki . Sorry taki mamy klimat 😉

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Skrzyczne – niedawno oglądane z Hali Lipowskiej – luty 2019

Jakoś podświadomie – nieczęsto odwiedzałem Szczyrk , a całkiem świadomie Skrzyczne chcąc je zachować jako wisienkę na torcie . W moich archiwach są dziesiątki zdjęć tej majestatycznej góry . Z każdej strony świata . Bliskość Skrzycznego , związane z nim przygody , wycieczki , wyjazdy na narty odsuwały nieco w czasie napisanie specjalnie dedykowanego Skrzycznemu felietonu z cyklu „Korona….” . I mimo , że dzisiejszą wycieczkę z doliny Żylicy zakończyłem na najwyższym wierzchołku śląskich gór , nie nazwałem tej relacji „Korona Beskidu Śląskiego – Skrzyczne ” . Trafić na tę listę i stać się bohaterem cyklu to zaszczyt , na ten zaszczyt każda z „moich gór”  musi sobie zasłużyć . To nietrudne ale cały imaż Skrzycznego umniejszył skutecznie ośrodek narciarski „Szczyrk Moutain Resort” .  Tak , że „książę Beskidów” – musisz jeszcze poczekać na swoją kolej . 

O3085694.jpg
I Skrzyczne dzisiaj – 08 marca 2019

Z kilku wariantów :  Solisko , Pośredni , Salmopol , Czyrna – jako start wybrałem ten pierwszy . Przyznam szczerze – bo najkrótszy i najłatwiejszy . Wystarczy wdrapać się skrajami tras narciarskich na Halę Skrzyczeńską , a potem już luzik – łatwymi trawersami północnych zboczy na szczyt . Widzę z okna domu te północne stoki Skrzycznego – białe – przez pół roku od śniegu . Dzisiaj będzie podglądanie domu z podszczytowych polan – pomyślałem  🙂 . Ale zanim to nastąpi muszę najpierw za jedyne 10PLN stanąć autem po ośki w błocie na „parkingu” . Potem wystarczy tylko przejść zdewastowanym , choć położonym ledwo w ubiegłym roku „produktem chodnikopodobnym” do dolnej stacji wyciągów – „Solisko”

O3085731.jpg
W okolicach „Cielętnika” marzec 2019

Obserwuję tu chaos , który nazywam „syndromem końca sezonu” . Otoczenie zaśmiecone , śnieg brudny , pełen kamieni , petów i jakiegoś żużla . Prawą , mniej uczęszczaną stroną , z nartami na plecach wspinam się w kierunku dawnego „cielętnika”  ( swoją drogą ciekawe kto pamięta tę nazwę i skąd się wzięła ? 🙂 ) Nart nie zakładam , nie dlatego , że „z buta” jest łatwiej . Dlatego , że ślizgi biegówek po kilkudziesięciu metrach wyglądały by jak tarnik do drewna . Zamiast śniegu , na przełamaniach stoku jest kamień na kamieniu – widzę jak iskry sypią się spod nart zjeżdżających . Dramatycznie wygląda ten dolny odcinek . Jak byłem szczeniakiem , za czasów GON ( górniczego ośrodka narciarskiego ) było znacznie lepiej . Szybko odkrywam powód tego stanu . Jakiś geniusz wymyślił , że trawiaste przed laty stoki trzeba było „przeprofilować” . Buldożerem . Żeby było łagodnie i szeroko . A pod spodem trawiastej łąki  były niespodzianki  🙂 Kamienie . To w górach są kamienie ? Kto by przypuszczał ???  No , no .

Desktop16
Mołtajn rizort łelkam …. 

Kamieni i żwiru jest tak wiele , że nawet zima dziesięciolecia i metr naturalnego plus sztuczny śnieg ( którego baaaardzo skąpi właściciel ) nie są w stanie pokryć trasy zjazdowej w stanie choćby dostatecznym . Inne niewielkie stacje narciarskie takie jak mijane po drodze – Czantoria , Klepki czy Cieńków – wyglądają jak alpejskie kurorty . Idealnie utrzymane mimo odwilży a tutaj ??? Jakim trzeba być nieudacznikiem , żeby przez kilkadziesiąt mroźnych nocy nie naśnieżyć wystarczająco tras ??  Ale stówka za karnet wpada do kasy „od łebka” . Się wzięło , się zaksięgowało – to po co dawać w zamian dobre warunki ? Schodzę jeszcze bardziej na prawo , byle dalej od tego kamieniołomu . Pod resztkami wytrzebionego lasu jest naturalna , nierozjechana warstwa śniegu . Dawną „czerwoną” trasą zmierzam polanami ku Hali Skrzyczeńskiej . Zerkam w kierunku „nartostrad” i zastanawiam się kto przy zdrowych zmysłach przyjedzie tutaj drugi raz ?  powyżej w kolażu – stan trasy narciarskiej i skutki „kamieniołomu” – dziury wyryte do blachy na ślizgach nart  ( na szczęście to nie moje biegówki ) .

O3085691.jpg
Hala Skrzyczeńska – już w ciszy , z nieczynnymi wyciągami 🙂

Hala Skrzyczeńska . W końcu . Tu była knajpka „Akwarium” . Punkt zborny i kontaktowy przed erą komórek . I jakoś żeśmy się znajdywali jeżdżąc na nartach bez telefonów 🙂 . Tu na hali to dopiero wieje , nie to co ta pici dmuchawka w dolinie . Składam ręce do nieba 🙂 Dlaczego ? Bo nowoczesna kolejka Leitner na Kopę nie działa !!  🙂 🙂  Dzięki Ci wietrze !! Swoją drogą za siermiężnego P-R-L-u były tutaj orczyki . Całkowicie odporne na wiatr . Czyżby ten sam jajogłowy geniusz ? „Pan mądra głowa” od buldożerów ? Nie pomyślał , że tu może wiać wiatr ? No popatrz co za pech …  Ale , ale …. na Małe Skrzyczne prowadził zawsze bezpieczny i wiatro-odporny wyciąg  talerzykowy . Jest dalej – no jasne – też nieczynny . Bo wieje . Dwie rzeczy są jednak niezmierzone . Wszechświat i ludzka głupota . Mam namacalne potwierdzenie tezy Einsteina . Szczyrk Mountain Resort Welcome To …. niestety jest żenada na całej linii …. 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
W drodze na Małe Skrzyczne – ostatni plan od lewej Czantoria , Równica

Przebieram spoconą koszulkę , i łagodną niebieską trasą , w niecałe pół godziny jestem pod Małym Skrzycznem . Zero ludzi , zero radia „zet” skrzeczącego z głośników poniżej hali . W końcu jestem jak w domu . Cisza , obok tylko kilku podobnych mnie narciarzy na skiturach i biegówkach . W końcu spokojnie można się rozejrzeć . Na razie tylko na zachód i północ . Widoczność genialna , między chmurami przebłyskuje słońce – na szczyt i do schroniska na Skrzycznem już tylko żabi skok . A tam z pewnością czeka mnie spektakularna panorama żywiecczyzny i tatrzańskich szczytów . 

O3085711.jpg
Skrzyczne – Książę Beskidów 1257mnpm – schronisko , w tle Babia Góra

Skrzyczne . Książę Beskidu Śląskiego . Choć stoję na samym Twoim czubku –  jeszcze trochę wody upłynie w Wiśle , żebyś trafiło jako leitmotiv do cyklu „Korona… trzeba będzie jeszcze kilku prób . Może od Malinki ,  może od Lipowej ? Czas pokaże . Póki co przybijam „piątkę” na drogowskazie z tabliczką :  1257mnpm , z nadzieją na kolejne – piękna góro – szybkie spotkanie . Pamiętaj , że widzę Cię codziennie , przy dobrej pogodzie z mojego okna .

O3085724.jpg
Mała Fatra ze Skrzycznego – „poszarpany” Rozsutec i gładki wierzchołek – Stoh

Wiem , wielka góro , że moim utyskiwaniom nie Ty jesteś winna . Wiem , że to zdeformowane myślenie pazernych nieudaczników z gatunku „homo – mocno – nie – sapiens ” . Z Twoich północnych stoków zrobiono coś co w zamyśle miało być wizytówką Szczyrku , a wyszedł ( póki co mam nadzieję ) pseudo kurort zwany pretensjonalnie „mołtajn rizort” . Wiem też , piękna góro , że jeśli człowiek chce – to może pogodzić i hotele i wyciągi , i atrakcje dla turystów z naturalną przyrodą , da się też zadbać o bezpieczne , urozmaicone trasy narciarskie . I takiej zmiany myślenia życzę zarządcom . Kończę pastwienie się nad tym kołchozem . Ale  – już w domu sprawdziłem na skiinfo opinie o tym ośrodku , bo myślałem , że po prostu mam zły dzień i wszystko odbieram na „BE” , ale jeśli na 130 ocen , sto jest jednoznacznie negatywnych  to znaczy , że syf , pazerność , kiepskie zarządzanie i bylejakość – tutaj to standard .  https://www.skiinfo.pl/slaskie/szczyrk-czyrna-solisko/opinie.html?review_id=49175

O3085718.1.jpg
Ten widok zrekompensował wszystko …..

Jednego nie dało sobie Skrzyczne popsuć . Widoków . Wystarczy stanąć na szczycie i zerknąć na wschód i południe . Od razu świat staje się piękniejszy . Cały świat podany jak „na tacy” . Tatry wydają się być na wyciągnięcie ręki choć to ponad 100km w linii prostej . Rozrzucone jak klocki lego , domki nad jeziorem żywieckim . Wielki Rozsutec w słowackiej Małej Fatrze rekompensują potężną skuchę zaaplikowaną wcześniej . Waga plusów i minusów dzisiejszej wyprawy stabilizuje się na plusie . Wracam pustymi trasami . Zieloną nartostradą do Hali Skrzyczeńskiej .

O3085726.jpg
Jezioro Żywieckie ze Skrzycznego

Biegówki to nie są narty zjazdowe . Taka stara prawda z cyklu „tyz prowda” . Żeby złapać równowagę na nartach o szerokości 49mm na trasie zjazdowej – fest  trzeba się „postarać” . Cały odcinek do hali poszedł mi jednak jak z płatka . Po drodze dopadł mnie deszcz i śnieg zbity w krupę śnieżną , pełny przekrój , do wyboru do koloru . Niebieska – w teorii trudniejsza trasa w stronę „cielętnika” też okazała się banalna – mimo mokrego śniegu i slalomu od sasa do lasa – spowodowanego brakiem śniegu . „Przeprofilowane” trasy są dobre na biegówki a nie jako trasy narciarstwa alpejskiego . Patrzę teraz na na nartostrady z punktu widzenia zjeżdżającego .  I co ? Na zjazdowych nartach to bym się tu nieźle wynudził . Szału absolutnie nie ma . Dla rodzin z małymi dziećmi – a i owszem taki dłuższy stok „Krasnoludek” dobry do nauki . Takie też muszą być … bo nie każdy jak ja – miał to szczęście urodzić się „od razu” z zapiętymi nartami …. 

O3085721.jpg
Takie rzeczy tylko w Beskidach …. 🙂 

Ciau piękna góro , do zobaczenia wkrótce..

 

Wyróżnione

I niech mówią , że to nie jest miłość…

…. o żywieckich halach – Rysiance , Lipowskiej , Redykalnej ….

Ósmy lutego . Ostatnie godziny wyżowej pogody , a planowanie tego „konkretnego” dnia na wycieczkę było aż !!  tydzień temu … Od tygodnia mam „motylki w brzuchu” – nakręcony na spotkanie i wspólną z Pawłem wyprawę .  Przecież wszystko może wziąć w łeb … Wystarczy zgniły niż , halny , czy inna atlantycka frontowa wilgoć i będzie „po ptokach” . Dywaguję nad pogodą dlatego , że wizyta Pawła w „moich” górach zobowiązuje . Przecież zapewniłem go , że zobaczy złote beskidzkie słońce i stukilometrowe panoramy . Jak to by wyglądało jakby nie dopisała pogoda ?? … skucha byłaby na maksa , i obciach na całej linii . Mój dzisiejszy gość miałby niezły ubaw i być może nawet zwątpiłby w powtarzaną przeze mnie do znudzenia tezę  , że Beskidy to najpiękniejsze góry na świecie … zresztą powiedzenie znacie …

O2085417.jpg
Żabnica .

Whatever …. w mroźny , trochę zamglony ranek spotkaliśmy się w dolinie Soły , żeby wspólnie przedreptać ładnych parę ( 27 ) kilometrów w zimowej scenerii po górach , lasach i polanach między Węgierską Górką a Rajczą . I mimo , że poranek jest kompletnie nijaki i do tego mdły jak szary sos do wojskowej fasolki – to ciągle mam nadzieję , że może jednak – jednak , moje układy , układziki i nieformalne znajomości zawarte z zielonymi , górskimi aniołami – przyniosą nam piękną pogodę . Marzy mi się żeby znowu dobre beskidzkie duszki – tym razem w kwestii meteo – przychylnie mnie wysłuchały .

O2085422.jpg
Żabnica , przy nadleśnictwie . Czy to beskidzki dobry duszek ??

Żabnica . Zagubiona beskidzka dolina . Najpierw kawałek leśną drogą , potem ścieżką  , ledwo-ledwo wydeptaną w metrowych zwałach śniegu , wspinamy się na wielkie , wysoko położone hale żywieckich Beskidów . Nie mięło czasu mało-wiele , żebym o mało nie wywinął piruetu siadanego , na twardym , zmrożonym i śliskim śniegu . W moment wspólnie ustalamy , że obaj mamy w plecakach ten sam „epokowy wynalazek” czyli raki na buty . No raczki – ustalmy – zresztą jakby nie nazwać tego stalowo – łańcuchowego bajeru –  bez jego pomocy podchodzenie byłoby istnym konkursem „spiral śmierci” na tym śniego-lodzie . Pewnie z biegiem czasu obaj opanowalibyśmy tajniki potrójnych „flipów” , „tulupów” i podwójnych axli . Zwłaszcza w parach sportowych ….. ale dzisiaj trening glebowania figurowego nie jest naszym celem . Poza tym podnoszenie lassowe i twistowe Pawła stanowiłyby nie lada wyzwanie 🙂

O2085430.jpg
Dolina Żabniczanki

Blisko trzygodzinne drapanie się pod górę jest zawsze w ostatecznym rozrachunku nieco dłuższe niż wynika z mapy , zawsze trzeba się wgramolić nieco wyżej niż by wynikało z poziomic i zawsze jest nieco trudniej niż by się człowiek spodziewał . Malowane znaki szlaku co chwila gubią się pod niesamowicie grubą pierzyną śniegu . Połowa ( mniej więcej ) świerkowych wierzchołków połamana jak zapałki pod ciężarem niedawnych , potężnych opadów śniegu . Smutno wyglądają tak niedawno pokiereszowane lasy . 

O2085433.jpg
Dużo , dożo śniegu . Półtora metra ? Może więcej

Calusieńki czas przez las . Raz gęstszy , raz rzadszy , raz trawersem , raz wąską ścieżką , młodnikiem , starym stuletnim lasem , mozolnie gramolimy pod górę pokonując na prawdę spore przewyższenie . Słońca jak nie było tak nie ma . Jakąś minimalną nadzieję , żeby niebo choć trochę się przetarło dają spojrzenia na północ , w kierunku śląskich Beskidów – tam zawsze tej zimy miałem to szczęście , że świeciło słońce . Nie inaczej jest dzisiaj , pokazuję Pawłowi gdzie Skrzyczne , Barania i Malinowska Skała . Ale gruba warstwa ciemnych chmur nie puszcza ani jednego promyka w żywieckie góry . Trudno – polegnę jako meteorolog . Jeszcze jak bym miał urodę wystylizowanych pogodynek z telewizji – być może Paweł by mi wybaczył ? A tak ? Sam się wystawiłem na odstrzał jak dzik z ASF-em . Ech , życie . Wysokościomierz dobija do 1200 metrów . Znaczy się koniec wspinaczki bliski . Przełęcz Pawlusia już na wyciągnięcie ręki . Przełęcz Pawłowa  – brzmiało by lepiej  – na cześć mojego gościa , ale nie podejmuję się tematu zmiany starej nazwy . Jedno co pewne , to że leśna ścieżka przechodzi do historii , a rozległa polana pozwala się rozejrzeć po okolicy . Coś  widać w okienkach między chmurami . Nawet jakieś niebieskie refleksy błąkają się po niebie nad Romanką .  Hmmm może – może duszki i aniołki jednak posłuchały  ??? 

O2085440.jpg
Z Pawlusiej przełęczy w kierunku Romanki – czubki drzew – połamane – ósmy lutego 2019

Południe . Kilkanaście minut po południu . Nadzieja w serce wlewa się pomalutku , że jeszcze nacieszymy oczy – zawieszając wzrok na tych bliższych i dalszych górach . Póki co , na tle Pilska niewyraźnie szczerzymy się do samowyzwalacza . To takie starodawne selfie jakby kto nie wiedział  ( przyp. tłumacza ) 

O2085436.jpg

Hala Rysianka , schronisko . Stare i z „duszą” . Z taką duszą jaką pamiętam ze szczenięcych lat . Tu wrzątek dalej za darmo 🙂  Jest skarbonka na datki „co łaska” – i pewnie każdy coś wrzuci , tym bardziej , że cała zawartość puszki idzie na charytatywny cel . Inne schroniska – te z mniejszą duszą – dawno już wprowadziły opłaty za wrzątek . Pierwszy raz jak zobaczyłem wycenione w złotówkach ćwierć litra gorącej wody to pomyślałem , że kończy się epoka prawdziwej turystyki . Owszem , były argumenty „za” . Roztaczały one obraz plagi wycieczek niosących setki torebek z „gorącym kubkiem ” , nachodzące stadami właścicieli schronisk i żerujące jak sępy na wrzątku i na ich dobrym sercu . Tradycja – zapomniane trochę słowo kazało zawsze dać turyście nocleg , nawet na korytarzu i kubek wrzątku . Tutaj , na Rysiance komercja nie połknęła jeszcze tradycji . Aż mi lepiej od tego 🙂

O2085453.jpg
Hala Rysianka

Kawa , radler , szarlotka … należy się nam jak psu micha . Tymczasem tresowane , schroniskowe koty czają się jak futrzane sępy nad moją bułkę z mielonką . Bezskutecznie . Dieta Mruczku… BMI masz mocno zawyżone , a ja mam tylko jedną …. no sorry . Siedzimy przed wielkim oknem „patrzącym” na południe . Nie widzieliśmy się od sierpnia , więc gadamy bez ustanku , jak nie przymierzając baby , a może po prostu jak starzy przyjaciele , o wszystkim . I wypatrujemy słońca i błękitnego nieba . Coś tam się przeciera , bo norweska pogodynka głosiła na popołudnie czyste niebo „clear sky” . A tam za oknem chmury i chmury … chyba nawet Norwegowie są omylni …..

Dobra , zjedzone i wypite . Ruchy , kluchy leniwe – mówię sam do siebie , bo Paweł młodszy , jego poganiać nie trzeba . Nie jesteśmy nawet w połowie drogi a tu prawie druga po południu . Kierunek Hala Lipowska  i Rajcza . Wychodzimy na zewnątrz . I mówię sam do siebie : WOW ! . Jak ja nie cierpię tego słowa . Ale spojrzenie na północny zachód wywołuje zachwyt . Góry najlepiej uczą , że nie wszystko na tym świecie da się racjonalnie wytłumaczyć . Nad schroniskiem niebo . W obłędnym odcieniu błękitu .

O2085454.jpg
Schronisko z duszą na Rysiance 08 lutego 2019

Bo w górach – jak w życiu – wszystko ma swój czas . Bo Beskidy najlepiej uczą, że nie wszystko na tym świecie da się racjonalnie wytłumaczyć . Głowy zaczynają nam się kręcić dookoła . Patrz tam na prawo ! Patrz na lewo ! I tam ! . Szczęki powoli szykują się żeby opaść z hukiem na podłogę . Śnieżną podłogę . Doczekaliśmy się . Po cichutku w duszy szepczę do zielonych beskidzkich aniołów . Dziękuję Wam ! Jesteście wielkie !

O2085460.jpg
Mała Fatra – początek seansu 
O2085483.jpg
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Doznajemy nieopisanego słowami uczucia nieograniczonej wolności . Obcego mieszkańcom równin . Wiem , że być może trochę podpadnę , ale przyznajcie …. kto z Was widział ostatnio świat dokoła siebie w promieniu stu kilometrów ? Kto z Was widział z Krakowa w jednej chwili i Katowice i Tarnów ( ukłony dla Pawła )  ? Albo z Wrocławia jednocześnie i Opole i Legnicę ? Z Elbląga – Gdańsk i Olsztyn w jednej chwili ??? Niemożliwe . Tylko góry dadzą taką wolność . 

O2085478.jpg
Babia Góra z Hali Lipowskiej

Dostało się od nas i Babiej Górze . W teorii powinna się nam jawić gdzieś na horyzoncie przez cały czas wycieczki . Ale strzeliła zmierzła baba focha i chowała się w chmurach . W końcu jak się pojawiła, to  skwitowałem krótkim , męsko-szowinistycznym zdaniem . Babo , przecież mieliśmy Cię z Pawłem dwa razy w zeszłym roku , a Ty się teraz wstydzisz ?? Przecież fajnie było – przyznaj 🙂 

O2085485.jpg
Mała Fatra po raz drugi …
O2085519.1.jpg
Niskie Tatry po raz pierwszy … po prawej – Wielki Chocz – Góry Choczańskie – 08 lutego 2019 

Tatry trochę nas zawiodły . Czy żałuję , że ich nie było dobrze widać ? Nic z tych rzeczy . Ich mniejsi krewni – Niskie Tatry – Chopok , Dumbier i Kralowa Hola wynagrodzili nam widoki , nawet z nawiązką . Z pod morza chmur podglądały nas skaliste słowackie góry , a my nie pozostaliśmy im dłużni . Zachwyt ? To za małe słowo . Widoki na południe i wschód były ekscytujące . 

O2085514.jpg
Chopok – Niskie Tatry i ośrodek narciarski Jasna . 90 kilometrów ? Coś około tego

Tymczasem moje serce spogląda w drugim kierunku , patrząc na północ i zachód – tam są przecież „moje” najukochańsze – Śląskie Beskidy  . Chodź Paweł ,  przejdźmy te kilkaset metrów po głębokim śniegu . Nie pożałujesz . Zobacz jak pięknie wygląda Barania Góra i Skrzyczne …

O2085501.jpg
Barania Góra i Malinowska Skała widziane z okolic Hali Redykalnej
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Skrzyczne – książę Śląskich Beskidów 08 lutego 2019

Bo Beskidy nie są zwykłym , standardowym pięknem. One są pięknem ponad inne piękna . Jeżeli kochasz góry , to wszystko w nich jest cudem , i zauroczenie , i miłość , i przyjaźń , sami w ich objęciach stajemy lepsi . Żeby kochać góry , nie trzeba ich koniecznie widzieć . Jak w miłości . Jeśli kocha się istotę najdroższą , niekoniecznie musisz ją widzieć czy słyszeć , jak do nas mówi – wystarczy sama jej obecność . W górach jest podobnie – one istnieją i to wystarcza.

O2085504.jpg
Wieka Rycerzowa i Wielka Racza z okolic Hali Redykalnej

Niezapomnianych wrażeń krocie dały nam dzisiaj Beskidy . Dały nam czarodziejski przepych swej niezrównanej piękności , spokój i powagę szczytów , dzikość i śmiałość fantastycznych wierzchołków  , bajeczne bogactwo barw i światła , pozaziemski czar księżycowej nocy . Gdzieś czytałem , że Bóg stworzył cały świat z niczego , a gdy tworzył góry –  użył okruchów gwiazd .

O2085549.jpg

O2085546.jpg

A to wszystko , przez cały ten urokliwy dzień było udziałem dwóch najnormalniejszych pod słońcem facetów . Których , jeśli spotkacie błąkających się gdzieś „na mieście ” , nigdy nie posądzicie ich o to , że mają takiego fioła .

O2085559.jpg

O2085565.jpg

Skończyliśmy wycieczkę w całkowitym mroku . Naszym udziałem stał się zachód słońca , zmrok i beskidzka noc . Ten dzień to był kompletny „odjazd” . I niech mówią ” że to nie jest miłość …. że to się tylko zdaje nam…. ” 

O2085567.jpg
Dobranoc , do zobaczenia wkrótce

 

Wyróżnione

Korona Beskidu Śląskiego – Malinowska Skała

… czyli wernisaż rzeźb śniegowych  …

Nawet budzik był zbędny . Tak się nakręciłem na następną wycieczkę po górach , na przejechanie się na nartach po szlakach wokół beskidzkich „tysięczników” , że już o siódmej rano miałem wyspane oczy i co więcej –  wielkie jak srebrne jednodolarówki . Oczy gotowe na przygodę . Przeturlałem się na prawy bok uchyliłem powiekę , i mój wzrok spotkał się ze wschodzącym z nad śląskich gór słońcem . Nie będzie dzisiaj „dosypiania” , nie będzie funkcji „snooze” . Nic z tych rzeczy – „No way” . Przez kilka dni , tak  układałem sobie sprawy , żeby bieżącemu tygodniowi skraść jeden dzień – i przeznaczyć go tylko dla siebie . Tak samolubnie – a co ! Dzisiejszy biznesplan ? Perła w koronie śląskich gór – Malinowska Skała

O1305395.jpg
1152 metry nad poziomem morza – Malinowska Skała – 30 stycznia 2019

Pierwszym celem – Biały Krzyż ( Weisses Kreuz ) na Przełęczy Salmopolskiej . Droga prowadząca z Wisły na Salmopol jest najwyższą dostępną komunikacyjnie szosą w Beskidzie Śląskim , zaś po przełęczy Lipnickiej (Krowiarki) pod  Babią Górą  – drugą najwyżej położoną drogą w całych polskich Beskidach . Na tej drodze widoki nigdy nie zawodzą . Dzisiaj , wyryty wirnikowymi pługami głęboki na półtora metra śnieżny tunel zasłaniał nieco okolicę . Przydałoby się trochę wyższe auto 🙂

O1305329.jpg

O1305330.jpg
Zakaz ruchu 🙂 Nie dotyczy psich zaprzęgów …. Przełęcz Salmopolska 30 stycznia 2019

Od niemal miesiąca w śląskich górach rządzi zima . Taka prawdziwa , jak to dawniej bywało . Metr śniegu to standard . Tu , na przełęczy jest go co najmniej 140-150cm . Im wyżej tym więcej , tam gdzie zawiało zaspy może być nawet i dwa i pół metra . Od kilkunastu lat nie było takiej bajkowej zimy .

Jak pytam znajomych , przyjaciół , rodzinę – prawie nikt nie lubi zimy . Powodów ? Tysiące . Skrobanie zamarzniętych szyb trwa całą wieczność ! Zmarznięte palce u rąk i nos po każdym wyjściu z domu? Taaa , znamy to dobrze . Tu Cię zawieje , tu zmokniesz… Odśnieżanie przed domem , zakichana zmiana opon w samochodach . Czapki , szaliki …. sól na drogach… breja z roztapiającego się śniegu.

O1305347.jpg
Pod Malinowem 30 stycznia 2019

Mimo tylu argumentów „przeciw” zimowej aurze – jestem i będę w opozycji , jestem i będę mniejszością i  razem z nielicznymi , będę niedobitkiem , ostatnim mohikaninem  i klinicznym przypadkiem fanatyka białego „paskudztwa” . Należę do tych dewiantów , którzy lubią zimę …. Pewnie dlatego , że najpiękniejsza zima na świecie mieszka w najpiękniejszych górach świata – w Śląskich Beskidach .

O1305350.jpg
Widok na południowo/zach  zbocze Malinowskiej Skały 
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Zielony Kopiec … następny w kolejce do „korony”  🙂 30 stycznia 2019
O1305364.jpg
Jeszcze raz Zielony Kopiec z pod siodła pod Malinowską Skałą

Pewnie czekacie na argumenty „za” …  Mimo , że lubię „zabawy” z polskim językiem , tym razem jednak pozwolę sobie użyć zamiast słów – znacznie cięższej artylerii . Obrazów . Widoków , które skusiły mnie dzisiaj , żeby odwiedzić góry na granicy między Wisłą a Szczyrkiem . Przywabiły i zbałamuciły mój „techniczny” umysł  , oczarowały i zakręciły w głowie . Bo śląskie góry – jak żadne inne – potrafią , kreować obrazy . Obrazy fascynujące , hipnotyczne i urzekające . Zwłaszcza jeśli ( przypadkiem lub celowo )  pójdziesz na wycieczkę i utrafisz tak harmonijny , słoneczny czas . Los podarował mi kolejny mroźny i słoneczny dzień , w krainie nieskażonej bieli i lazurowego nieba . Tej zimy , passa sprzyjającej aury zdaje się być nieskończona .

O1305371.jpg

O1305372.jpg

Innych szczęściarzy , którym dany był ten bajeczny dzień , policzyłbym na palcach . Kilkunastu ? Z pewnością nie więcej . Tymczasem wokół mnie , widoki zaczynają przypominać galerię sztuki . Galerię wyrzeźbionych śniegiem , wiatrem i mrozem postaci , przedmiotów , ich zawikłanych form , i zupełnie nierealnych kształtów .

O1305381.jpg

O1305380.jpg

Pogmatwana fantazja natury nie zna granic . Oglądanie tych złudnych kształtów , nie nazwanych ludzkim językiem i kompozycji śniegowych – to intrygujące doznanie . Tych obrazów zmyślonego świata przyrody nie oddadzą ani słowa , ani fotografie . Choć próbuję zapisać je , na elektronicznej kliszy aparatu , mam zbyt mało narzędzi i umiejętności  , żeby udokumentować dzieła sztuki jakie widzą moje oczy.  

O1305389.jpg

O1305391.jpg

Wyjście w góry w taką bogatą zimę z kilkumetrowymi zaspami – tak z buta – „na piechotę” po to żeby zobaczyć te fantazyjne kształty , jakie śniegowi nadaje natura – to nie najlepszy pomysł . Znacznie lepszym środkiem transportu przy takiej ilości „wody w proszku” – są narty . Możecie znaleźć się w pewnym momencie na rozstaju dróg  jak poniżej , i wybór tej właściwej  jest niezwykle trudny . „I ta kusi , i ta nęci ” . Wybrałem ten ślad po lewej 🙂 Ten wybór wydłużył moją wycieczkę o co najmniej godzinę .

IMG-20190130-WA0005
Koreański smartfon też daje radę w kwestii zdjęć – widok na Zielony Kopiec 30 stycznia 2019

Wiem co mówię , posłuchajcie… idąc na nartach – wydawałoby się – przetartym przez jednego narciarza szlakiem , miejscami zapadałem się powyżej kolan . W pewnej chwili powalone drzewa , zmusiły mnie do odpięcia nart i przejścia między kilkoma leżącymi świerkami na piechotę . I to był najgłupszy pomysł tego dnia . Pierwsza narta odpięta , odpinam drugą i bach … w sekundę zapadłem się do białego puchu po pachy . Niby nic , po prostu wpadłem w głęboki śnieg . Dopiero po chwili zdaję sobie sprawę , że gdyby nie gałęzie powalonych drzew – znalazłbym się w pułapce . Możesz się oprzeć na kijkach ??? Podpowiada mi głowa – tak , ale kijki 145cm zapadają się całe , a ręka po łokieć . Co najmniej dwadzieścia minut wykopywałem się z białego potrzasku , drugie tyle łapałem oddech po wyjściu ze śnieżnych sideł .  Od razu zapaliła mi się czerwona lampka . Wywrotka w takiej głuszy zadziała jak lep na muchę – to labirynt prawie bez wyjścia . 

O1305397.jpg
Malinowska Skała , w głębi Skrzyczne – 30 stycznia 2019

Wczłapałem w końcu na szczyt Malinowskiej . Z powrotem będzie już z górki , więc fraszka – igraszka . Drugie śniadanie znika w moment . Gorąca herbata . Stoję na szczycie i nie poznaję „SKAŁY” . Bez śniegu – to na prawdę spora wychodnia skalna . Dobre pięć , czy sześć  metrów wzrostu , dzisiaj ledwo wygląda spod śniegu malutki kamyczek . Dla porównania – poniżej zdjęcie z tej samej perspektywy – autorstwa Magdy – nieco bardziej od beskidzkiejsalamandry – zbzikowanej na punkcie gór  🙂

KBŚ-Najlepsze-na-koniec-21.jpg
Malinowska Skała – źródło http://www.wiecznatulaczka.pl

Zjazd w dół , przez przełęcz pod Zielnym Kopcem to już „bułka z masłem”. Co prawda w bułce z masłem , trafił się zakalec w postaci gleby , i wciągnięcia pod kurtkę odrobiny „białego proszku ” a potem otrzepywania się ze śniegu . Przyzwyczajony jestem . To nie pierwszy i nie ostatni raz 🙂 . Jeszcze rzut oka na Magurkę i halę Radziechowską , na ostatnie śniegowe rzeźby …..

O1305403.jpg
Magurka Radziechowska i Hala Radziechowska z przełęczy pod Zielonym Kopcem

Oj , jak ja nie lubię wracać z Beskidów . Zawsze łapię dołka kiedy kończy się  taki dzień . Dzisiaj trochę szczęście się do mnie uśmiechnęło . Oprócz tych niesamowitych wrażeń , widoków , i przygód „po pachy w śniegu” poznałem bratnią duszę z Wisły . Heńku – to była przyjemność poznać Cię i przejechać się z Tobą na nartach po naszych cudnych górach . Pewnie nasze „biegówki” jeszcze kiedyś się skrzyżują 🙂 Pozdrowienia .

O1305373.jpg

 

 

 

 

Wyróżnione

Przełęcz Kubalonka

… czyli co zobaczyła Alicja po drugiej stronie lustra?

W tym roku „Blue Monday” czyli najbardziej depresyjny dzień roku wypada w trzeci poniedziałek stycznia . Zresztą jak co roku . Chwila , chwila – znaczy kruca bomba – dzisiaj . Wyjrzałem za okno , wystraszony nieco taką perspektywą . Bleee….. koszmar , nie inaczej ….. minus dziesięć , mgła . Smog jak smok …. Motywacji do pracy ani grama . Druga kawa . Motywacji  po małej czarnej przybyło aż !  0,16 miligrama . Norma chęci do pracy zaniżona o 842% . Poziom pyłu zawieszonego przekroczony o dokładnie tyle samo . Pierwszy krok do zniechęcenia i apatii wydaje się być zrobiony ? Nieee… nic z tych rzeczy . Rzucam wszystko i jadę w góry .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Na miejskim ratuszu – smog jak smok – 21 stycznia 2019

Szybko ubieram ciepłe , merynosowe wynalazki , napełniam termos , prowiant wzięty , narty nasmarowane , auto odmrożone . Kierunek Istebna , trasy narciarskie na Kubalonce , za nieco ponad pół godziny będę już na miejscu . Tymczasem mijam Wisłę , a niebo jak na złość – nic a nic się nie przeciera . Chmurno , mgliście , nieprzyjemnie , minus jedenaście . Marzy mi się – jak Alicji – skoczyć za białym królikiem i trafić w inny , bajkowo piękny świat górskiej zimy . Niereal­ne ? Ale takie właśnie marze­nia zap­rzątają moje myśli , dając nadzieję na zais­tnienie niemożliwego .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Wisła – w Wiśle Obłaziec 21 stycznia 2019

Nie policzę ile razy „moje” góry przyjemnie mnie zaskoczyły , właściwie zaskakują mnie przy każdym z nimi spotkaniu . Nie inaczej dzieje się dzisiaj . Nagle , ciemna i chmurna dolina zaczęła jaśnieć w oczach . Wjeżdżałem serpentynami na przełęcz , a chmury jak w przyspieszonym filmie stawały się najpierw jasnoszare , potem żółte , w końcu oślepiająco białe . W przeciągu dosłownie kilku minut – mgła , i zgniłe , ciężkie , smogowe powietrze nagle się rozstąpiły . Instynktownie opuściłem osłonę przeciwsłoneczną . W ostatniej chwili . Słońce pojawiło się tak nagle jak błysk atomowej eksplozji . Jakby ktoś wyciągnął je z worka , kosmiczne wrażenie .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Przełęcz Kubalonka – 760mnpm w głębi Girova – Czechy
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Kompleks tras biegowo – biathlonowych na Kubalonce 21 stycznia 2019

Najlepsze w okolicy miejsce na biegówki , szerokie , świetnie utrzymane , urozmaicone trasy na przełęczy między Wisłą a Istebną zastałem rozpromienione blaskiem słońca . Ośnieżone drzewa skrzyły się świetlistymi refleksami , a kopy świeżego puchu migotały jak ogniki w kryształowym zwierciadle . Aaa…… rozumiem już –  więc tak wygląda druga – świetlista strona lustra .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

I ten oszałamiający błękit …  kolor natury , wody i nieba . Takiego lazurowego nieba nie ogląda się codziennie …  a wierzcie mi , wiem co mówię .  Surrealistyczne ale prawdziwe… . Tak igrają sobie ze mną śląskie góry – po prostu rozpusta dla zmysłów . Szybko ściągam rzepy z nart . Lekkie , przyciemniane okulary na nos , klik – klik , wiązania zapięte i hulaj dusza – piekła nie ma .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Barania Góra Zielony Kopiec i pasmo Skrzycznego 21 stycznia 2019
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
To właśnie lubią tygrysy 🙂

Przede mną szeroka słoneczna polana i kilometry zjazdów , podbiegów i leśnych trawersów . Rezerwuję sobie trzy godziny , wyłączam telefon i wpadam w objęcia bajecznej zimy , beskidzkiego lasu i boskiej słonecznej aury . Tak – to właśnie „tygrysy lubią najbardziej ” . Bardzo ciekawe , idealnie utrzymane i zróżnicowane  „pętle” , dostępne są dla każdego  . Wszystko gratis . Niewiele aktywności może być tak przyjemnych i uruchamiać takie bogactwo endorfin jak narciarstwo biegowe , może kiedyś bardziej rozwlekę się nad zaletami biegówek . Ale to kiedyś… bo póki co – wokół mnie są przede wszystkim niezapomniane widoki , pejzaże , panoramy i beskidzkie plenery . Również wszystko gratis.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Okno w śniegowych zaspach – a w oknie 🙂 Tatry

A miałem się dołować w Blue Monday . Pewnie , że można by się zakopać pod koc i przeczekać „skisły” dzień , ale wybrałem inne rozwiązanie . Na przekór aurze , pod prąd i trochę wbrew logice . Pogoda w górach to zawsze loteria . Dzisiaj z pewnością wyciągnąłem wygrany los .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

To również jeden z niewielu dni w roku , kiedy z wierzchołków „moich gór” widzialność w tak czystym powietrzu przekracza sto kilometrów . Nie było obok mnie nikogo , kto nie zachwyciłby  się widocznymi w oddali majestatycznymi szczytami Tatr i słowackiej Małej Fatry .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

I powiedzcie , jak teraz z własnej woli , bez przymusu wracać do domu ? Po takim dniu ?  Po takich widokach , wrażeniach , po bajecznych , unikalnych chwilach spędzonym po drugiej stronie lustra ?  Tylko szczypiące od słońca i mrozu policzki i niezapomniane obrazy , jakie zostały w pamięci podtrzymają morale i stan ducha , tam w dolinach – „w cywilu” do następnej wyprawy w Beskidy . W każdym razie jeszcze o mnie usłyszycie . Niebawem . 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Wyróżnione

Takie buty !

… czyli jak , a zwłaszcza „czym” – można również uszczęśliwić faceta ?

Przeszły ze mną kilka tysięcy kilometrów . Na moje „oko” , lekko licząc jakieś cztery tysiące . Z hakiem . Takim góralskim hakiem.  W każdą porę roku . Wytrwały tropikalny letni skwar i syberyjskie mrozy .  Wspólnie zaliczyliśmy kilkadziesiąt kąpieli wodnych , trochę mniej błotnych… I nie zawiodły . Ani razu . Polegałem na nich przez z górą pięć lat – jak na Zawiszy . Prawdziwi przyjaciele . Nazwałem je „Kajtki” od marki . Kilometry razem przebyte …. po śniegu , po kamieniach , po klamrach na skałach . W deszcz i palące słońce . Prawy przeszedł ze mną ponad dwa tysiące kilometrów i lewy , też dwa tysiące . Razem cztery . I to z hakiem . Takim góralskim.

Kilka lat  temu pewne wydarzenie wstrząsnęło światem .

Tam , gdzie chodzę niewiele jest ludzkich śladów

Nawet pisał o tym  Brzechwa :

Pojechał Maciek pod Częstochowę,

Tam kupił buty siedmiomilowe.

Co stąpnie nogą – siedem mil trzaśnie,

Bo Tazok takie buty miał właśnie.

Szedł pełen dumy, szedł pełen buty,

W siedmiomilowe buty obuty.

Nie będziemy się nudzić 🙂

Jednakże  czcigodnemu Panu Brzechwie – jako humaniście , takie pojęcia jak wytrzymałość materiałów , tarcie , czy nacisk kilogramów na centymetr kwadratowy  były obcymi , a i nieubłagany czas siedmiomilowym butom też dał się we znaki . Vibram starł się aż  „do białego” , zmęczyła membrana . Czas na zasłużoną emeryturę . Widziały kawał świata . Niejeden człowiek nie widział i nie przeszedł tylu dróg , ścieżek , leśnych duktów i ( a może zwłaszcza ) bezdroży .

… i co z tego że się droga kończy ?

Niejednokrotnie tylko Gwiazda Polarna , mech na kamieniach i róża wiatrów wskazywały Im a przy okazji mnie właściwy kierunek . Gościńce , trakty i podejścia były dla nich jedyną racją bytu , racją ich istnienia . Służyły wiernie , tak jak potrafiły –  jak para najwierniejszych psiaków .

Ich misja dobiega końca . Wchłonęły w swoim życiu kilogramy wosku i impregnatów . Przesiąkły wilgocią górskich łąk , opalały się w słonecznych promieniach – kiedy wysychały . Mimo wieku i końca i swojego posłannictwa te wyjątkowe buty , pachną zupełnie odmiennie niż inne stare kamasze . Pachną żywicą , jodłowymi szyszkami , beskidzkim wiatrem i wiadomo – orchideami . Zatrzymały w sobie aromat jesiennych ognisk i pieczonych kartofli  , a kiedy przyłożysz do nich ucho – usłyszysz w nich – jak w morskiej muszli – szum górskiego strumienia.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Przy całym Ich dorobku – żadne z nich „gwiazdy” czy „celebryci „ Żadne tam wypasione za pierdylion PLN-ów mega odjazdowe „trekkingi” . Kupowane nierzadko tylko po to by „błysnąć” na Krupówkach dobrą marką i odblaskowymi wstawkami  . Przez lata nabrałem pewności , że  buty to  najważniejsza część ekwipunku , bardzo indywidualnie dopasowana do oczekiwań . Tak więc wybór ich następców musiał być rozsądny , rozważny i świadomy . Te „stare” zasłużyły na to , żeby ich następcy nie zawiedli mnie w czasie wędrówek , a ja w zamian chcę tylko tego by te „nowe” były mi przyjaciółmi równie wiernymi jak ich poprzednicy .

o1075124.orf
Nówki sztuki – Kajtusie 🙂 .  Pasują jak ulał – 07 stycznia 2019

Też pozostałem wierny i pewny w stu procentach temu , że nie wdepnę – dosłownie i w przenośni – w – …  wiadomo co … Czas na nowe pokolenie . O tym samym szewskim DNA . Dokładnie takie same .  Kropka w kropkę . Witajcie , fajnie że jesteście – sklonowane idealnie – co do ułamka skórzanego chromosomu – nowe siedmiomilowe Kajtki . Wasze prawdziwe życie dopiero się zaczyna . Nie będziecie siedzieć w ciemnej szafie . Zapewniam .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Właśnie dzisiaj , siódmego dnia stycznia zacząłem kontynuować z całkiem nowymi Kajtkami swoją górską przygodę . Urwaliśmy się z pracy . Na parę godzin . Żeby się „Kajtusie” trochę rozeszły i przypasowały , żeby przylgnęły do moich stóp jak druga skóra .  I żeby zobaczyły co je czeka w przyszłości . Widziały dzisiaj skrawek  najpiękniejszych gór świata –  oto Śląskie Beskidy w zimowym anturażu .  I jak tu nie pozazdrościć im przeznaczenia ??

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
W drodze na przełęcz Karkoszczonka 07 stycznia 2019
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Brenna Bukowa 07 stycznia 2019

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Tymczasem u nas sypie, sypie i końca nie widać 🙂 Oj będzie się działo  !!

 

Wyróżnione

Wilcze echa – część 1

z pozdrowieniami dla Grażki …..

Pierwszy stycznia . To miał być tylko kilkugodzinny , całkowicie niewinny noworoczny spacer. Na szybko wymyślony . Choćby po to , żeby uzupełnić kule dla ptaków , które niedawno wypatrzyłem , zawieszone przez kogoś na drzewach w głębokiej beskidzkiej dolinie . Pretekstem styczniowej wycieczki mogły być również historyczne kamienie graniczne Komory Cieszyńskiej , rozsiane po okolicznych pagórkach . Zresztą …. każdy powód jest dobry , żeby wyjść górom na spotkanie , nawet w taką psią pogodę . Plus dwa – trzy stopnie , siąpi wredny deszczyk , drobne krople zacina silny zachodni wiatr . Szaro , buro , mokro . W ślōnskij gŏdce – po prostu „łoszkliwie” .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Kamień graniczny komory cieszyńskiej – Teschner Kammer – będzie o nich więcej na beskidzkiejsalamandrze

Po śniadaniu stałem chwilkę z nosem przyklejonym do szyby . Słuchałem przekomarzania się mojego serca z rozumem . Oczywiście kibicowałem sercu , sam podsunąłem dwa argumenty , które przeważyły . Pierwszy – że nie jestem z cukru i się nie roztopię na deszczu . Drugi , w odpowiedzi na pytanie  …” ale właściwie po co chcesz opuścić ciepłe pielesze i leźć w ten słotny dzień gdzieś w nieznane ? ” – ten już absolutnie nie do zbicia – Bo tak ! Bo mam taki kaprys 🙂 . Jeszcze tylko herbata do termosu , spakowanych do plecaka kilka niezbędnych utensyliów z „tex-em” w nazwie , i w niewiele ponad kwadrans stanąłem u wylotu tajemniczej breńskiej doliny . Wiele lat temu – nazwałem tę doliną – „doliną do jelenia” a przełęcz na jej końcu – „chłodną przełęczą ” 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
W bramie Doliny do jelenia – 01 stycznia 2019

Wokół nikogo . Psia pogoda skutecznie odwiodła innych wędrowców od łażenia po błocku , wśród kapiących za kołnierz kropel deszczu i brnięcia w mokrym śniegu . Już na początku zimy , jeszcze w listopadzie , zauważyłem , że u wejścia do głębokiego wąwozu ktoś kochający zwierzęta zawiesił na drzewach kule z pokarmem dla ptaków . Przezornie zabrałem do plecaka dwa takie przysmaki i życząc Dosiego Roku – uzupełniłem skrzydlatym przyjaciołom zimowe zapasy .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Zmiana strefy klimatycznej 🙂

Wzdłuż wartkiego i szumiącego strumienia – którego dawno już nie pamiętam tak wesołego i tak głośno szumiącego – bo pełnego po brzegi życiodajnej wody , powolutku zapuszczam się w coraz większą głuszę . Im wyżej , tym las stawał się coraz bardziej zimowy . W końcu , tuż za paśnikiem niewielka warstwa śniegu była już wszędzie wokół mnie i na ścieżce , którą sobie obrałem wchodząc pod górę . Ludzkie ślady zostały w dolinie ,  za to , na mokrym śniegu wyraźnie odznaczały się zwierzęce tropy . Tu sarnie kopytka – malutkie jak naparstki , gdzie indziej znacznie większe – ślady jeleni . Górski las choć zdaje się być na pierwszy rzut oka –  uśpiony i niemal zupełnie pusty – żyje swoim życiem …

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Są też i psie ślady . Wyraźne . Klasyka – jak „pod psem pogoda”  – to i psie ślady – normalne . Wspinając się stromym trawersem do krainy śniegu coś nagle zaprząta moją głowę . Wielkie te psie łapy – pomyślałem … Przyłożyłem dłoń do śladu – i wtedy wszystko zaczęło układać  się jak dopasowane puzzle . Kilkanaście innych mniejszych i większych „psich” łap wymieszanych z sarnimi tropami , wielkie , wyraźne , ostre pazury . Odciski ludzkich butów – też są – ale tylko moje .

20190101_124430
Wilcze echa – Brenna 01.01.2019

Wilków nie było w tej dolinie ze dwadzieścia – może więcej – lat . Czyżby wróciły ?? 🙂 🙂  Zanim powiem sakramentalne – Tak !! – muszę zdobyć jeszcze kilka niezbitych dowodów.  Zaczynam podążać za odbitymi na śniegu łapami , zapuszczam się w coraz gęstszym lesie . Ścieżka dawno przeszła do historii . Co chwila doświadczam jak bardzo nieporadny jest człowiek – zimą – wśród dzikiego lasu . Jak bardzo jest niezdarny  na swoich dwóch nogach w takiej gęstej puszczy – do tego – stromej , śliskiej i zarośniętej . Co innego czworonogi , którym próbuję dotrzymać kroku . Kolejne tropy rozwiewają moje wątpliwości .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Jestem już pewien . To wilki . Stemple ich łap odbite na śniegu , są niemal dokładnie takie logo pewnej firmy . Wilcze ślady prowadzą mnie w coraz większe ostępy . Czy się boję ? Nie wiem ….  sama sytuacja , tajemnicze i odludne miejsce raczej wyzwalają olbrzymie pokłady niezaspokojonej ciekawości niż lęku . Gramoląc się pod górę natrętnie zżera mnie fascynacja . Fascynacja tym niezwykłym miejscem . Wkroczyłem w Ich zaklęte rewiry . Jakby były w pobliżu , wyczułyby mnie już na początku wyprawy , także spokojnie – nic nie mów – powtarzam sobie – słuchaj i patrz . Drobinki szarej sierści przylepione do żywicznego , świerkowego pnia mówią mi : ” idziesz w dobrym kierunku ” . Koncentracja 110% , oczy same kręcą się dookoła głowy . Widzę ciemną plamę wygrzebaną w chruście – to chyba wilcza ostoja – ich legowisko .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Tu spały 01.01.2019

Ale jazda ! Wiedziałem , że wilcza wataha grasuje po śląskich górach . Były zgłoszenia z Istebnej i z masywu Skrzycznego , ale że spotkam ich ślady aż tak blisko !! Pod samym nosem !! Kilka / naście  kilometrów od domu . NatGeo Wild . Moje ciało i duszę wzięła w swój jasyr – ekscytacja . Idę dalej po śladach , tym razem stromo w dół strumienia . Widzę krople krwi na śniegu ….

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Jeśli miałem jeszcze cień niedowierzania , czy to aby na pewno „Wilcze Echa” – to  ten widok całkowicie je rozwiał . Moje uczucia są mieszane . Rozdarte pomiędzy biedną sarną , a dzielnym myśliwym – basiorem  . Pocieszam się , że pewnie sarna była bardzo słaba , i tak nie przetrwałaby zimy . Za to Jego , małe dzieci – wilcze szczenięta nie będą chodziły głodne tej zimy .

20190101_132656

20190101_132148

Las ma swoje milczenia
i wielką białą ciszę
lecz gra czasem hymn smutku
gdy się mocno kołysze

Las wspina się ku niebu
długie lata też rośnie
żeby potem już stary
mógł zaszumieć radośnie

Żeby potem gdy słońce
nad górami hen gaśnie
mógł spragnionym marzenia
ludziom zaszumieć baśnie

Żeby wyszumiał ludziom
wszystkie bóle ducha
albo w ciszy milczeniu
ich spowiedzi posłuchał

autor:  Yeja

Czas wracać . Żegnam się z tajemniczą doliną na „Chłodnej Przełęczy” . Zataczam wielkie koło wokół „Jeleniego strumienia” . Uśmiecham się sam do siebie , bo przecież miał to być tylko kilkugodzinny , całkowicie niewinny noworoczny spacer . Na szybko wymyślony . Podobnie jak tytuł tej opowieści . Ciekawe co to mogą oznaczać te słowa  :  „część pierwsza” ?? 🙂

20190101_141402
Do zobaczenia 🙂

 

Wyróżnione

Share ? Podziel się ?

Opisywanie jest jak używanie . Niszczy . Blakną kolory , zacierają się kontrasty , brzegi i ranty tracą ostrość  . W końcu to co opisywane również zaczyna blaknąc i zanikać. Dotyczy to zwłaszcza miejsc . Ogromnych spustoszeń dokonała literatura przewodnikowa. Bedekery zniszczyły i zadeptały piękne ustronia na zawsze , wygumkowały te miejsca z naszej planety . Informatory , wydane w milionach egzemplarzy i setkach języków – osłabiły miejsca, zatarły ich kontury , skradły im to – co było w nich baśniowe , zabrały ich magnetyzm. Kiedy przyroda jest przestraszona, kiedy delikatne środowiska ulegają degradacji – są to oznaki zużycia  ( Olga Tokarczuk – „Bieguni” )

Beskidzka bukowa arkadia

 

Beskidzki źródlany raj

W swojej naiwności sam zająłem się opisywaniem „moich” magicznych miejsc , kiedy potem do nich wracałem usiłując wziąć głęboki oddech , kiedy próbowałem nastawić ucho by usłyszeć ich szemrania , by zachłysnąć się ich intensywnością – przeżywałem zawód. Dlatego trzeba bardzo uważać . Najlepiej nie używać nazwy , trzeba kluczyć i kręcić , by nie kusić do nieodpowiedzialnych pielgrzymek .

Beskidzki koziołek

Naturę i piękne miejsca wiele osób zaczęło postrzegać jako kolejny produkt do skonsumowania . Beskidzkie lasy to jedne z ostatnich naturalnych świątyń natury , dlatego należy je chłonąć w ciszy i skupieniu , tak jak w sanktuarium , z szacunkiem do cudów jakie się tu widzi………… Prawda jest straszna – opisać – to znaczy zniszczyć . Dzisiaj , ukryte zakątki śląskich gór są ósmym cudem świata – jutro , po kolejnym tłumnym „sezonie” … cóż  tam znajdę ??? Rozjechaną pod parking łąkę , martwe polany , kurz i zeschłe ogryzki …..

Beskidzki , borowikowy Rajski Ogród

Mam sobie dużo do zarzucenia . Nikt inny jak tylko człowiek ma wobec przyrody więcej możliwości i mocy niszczycielskiej niż twórczej . Mogę nieświadomie , zachwycony beskidzką naturą – zadeptać te cuda . „Niechcący” .  Dzielić się dobrem – to wielka przyjemność . Tylko muszę to robić rozważnie , odpowiedzialnie i z umiarem .

Beskidzka  księżniczka

 

Beskidzka  kraina „Królowej Śniegu”

Jak w tej mądrej reklamie – wszystko w naszych rękach…

 

Wyróżnione

Róbmy swoje

Trudno . Podpadnę . Ale nie mogłem się już doczekać kiedy nadejdzie ten dzień , że powiem „basta” – i odwieszę grzybowy kosz na kołek . Że w końcu nadejdzie ten czas , kiedy oddam się bez reszty  temu , co najbardziej mnie fascynuje . Górom . Ich cudnym strumieniom , żyjątkom wokół tych strumieni – pluszczom i pliszkom , salamandrom i traszkom , głowaczom i pstrągom . Górskim lasom , w których żaden boletus czy xerocomus nie rozproszy już mojej uwagi . Styknie . Najbliższe pół roku poświęcę wyłącznie temu co naprawdę jest dla mnie ważne – Beskidzkiej Przyrodzie – tej ożywionej  – dostrzeganej czasami przez co bardziej spostrzegawczych „cywilów”  i tej nieożywionej , skutecznie kryjącej przed się ludzkim wzrokiem . Bo choć znaleziony prawdziwek zawsze wymaluje uśmiech na mojej twarzy , to nie wywoła takiego ogromu wrażeń jakie wszystkim moim zmysłom dostarczy widok , szum i dotyk zimowego wodospadu ukrytego w głębokiej dolinie . A beskidzka przyroda bywa bardzo , bardzo zazdrosna . I zaborcza .

Beskidzki wodospad w dolinie Leśnicy

Oddaję więc swoją duszę , swój czas i swój zapał –  w leasing – zielonym beskidzkim aniołom –  drzemiącym gdzieś w leśnych kapliczkach – w niech mnie prowadzą i dadzą energię do coraz lepszego poznania gór  – „od podszewki” a nawet głębiej . Będę szukał w górach skarbów , których wcześniej nie dostrzegłem , skarbów przyrody i natury , które są tuż , tuż , ale wymagają wprawy , cierpliwości , i czasu aby się im dokładniej przyjrzeć . Mam teraz czas , aby oddać Beskidom część siebie , tak jak One dają mi od lat – swoją cząstkę . Każdy człowiek powinien być dawcą i odbiorcą. Nie pełniąc tej podwójnej roli , czułbym się jałowy .

Potok Gościradowiec Ustroń – wiosna 2018

Człowiek będący częścią przyrody powinien dostrzegać i szanować panującą w niej harmonię i wolność. Świat przyrody to wielki, obracający się mechanizm . Życie się budzi , przemija , daje życie innym. Gdzieś przeczytałem , że w każdej istocie tkwi odrębna zasada życia . Gdyby człowiek nie „uczłowieczał” przyrody , to nie smuciłby się nigdy nad jednodniowym życiem owadów , ale starał się zrozumieć zasadę ich życia . Bo nierzadko przeznaczeniem życia sarny jest ginąć w kłach wilka , a wody krążyć w przyrodzie . Zasadą życia skały jest ulegać erozji , a kilkusetletniego dębu spróchnieć . Jak wygląda ten cykl u człowieka ?  We współczesnym świecie wydaje się niemożliwy do poznania . Każdy konsumuje jak potrafi , jak mu wygodniej i według własnych reguł , a najczęściej przy całkowitym braku reguł . Fakt , że człowiek stanął na szczycie łańcucha pokarmowego ( bez podtekstów ) utrwala w nim przekonanie o władzy wszechmocnej i wzmaga konsumpcjonizm.

Człowiek , to w takich okolicznościach – nie brzmi dumnie

My , ludzie jesteśmy zależni od przyrody , a przyroda od nas, ponieważ stanowimy jedną, niepodzielną całość . Czy ludzkość potrafi się odnaleźć w tym ciągle zmieniającym się świecie i czy zmiany czynione przez człowieka są twórcze, czy też destrukcyjne ? A może nie nam , ludziom , oceniać co twórcze, a co destrukcyjne…

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Mam takie dywagacje głeboko w nosie . Bo filozofowanie niczego nie zmieni . Załączane tu i ówdzie zdjęcia świństwa , jakie zostawiają po sobie niektórzy ludzie i bulgotanie w komentarzach , że tak się nie godzi , to zwykłe trzepanie piany i nic nie wnoszące gadanie „dziada do obrazu” . Zamiast grafomańskiego nawijania makaronu na uszy , potrzebny jest wielki worek na śmieci ( najlepiej pięć worków ) , rękawiczki , czas i przeświadczenie , że to co robisz ma sens . Niby niewiele . Całego świata nie da się „posprzątać” ale mój – „beskidzko-salamandrowy” okruszek  ziemi będzie czysty .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Twój też może taki być . Ten Wasz kawałek leśnego raju na Śląsku , na Pomorzu czy na Mazowszu , czy staruszek – nadodrzański dąb – https://www.lenartpawel.pl/dlaczego-nie-szanujemy-starych-drzew.html – każdy z nich proszą się o Waszą pomoc . Nie ma się co wstydzić „brudnej roboty” . Najtrudniejszy jest ten pierwszy krok . Potem idzie z górki . Od Was tylko zależy jak będzie wyglądał las , do którego chodzicie na spacery .

Dolina Hołcyny – w mglisty dzień , w listopadzie 2018

Mnie wystarczyło kilka godzin , na świeżym powietrzu , i zaliczone kilka kilometrów wzdłuż nurtu , żeby strumień w breńskiej dolinie wyglądał tak jak powyżej , a nie jak na wcześniej załączonych zdjęciach . Żeby górski nurek – pluszcz ze zdjęcia poniżej nie musiał wić na wiosnę swojego gniazda z foliowych torebek . Mark Twain powiedział , że człowiek to jedyne zwierzę które się rumieni . I jedyne , które ma za co. 

Pluszcz – upodobał sobie górskie strumienie

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Moje / Nasze / starania ,  jakie dotąd – po cichu i w samotności – czyniliśmy dla górskich rzeczułek i dla ich mieszkańców – popierają nie tylko pstrągi i głowacze . Jest duża i aktywna grupa tych , dla których przyszłość naszych wód jest szczególnie ważna .  Beskidzkasalamandra została przyjęta niedawno do Koalicji Ratujmy Rzeki . Skupia ona organizacje , naukowców , osoby , samorządy i instytucje , dla których los polskich rzek i ekosystemów wodnych jest istotny . Zajmuje się ochroną polskich rzek , potoków , obszarów wodno-błotnych i źródeł . „U źródeł” – dosłownie – to rewir dla beskidzkiejsalamandry , tu gdzie zaczyna się dewastacja rzek , które ”nagle” na swoim czterdziestym kilometrze stają się ściekiem .

Obejrzyjcie jeden z filmów Piotra Topińskiego – koalicjanta KRR – filmu o beskidzkich potokach i zagrożeniach jakie funduje im cywilizacja . Przybliży Wam przedmiot i cel Naszych działań . Edukacji w tym względzie – nigdy za wiele .

źródło : spodlady.pl

A worki z „pamiątkami” ?? – były , są i będą . Ale jestem pewien , że dzięki tej idei będzie ich coraz mniej . 

 

Wyróżnione

Muchomor czerwony

…. czyli strach ma wielkie , czerwone oczy

Cudna , oszałamiająca barwami jesień , A ty chowasz się przystojniaku pod liśćmi . Na nic Twoje starania , i tak Cię beskidzkasalamandra wypatrzy wśród jesiennych , październikowych grzybów . Będziesz i Ty muchomorku miał swoje pięć minut ….  Bo kiedy , jak nie teraz . Złota polska jesień – to Twoje dni . Ależ ty jesteś krasny . Esencja elegancji i estetyki . Jedyny taki , czerwony , piękny i …. groźny – bo większość mieszkańców współczesnej Europy , włączając w to Polskę , niezależnie od poziomu wykształcenia , uważa że muchomor czerwony to śmiertelnie trujący grzyb , a jego spożywania powinno się unikać za wszelką cenę .

Tymczasem , niezbyt znana zasada Paracelsusa – ojca medycyny – mówi , że tylko wielkość dawki określa czy dana substancja jest trucizną czy lekarstwem . Jeśli by tylko ostrożnie zastosować tę zasadę do tego wspaniałego grzyba , można by porzucić nasze  czarno-białe myślenie.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
W Beskidach , w październiku 2018

Od razu powiem , nie odważyłem się jeszcze przyrządzić z niego potrawki , nalewki , czy cremebrulee 🙂 . I chyba długo nie będę na to gotowy , choć nasze – ludzkie – związki z tym niesamowitym grzybem sięgają tysięcy lat przed naszą erą . Od zawsze przykuwał ludzkie spojrzenia , od zawsze otaczali się nim czarownicy , szamani i znachorzy . Bo w odpowiednich dawkach potrafi uleczyć , w innych zatruć , w jeszcze innym stężeniu wprowadzić w trans , dać nadludzką siłę lub spowodować „odmienny stan świadomości” .  To najbardziej rozpoznawalny na świecie grzyb , a wiemy o nim tak niewiele – pomyślałem i za namową Kazansky ego  postanowiłem nieco to zmienić . 

amanita_petroglyph1
Petroglify odkryte na Syberii mają 6 tysięcy lat . Przedstawiają ludzi „upojonych” muchomorami czerwonymi

Plemię Koriaków – ludu syberyjskiego – opowiada sobie z ojca na syna – taką przypowieść o początkach doświadczeń z muchomorem : „Wielki Kruk napotkał fokę i nie mógł wysłać jej z powrotem do jej morskiego domu , bo nie miał siły unieść worka z trawą , która była dla foki prowiantem na drogę. I Wielki Kruk zwrócił się do najwyższego bóstwa Vahinina o pomoc. I Vahinin odrzekł mu: `Idź na równinę koło morza a tam znajdziesz białe łodygi z nakrapianymi kapeluszami . Są to duchy Wapaq. Zjedź kilka a one ci pomogą`. I Wielki Kruk poszedł. Wtedy Bóg splunął na ziemię i z jego śliny wyrosły muchomory. Wielki Kruk odnalazł grzyby , zjadł je i zrobiło mu się wesoło. Muchomor powiedział do niego `Jak to, nie możesz podnieść worka?`, `Tak, właśnie jest` odpowiedział mu Kruk. `Ja jestem silny, pójdę i podniosę worek` odparł Wapaq. Poszedł , podniósł worek od razu i wysłał fokę do domu a następnie pokazał Krukowi jak tego dokonał i jak foka powróciła do swych towarzyszy . Wtedy Wielki Kruk rzekł: `Niechaj muchomor pozostanie już na ziemi i niech moje dzieci widzą to co on zechce im pokazać`

Nikt już nie opowiada takich mitów , XXI wiek przyniósł za to pojęcie „etnofarmakologii” ….

siberian_shaman
Kobieta – szaman z Kamczatki ( Rosja ) podczas rytuału nad muchomorem – źródło https://www.mushroomstone.com/

Bo muchomor czerwony – Amanita Muscaria to więcej niż tylko leśny przystojniak . To grzyb symbol . Przez wieki muchomor czerwony był i nadal jest symbolem wielu religii , sztuki , architektury . Grzyb znany dziś jako muchomor czerwony był znany od początku historii . Pod swoją czerwoną skórą w charakterystyczne białe cętki kryje potężny halucynogenny środek . Stąd jego szamańsko-religijne użycie wśród niektórych syberyjskich plemion . W ostatnich latach , sam grzyb , jego związki chemiczne oraz jego własności – zarówno te ekscytujące jak i te depresyjne – zostały klinicznie zbadane . Zostało stwierdzone,  że wywołują u ludzi pobudzenie zdolności percepcyjnych , tak że widzisz obiekty o wiele większe lub znacznie mniejsze niż w rzeczywistości . Muskaryna i kwas ibotenowy –  wzmacniają ludziom postrzeganie kolorów a dźwięki są znacznie intensywniejsze . Istnieje ogólne poczucie siły , zarówno fizycznej , jak i mentalnej , zupełnie poza normalnym zakresem ludzkiego doświadczenia .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Gdzieżby indziej ? Jasne , że w Brennej – październik 2018

Według Wassona religijne używanie grzyba Amanita muscaria było szeroko rozpowszechnione zarówno w Starym , jak i w Nowym Świecie . Ten niezwykły grzyb , jak wykazał Wasson , miał  być tajemniczym boskim brzemiennym bóstwem , zwanym Soma , czczonym przez indoeuropejskie ludy , nazywane Aryanami . Wasson napisał  : „Wierzę , że Soma był grzybem , Amanita muscaria u nas zwanym muchomorem , Fliegenpilz-em u Niemców , fausse orange lub tue-mouche u  Francuzów , mukhomor-em , u Rosjan. Ten płonący czerwony grzyb z białymi plamkami , które łopoczą na jego czapeczce , jest znany na całym świecie i często opisywany jako śmiercionośna trucizna , ale jest to fałsz , jak sam mogę to potwierdzić

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Brenna , dolina Leśnicy w połowie października 2018

Muchomor czerwony , pomimo , że zaliczany jest do grzybów trujących , działa różnie , zależnie od dawek . Surowy i suszony ma właściwości silnie halucynogenne – dlatego był świętą rośliną szamanów syberyjskich . Wywołuje jednak wymioty oraz nudności . Aby tego uniknąć , plemiona Syberii zamiast jeść grzyb , piły napary z suszu muchomorowego , lub piły mocz osób , które już „wzięły” muchomora . Miał działanie halucynogenne , ale nie dawał skutków ubocznych . Czarownik , który wprowadził do organizmu odpowiednio spreparowane muchomory , widział przyszłość , kontaktował się z duchami przodków i był we władzy duchów mieszkających w lesie i w samych grzybach . Ostatnio ukazało się kilka artykułów potwierdzających , że są miejsca na świecie , na przykład okolice Nagano w Japonii , gdzie gatunek ten jest uznawany za cenny grzyb jadalny pod warunkiem ugotowania go w dużej ilości osolonej wody .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Żywieckie muchomory , październik 2017

Sam spotkałem na swojej „leśnej drodze” amatorów tego typu eksperymentów , i mam nadzieję ,że jeszcze kiedyś spotkam tych samych smakoszy .

Bo tak naprawdę muchomor czerwony nie jest taki trujący jak się powszechnie sądzi . Zawiera różne związki trujące , ale po pierwsze w niezbyt silnych stężeniach, szczególnie jeśli chodzi o owocniki jesienne , a po drugie związki te , przyjęte razem, nawzajem nieco się neutralizują . Porażają , owszem , system nerwowy i mogą powodować nawet paraliż , ale zwykle są to objawy przejściowe . U osób , które spożywały muchomory czerwone nie zanotowano trwałych uszkodzeń narządów wewnętrznych . Żeby naprawdę zatruć się tymi grzybami dorosły człowiek musiałby zjeść przynajmniej kilkanaście dużych okazów. Jednak nikomu nie polecam eksperymentów z grzybami na własnym ciele bo to jest zbyt niebezpieczne .

001chris

Świat pełen jest teorii spiskowych . Że Elvis żyje , że Masoni , że Trójkąt Bermudzki . Każda jest równie zagmatwana , brawurowa i awanturnicza . Można obok nich przejść obojętnie malując sobie kółko na czole , ale można też spróbować wysłuchać argumentów – tej dziwnej – nieco surrealistycznej drugiej strony . W przypadku muchomorów wystarczy wysłuchać tych argumentów – i wyłowić te , które są zastanawiające i prowokują do snucia domysłów . Co powiecie na ten obraz powyżej ? To dwunastowieczny przedni ołtarz , przedstawiający Chrystusa i Dwunastu Apostołów (Kolekcja Museu Nacional d’Art de Catalunya , Barcelona ) . Zwróćcie uwagę , że wszystkie dwanaście par oczu Apostołów są utkwione lub wpatrujące się w to , co dwóch XX wiecznych uczonych : Wasson i Allegro niezależnie , uznali za zakodowane grzyby Amanita muscaria , „Ukryte w zwykłym widoku” w szacie i nogach Jezusa Chrystusa . Hmmm nawet jeśli to tzw. szukanie dziury w całym , spójrzcie na następny obraz :

Soma in Orthodox churches

Powyższy kolaż jest przykładem tego , jak prawosławne kościoły oddają hołd kształtowi , kolorowi i proporcjom – niemal identycznym – jak przymioty grzyba Amanita muscaria . W cerkwiach traktuje się go symbolicznie i przedstawia jako Drzewo Życia . Grzyb , jego barwa , zarys i jego cechy zewnętrzne stanowią niemal w każdej cerkwi  bramę portalową , ba więcej – w prawym górnym rogu – stał się tłem  dla gołębicy – Ducha Świętego

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Śląskie , beskidzkie AMANITY ….

IMG_5651
versus piękne mazowieckie muchomory – fot Kazansky

Polska nazwa muchomorów nie jest przypadkowa . Kiedyś mieszano go z mlekiem i z muchomora czerwonego sporządzano wabik i trutkę na muchy . Muchy przy nim padały jak martwe , ale w rzeczywistości były po prostu silnie odurzone i po jakimś czasie „ożywały” . Zwabione jego lekko-słodkim zapachem kosztowały trunek po czym padały . Jednak nie ginęły . Mówiąc kolokwialnie – FAZA! Okazało się , że muchy jechały sobie tylko na „bad tripa” ,  były jedynie sparaliżowane przez kilka dni , po czym wstawały i odlatywały w swoim kierunku .

Z kolei łacińska nazwa pochodzi od substancji chemicznych zawartych w tych grzybach, a dokładniej od muskaryny i muscymolu.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Lepiej zjeść to co w koszu , zamiast tego co rośnie obok . We wrześniu 2018  w Beskidzie Śląskim

Proszę , na zakończenie – potraktujcie ten felieton jako zwykłą ciekawostkę . To typowy przykład głuchego telefonu , coś tam słyszałem  , po swojemu zrozumiałem i dzielę się tą swoją wiedzą . To nie jest poradnik etnobotaniki i etnofarmakologii . Bo grzyby i ich właściwości są tak różne jak różni są ludzie i ich osobowości . Dlatego spożywanie grzybów zwłaszcza konsumpcja niektórych enteogennych  grzybów nie jest dla wszystkich , a w szczególności powinni się wystrzegać tego ludzie niedoświadczeni , mniej dojrzali emocjonalnie, słabi psychicznie i ze skłonnościami do depresji bądź paranoi. I prawdą jest , że choć grzyby nie uzależniają fizycznie ( no może za wyjątkiem grzybobrania 🙂 ) , jednak mogą powodować przyzwyczajenie psychiczne, a w wielu przypadkach jedzenie może zaprowadzić prościutko do „wariatkowa”, nieraz na całe życie.

IMG_5656
Fot : Robert Kazański

Skąd się biorą na kapeluszu białe kropki? Jest to pozostałość po „czasach młodzieńczych”. Młode osobniki pokryte są białą koronką, błoną, albo profesjonalniej osłonką, która podczas wzrostu grzyba zostaje rozerwana i uniesiona po czym przylepia się do kapelusza rozciągając się wraz z jego dalszym wzrostem. Owocnik nosi jej szczątki potem na sobie aż do końca swojego żywota. Jej szczątki to właśnie białe kropki .

I jeszcze jedna prośba – dajmy im rosnąć w spokoju –  to jedne z najpiękniejszych leśnych grzybów – powtarzając za wieszczem Adamem …. ” one zwierza pasą , i gniazdem są owadów i gajów okrasą ….. Ni wilczych , ni zajęczych nikt dotknąć nie raczy , A kto schyla się ku nim, gdy błąd swój obaczy , Zagniewany, grzyb złamie albo nogą kopnie ; Tak szpecąc trawę , czyni bardzo nieroztropnie ”

 

 

 

 

Wyróżnione

Goryczak Purpurowozarodnikowy – „Pan Zamszowy”

….czyli chroniony goryczak z „czerwonej listy”

 

Dzisiaj może będzie trochę nietypowo , ale chcę Wam przestawić myko-przystojniaka , którego spotykamy w Beskidach . Od zawsze znaliśmy go z Panią mego serca – Sznupokiem , zbieraliśmy i nazywaliśmy : „ grzyb ziemny „ . Jego właściwa nazwa to goryczak purpurowozarodnikowy , choć częściej chyba słyszy się nazwę : grzybiec . Rośnie w lasach iglastych i mieszanych, rzadziej w liściastych , w ściółce pod świerkami , często „koleguje” się z jodłą i bukami . Spotkacie go na kwaśnych glebach , szczególnie w rejonach wyżej położonych . Owocniki Pana Zamszowego wyrastają od czerwca do listopada

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Pan Zamszowy – grzybiec purpurowozarodnikowy pod Grabową – w październiku 2018

Jest absolutnie wyjątkowy , wygląda jakby go skrojono z najlepszego gatunku matowego aksamitu , wydaje się jakby był lekko przydymiony lub może lepiej powiedzieć – okopcony dymem , nawet w wilgotne dni trzyma fason zamszowego eleganta . Nos nigdy mu się nie świeci , mimo , że  nie używa pudru. Wizażystka nie miała by z nim zachodu , by przygotować go do występu – przed wejściem na wizję . Mimo , że to borowikowaty pełną gębą , nie sposób go pomylić z żadnym innym , jest ciemnoszary ze szczyptą brązu, czasami niemal czarny , o zapachu wilgotnej ziemi.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
W dolinie Dobki .

Lubi towarzystwo , rzadko spotykamy go rosnącego solo . Mimo , że jest jadalny , a u nas , w śląskich górach stosunkowo częsty , nie zbieramy go by zasycić głód . Wśród borowikowatych wyróżnia się związkiem chemicznym o innym składzie.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Brenna , w lipcu 2017 , w wieczornym słońcu.

Jest gatunkiem zagrożonym , wpisanym w wielu krajach , w tym w Polsce na czerwoną listę , więc i Wy , jeśli go spotkacie dajcie mu rosnąć dalej . Proszę , zastosujcie wtedy foto – grzybobranie , może i Waszym obiektywom uda się go upolować jak wygrzewa się w wieczornym słońcu , jak ten nasz , swego czasu spotkany w Brennej.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Też w lipcu ale 2018 , też w Brennej

Ciemnobrązowy niemal czarny , ciemny trzon  , śnieżnobiały pod cienką skórką i ciemne rurki pod kapeluszem – to również Jego znak rozpoznawczy , lekko sinieje przekrojony. Zanim dowiedzieliśmy o jego obecności na czerwonej liście , zbieraliśmy go jak  podgrzybki , czy zajączki . I jedliśmy . Mea culpa . Z racji miejscowej nazwy „grzyb ziemny” – faktycznie przypomina smakiem , a może bardziej zapachem świeżą „wzruszoną” ziemię . Moim zdaniem nie jest gorzki , niesmaczny ani przykry w smaku . Jest specyficzny i łatwy do rozpoznania „pod językiem” . Traktowanie Go jako niejadalnego lub trującego to brednie . Ale nie zachęcam , ze względu na jego rzadkość występowania do „napychania żołądka” Panem Zamszowym . Niech cieszy Wasze oczy  – życząc wielu wrażeń na grzybobraniu – pozdrawia Was – beskidzkasalamandra

tmavohrib-obycajny-xxx1006
Tmavohrib Obycejny 🙂 – żródło naturfoto cz.

 

 

Wyróżnione

Głowacze białopłetwe – bioindykatory

….czyli żywe wskaźniki czystości środowiska

Tak , to woda . Dla mnie woda to początek wszechrzeczy na świecie . Na zdjęciu jest WODA . Chemik powie : widzę tlenek wodoru 🙂 , taki koktail złożony z dwóch atomów wodoru i jednego tlenu . Ja powiem Wam w sekrecie , że jest na tym zdjęciu jest znacznie więcej niż tylko woda – to obraz szczęśliwego  domu , mieniącego się kryształowymi odblaskami i pachnącego migotliwą wilgocią wczesnej jesieni . To zdjęcie domu – jednego z czterech żywiołów – zadbanego i niezwykle czystego . Tam co wieczór , wodna hacjenda tuli do snu swoich mieszkańców jednostajnym szumem srebrzystych wodospadów . Szczęśliwi , którym woda daje taki cudny dach nad głową . To breńska dolina Leśnicy . Dzisiaj . Chcecie poznać mieszkańców tego bajecznego domu ??

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Jesienne niebo w zwierciadle leśnickiego potoku 28 września 2018

Jest symbolem nieskończoności, odrodzenia, nowego życia. Kojarzy się z morzem , rzekami , jeziorami , z deszczem i śniegiem , również ze łzami , z krwią , limfą . Jest płynna , a zatem również zmienna, nieprzewidywalna. Raz opada, innym razem wzbiera, raz jest łagodna, jakby uśpiona, innym razem wzburzona, groźna. Zupełnie jak kobiece emocje. Woda to ten spośród czterech żywiołów któremu przypisuje się energię żeńską. Woda jest ściśle związana z księżycem, który ma wpływ i na kobiece cykle, i na przypływy morza. Obdarza uczuciowością, czułością, wrażliwością intuicją – dzięki temu żywiołowi jesteśmy zdolni do przebaczenia, współczucia, empatii.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Wodospad na leśnickim strumieniu 28 września 2018

Jeszcze kilka/naście lat temu leśnicka struga była na skraju katastrofy ekologicznej . Mętna woda zabiła dziesiątki zwierzęcych istnień , ludzka głupota i pazerność zaśmieciła potok , szara , nieprzejrzysta woda , na każdym progu zmieniała się w gęstą brunatną pianę . Nieliczne niedobitki pstrągów , strzebel i głowaczy ukryły się przerażone w źródliskach Wilczego Potoku .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Takie cuda potrafi wyrzucić do strumienia człowiek . W miniaturce worek z „bonusem” od letników. Wyzbierane w leśnickiej dolinie 28 września 2018

Myślałem , że „sapiens” to nie tylko przymiotnik – „myślący” – że to również parametr i znak probierczy nas – ludzi . Nadzieja zachwiała się wraz z pierwszą , znalezioną oponą od ciągnika , przysmyczoną co najmniej kilometr od zabudowań i wrzuconą do leśnickiego strumienia . Bo dzisiaj , zamiast siedzieć przed ogłupiającym – momentami – szklanym ekranem wybrałem się wzdłuż leśnickiego potoku , naszego leśnego sanktuarium . Wyzbierać pozostałości po „letnikach” , „turystach” i „grzybiarzach” . Nie dla lajków , nie dla innych , trochę dla siebie , dla hedonistycznej przyjemności że zrobiłem „coś” dobrego . Czuję się z tym co dzisiaj zrobiłem – wyśmienicie . Spełniony . Choć to robota Syzyfa , i tak przyjdą leśnicy , przyjadą znowu letnicy i z powrotem zamienią ławeczkę przy trzech strumieniach w stajnie Augiasza . Edukacja konsumpcyjnego społeczeństwa ? W XXI wieku ? Bez jaj . Groch o ścianę . „Po mnie choćby potop” – to modne w wielu kręgach , współczesne credo .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Głowacz białopłetwy 🙂

I tak będę robił swoje . Bo to co robię , robię z potrzeby serca , dla niczemu niewinnych roślin , grzybów , ssaków i ryb zasiedlających tę okolicę . Po to by powracały , tarły się i odnawiały w tych ostępach głowacze białopłetwe – ryby świadczące o niesamowitej czystości wody w strumieniach . Nic dawno tak mnie nie ucieszyło , jak spotkanie głowacza – zwanego  „klapoczem” . Wypatrzyłem go po raz kolejny w tym roku przy kaskadzie potoku – mocując się z oponą . I postanowiłem o nich napisać ten felieton . Te wodne stworki , to ryby wskaźnikowe tzw. bioindykatory , a głowacze są jednymi z nielicznych zwierząt skrajnie wyczulonych na zanieczyszczenia . O minimalnej wręcz tolerancji na wszelkie skażenia . Ich spotkanie oznacza : pij wodę wprost z rzeki – nic Ci nie grozi – jest lepszej jakości niż butelkowana w sklepie !

IMG_6796
Głowacz białopłetwy – źródło magickahlubina.cz

Nazywane u nas w śląskiej gwarze z cieszyńskiego – „klapoczami”  głowacze , są wyjątkowo ciekawymi rybami , to mali drapieżnicy mieszkający przy dnie wartko płynących potoków i strumieni  . Większość swego życia spędzają schowane pod kamieniami , wybierając się na polowania głównie  popołudniową porą , poruszają się bardzo charakterystycznie . Nie pływają jak inne ryby . Polując na potokowe skorupiaki i larwy owadów głównie chruścików ,  posługują się wielkimi i mocnymi płetwami piersiowymi by poruszać się jakby żabimi skokami , lądując po każdym takim skoku na brzuchu.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Klapocz w leśnickim strumieniu 28 września 2018

Powodem takich akrobatycznych skoków jest pęcherz pławny , a właściwie jego szczątkowa forma , którego upośledzenie nie pozwala im baraszkować  w wodzie jak pstrągom czy strzeblom.  Nazwa głowacz została im nadana nieprzypadkowo , wyglądają jak wielka głowa z szeroką uśmiechniętą od ucha do ucha buzią i wyłupiastymi oczami , zakończoną silnym ogonem – to takie malutkie „górskie sumy”  ( 10cm to już duży osobnik ) . Umaszczone są od odmian  albinotycznych (prawie  białych ) przez piaskowe aż po niemal czarne . Ich umaszczenie zależy od koloru  dna , na jakim aktualnie żerują i zmienia się w kilka minut .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Górski sum – głowacz w leśnickim potoku wiosna / lato 2018

Wyjątkowość tej mało znanej ryby , kryje się również w tym , że w wielu krajach nadano jej status  tzw. bioindykatora – gatunku wskaźnikowego  gdyż jego występowanie świadczy o wyjątkowej czystości wód , w których żyją . Ale moim zdaniem najciekawszą ich cechą jest to , że klapocze  są jednym z nielicznych wyjątków potwierdzających regułę, że „ryby głosu nie mają „  Otóż one mają głos! Głowacze charakterystycznie „szczekają” . Mogłem się sam o tym wielokrotnie przekonać , kiedy bez większego zresztą problemu łapię  do rąk tę rybkę , oczywiście delikatnie i z dużą ilością wody w dłoniach . Patrzą się wtedy na mnie z wyrzutem swoimi wielkimi oczami  i wydają dźwięki przypominające czkawkę .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Obszczekał mnie 🙂 28 września 2018

Głowacze żyją w rwących potokach z czystą, dobrze natlenioną wodą, rzekach i jeziorach z kamiennym lub żwirowo-kamiennym dnem oraz słonawych wodach estuariów dużych rzek. Prowadzą przydenny tryb życia. Większość czasu spędzają schowane pod kamieniami. Są ekstremalnie czułe na zanieczyszczenie wody i spadki zawartości tlenu. Jakie to szczęście , że znów są w potoku Leśnicy

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Tu mieszkają, w krystalicznej górskiej wodzie . Brenna Leśnica 28 września 2018

Jeszcze kilka / naście  lat temu głowacze z Beskidów były na skraju wytępienia . Zwłaszcza szkodzą im prace regulacyjne strumieni , naruszanie stanu dna potoków , prace związane z długotrwałym mącenie wody  i zanieczyszczenia , te komunalne wylewane bezmyślnie do rzek i strumieni , chemiczne , związane z opryskami , a głownie te pochodzące od nieodpowiedzialnego „off-roadu” . Wszyscy martwimy się losem pand, orangutanów czy innych egzotycznych gatunków zwierząt i roślin , a często zapominamy o rodzimych zwierzętach , którym sami możemy pomóc i je uratować. Oczywiście nikomu nie sugeruję, aby przestał interesować się losem innych gatunków ,ale jeśli już  „cudze chwalimy „ to pamiętajmy też o tych z naszego najbliższego otoczenia . Pocieszam się , że może swoim działaniem choć w niewielkim stopniu przyczyniam się do powrotu klapoczy w dolinę Leśnicy .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Dwudniowa salamandra w dolinie Leśnicy , wiosna 2017  – prawie jak „klapocz” 🙂

Zaangażowałem się w to ładnych kilka lat temu. Dla salamandrzych niemowląt ( na zdjęciu powyżej ) , żeby te maluchy wydoroślały i mogły cieszyć oczy nielicznych szczęśliwców , którzy zawitają do źródeł w beskidzkich dolinach . Dla czystych rzek pełnych  głowaczy , i pstrągów . Zamiast klepać ozorem banały na forach internetowych – wynoszę po cichu śmieci pozostawione przez „ludzi myślących”  którzy odwiedzili  „mój górski mikroświat” – robię to dla jodeł , buków , dla ceglasiowych i borowikowych polanek by grzyby nie rosły wśród opon do traktorów , by ptaki nie zadławiły się foliowymi reklamówkami .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Tafla leśnickiego potoku . Jesienny impresjonizm nieskażonej przyrody 28 września 2018

Nie robię tego dla lajków , nie dla „innych” , pewnie samolubnie – trochę dla siebie . A tak na prawdę to z przyzwoitości i szacunku dla natury . Spróbujcie tak kiedyś … zobaczycie , że to bardzo konstruktywne i podnoszące ducha zajęcie – czego wszystkim życzę , abyście tak dobrze się poczuli jak dzisiaj autor-Tazok

CIEKAWOSTKI

  • Żyje często w tych samych wodach co śliz, jest bardzo wrażliwy na zmiany składu chemicznego wody, dlatego prawie zupełnie zniknął z niżej leżących odcinków rzek.
  • Głowacz podobnie jak afrykańskie naskalniki i lirniczki należy do grupy ryb speleofilnych – wychowujących narybek w małych grotach i szczelinach wśród kamieni . Głowacze są niezwykle opiekuńczymi rodzicami. Zwłaszcza samce.
  • Wraz z nastaniem wiosny samiec obejmuje rewir i broni go (szczelina pod kamieniem) w miejscu tym zaproszona przez niego samica lub czasami kilka samic ( ma facet szczęście 🙂 składa ikrę, po tarle rola samicy się kończy.
  • Ikrę samica składa w pozycji obróconej brzuchem do góry, przyklejając ją do stropu małej groty.

Gatunek wskaźnikowy,bioindykator (rzadziej biowskaźnik)

gatunek o wąskim zakresie tolerancji (stenobiont) względem niewielkiej liczby czynników ograniczających (bioindykatorem może być też inny takson niż gatunek). Wykorzystuje się je np. do oznaczania stopnia zanieczyszczenia powietrza (głównie porosty – skala porostowa ), stopnia zanieczyszczenia wody (wybrane gatunki ryb, i larwy niektórych owadów), zawartości różnych substancji w glebie (gatunki roślin) i innych. Większość z nich znajduje się pod ochroną prawną ze względu na znaczną degradację środowiska. Metoda oceny zanieczyszczenia na podstawie występowanie bioindykatorów to bioindykacja. Głowacze są gatunkiem chronionym , wpisanym do Polskiej Czerwonej Księgi Zwierząt z kategorią „bliski zagrożenia” .W Niemczech i Austrii uznany za rybę roku 2006. Jego obecność wskazuje na znakomitą jakość wody 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Głębokość wody około 20-25cm . Tylko gdzie ta woda ???? Woda, której nie widać 🙂 🙂

Wyróżnione

Spadek od wuja Sama – rzecz o borowikach wrzosowych

czyli jak mimochodem odkryliśmy Amerykę ….

A było to tak …. Cudny , absolutnie niepowtarzalnie ciepły , fantastyczny koniec lata . Wrześniowy bajeczny tydzień plus ( taka teraz moda z tym plusem ) . Upragniony , wytęskniony i wyczekiwany przez lata urlop . Gdzie „beskidzkasalamandra” uda się na upojne dni wakacyjnej laby ? Pewno w góry – rzecz jasna jak słońce ….. Gdzieś na tysiąc pięćset ponad poziomem morza , a może na dwa tysiące , w rześkim rozrzedzonym , górskim powietrzu, żeby ponad kosodrzewiną spoglądać na świat u naszych stóp ??? . PUDŁO !  Postanowiliśmy przyjąć na klatę wyzwanie aklimatyzacyjne i „zjechać” kilkaset metrów w dół na poziom Bałtyku . Uroczego polskiego morza .

IMG-20180909-WA0024
Wysoko …. całe trzy metry nad poziomem morza …. plus reklama produktu Casio 🙂

By dotrzeć w „amerykańskie” klimaty , minęliśmy po drodze i sopockie molo , i Hel , Rozewie i Jastrzębią Górę , spotkaliśmy kormorany na falochronie i pobawiliśmy się piłką razem z uroczymi fokami w helskim fokarium . Zjedliśmy kilogramy łososi z grilla , dorszy w sosie kurkowym , kilka panierowanych fląder i skarpów – w nowomowie zwanych obecnie turbotami ( że niby tak z francuska , światowo 😉  ) 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Dzisiaj – letnik w cywilu , jutro łowca przygód 🙂

Ja tu wyjeżdżam z gastronomią i razem ze Szczepanikiem gonię kormorany , a przecież miało być o Ameryce…. Wygrzani przez wrześniowe słońce , pewnym wczesnym popołudniem usiedliśmy przy kawie i pysznych lodach rabarbarowych i planowaliśmy sobie kolejny dzień. Plan mógł się nie udać , bo rozmawialiśmy głośno ….. o „upolowaniu amerykańca”  a CIA przecież nie śpi , tylko jak kiedyś – ORMO – czuwa skrycie .  

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Morski piesek 🙂 seehund – foka szara w Helu

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Łebski facet 🙂  – kormoran na falochronie w Łebie

Czas więc na  D-Day , dzień inwazji wypadł nam w tym roku we wrześniu . Normandzką plażę Omaha zamieniliśmy na piaskowe , porośnięte sosnami wzgórza koło Łeby . Z letników w słomkowych kapeluszach przeobraziliśmy się w poszukiwaczy leśnych przygód . Czy spotkamy tu amerykanów ??? Zabieramy Was na krótki spacer przez łebskie lasy , w kierunku latarni Stilo , na wycieczkę po mierzei sarbskiej .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Bajeczna pogoda we wrześniu nad Bałtykiem – Szczęściarze z nas – trzeba mieć w życiu farta 🙂

Słyszeliśmy o nich , oglądaliśmy na zdjęciach , naczytali o inwazyjnym nowym gatunku borowików . O kolejnym po stonce ziemniaczanej najeźdźcy zza Wielkiej Wody , co to niby ma wyprzeć z jesiennego krajobrazu nasze ulubione ceglasie i prawdziwki . Nigdy w życiu nie spotkaliśmy tych nieznanych kapeluszników – więc jednym z celów spaceru , ( poza podziwianiem wybrzeża ) stało się odnalezienie tego „grzybowego graala” . W slangu pomorskich grzyboświrków nazywane są „amerykańcami” , bardziej fachowo – borowikami wysmukłymi . Tajemniczej urody z pewnością dodaje im zagadkowe pojawienie się w nadmorskich lasach . Oto one „upolowane” obiektywem : borowiki wrzosowe

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Boletus projectellus – borowik wrzosowy / wrzosowiskowy , w Łebie we wrześniu 2018

Są urodziwe . To nie ulega wątpliwości , pojawiły się w Polsce kilka lat temu , i szturmem zdobyły okolice wydmy lubiatowskiej , Łeby i Białogóry . Trafiliśmy na najlepszy dla nich czas do wzrostu , w lasach na mierzei sarbskiej spotkaliśmy wielu amatorów grzybobrania , i wszyscy mieli wielkie kosze , a w nich pokaźne ilości leśnych łakoci . Nam , zupełnie nieznającym grzybodajnych miejsc nie sprawiło żadnego kłopotu znalezienie „amerykańców”

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Wyglądem przypominają kozaki , wyrastają z mchu i wrzosów jak latarnie morskie , ich kapelusze są sympatycznie wypukłe i rumiane jak rogale maślane. Nóżki tych grzybów mają wyraźny „żłobkowany” wzorek a rurki pod kapeluszem są w ciepłych odcieniach żółci, oliwki i seledynu. Podobno są wyjątkowo smaczne , porównywane do borowików szlachetnych . Nie dane było nam skosztować tych leśnych delicji – wystarczyć musiało fotogrzybobranie , bo sarbska mierzeja to rezerwat przyrody i nawet jeśli wolno w nim zbierać runo leśne , to jakoś etyka wzięła górę nad „głodem” . 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Podobno widać go było nawet ze Szwecji 🙂

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Hotel Neptun na łebskiej plaży

Wracaliśmy prawie pustą plażą . Szliśmy niespiesznie , piękną , szeroką riwierą po gorącym bielusieńkim piasku . Słuchaliśmy krzyków rybitw i szumu fal przybojowych , chłodząc się co chwilę w wielkiej , słonej sadzawce . Obgadywaliśmy sympatycznych „jankesów” , którzy upodobali sobie na miejsce desantu – łebskie wydmowe lasy . Było to dla nas nowe , fantastyczne doświadczenie jakiego zakosztowaliśmy w pomorskich zagajnikach , szczęściarzami nazwaliśmy tutejszych amatorów grzybów i grzybobrania , bo póki co tylko tutaj znajdziecie borowiki wrzosowe , zwłaszcza we wrześniu , a zwłaszcza we wrzosach 

O9094157.ORF

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
A my – pozdrawiamy wszystkich i już planujemy przyszłoroczny wrzesień ….. 🙂

 

 

Wyróżnione

Babia Góra po raz drugi

…. czyli jaki magnes kryje w sobie wielka kupa kamieni ?

No i stało się . Nie dalej jak w maju napoiliśmy się w strumieniu Szumiącej Wody u podnóża Babiej Góry . Nie baczyliśmy wtedy na „pozorną ” klątwę , na czarodziejskie sztuczki i na urok jaki może na nas rzucić ten niepozorny potoczek. Bzdety dla letników – tak sobie wtedy pomyślałem , wspominając mimochodem o tym przesądzie – jakoby łyk szumiącej wody miałby przyciągać człowieka na „dach Beskidów” do końca jego życia . A tu klops , żadne to farmazony , to najprawdziwsza prawda , taka z cyklu prowd góralskich – czyli „tyz prowda” . Wygląda na to , że wpadliśmy jak śliwki w kompot . Bynajmniej , daleko mi od lamentowania nad magiczną formułą , która mnie dotknęła , naznaczyła i napiętnowała . Co więcej , na samo wspomnienie o powrocie na Królową Beskidów moje stare , wysłużone , ale najwygodniejsze na świecie buty – same się wypastowały i dzień wcześniej wlazły do bagażnika wyraźnie podekscytowane nadchodzącą wycieczką . 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Wielka kupa kamieni w sierpniu 2018

No jasne , że z Pawłem , jasne że inną drogą , jasne że pogoda na Kapryśnicy znowu nam dopisała , o tym chyba nie muszę wspominać . Takim dwóm aniołkom jak my niebiosa są wyjątkowo przychylne w tej kwestii – widać góry chyba nas lubią . Zresztą nawet gdyby Matka Niepogód zafundowała nam oberwanie chmury , gradobicie i koklusz , i tak nie przestałbym kochać Beskidów . Parę minut po ósmej rano w , świeżym górskim powietrzu zaczęliśmy naszą jedenastogodzinną „pętelkę” po masywie Babiej Góry .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
To nasz cel. Jeszcze daleka droga 🙂

Do schroniska na Markowych Szczawinach prowadzi niezwykle przyjemny szeroki , zacieniony borem jodłowo – jaworowym  chodniczek zwany „płajem” . W dziesiątkach ujęć źródełek i strumyków możesz ugasić pragnienie lodowatą , wyśmienitą wodą , pamiętając tylko , że jednego z nich strzeże utopiec , albo może krasnolica , wodna wróżka , rzucająca urok na wędrowców . Łyk wody i przepadniesz – pamiętaj – jesteśmy z Pawłem chodzącymi tego przykładami .

Et1L09

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Stare – w latach 70-tych  i nowe schronisko na Markowych Szczawinach

Trzask , prask , po godzinie jesteśmy przy schronisku , choć drogowskazy sugerowałyby znacznie dłuższy spacer . Ładnie tu . Pamiętam stary budynek , a właściwie szpetny barak za to z wielką duszą , pełniący rolę schroniska . Teraz , nowe „ciało” na polanie Markowych Szczawin jest przestronne  i atrakcyjne w formie . I solidne – jak na góry przystało . Podobno dusza istnieje sama w sobie, niezależnie od ciała , gdyż ono może ulec zniszczeniu , a duch zawsze gdzieś pozostanie . Pracuje więc nowe schronisko powoli na to by stało się jak tamto – „kultowe” – swoją drogą nie cierpię tego słowa , ale stało się , napisałem to i sie nie wygumkuje . Może dlatego ,że tutejsza szarlotka jest jedną z najlepszych w Beskidach , a to krok w dobrą stronę . Zanim babiogórska dusza na dobre zamieszka w nowych murach , przeniosła się na chwilę do „goprówki” . Do maleńkiej chatki , tuż obok , a w jej wnętrzu – inny świat , świat w stylu retro .

O8233846.ORF
111 letnie menu , ceny w halerzach austro-węgierskich 

Zawsze marzyłem o wehikule czasu , tak by przenieść się do dawnego świata . Takiego jak na czarno-białych kliszach , niespiesznego – w stylu vintage , bez „wyścigu szczurów” , bez komórek , obleśnych polityków , tabloidów , hejtu , świata bez „mody” i  fejsowych słitfoci  . Wchodząc do izby w „goprówce” nie cofasz się o sto lat , ale znajdziesz namiastkę tego jak kiedyś było . Normalnie było .  Zerknijmy w cennik z przed 111 lat . Z jaką miłą chęcią zamówiłbym jedną z … ” potraw i napojów w schronisku oddziału Babio-górskiego … ” . Co powiedzielibyście na „jajo” z „porcyą masła ” za parę halerzy ? Butlę wina „zieleniaka” , lub szklankę kwaśnego mleka za dziesięć halerzy ? O flaszce żywieckiego piwa marcowego nie wspominając . Za nocleg wraz z małżonką zapłacilibyście jedynie koronę , a po okazaniu „legitymacyji” członka Towarzystwa Tatrzańskiego objęło by Was skonto 40 halerzy . Inny świat , inna epoka …..

111
Dworzanin Jej Królewskiej Mości

W 2018 pozostało nam tylko na chwilkę zwolnić i zadumać się nad staroświeckim światem pokazanym w izbie tradycji turystycznych . Zatrzymać się i wdać się w dłuższą , fantastyczną pogawędkę z opiekunem tego miejsca . Konesera i znawcy historii i beskidzkich pagórków . I tylko szkoda , że mimo wielu gości przy schronisku , nikt oprócz nas  nie pojawił się w tym maleńkim „muzeum” . Dobra , koniec melancholii , lecim na Szczecin . Właściwie tylko kierunku tego pięknego miasta , na zachód , znowu płajem , dawną myśliwską ścieżką w kierunku przełęczy jałowieckiej .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Polica z przełęczy Brona

Dziką , nietkniętą górską puszczą , gdzie słowa „szyszko” nikt na szczęście nie słyszał , zachwyceni babiogórską przyrodą , mijamy wielki jęzor osuwiskowy , który lata temu zniszczył wielkie połacie lasów i ścieżkę turystyczną . Do dzisiaj widać siłą z jaką zbocze Małej Babiej Góry „zjechało w stronę Zawoi . Przystajemy przy każdej tablicy informacyjnej Babiogórskiego Parku Narodowego . Bo wiedzy o górach , poszerzania horyzontów i nauki nigdy nie jest za wiele . Dochodzimy do rozstai polskich i słowackich szlaków. W kierunku południowym droga prowadzi na Małą Babią Górę . Koniec laby . Zaczyna się mozolne podejście wzdłuż granicy słowackiej pod Cyl ( 1517mnpm ) .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Najdłuższa wioska – Zawoja i stacja narciarska Mosorny Groń widziane z pod Babiej Góry sierpień 2018

Jak idę pod górę , zawsze obieram sobie jakiś punkt . Drzewo , skałę , przegib na stoku , cokolwiek . Oczywiście najbardziej znamienne i wyczekiwane jest to,  jak tym „punktem” jest wierzchołek . Uwielbiam też jak przebłyskuje błękit nieba wśród drzew – znaczy że na szczyt już niedaleko . Ale podejście pod Cyl jest dość długie , punktów orientacyjnych nie znam , więc gramolenie się pod górę chcąc-nie-chcąc umila mi Paweł . Pociesza  : „Patrz – tam , za niecały kilometr jest „tyci-tyci” Babia , tam dalej malusieńka Babia a przy kapliczce malutka Babia . A stamtąd , od kapliczki na szczyt już tylko ….. daleko , w jasną cholerę albo jeszcze gorzej , w pierony –  daleko . Halt . Stajemy na popas przy kapliczce . Woda , owoce , kawa czyli : Akcja regeneracja . Koszulkę mokrą od potu można wykręcać , tak więc zarządzamy wietrzenie i szybką zmianę fatałaszków . Ta przynosi niesamowitą ulgę. Nooo… w takim eleganckim uniformie to mi żadna „babia” się nie oprze 🙂

039
Autor . Mokry jak szara mysz ale prze-szczęśliwy. Na Świstowych Skałkach przy kapliczce. fot Paweł 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Pasmo Jałowieckie z pod Małej Babiej

Nie szata zdobi człowieka ? A jednak !! Chwila wytchnienia , odrobina kofeiny i „Nowe Szaty Tazoka” podziałały na nas jak sok z gumijagód na Gumisia . Wrzucamy szósty bieg , Do tego turbodoładowanie w postaci boskich widoków …. W końcu nie są to jakieś skromniutkie okienka pomiędzy drzewami . Wyłaniają się z pomiędzy kosodrzewiny – baśniowe , absolutnie oszałamiające i spektakularne panoramy . W każdą stronę świata . W sumie nie dziwota – jesteśmy przecież w najpiękniejszych górach świata . Prawie na ich dachu . No…  , na „daszku” ustalmy . Mała Babia Góra Welcome To 🙂

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
„Duża” widziana z „Małej”

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Na czubku „Małej” z widokiem na „Dużą”

Zachwytom nie ma końca . Powiedzieć , że jest „ładnie” byłoby grzechem . Nie ma słów mogących opisać tę czarowną arcy-piękność Beskidów , ich rajskie krajobrazy , to misterne górskie arcydzieła natury . Kto temu zaprzeczyć spróbuje , wyzwę go na walkę konną lub pieszą . UFF , dobrze , że nie widzę chętnych  bo utrzymanie się w siodle nie jest moją mocna stroną . Cały świat u naszych stóp , wszystko można obserwować jak na dłoni . Staję co chwilkę by pstryknąć kolejną urzekającą fotkę. Karta pamięci aparatu pełna , bateria rozładowana . Ale, ale… przezorny zawsze ubezpieczony , mam na szczęście zapasowy akumulator . Wrzucamy plecaki na grzbiet i hajda na główny wierzchołek.

051
Fot : Paweł

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Mała Babia Góra

Zaczynamy wspinaczkę na szczyt . Istotnym elementem rzeźby północnych stoków Babiej Góry są rumowiska skalne (tzw. gołoborza), wykształcone tysiące lat temu. Są one wynikiem wietrzenia mrozowego skał , które ulegają rozdrobnieniu na bloki po wielokrotnym zamarzaniu i odmarzaniu. Obecnie rumowiska można podzielić na dwa rodzaje: żywe – nadal tworzące się rumowiska, ulegające przemieszczaniu (2-3 cm/rok), występują w górnej części stoku tworząc tzw. „babiogórskie morze głazów”, jęzory i wstęgi gruzowe oraz martwe rumowiska – ustabilizowane przez roślinność krzewiastą i las, występują w dolnej części stoku. Rumowiska tworzą się u podstawy klifów mrozowych na północnych , polskich stokach dolna granica rumowiska sięga 1300 m npm . Ciągłemu tworzeniu się rumowisk sprzyjają warunki klimatyczne okolicy głównego szczytu , gdzie średnia roczna temperatura wynosi ok. 0,7 °C.   Dzisiaj temperatura mocno powyżej średniej – plus dwadzieścia kilka . Idealnie. W tym samym czasie w dolinach tropikalne upały – grubo ponad 30 stopni .

103
Rumowiska skalne fot. Paweł

Fenomenalne proporcje , plastyczne plany krajobrazu , nastrojowość i powabne kształty babiogórskiego masywu , odpowiadają na stawiane sobie w myśli pytanie : Cóż takiego magnetycznego kryje w sobie ta góra ? Czy to trzeci biegun Ziemi ? To przecież tylko wielka kupa kamieni , w niezwykle finezyjny , artystyczny wręcz sposób usypana na polsko – słowackim pograniczu . To dwór Królowej Beskidów . Prezentuje się niezwykle okazale , nasza prośba o audiencję została przyjęta , monarchini wskazała nam miejsce a jej wierny dworzanin – czarny oswojony kruk – pozwolił spocząć na samym jej wierzchołku .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Klapnęliśmy na wielkim kamieniu , zrobili remanent w plecakach pod kątem tego co mamy jeszcze do zjedzenia i wypicia . Opróżnili podręczne spiżarnie do ostatniego okruszka , i zaczęliśmy snuć plany na następne wspólne wycieczki . Paweł wykombinował , że skoro Vivaldi skomponował „Cztery Pory Roku” – a my byliśmy już na „babiej” wiosną , jesteśmy na jej czubku latem …………. może pójdziemy w jego ślady ??

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Żegna nas wieczorne słońce , wracamy . Góry to idealne miejsce do wyciszenia. Pomimo zmęczenia wędrówką , właśnie tu zawsze naładuję swoje akumulatory mentalne. I napełnię się pozytywną energią . Tu mogę zawsze spokojnie pomyśleć i poukładać sobie wiele spraw . Obcowanie z przyrodą i przepięknymi widokami budzi we mnie radość i szczęście . Tu naprawdę czują , że żyję . Po powrocie z górskich szlaków wracam zupełnie inną osobą . Nie wiem jak Wy , ale ja jestem zawsze ciekawy świata. Lubię odkrywać nieznane , doświadczać różnych sytuacji . Kosztować smaków życia . A w górach mam to wszystko pod ręką . Kiedy tylko mam okazję odkryć nowe miejsce , lub zobaczyć nowe widoki pójdę tam bez zastanowienia . Zwłaszcza w Pawła towarzystwie . Także ostrzegam ! Jeszcze o nas usłyszycie 🙂

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Pasmo Policy w popołudniowym słońcu 23 sierpnia 2018

Babia 23.08-2

I na koniec lektura nieobowiązkowa – esencja tego co widzieliśmy dzisiaj na Dachu Beskidów – wiersz Adama Asnyka „Ranek w górach”

Wyzłocone słońcem szczyty
 Już różowo w górze płoną,
I pogodnie lśnią błękity
Nad pogiętych skał koroną.

W dole — lasy skryte w cieniu
Toną jeszcze w mgle perłowéj,
Co w porannem oświetleniu
Mknie się zwolna przez parowy.

Lecz już wietrzyk mgłę rozpędza,
I ta rwie się w chmurek stada…
Jak pającza, wiotka przędza,
Na krawędziach skał osiada;

A z pod sinej tej zasłony
Świat przegląda coraz szerzej,
Z nocnych, cichych snów zbudzony,
Taki jasny, wonny, świeży!

Wszystko srebrzy się dokoła
Pod perlistą, bujną rosą;
Świerki, trawy, mchy i zioła
Balsamiczny zapach niosą.

A blask spływa wciąż gorętszy,
Coraz głębiej oko tonie;
Cudowności świat się piętrzy
W wyzłoconej swej koronie.

Góry wyszły jak z kąpieli
I swem łonem świecą czystem,
W granitowej świecą bieli,
W tem powietrzu przezroczystem.

Każdy zakręt, każdy załom
Wyskakuje żywy, dumny;
Słońce dało życie skałom,
Rzeźbiąc światłem ich kolumny.

Wszystko skrzy się, wszystko mieni,
Wszystko w oczach przeistacza;
Gra przelotnych barw i cieni
Coraz szerszy krąg zatacza.

Już zdrój srebrną pianą bryzga,
Gdy po ostrych głazach warczy;
Już się żywszy odblask ślizga
Po jeziorek sinej tarczy;

Już pokraśniał rąbek lasu,
Już się wdzięczy i uśmiecha
Brzeg doliny — a z szałasu
Dolatują śpiewne echa…

Przez zielone łąk kobierce,
Dzwoniąc, idą paść się trzody…
Jakaś rozkosz spływa w serce,
Powiew szczęścia i swobody.

Pierś się wznosi, pierś się wzdyma
I powietrze chciwie chwyta;
Dusza wybiec chce oczyma
Upojona, a nie syta —

Niby lecieć chce skrzydlata,
Obudzona jak z zaklęcia,
I tę całą piękność świata
Chce uchwycić w swe objęcia.

Wyróżnione

Leśna apteka – indyczy ogon

…czyli słów kilka o turkey tail’u – wrośniaku różnobarwnym

Wrośniaka różnobarwnego – bardzo pospolitego grzyba , nie raz mijasz na spacerze w lesie . I pewnie nie przeszło Ci przez myśl, jaki to skarb. Anglojęzyczna nazwa „turkey tail” (indyczy ogon) świetnie opisuje jego wygląd przypominającego ogon dzikiego indyka . Rozpoznamy go po charakterystycznych paskach, koncentrycznie ułożonych na owocnikach . Im owocniki starsze, tym paski są wyraźniejsze. Paski na wrośniakach przyjmują różne barwy w odcieniach brązów i beżów, ale też czerni, z lekko niebieskawym odcieniem. Czasem pojawia się zielony nalot , za który tym razem nie odpowiada fizjologia , są konsekwencją porastających wrośniaka glonów . Brzeg jest zawsze cienki i ostry. Owocnik jest raczej wąski , ma kilka milimetrów do centymetra grubości. Dorasta nawet do wielkości dłoni, ale zwykle są mniejsze, za to w skupiskach. Jest to dość twardy i sprężysty grzyb nadrzewny , pachnie przyjemnie. Po zerwaniu szybko wysycha i blaknie (trzeba trzymać go z dala od światła).

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Fotografia ze strony urbol.com

Huba . Zwykła huba , zawsze tak o nim myślałem , no może troszkę bardziej kolorowa niż inne szaro-buro-brązowe huby . Przez większość swojego życia , nawet nie pokusiłem się o sprawdzenie w atlasie jego nazwy . A można go znaleźć niemal wszędzie : na martwych drzewach powalonych przez wiatr , suchych konarach leżących na dnie lasu , pniakach, czy nawet na obumierających  już drzewach . Zwykle rośnie dachówkowato, jeden nad drugim, ale na pniakach potrafi rosnąć w koło, tworząc formy podobne do kwiatów.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Wrośniak z Beskidu Śląskiego

 

Kariera tego niepozornego grzyba nabrała tempa ostatnimi czasy za sprawą amerykańskich naukowców. Jednak wrośniak był stosowany już w tradycyjnej medycynie chińskiej, dorobił się nawet opinii najbardziej poszukiwanego grzyba witalnego. Według chińskiej medycyny , grzyb ten działa oczyszczająco – oczyszcza ciało z toksyn i flegmy , pomaga w natlenieniu krwi , wzmacnia układ odpornościowy . Używano go do leczenia problemów z trawieniem i wątrobą, ale też tych natury duchowej : wrośniak uspokaja, przeciwdziała bezsenności i kołataniu serca. Usuwa niepokój i rozdrażnienie. Herbata z wrośniaka ma tysiącletnie tradycje w Azji.

DSC_2120
Fot : Arkadiusz Tyka

Indycze ogony są tradycyjnie stosowane w leczeniu  różnych schorzeń . Dotyczą głównie chorób płuc , śledziony i wątroby . W Japonii wyekstrahowane z wrośniaków , a związane z białkiem polisacharydy są stosowane jako leki przeciwko nowotworom . Jest także skuteczny przeciwko bakteriom E. coli , opryszczce i stanowi jeden ze składników leków przeciwko AIDS . Zapobiega przeziębieniom i grypie , zabija wirusy uciążliwego brodawczaka – odpowiedzialnego za wstrętne i uporczywe kurzajki . Od czasów dynastii Ming wyciąg z grzyba pito jako herbatę dla ogólnego zdrowia . Wrzenie zabija zanieczyszczenia na grzybie i uwalnia aktywne enzymy . Dzięki nowoczesnym metodom ekstrakcji , związki, które są najbardziej korzystne, wydobywane są z wrośniaków jeszcze bardziej skutecznie.

DSC_2535
Fot : Arkadiusz Tyka

Związki te specyficznie wpływają na jedną z najważniejszych komórek układu immunologicznego – tzw. komórki pomocnicze T . Komórki te regulują funkcję wszystkich innych komórek układu odpornościowego. Wysyłają sygnały , które komórki mają być aktywowane, kiedy, do kiedy i w jakim stopniu . Owocniki „Indyczego ogona” pomagają w reaktywacji komórek pomocniczych T w celu przywrócenia normalnych procesów odpornościowych . Dzięki swoim silnym właściwościom immunostymulującym, fitoterapeuci polecają wrośniaka również w profilaktyce i w zwalczaniu wczesnych stadiów boreliozy. Wspomagając immunologię organizmu , przyspieszymy efektywność walki z tą chorobą.

DSCF3070
Fot : Arkadiusz Tyka

Turkey Tail, dzięki obecności niektórych związków z grupy sacharydów korzystnie działa na mikroflorę jelitową. Podwyższony zostaje poziom „dobrych” bakterii chroniących nas przed infekcjami , np. z grupy bifidus natomiast poziom baterii chorobotwórczych zostaje zmniejszony . Pacjenci, którzy przechodzili długą i intensywną antybiotykoterapię, są szczególnie narażeni na zaburzenia równowagi mikroflory, stąd przyjmowanie przez nich preparatu zawierającego wrośniaka jest szczególnie wskazane. Prawdę mówiąc wystarczy wpisać w wujka goggle hasło wrośniak lub turkey tail , a wyskoczy nam litania dostępnych na rynku – nie tylko suplementów diety , ale i lekarstw przez duże „L” . Co ważne nie będzie to chemiczna breja , ale naturalne farmaceutyki.

DSCF3088
Fot : Arkadiusz Tyka

Wrośniak należy do tzw. gatunków kosmopolitycznych , występując prawie na każdym kontynencie . Obecnie grzyb jest również hodowany , w celu pozyskiwania ekstraktów i później otrzymywania z nich leków. Nie bez przyczyny nadano mu jeszcze jedną nazwę : „grzyb witalny” . Analizując zawarte we wrośniaku substancje czynne, można wywnioskować jego możliwe zastosowania w lecznictwie. Jako pierwsze wymienić należy działanie przeciwnowotworowe , przydatne szczególnie w leczeniu raka piersi, gdyż zwiększa skuteczność stosowanej chemioterapii. niwelując jednocześnie skutki uboczne chemio- i radioterapii . Ponadto pamiętajmy, że do walki z każdym nowotworem potrzebny jest silny układ immunologiczny . Przyjmowanie preparatu z Turkey Tail jest zasadne, gdy zakłócona jest tzw. odpowiedź komórkowa organizmu, czego przyczyną jest np. długotrwała antybiotykoterapia, która obniża poziom limfocytów Th1. Wrośniak okazał się również skuteczny w leczeniu zakażeń bakteryjnych , np gronkowcem złocistym, Należy pamiętać, że ogólna modulacja układu odpornościowego uzasadnia także suplementację Turkey Tail-em  podczas zwyczajnych infekcji, które pojawiają się przy osłabieniu odporności wywołanym typowymi czynnikami, jak zła dieta czy długotrwały stres.

27788158_1935535686758574_5741061310491412002_o
Fot : Arkadiusz Tyka

No dobrze , znaleźliśmy w lesie ten „indyczy ogon” , i co dalej ? Wrośniaki możemy zrywać cały rok. Są pospolite w lasach, ale mogą wyrosnąć też na podwórku lub w parku, o ile będzie tam martwe drewno. Po zebraniu trzeba wrośniaki pokroić lub w inny sposób rozdrobnić i wysuszyć. Nie należy przekraczać przy suszeniu temperatury 50 stopni, nie wolno suszyć na słońcu. Jak wszystkie grzyby lecznicze suszyć należy w okrągłej suszarce do grzybów , tej samej, w której jesienią rządzą podgrzybki i prawdziwki. Po wysuszeniu grzyby przechowujemy w ciemnym i suchym miejscu np. w szczelnie zakręconym słoiku.

S7302270
Fot : Romuald Tomaszewski ( roto1 )

Fitoterapeuta Jan Oruba podaje następujący sposób przyjmowania wrośniaka: 10 gram suchego grzyba zalać 500ml wody i gotować 45 minut. Odcedzić, pić w dwóch ratach. Można też przyjmować suchy proszek – 3 razy dziennie po 3g przed posiłkiem, popić gorącym napojem. Maksymalną ekstrakcje polisacharydów uzyskamy gotując grzyba 80 minut na wolnym ogniu.

Wiele ciekawych informacji o tej „niby zwykłej”  hubie , zaczerpnąłem ze strony :  https://urbol.com/turkey-tail/  , zdjęcie w nagłówku – Josef Hlasek – http://www.hlasek.com

Jednocześnie dziękuję Arkowi ( ArekGeo ) i Romkowi ( roto1 ) za pokazane tu świetne zdjęcia. 

 

 

Wyróżnione

Magią podszyty satelita

Czyli … gusła , przesądy i skojarzenia z zaćmieniem w tle

Księżyc od zawsze był postrzegany jako uniwersalny wzór przekształceń realizowany przez wszystko co żyje . Każdy element świata podlega narodzinom i śmierci , rozwojowi i rozpadowi . Przyroda rodzi się wiosną by zimą przeminąć  . Księżyc pojawia się, narasta , jest w pełni, by potem zniknąć . Comiesięczna księżycowa sinusoida  ujawniają istotę rytmu życia . Jest to rytm bezwarunkowy i niezmienny , obowiązujący cały świat, wszystkie formy żywe.

A co z przesądami księżycowymi ?  Całe wieki pielęgnowano i wyolbrzymiano księżycowe wady i zalety .

Przy obrazach widzianego tazokowym obiektywem – wczorajszego zaćmienia księżyca – i jego spektakularnego powrotu na nieboskłon , wysznupałem ciekawostki i ludowe przesądy z księżycem związane  . Może znacie inne niecodzienne księżycowe bajania ??

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Gdy w czasie nowiu księżyc miał rogi zagięte w górę oznaczało to słoneczną pogodę na najbliższe dni , natomiast jeśli było one skierowane do dołu zapowiadało to deszcz . Księżyc dobrze widoczny i jasno świecący zapowiadał długotrwałą pogodę, księżyc zamglony, otoczony białym, czasem tęczowym kręgiem, który nazywano lisią czapką , a u nas , na Śląsku – „Halo” –  wróżył opady i mgły . Jeśli pełnia przypadła w Boże Narodzenie to zima miała być łagodna, a nadchodzący rok szczęśliwy i urodzajny , przeciwnie działo się jeśli w tym czasie wypadł nów . Czerwona lub przezroczysta tarcza księżyca w pełni była zapowiedzią klęsk żywiołowych, wojen, zarazy. Był to jeden z powodów, którym tłumaczono wycie wilków i psów do księżyca – czuły bowiem zbliżające się nieszczęście.

Wierzono , że księżyc w czasie największego wzrostu jest pełen sił zapładniających, na wzór dojrzałego mężczyzny, dlatego włada wówczas wodą , której w kulturze ludowej przypisywano gotowość do zapłodnienia, trwanie w stanie potencjalności .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Światło księżyca ma budzić demony wodne . Topielce , na śląsku cieszyńskim zwane „utopcami” lub utopkami i rusałki pod jego wpływem wychodzą i tańczą nad brzegami rzek i jezior.  Księżyc aktywizuje także inne demony. Podczas księżycowych nocy można zobaczyć dusze snujące się w pobliżu cmentarzy i na rozstajnych drogach . Przy świetle księżyca czarownice zbierają zioła . Uaktywniają się także diabły, które tańczą z czarownicami. Księżyc wywiera wpływ na demony domowe, które podczas pełni okazują gorączkowe poruszenie , krzątają się nerwowo, usilnie pracują. Szczególnie w czasie pełni wzrastała aktywność wampirów ,  upiorów, które wychodzą z grobów i wilkołaków, które wyją do księżyca.

Przez trzy dni księżyc chowa się w cieniu ziemi , więc przez ten czas nie widać go na niebie. Symbolicznie oznacza to wejście w stan śmierci, po której następują ponowne narodziny . Na ziemi panują całkowite ciemności, jest to więc czas uaktywniania się demonów , strzyg, i czartów .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Identyczność losu człowieka i księżyca  potwierdza zwyczajowe trzydniowe czuwanie przy zmarłym nazywane pustymi nocami, podobnie jak czas nowiu nazywany był pustymi dniami . Mimo, że czas ten był interpretowany negatywnie, istniały nakazy wykonywania lub rozpoczynania pewnych czynności . Należało wtedy urządzać wesele ,  szczepić drzewka, zbierać plony i podejmować walkę z chorobami.

Księżyc w pierwszej fazie jest młody, rozpoczyna swój wzrost, wpływa na kondycję roślin , zwierząt i ludzi i z tego względu cieszył się sympatią. Ogólnopolskim zwyczajem ludowym było witanie nowiu, kiedy na początku pierwszej kwadry pojawiał się na niebie w postaci wąskiego sierpa. Było to traktowane jako powrót aktywności, wzrostu, rozwoju i odmładzanie świata. Uznawano to za święto i łaskę Boga . W wielu wiejskich kościołach w pierwszą niedzielę po nowiu modlono się o szczęście, zdrowie, dostatek, powodzenie. Witano go specjalnymi formułami przypisując mu królewskie atrybuty.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Wierzono, że w czasie nowiu dobrze jest wykonywać niektóre prace gospodarskie , polowe, magiczne i lecznicze. Należało więc: siać rośliny rosnące na powierzchni ziemi – jęczmień  bo wyrośnie czysty i duży, zacząć siew  prosa sadzić  kapustę , bo nie popsuje się w beczce, sadzić drzewka owocowe bo przyjmują się i idą w górę. Należało bydło wganiać do nowych obór , wtedy dobrze będzie wiodło się w gospodarstwie, strzyc owce, bo wełna mocniej i szybciej rośnie. Przy nowiu należało trzykrotnie potrząsnąć sakiewką i wypowiedzieć zdanie: Aby zawsze była pełna. Gospodarze wiedzieli, że rozpoczynać budowę  powinno się zawsze w okresie nowiu, najlepiej w marcu  , w czasie przybywania księżyca.

W zakresie medycyny ludowej ten czas jest odpowiedni dla zbierania ziół leczniczych i leczenia chorób skórnych, sporządzania maści przeciw liszajom.W zakresie białej magii należało w tym czasie zrywać majeranek, aby po odpowiednim zastosowaniu pozyskać wzajemność ukochanego innym sposobem na wywołanie miłości jest wołanie przez trzy dni imienia tej osoby. Czas nowiu można także zastosować czarną magię –  w czwartek po nowiu dziewczyny mogą znaleźć ziele, które szkodzi płci męskiej . W tym czasie można również sprowadzić na kogoś chorobę, na przykład sprawić, że straci wzrok.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Guślarze , w czasie nowiu leczyli kołtuna , natomiast czarownice suszyły liście dębu, zatykały w dom danego gospodarza i życzyły mu, aby on i jego rodzina uschli, tak jak ten liść . Na nowiu dobrze jest także urządzać wesele , odstawiać dziecko do piersi , bo wtedy będzie ładne, liczyć pieniądze, potrząsać kiełbasą, bo spowoduje to pomnożenie zasobów i szczęścia. Woda była szczególnie uzależniona od księżyca z tego względu studnie budowano w czasie nowiu, aby w niej wody nigdy nie brakowało.

Znane są także czynności których należy zaniechać w tym czasie: nie należy siać, bo  plony zarosną  chabrami. Według innej relacji nów wstrzymuje dojrzewanie, dlatego należy zaniechać siania zboża i roślin ogrodowych. Nie należy w tym czasie ścinać słomy i siana, bo bydło i tak nie będzie tego jadło . Należało także zaniechać wyrzucania obornika, bo na takim nawozie plon nie urodzi się zbyt obfity. W zakresie medycyny ludowej niewłaściwe jest stosowanie w tym czasie różnych kuracji, bowiem na wzór księżyca choroba będzie się odnawiać, na tej samej zasadzie opiera się przekonanie, że choroba, która pojawiła się w czasie nowiu, będzie się powiększać, na przykład rana będzie się jątrzyć i zagoi się dopiero podczas pełni.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Wierzy się także, że nów jest porą działania czarownic, które mają wtedy większą władzę i mogą sprowadzać różne choroby i nieszczęścia, robić psoty, odbierać krowom mleko. W celu nabrania mocy w czasie nowiu o północy chodzą one na rozstajne drogi i zrzucają szaty za siebie. Jeśli ktoś chce sprawdzić, która z kobiet jest czarownicą, musi podczas nowiu patrzeć przez otwór po sęku z deski trumiennej lub ze środkowego okna nowej kaplicy. Na Łysej Górze zbierają się czarownice i odbywają się biesiady lub diabelskie gody.

Pełnia – Księżyc w fazie najlepszej widoczności postrzegany jest jako miara doskonałej okrągłości, założonego celu , ludzie pełnię utożsamiali z tym, że wszystkiego jest pełno.

A jak pełnia to ludzie mówili do siebie , że wszystko się tak jakoś wypełniało , pełno wszystkiego się robiło , grzyby , rosły w pełni, to już wszystko tak przyszło razem z pełnią księżyca. Szczególnie odnoszono to do grzybów, związek ich wysypu w czasie pełni księżyca został podkreślony przez większość informatorów. Jak była pełnia księżyca, to wszystkie cieszą się grzybiarze, ostrzą nożyki i pucują kosze.  O i Pan Kret ten, co pogodę zapowiada, mówi: Będzie wysyp, bo pełnia będzie jutro. Tak tłumaczył.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Księżyc w pełni mógł być szkodliwy dla ludzi. Gdy śpią, wysysa z nich krew, odbiera siły i zdrowie . Pojawiają się także inne opisy zależności snu od księżyca. Jego szkodliwe działanie udzielało się małym dzieciom kiedy w nocy kołyska stała przy oknie światło miesiąca mogło wywołać. A tu już następne jest polecenie, żeby matka właśnie nie stawiała kolibki, kolebki nie stawiała broń Boże w oknie, żeby księżyc, miesiąc mówiło się, żeby miesiąc nie spojrzał na dziecko, bo dziecko dostanie miesięcznika czyli biegunki …

Aby chronić się przed negatywnym działaniem księżyca należy zasłonić okna , zasłonić łóżko, zwinąć dziecko w chustę, nie spać w miejscu wystawionym na promienie i nie stawiać kołyski koło okna, bo księżyc może wyciągnąć ją przez okno. Dobrą ochroną jest także postawienie na oknie naczynia z wodą lub skórki chleba.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Brzemienne białogłowy  nie powinny wystawiać się na światło księżyca, czyli nie powinny chodzić z odkrytą głową, gdyż może to sprowadzić ciężki poród .  Wskazane jest także przykrywanie wody, na którą pada światło luny, gdyż picie takiej oświetlonej wody grozi lunatyzmem . Wierzono też, że podczas pełni potęgują się choroby nerwowe i psychiczne: epilepsje, obłędy, napady szału. Nie należało spać tak, aby światło księżyca padało na twarz, gdyż groziło to zniekształceniem twarzy śpiącego, a nawet szaleństwem. Zbyt długie wpatrywanie się w księżyc mogło grozić utratą wzroku lub inną ciężką chorobą. Choroba rozpoczęta w pełni kończy się śmiercią, a jeśli przetrwa nów, to wtedy nastąpi ozdrowienie.

Pełnia księżyca wyznaczała daty sabatów czarownic na Łysej Górze. W tym czasie wiły / wiedźmy / zbierały się i decydowały o spuszczeniu na ziemię deszczu lub rozpędzeniu chmur.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Przed pełnią i w czasie pełni dobrze jest zaczynać pracę, orać pole , siać zboże, siać groch i bób, żeby w pączkach było pełno, siać lub przesadzać rośliny, bo wtedy dobrze rosną, sadzić ziemniaki, rozpoczynać sianokosy, ścinać drzewa do budowy, bo wtedy są zdrowe, wprowadzać się do nowego domu dokonywać zakupu inwentarza, bo wtedy będzie wszystko dobrze się chować. Pełnia to także dobry czas na pozbywanie się niektórych chorób, na przykład brodawek. Jest to także dobry czas na zawieranie małżeństw,  bo oznacza to obfitość szczęścia, natomiast jeśli dziecko urodzi się w czasie pełni to będzie pełne rozumu, sprytne, bystre, a jeśli w tym czasie przestanie się karmić piersią to dzieci będą tłuste, pełne na twarzy, ale według innych przekazów będą miały uroczne oczy. Natomiast zakazy w tym czasie to: sianie pszenicy, bo będzie pełna chwastów, koniczyny, szczepienie drzewek owocowych, bo będą tylko kwitły a nie będą miały owoców , nasadzanie drobiu , bo kurczęta poduszą się w skorupkach jajek . Przy podejmowaniu prac w polu lub wykonywaniu ważnych czynności kierowano się fazami księżyca . Na przykład wykę na nasienie należało siać podczas ubywającego księżyca, zaś kapustę sadzić od pierwszej jego kwadry, aż do pełni. Drzewa liściaste ścinano podczas ostatniej fazy księżycowej, owoce, które miały zostać przechowane przez zimę, zbierano wyłącznie w czasie pełni, natomiast wodę pobierano w czasie ubywania księżyca. Księżyc sprawiał także, że włosy pięknie odrastały, jeśli ścinało się je przy pełni księżyca.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

W czasie ubywania księżyca podejmowano czynności, które wykonywane w tym czasie będą podobnie ukierunkowanie , czyli pranie , bo brud ustępuje, wymiatanie nieczystości, bielenie chat . Z podobnego powodu był to czas na podejmowanie leczenia na przykład chory na wrzód powinien zwrócić się do księżyca, uczynić nad chorym miejscem znak krzyża i wypowiedzieć odpowiednią formułę.

Jeśli guślarze , strzygi i wilkołaki nie pomogły na dobre plony , nie wyleczyliśmy placków na skórze a wody w studni ubywało . W akcie desperacji zawsze można sięgnąć po pędzoną nocną porą „księżycówę” a troski znikną , jak zniknął nam wczoraj księżyc .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Wyróżnione

Na „poddaszu” Beskidów – Pilsko

Różne krążą legendy i przypowieści o nazwie tej pięknej góry . Najbardziej karkołomne wytłumaczenie pochodzi z ludowego przekazu – jakoby na szczycie góry  zbierali się po pracy orawscy zbóje i upijali się na umór okowitą , winem węgrzynem , czy co tam innego udało im się złupić , lub nabyć w monopolowym po drodze . Taką wersję podaje wójt Żywca Andrzej  Komoniecki w swoim Dziejopisie żywieckim . Inna legenda podaje , że dawno dawno temu miało dojść do żeniaczki Pilska i Babiej Góry. Pilsko upił się jednak przed ślubem i Babia Góra porzuciła go nie kryjąc oburzenia . Opuszczonego wzięła za męża sąsiednia Romanka . Tyz piknie ,  bo Romanka to dziewczyna jak malina .

O7213450.b
Romanka z pod szczytu Pilska 21 lipca 2018

Jakby nie tłumaczyć Pilska – zawsze gdzieś w tle błąka się gorzoła . Widno , nasi dziadowie sączyli ostro procenty zabijając nudę , a w przerwach nadawali nazwy beskidzkim wierzchołkom . Na przekór tym przesłankom , stawiliśmy się dzisiaj u podnóża wielkiej góry . Paweł i ja , bez żadnych we krwi promili . Za to z mocnym postanowieniem – wdrapać się na 1557m . Byliśmy ostatnio na dachu Beskidów – na Babiej Górze – teraz nadszedł czas na „poddasze” najpiękniejszych gór świata , na majestatyczną  górę . Na Pilsko . Ktoś spyta po co ? – Ot tak – bo mamy taki kaprys , dla zaspokojenia naszego górskiego „ego” , dla dzikiej , hedonistycznej przyjemności , dla wulkanu endorfin , i dla takich widoków jak poniżej . Mocne argumenty 😉 Nieprawdaż ??

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Jak się zaczęło z wysokiego „C” – od Królowej Babiej to każda góra zdawa się być z założenia przez Nią przyćmiona . Tak można by stereotypowo pomyśleć – a tu nic bardziej błędnego , bo każdy beskidzki szczyt to inna opowieść , inne widoki , inne uroki , nowe ,  niezapomniane wrażenia . W końcu to  kontynuacja naszej z Pawłem górskiej włóczęgi , lub bardziej wzniośle – odysei . I co ważniejsze naszej górskiej przyjaźni . Aura ? No jaka ma być – skoro obu nam udało się wyrwać z banalnej powszedniości na cały boży dzień ?? Od świtu zamówione słońce puszcza do nas perskie oczka . Dziewiąta rano , Korbielów . Saluto Paweł – miło Cię widzieć .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Pilsko , trochę po ósmej rano 21 lipca . Widziane z Górnego Korbielowa 

Podglądamy z dołu , z doliny – drugą beskidzką Fudżi-Jamę i przychodzi najpierw mnie , potem nam ( ech ta siła przekonywania 🙂 ) do głowy na szybko wymyślony plan . Taki oto żeby zamiast standardowo , znakowanym szlakiem turystycznej pielgrzymki pójść trochę na skróty , trochę na kompas , lasami , ścieżkami do zwózki drzew , trasami ośrodka narciarskiego iść od doliny Kamiennego na Buczynkę i dalej na Hale Miziową . W końcu sezon na grzyby trwa w najlepsze . A nuż w lesie , czy choć na jego skraju trafi się jakiś wypasiony borowik ?  Po krótkiej chwili okazuje się , że mój chytry z założenia i misterny plan nie był specjalnie epokowym odkryciem . Ładnych kilka grupek podąża tymi samymi słonecznymi polanami pod górkę , co więcej też łypią raz na prawo , raz na lewo wypatrując prawdziwków .