Quado – plaga – część 1

Beskidy to góry magiczne . Ich wyniosłe szczyty i zielone stoki , to jedne z najpiękniejszych miejsc w naszym kraju . Chętnie odwiedzane przez turystów, służą im jako miejsce relaksu i umożliwiają kontakt z naturą .  Niestety coraz częściej ciszę, i ostatnie enklawy dzikiej przyrody ,  której tutaj szukają pieszy wędrowcy , zakłóca ryk silników pojazdów pędzących po szlakach, zagrażających ludziom , zwierzętom i dewastujących naturę . To quady. Jakiś czas temu trafiły pod strzechy , to popularne dziś prezenty komunijne. Używane bezmyślnie, powodują coraz więcej wypadków. Rozjeżdżają lasy, niszczą rezerwaty. Hałaśliwe, agresywne , niebezpieczne . Mamy problem. W całym kraju mamy problem ze zmotoryzowanymi „miłośnikami przyrody” . Mierzeja Wiślana, Jura Krakowsko-Częstochowska, Beskid Śląski i Żywiecki, Gorce , Góry Kaczawskie, Rudawy Janowickie, a ostatnio także Puszcza Białowieska – stamtąd napływają coraz częstsze informacje o zniszczeniach dokonanych w lasach przez czterokołowce. Co weekend na wylotówkach wielkich miast widać kawalkady terenówek z quadem na przyczepce. Wypożyczalnie przeżywają oblężenie. A potem w las. Co z tego ,że to nielegalne,  tym większy fun, tym więcej adrenaliny. Jedna z  wypożyczalni bez cienia  żenady reklamuje swoje pojazdy jako fantastyczny sposób na „eksplorację niedostępnych zakątków dzikiej przyrody”

285263e2-26f1-11e4-92f2-0025b511226e
źródło – Gorczański Park Narodowy

Kierowcy quadów , motocrossowcy i zwolennicy skuterów śnieżnych są w Beskidach plagą. Od kilku lat systematycznie rozjeżdżają górskie szlaki, niszczą nasadzenia, zakłócają ciszę w lesie, płoszą zwierzynę. Stanowią również zagrożenie dla spacerujących turystów. To coraz większy problem. Bezmyślni quadowcy bimbają sobie z prawa, a ich wyczyny w głowie się nie mieszczą. Anektują sobie prawo do tras turystycznych, uważają, że to oni mają tam pierwszeństwo . Podczas górskiej wędrówki turyści nie zawsze mogą delektować się ciszą, podziwiać w spokoju przyrodę i piękne widoki. Coraz częściej zdarza się, że muszą uciekać ze szlaku przed pędzącymi quadami, motocyklami, a nawet samochodami terenowymi. To prawdziwe utrapienie naszych gór. Nielegalni rajdowcy od wczesnej wiosny do późnej jesieni rozjeżdżają w ten sposób drogi i szlaki, niszczą leśne uprawy, straszą zwierzynę . Stanowią również zagrożenie dla spacerujących turystów. Hałasujące maszyny pędzące przez lasy i polany pojawiają się nawet w rezerwatach.

54787a39785ae_o,size,933x0,q,70,h,d35b6e
źródło Gorczański Park Narodowy

Wyjątkowe bestialstwo cechuje wandali szukających rozrywki na popularnej wśród turystów śląskiej Czantorii . Przejeżdżają nieużytkowanym duktem leśnym na trasie od Ustronia do Istebnej, rozjeżdżając samo serce rezerwatu i zanieczyszczając spalinami wody potoku. Jak wynika  z obserwacji leśników, survivalowe eskapady po terenie rezerwatu mają miejsce zarówno w ciągu dnia jak i w nocy, nie dając przyrodzie ani chwili wytchnienia. Każdego roku wjeżdża na Czantorię około pół miliona osób wypoczywających na jej szczycie lub udających się dalej na piesze wędrówki.  Bez wątpienia tak liczne odwiedziny mają wpływ na przyrodę rezerwatu. Jednak bez żadnej przesady można twierdzić, że skala tego wpływu – wpływu półmilionowej rzeszy turystów pieszych –  w porównaniu do szkód wyrządzonych w trakcie jednej kretyńskiej wycieczki złożonej z kilku lub kilkunastu pojazdów mechanicznych, jest minimalna. Dziko żyjące  zwierzęta  w rezerwacie nie mają problemu z przystosowaniem się do obecności dużej liczby ludzi. Trzymając się w bezpiecznej odległości od wyznaczonych do spacerów ścieżek, mogą żyć spokojnie. Niestety, zmienia się to diametralnie, kiedy nad miejscami ich schronienia, czy to w dzień czy w nocy, z rykiem silników przejeżdżają quady czy motocykle.

Marta Błażejowska
fot. Marta Błażejowska

Niemniej dramatycznie wygląda sytuacja w innych miejscach w województwie. W ciągu niespełna dwóch miesięcy roku ubiegłego – do Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Katowicach dwukrotnie przekazane zostały informacje o dewastacji rezerwatu Oszast (Oszust )  w Beskidzie Żywieckim, jednego z najcenniejszych przyrodniczo i zarazem najpiękniejszych rezerwatów w Śląskiem. Położony wysoko w górach, na szlaku granicznym ze Słowacją, najeżdżany jest od strony granicy państwa. Trudni do zidentyfikowania kierowcy, korzystając z położenia rezerwatu, dewastują ten jeden z nielicznych już w naszym regionie lasów naturalnych, stanowiący siedlisko rzadkich roślin i będący ostoją dla dzikich zwierząt. To jest gwałt na lesie. Począwszy od ściółki masakrowanej potężnymi kołami, przez wjazdy na skarpy powodujące erozję zboczy, na hałasie skończywszy.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Dolina Leśnicy – jesień 2016

W ubiegłym roku doszło do innej niebywałej dewastacji w beskidzkim rezerwacie.  Szczyt i stoki Hali Lipowskiej to jedno z najpiękniejszych miejsc w Beskidzie Żywieckim. Porośnięte  torfowiskami wysokimi, poprzecinanymi malowniczymi oczkami wodnymi i otoczonymi fragmentami boru świerkowego, są ostoją rzadkich gatunków roślin zwierząt. Schronienia szukają tutaj wilki i rysie, jest to także jedno z nielicznych miejsc w Polsce zamieszkiwanych przez głuszce. Spośród porastających zbocza Lipowskiej roślin, szczególnie cenne z przyrodniczego punktu widzenia są między innymi: żurawina błotna, borówka bagienna, ciemiężyca zielona czy liczydło górskie. Dlatego też kompleks ten, w roku 2008, zyskał status rezerwatu przyrody. Powodem jego utworzenia były właśnie torfowiska wysokie z systemem oczek wodnych, unikatowych w tej części Polski. Zwane także mszarami, w przeciwieństwie do torfowisk niskich zasilane tylko przez deszcze, uznawane są za osobliwość przyrodniczą Beskidu Żywieckiego. Nie tak dawno media obiegły informacje o zniszczeniu cennego rezerwatu Lipowska w Beskidzie Żywieckim. Wiosną i latem motocykle i quady płoszą odpoczywające w ostojach samice rysi i ich bezbronne kocięta, niedźwiedzice z młodymi oraz szczenięta wilków. Jesienią natomiast przeganiają niedźwiedzie, intensywnie żerujące przed zbliżającym się okresem zimowego snu

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Wielka i Mała Cisowa – Beskid Śląski

Na przełomie lata i jesieni roku 2016  ten uroczy zakątek został praktycznie zmieciony z powierzchni ziemi. Jak wynika z zachowanych śladów sprawcami tego byli kierowcy quadów oraz motocykli, którzy dla własnego widzimisię i chwilowej przyjemności doprowadzili do, być może nieodwracalnych, zniszczeń.  Rezerwat, położony w znacznej odległości od posterunków służb leśnych oraz policji rozjechany został przez nieliczących się z niczym wandali, którzy przemieszczając się wzdłuż grzbietu szczytu Lipowska, potężnymi maszynami zmasakrowali oczka wodne, niszcząc rośliny porastające torfowiska, a rykiem silników płoszyli przebywające tam zwierzęta.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Rezerwat „Lipowska” w Beskidzie Żywieckim …dzikie „mszary”  przed…

Rezerwat „Lipowska” bez pomocy człowieka myślącego , nie odrodzi się  . Starając się choć częściowo naprawić i zapobiec szkodom wynikającym z takich zachowań, Regionalny Konserwator Przyrody oraz Nadleśnictwa w Ustroniu i Ujsołach zdecydowali, że konieczne jest podjęcie działań chroniących cenne beskidzkie tereny przed dalszą dewastacją. Ze względu na ich lokalizację  uznano, że najskuteczniejszym sposobem będzie stworzenie systemu naturalnych zapór. Powstaną one z wyciętych i przewróconych na tę potrzebę drzew, w miejscach uzgodnionych podczas wspólnej wizyty terenowej. Aby zarządcy terenu mogli wykonać te zabiegi, wydane zostaną stosowne dokumenty na odstępstwa od zakazów obowiązujących w rezerwatach.

2cz2gc6
… i te same „mszary” po „wizycie” przedstawicieli gatunku Homo Sapiens

Zasady ochrony przyrody w rezerwatach zakładają wspieranie naturalnych procesów przyrodniczych i ograniczaniu do minimum ingerencji człowieka. Zakaz poruszania się trasami innymi niż wyznaczone, zakaz wjazdu pojazdów mechanicznych, a także inne tam obowiązujące, nie są urzędniczym wymysłem mającym na celu utrudnianie kontaktu z naturą, ale często jedyną metodą na zachowanie miejsc najwartościowszych przyrodniczo. Niestety, jak się okazuje są osoby, które za nic mają obowiązujące przepisy i zdrowy rozsądek i bez żadnych skrupułów rozjeżdżają leśne ścieżki, nierzadko ryzykując także cudze i własne bezpieczeństwo.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Zawilce w Beskidach – wiosna 2017

Zgodnie z art. 161 Kodeksu Wykroczeń „kto, nie będąc do tego uprawniony albo bez zgody właściciela lub posiadacza lasu, wjeżdża pojazdem silnikowym, zaprzęgowym lub motorowerem do nie należącego do niego lasu w miejscu, w którym jest to niedozwolone albo pozostawia taki pojazd w lesie w miejscu do tego nie przeznaczonym, podlega karze grzywny.”

54e334f60fbad_o
Są i dobre strony quadów… może coś się zmieni na lepsze ?

„Gorce czy Beskid Żywiecki – to już plaga; w zimie dochodzą do tego skutery śnieżne; policja przyjmuje zgłoszenia i jednocześnie z rozbrajającą szczerością oznajmia, że nie ma sprzętu, żeby ścigać takie wykroczenia na szlakach; jedyne, co może zrobić, to wysłać patrol pod szlak i liczyć na to, że winowajcy w tym miejscu się pojawią; straży leśnej na szlakach praktycznie nie uświadczysz, mandaty śmiesznie niskie; niska świadomość społeczna, egoizm, brak szacunku do przyrody… W artykule, który mi podesłałeś, piszą o systemie naturalnych zapór na Hali Lipowskiej i że okazały się częściowo skuteczne. Prawda jest taka, że po Hali Lipowskiej w najlepsze hulają quady i motocykle, a zimą skutery śnieżne, a ich kierowcy, zadowoleni z siebie, popijają piwko w tamtejszym schronisku… Smutne to wszystko. I taka wściekłość człowieka bierze….” Tak napisała do mnie M.M. – poruszona „surówką” felietonu o problemie quadów w górach  

Ciąg dalszy niebawem nastąpi ….

GOT mit uns :)

Tak GOT , nie „Gott” – nie ma tu błędu , który być może germaniści chcieli by wytknąć.  Chcę Wam przybliżyć Górską Odznakę Turystyczną – Polskiego Towarzystwa Turystyczno-Krajoznawczego , a wcześniej Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego ( PTT ) . Chyba każdy, kto wędruje po górach, zauważył , że niektórzy turyści mają zwyczaj odciskania pieczątek ze schronisk w specjalnej książeczce. Większość też zdążyła już usłyszeć coś o „zbieraniu punktów na odznakę”. O co w tym wszystkim chodzi ? GOT nie jest zwykłą odznaką sprawnościową, czy krajoznawczą, jakich wiele funkcjonuje czy to w samym PTTK, czy w innych organizacjach. Ta jej osobliwa szczególność wynika z wielu przyczyn, z których na pierwszym miejscu chcę wymienić wyjątkowość środowiska górskiego, tak odmiennego od tego, z czym spotykamy się na nizinach. Góry są całe jakąś baśnią świata – powiada poeta i bez wątpienia ma rację. Góry są baśniowe naturalnym pięknem ich przyrody ożywionej i nieożywionej, oraz pięknem kultury regionalnej, jaka się u ich stóp, a także w nich samych, rozwinęła. Ale jak każda baśń, także i one kryją w sobie nadto elementy grozy, z tym że jest ona wcale nie baśniowa, a całkiem realna, o czym dowodnie poświadczają kroniki TOPR i GOPR. Góry bowiem, nawet te najniższe, jak nasze przepiękne Beskidy , pogardliwie nieraz określane jako „kapuściane”, potrafią być niebywale groźne dla kogoś, kto ich nie zna, kto nie wie, jak się po nich poruszać, lub nie umie podjąć decyzji, czy można w nie wyjść, czy też raczej zatrzymać się na dłużej w schronisku. Jednym słowem, chcąc właściwie chodzić po górach, trzeba się tego po prostu nauczyć.

P6180756 Stitch
Nasza ulubiona Dolina Leśnicy widziana z kamieniołomu Głębiec w czerwcu 2016

Temu celowi służy właśnie Górska Odznaka Turystyczna PTTK. Ma ona być i – jak pokazuje długoletnie doświadczenie – faktycznie jest instrumentem właściwie pojmowanej nauki gór, rozumianej zarówno w sensie krajoznawstwa, jak i praktyki górskiego wędrownictwa. Jej regulamin został tak skonstruowany, że stopniowo wprowadza zdobywcę odznaki w arkana sztuki wędrowania po górach, stopniowo poszerza jego znajomość górskiego świata o coraz to nowe, i różnego typu, grupy gór, ucząc go przy tym niezbędnego doświadczenia górskiego. Każdy kolejny stopień odznaki świadczy o osiągnięciu wyższego poziomu poznania gór i umiejętności bezpiecznego po nich  wędrowania.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Widok z góry Czupel na pasmo Baraniej Góry i słowacką Małą Fatrę , 28 stycznia 2017

Odznaka ma bardzo długą, przeszło osiemdziesięcioletnią tradycję i jest jedną z najstarszych polskich odznak turystycznych (chronologicznie drugą po Górskiej Odznace Narciarskiej, przejętej po wojnie przez PTTK od Polskiego Związku Narciarskiego). Idea odznaki pojmowanej jako wyróżnik poziomu umiejętności turystycznych oraz znawstwa gór przez jej posiadacza, a równocześnie jako swoista materialna nagroda za trud górskiej wędrówki, torowała sobie drogę w Polskim Towarzystwie Tatrzańskim bardzo powoli. Wynikało to z ideologii Towarzystwa, u której podstaw leżała zasada bezinteresowności w uprawianiu turystyki górskiej. Głównym motywem podejmowania trudu górskich wędrówek były względy natury estetycznej, emocjonalnej i poznawczej. O żadnych innych, bardziej wymiernych, czy tym bardziej materialnych kategoriach nie było mowy. Tak ukształtowany etos turysty górskiego, oficjalnie głoszony przez PTT, obowiązywał przez długi czas – aż po lata międzywojenne.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
„Dolinka Wodospadów” Brenna 26 listopada 2016

Dnia 23 czerwca 1935 r. Walny Zjazd Delegatów PTT obradujący w Stanisławowie pod Lwowem , formalnie powołał do życia Górską Odznakę PTT. Szybko też wydano drukiem pierwszy Regulamin Górskiej Odznaki Turystycznej PTT wraz ze spisem punktowanych wycieczek oraz spisem przewodników do GOT, by akcja odznaki rozpoczęła się jeszcze w bieżącym sezonie turystycznym. Jesienią tegoż roku spośród kilku propozycji na projekt odznaki wybrano projekt nadesłany przez Stefana Osieckiego, wybitnego ówczesnego taternika i andynistę, z zawodu architekta.

266
Duża Złota GOT PTT – Laur dla wytrwałych – odznaka mojego Taty zdobyta w latach 50′ XX wieku
10-IMG
Potwierdzenie przejścia Głównego Szlaku Beskidzkiego przez 23 letniego wówczas Włodka Józefowicza 1951

Główny Szlak Beskidzki imienia Kazimierza Sosnowskiego, liczący obecnie około 496 kilometrów, znakowany kolorem czerwonym, biegnie od Ustronia w Beskidzie Śląskim do Wołosatego w Bieszczadach. Jest to najdłuższy szlak w polskich górach, przebiega przez Beskid Śląski, Beskid Żywiecki, Gorce, Beskid Sądecki, Beskid Niski oraz Bieszczady. Główny Szlak Beskidzki został wytyczony w okresie międzywojennym. Przebieg części zachodniej (Ustroń-Krynica) został zaprojektowany przez Kazimierza Sosnowskiego i ukończono go w 1929 roku. Wschodnia część, według projektu Mieczysława Orłowicza została zakończona w 1935r i prowadziła aż do Czarnohory – wtedy na Kresach , obecnie w granicach Ukrainy.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Równica , pierwszy szczyt na Głównym Szlaku – widziana z góry Chełm 06 lutego 2016

Zdobywanie GOT jest jedną z form uprawiania turystyki kwalifikowanej, w której chodzenie po górach traktuje się jako formę wyczynu sportowego, który powinien zostać należycie udokumentowany. Odznaka ma także popularyzować zainteresowanie obszarami górskimi oraz turystyką w tych regionach. Wśród odznak jest pięć kategorii :  „W góry” – ta przeznaczona jest dla najmłodszych , popularna, mała, duża i „Za wytrwałość”. Odznaka popularna jest jednostopniowa. Odznaki „w góry ” małe i duże mają po trzy stopnie: brązowy, srebrny i złoty. Odznaka „Za wytrwałość” ma dwa stopnie: mały i duży

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Nagrodą „za wytrwałość ” może być też pyszna kawa – na stole z pnia – Żarnowiec w maju 2016

Podstawą do przyznania odznaki popularnej oraz małej brązowej, małej srebrnej i małej złotej jest uzbieranie w tejże książeczce określonej liczby punktów (odpowiednio: 60, 120, 360 i 720). Podczas każdej górskiej wycieczki przyznaje się 1 punkt za każdy przebyty kilometr oraz 1 punkt za każde 100 metrów podejścia. Dla przykładu , najprościej z mojego podwórka :  wchodząc z Ustronia-Polany (ok. 450 m n.p.m.) na Czantorię (995 m n.p.m.) czerwonym szlakiem trzeba pokonać dystans 4 kilometrów oraz różnicę poziomów wynoszącą 545 metrów. Za taką trasę zyskuje się więc 4 punkty za odległość oraz 5 punktów za podejście. Jednakże przy powrocie tą samą trasą przyznaje się już tylko 4 punkty za odległość, gdyż schodząc w dół nie otrzymuje się punktów za podejścia. Przejście danej trasy powinno także zostać potwierdzone. Jeśli podczas wycieczki jest obecny przodownik turystyki górskiej (co dotyczy zazwyczaj grup zorganizowanych), może on ją potwierdzić swoim podpisem. W przypadku wycieczki indywidualnej potwierdzeniem powinny być pieczątki zebrane na trasie wędrówki. Dobrze jest zebrać kilka pieczątek dziennie, najlepiej w każdej miejscowości przez którą się przechodzi (pieczątka ze sklepu lub urzędu) oraz każdego mijanego schroniska lub kasy parku narodowego czy też kolei linowej. Potwierdzenie to również wklejony do książeczki wydruk fotografii z datą.

EPM2.678
Wędrujemy po górach przede wszystkim dla takich widoków

Dla nas , najważniejsze i osobliwe w górach jest to, że nigdy się nie nudzą. Są jakby nieskończone, nie jesteś w stanie zwiedzić wszystkich, nie jesteś w stanie zgłębić wszystkich ich tajemnic. Jasne jest , że mamy swoje ulubione sznupokowe ścieżki i zakamarki, na których znamy bez żadnej przesady, każdy kamień i każdą roślinkę. Ale góry wyzwalają też ukryte ambicje dojścia wyżej, dalej, czy nową ścieżką. Takie współczesne „citius, fortius, altius”, pokonywanie barier, własnych słabości, dla ogromnej satysfakcji, nie dla sławy, czy dla pieniędzy. Po prostu dla siebie – jesteśmy samolubami? Może nie tak drastycznie, ale hedonizmem trąci na 100%.  Do dzisiaj odznaka GOT , jest swoistym wawrzynem za zaangażowanie i trud włożony w górskie wędrówki. Wielka to przyjemność i honor ją zdobywać, tym bardziej, że u jej źródeł leży etyka, doświadczenie, chęć poznania i szacunek dla natury.

31-1
Kruca bomba, ciągle pod górę 🙂 Słowacki Raj , z Fokusem w plecaku. I nasz skromny dorobek mała brązowa i mała srebrna

I na zakończenie , góry są  fascynujące ,  są jakże odmienne od świata nizin. Mają swoją filozofię , w której trudny nie znaczy wprost – wysoki ; gdzie zdobycie szczytu , nie oznacza celu wędrówki , gdzie wschody i zachody słońca nie mają sobie równych , nigdzie woda nie smakuje tak jak ta wypita ze złożonych rąk , prosto ze źródła , Więc ?? Posłuchajcie „dobrej rady”  : RZUĆCIE WSZYSTKO I CHODŹCIE W GÓRY

 

Niby nic wielkiego ?

Każdy chyba słyszał o Greenpeace , o WWF , o Lidze Ochrony Przyrody , o Klubie Gaja , o wielu innych , mniejszych i większych przedsięwzięciach i organizacjach działających na rzecz ekologii i ochrony środowiska . Zrzeszają tysiące ludzi , mają siłę przebicia , pieniądze , struktury , lobbystów , nierzadko też wpływy. Jasne jest , że  jak się ma takie zaplecze można zrobić wiele dobra . „Duży może więcej ” – stara zasada .

A mały ?  Kim , z drugiej strony jest pojedynczy  Eko przyzwoity  człowiek w mikroskali, w swoim mikro/eko/systemie ? Wiele razy słyszałem : „sam swiata nie zmienisz” , wiele razy słyszałem pytania i wątpliwości : czy ma sens działanie w pojedynkę ? Co z tego , że nie nie wyrzucę papierka , skoro jutro przyjedzie jakiś głąb z furmanką śmieci i wyrzuci je do lasu ? Czy nasze działania w mikroskali to tylko trud Syzyfa ?  Nasza wrażliwa planeta potrzebuje każdego gestu i każdego głosu – bądźmy nim , nawet w pojedynkę  możemy zmieniać świat na lepsze .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Jezioro Goczałkowickie – tu Wisła wpływa do zbiornika w tle na lewo Beskid Mały na prawo Beskid Śląski  

Piękna widokowa droga ze Strumienia ,  do Pszczyny prowadzi wzdłuż Zbiornika Goczałkowickiego , przez Wisłę Małą , Wisłę Wielką , Łąkę . To ziemia obiecana dla wędkarzy . W ładne dni  przybywają tutaj tłumy . Przyjeżdżają  dla czystej , „rybnej” rzeki , dla widoków , dla kontaktu z przyrodą

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Jedna z odnóg „delty” Wisły przed ujściem do jeziora . Wisła Mała 10 maja 2017 . „Kanada” dla wędkarzy

Tutaj też mówiąc słowami mistrza Młynarskiego , „robi swoje” ktoś wyjątkowy.  Bratnia dusza , której nieobojętna jest czysta rzeka , czyste brzegi , niezaśmiecone parkingi , piękno jeziora i okolicy. Wiele razy jadąc do Pszczyny „kątem oka ” oglądałem stojące na brzegach kolorowe tabliczki . Są proste – kawałek sklejki na „nóżce” , każda z nich jest inna , każda niesie mniej lub bardziej rymowane przesłanie , każda wywołuje uśmiech na twarzy i wszystkie razem tworzą swoisty ekologiczny elementarz . Pisany jakby dziecięcą ręką

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Okaż kulturę , chroń naturę
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Chrońmy naszą planetę
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Chrońmy jezioro

Każda z tych tabliczek, znaczy więcej niż tysiące słów , widać to po łowiskach , na brzegach kanałów, na brzegach jeziora , przy parkingach . Jest schludnie , czysto , normalnie i przyjemnie. Chyba po prostu trochę wstyd „wywalić” beznamiętnie flaszkę po piwie w krzaki mając przed oczami takie „niewinne” drogowskazy wskazujące drogę do normalności .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Czyste środowisko – najlepsze uzdrowisko

Szapo ba – nieznajomy , Twój pomysł jest genialny w swojej prostocie , i wyjątkowo sympatyczny , a co najważniejsze skuteczny .

Każdy z nas tak może , trzeba tylko chcieć . Niby nic wielkiego , zróbmy to : wspólnie albo w pojedynkę . Jedno sprzątanie lasu , jeden wystawiony worek na śmieci na parkingu , jedna zwrócona uwaga , dziesięć kilometrów na godzinę wolniej

Niby nic wielkiego ? Niech każdy z nas zrobi taki jeden mały krok . Jeden mały krok dla człowieka, a wielki krok dla ludzkości . Może w końcu i na naszej zielonej planecie w naszym mikro / eko / światku będziemy mogli powiedzieć „Orzeł wylądował”.  ( komunikat z Apollo 11 Neila Armstronga przyp. autora ) 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Gdy mi smutno, gdy mi źle , na jezioro patrzeć chcę
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Śmieci do hasioka , a nie do krzoka

Nie trzeba być milionerem – filantropem ,żeby być przyzwoitym , nie trzeba dotacji unijnych , ani skomplikowanych działań. Wystarczy chcieć , satysfakcja gratis. Pozdrowienia Tazok 

Korona Beskidu Śląskiego – Błatnia

Bez tego szczytu , moja „Korona Beskidu Śląskiego” byłaby  naznaczona fuszerką i zdecydowanie niekompletna. Błatnią – kiedyś zwaną Błotny , znam „od zawsze” i zawsze z dziką przyjemnością wybieram ją jako cel górskiej wycieczki. Zwłaszcza kiedy wymarzysz sobie idealne warunki na górską wycieczkę a one spełnią się z nawiązką , jak dzisiaj , w pierwszy dzień maja . Piękna góra , piękna pogoda, genialne widoki i  fantastyczne towarzystwo Marka , którego wśród wielu znajomych , śmiało wyróżniam mianem przyjaciela  , to recepta na idealną „majówkę” w Beskidach.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Widok z Błatniej 917mnpm na Bielsko Białą i zaporę w Wapienicy

Błatnia mimo skromnego wzrostu ( 917m ) jest wyjątkowo ciekawą górą . Dostępną niemal z każdej strony świata , od strony Brennej , Górek i Szczyrku poznałem ją wielokrotnie  , dzisiaj podeszliśmy ją skrycie od strony Bielska Białej i zapory w Wapienicy . Nieprzypadkowo zapora i sztuczne jezioro Wielka Łąka stanowią cel pielgrzymek turystów i spacerowiczów . Otoczenie szczytów Szyndzielni , Błatniej i Wysokiego , krystaliczna woda i potężna zapora robią oszałamiające wrażenie nie tylko na przyjezdnych. Projekt budowy zapory w Wapienicy istniał od 1911 r., a wysunięto go w trakcie prób rozwiązania problemu zaopatrzenia w wodę szybko rozwijającego się Bielska Białej . Oddano ją do użytku na początku 30-tych lat ubiegłego wieku  i wówczas Zapora Wapienicka była jednym z najnowocześniejszych tego typu obiektów w Europie.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Zapora ma ponad 300 metrów , woda I klasę czystości , a widoki nie mają sobie równych 1 maja 2017

Od zapory i jeziora , droga na Błatnią przypomina nam delikatnie , że nie jesteśmy na spacerze w parku , podejście na Górę Wysokie da się we znaki mniej wprawnym wędrowcom , bo to dość długi i stromy stok . Mokra koszulka , będzie znakiem ,że „golgota” pod Wysokim ma się ku końcowi . Za to widok barwiących się na kolor pistacjowy modrzewi , buków  i jesionów sprawia ,że zapominam sapać jak lokomotywa , kosztem podziwiania wiosennego piękna drzew.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Droga prowadzi cały czas wzdłuż Rezerwatu Jaworzyna – 40 ha cudownego lasu dolnego regla 

Od Wysokiego , wszystko już idzie z górki , wygodnym i łatwym szlakiem , bez ekstremizmów , przez Przykrą i Siodło pod Przykrą , mamy czas na „double selfie” , podziwiając widoki na Szyndzielnię i Jaworze , mijamy całkiem sporo ostatnich chyba tego roku łatek śniegu, po ok godzinie docieramy do schroniska na Błatniej. 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Szczyt Przykra , wiosna w odwrocie 1 maja 2017
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Schronisko Błatnia – Uwaga Lawiny Dachowe – czyli ostatnia okazja na ulepienie bałwana 1.maja 2017

Przypuszcza się, że pierwotna nazwa góry lub konkretnego odcinka grzbietu, używana przez miejscową ludność, brzmiała „Błotny”. W 1571r. wymieniona została w niemieckich dokumentach jako „Berg Blatin”, później nazwa pojawiła się w pismach czeskich jako „Blatny” lub „Blatna”. Na austriackich mapach z początku wieku szczyt oznaczony został jako „Blatny”. Po I wojnie światowej na dobre ustaliła się na długo nazwa „Błatnia”, gwarowo „Błatnio”.Tutejsi Górale od najdawniejszych lat trudnili się gospodarką rolną w dolinach i szałaśnictwem pasterskim na stokach i grzbietach górskich. Oprócz tego zajmowali się również wypalaniem węgla drzewnego w lasach bukowych, a od XVII wieku – także hutnictwem (czynna tu była huta szkła). Wierzchołek, grzbiety w jego rejonie oraz południowe stoki opadające ku dolinie Chrobaczego Potoku w Brennej pokrywa ciąg polan, które do II wojny światowej były centrum gospodarki pasterskiej.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Schronisko pod szczytem Błatniej 1 maja 2017

Powstanie Schroniska na Błatniej datuje się na rok 1926, gdy niemieckie Towarzystwo Przyjaciół Przyrody „Naturfreunde” z Aleksandrowic wybudowało w tym miejscu drewniane schronisko, które w szybkim czasie zyskało sporą popularność i stało się najczęściej odwiedzanym schroniskiem w okolicy. Tereny te wzbudziły zainteresowanie Polaków, gdyż przebiegały tędy szlaki na Klimczok i Szyndzielnię. W 1930 roku Bielskie Koło Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego chcąc wybudować konkurencyjne schronisko, zakupiło parcelę w pobliżu szczytu. Ze względu na kłopoty finansowe przedsięwzięcia nigdy nie zrealizowano.W czasie II wojny światowej schronisko zostało zajęte przez wojska niemieckie. Pod koniec  działań wojennych,  zimą 1944/45, niemieccy żołnierze zdewastowali budynek, by wykorzystać materiał z jego rozbiórki do budowy pobliskich umocnień polowych. Po II wojnie światowej zniszczone schronisko przejęło PTT, które zajęło się jego odbudową (w tym celu wykorzystano m.in. materiały z budynku gospodarczego). Ponowne otwarcie obiektu nastąpiło już w sierpniu 1945.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Ze szczytu – widok na południe na Kotarz , pasmo Baraniej Góry i Stożek , w głębi już Słowacja

Z Błatniej rozciągają się przepiękne widoki we wszystkich kierunkach , można stąd dojrzeć zarówno moravske Beskydy po czeskiej stronie , jak i Małą Fatrę – „Słowackie Alpy” , na północ , przy widoczności jak dzisiaj widać było aglomerację katowicką a na południe – masyw Skrzycznego – „jak na dłoni” 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Skrzyczne – widok ze szczytu Błatniej

I tak , pokrótce , zbliżamy się do końca odkrywania uroków tego szczytu. Na deser zostawiłem absolutnie unikalną archeologiczną perełkę 

Pod szczytem Błatniej , od strony Jaworza znajduje się wyjątkowe miejsce , zwane do niedawna „uroczyskiem ewangelików ” a obecnie Kościołem Leśnym na polanie Wysokiego . Tutaj w leśnym amfiteatrze w czasach kontrreformacji gromadzili się miejscowi luteranie na tajnych nabożeństwach. W połowie XVII Habsburgowie odebrali ewangelikom Śląska Cieszyńskiego wszystkie kościoły, zakazano im odprawiania nabożeństw, dlatego luteranie ukryli się w beskidzkich lasach. Modlili się z dala od szlaków, na górskich odludziach. Wieści o przybywających potajemnie ze Słowacji, Dolnego Śląska czy Królestwa Polskiego wędrownych kaznodziejach , rozchodziły się szeptem od domu do domu. Dzięki ustnym przekazom mieszkańców przetrwała pamięć o 9 leśnych kościołach w Beskidzie Śląskim: sześć znajduje się po stronie polskiej, trzy po czeskiej. Jednym z nich jest kościół leśny w Jaworzu. Został odnaleziony dopiero z końcem ubiegłego wieku . Ma blisko 400 lat.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Kościół Leśny to 13 kamiennych stopni na stromym zboczu , zarośniętych  przez niemal 400lat

Jego istnienie potwierdziły badania archeologiczne . Kościół „na polanie Wysokiego „ jest na stromym zboczu. W październiku 2001 r. polanie na stoku Wysokiego przywrócono funkcję obiektu kultowego. Zbudowany został na planie przypominającym starożytny „płaski „ amfiteatr , na moje ”oko” ma wymiary 50 na 50 metrów .  Centralnym miejscem był kamienny ołtarz lub ogromny kamień, pełniący rolę ambony  którego niestety do dzisiaj nie udało się odnaleźć. Na stromym zboczu wykutych zostało 13  stopni szerokości około metra  , które starannie wyłożono płaskimi kamieniami . W sumie kościół mógł pomieścić 500 wiernych , Miejsce zostało oznaczone a  ta niezwykła świątynia wpisana została do ewidencji zabytków gminy Jaworze. Od 2008 roku  lat luterańska parafia odprawia tam nabożeństwa każdego 15 sierpnia.

I tak minęło , ani się obejrzeliśmy 5 godzin w wymarzoną majową aurę , jak zawsze żal było wracać . Dobrze ,że mam Błatnią tak blisko , bo już zatęskniłem za następną wycieczką . 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Dojście oznaczone jest skromnymi tablicami 1 maja 2017