Woda to życie . Do źródeł – potok Gościradowiec

..czyli relaksacyjny ???  spacer dla kuracjuszy

W Ustroniu nie brakuje pięknych widoków i , rzecz jasna , sądząc po nazwie miasta ustronnych zakątków . Ale żeby aż tak – niemal w centrum miasta ???

Jest rok 1883 . Johann Kubisch – arcyksiążęcy zarządca ustrońskiej huty , podczas rekreacyjnego spaceru doliną potoku Gościradowiec natknął się na wypływającą z zawalonej sztolni strużkę . W starej sztolni wydobywano przez dwa wieki dla miejscowej huty żelaza – rudę tego metalu – syderyt . Woda płynąca do potoku zostawiała za sobą rdzawy osad . Kilka lat później , staraniem Towarzystwa Upiększania Ustronia ( Verschönerungsverein in Ustron ) źródełko zostało ocembrowane kamienną obudową , na której umieszczono żeliwną tablicą z napisem Eisenquelle – Źródło Żelaziste. Z miejsca stało się ono celem spacerów kuracjuszy , coraz częściej i chętniej odwiedzających spokojny dotąd kurort usadowiony w Bramie Beskidów.

Dolina Gosciradowca 790291 Fotopolska-Eu
Droga wzdłuż doliny do Źródła Żelazistego początek XX wieku źródło fotopolska.eu

Piękną ścieżką wytyczoną wzdłuż potoku , z przerzuconymi przez nurt uroczymi mostkami przechadzali się do źródełka Eisenquelle kuracjusze i mieszkańcy . Celem spacerów było  skosztowanie wody ze źródła żelazistego ,  lub też ( co równie ważne ) doskonałego ustrońskiego piwa podawanego w pawilonie powstałym pod koniec XIX wieku. Tuż przed drugą wojną , w miejscu pawilonu , w 1938 powstał pensjonat z restauracją o tej samej nazwie co źródło .

Pawilon restauracyjny przy zrodle Zelazistym Fotopolska-Eu
Pawilon przy źródle żelazistym – początek XX wieku źródło fotopolska.eu

Od spaceru CK zarządcy minęło z górą 130 lat  . Czy  w XXI wieku pozostało coś z szarmu i uroku starego śląskiego kurortu  ?  Czy zachwyca równie namiętnie potomnych – sami się przekonajcie – zapraszam na wiosenny spacer „Do źródeł” , a właściwie dwa nasze spacery złożone w jeden . Pierwszy z ubiegłego tygodnia , drugi , dłuższy z dzisiaj 21 kwietnia.  Ruszajmy więc . Zaczynamy .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Widok z mostu na Zawodzie i ujście potoku – mały drewniany mostek po lewej w kwietniu 2018

Tuż za mostem na Wiśle , łączącym centrum miasta z dzielnicą uzdrowiskową , wprawne oko dojrzy po lewej stronie zdjęcia niewielki mostek i pod nim strumyk wpadający do Królowej Polskich rzek . To nasz bohater – potok Gościradowiec . Rzędna ujścia strumienia to jedynie 355mnpm , jego dolina jest wielce kuszącym zakątkiem , zwłaszcza wiosną . Jest głęboka , i cienista . Wzdłuż potoku prowadzi leśna dróżka , oznaczona i nazwana ” szlakiem źródlanym” . Na przekór jednak wybieram drogę na azymut – wartkim nurtem strumienia , pod kilkunastoma sympatycznymi mostkami . Pech chciał ,że akurat teraz prowadzone są prace porządkowe w dolinie , w tym „kosmetyczna” nieskoordynowana i chaotyczna ( jak na mój gust ) wycinka , skutkiem czego pozostawione gałęzie i ścięte drzewa w poprzek potoku nie ułatwiają spaceru .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Strome brzegi zbudowane są z szarych łupków ilastych , miejscami rudych od zawartego w nich żelaza , jak żywo przypominają mi  dobskie i połczańskie warstwy fliszu . Wśród tych płaskich – często – jak tekturka łupków potok wyżłobił sobie najkrótszą drogę do ujścia . Za to jaką drogę !!! Prawie niewidoczne z góry niewielkie wodospady i naturalne kaskady widziane z „poziomu wody” zapierają dech w piersiach . By je zobaczyć z bliska , „wystarczy tylko” zejść niemal pionowym brzegiem trzymając się korzeni i gałęzi i stojąc powyżej kostek w wodzie ( uff , membrana w moich butach jeszcze daje radę 🙂  ) obserwować te cuda natury.  Tak to Śląskie Beskidy i miasto Ustroń , a nie alpejskie parki narodowe.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
To nie jest Chorwacja i Nacionalni Park Plitvicka Jezera , to Ustroń na Śląsku w kwietniu 2018r.

Wodospady przez tysiące lat wyżłobiły w stosunkowo miękkim podłożu charakterystyczne kotły eworsyjne . Głębiny dochodzące do blisko metra , tuż za naturalnymi progami ze szmaragdową , momentami niemal czarną wodą to właśnie skutek eworsji . Czyli rodzaju erozji podłoża , żłobienia przez wodę i materiał skalny niesiony przez strumień – głębokich mis , których zakamarki upodobali sobie wodni drapieżcy – cętkowane pstrągi potokowe  – zaświadczając tym samym o wyjątkowej czystości wody w strumieniu . 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Jeden z naturalnych wodospadów , i jego „kociołek” eworsyjny , kwiecień 2018r.

Który to już mostek ? Piąty ? Siódmy ? Straciłem rachubę przechodząc pod nimi , bacznie obserwowany z poziomu ścieżki przez ciekawskich kuracjuszy . Dzieli mnie od spacerowiczów raptem parę metrów , idziemy tą samą dolinką , a jednak każde z nas wyniesie ze źródlanego szlaku inne , odmienne wrażenia. Bardzo charakterystycznymi elementami potoku są kamienno – betonowe kaskady , progi i zapory przeciwrumoszowe ułożone z kamiennych bloków . Miejscami pojedyncze, miejscami potrójne . Największa ma szerokość 12metrów , zbudowane zostały jeszcze w XIX wieku . Środki na ich budowę przekazał Rząd Krajowy Śląska Austriackiego . Dla upamiętnienia pobytu w Ustroniu w 1890r ówczesnego prezydenta / premiera? / K. Jaegera , najniżej położoną zaporę i kaskadę nazwano jego imieniem Jäger – Sperre , czego niemym świadkiem jest ledwie widoczna kamienna tablica na zaporze z napisem Jäger – Sperre i datą 1890 .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
„Zapora”  Jägera , kwiecień 2018r.
Dolina Gosciradowca Fotopolska-Eu
Jägersperre niemal 130 lat temu , źródło fotopolska.eu

Konia z rzędem , połowę królestwa i królewnę za żonę / księcia za męża dla feministek / dla śmiałka , który odważy się rozsądzić wyższość XIX – wiecznego pejzażu nad XXI wiecznym lub na odwrót. Zwłaszcza , że nawet nie dotarliśmy do połowy naszej wycieczki . Przed nami kolejne mostki , bystry strumień , ukwiecone brzegi i jeden z celów – Eisenquelle – Źródło Żelaziste. 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Górska woda zdrowia doda 🙂 . A z pewnością doda jonów żelaza , potasu i wapnia . Eisenquelle 21 kwietnia 2018

Pewnie wody zdrojowe z Polanicy czy Muszyny są wyżej w rankingu tak dobrodziejstwa , jak i zmineralizowania czy popularności. Woda z Eisenqulle w smaku jest wyborna , zresztą jak każda źródlana woda . Wydajemy grube tysiące na butelkowane „wody mineralne” , które nie mają nic , absolutnie nic wspólnego ze smakiem wody ze źródła żelazistego . Niekoniecznie musicie mi wierzyć na słowo , możecie sami ocenić , bo ten felieton to także ( a może zwłaszcza ) zaproszenie na spacer szlakiem źródlanym. Przynajmniej do tego miejsca a nawet odrobinę dalej jest to ścieżka dla każdego .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
To jony żelaza barwią źródło i kamienie za „zardzewiały” rudy kolor

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Największą popularnością źródło cieszyło się pod koniec XIX wieku, a to za sprawą lekarza zdrojowego , który zalecał kuracjuszom picie wody ze źródła żelazistego. Jeszcze w latach trzydziestych ubiegłego wieku historyk pisał : ” woda tego źródła pita na miejscu posiada siłę uzdrawiającą przy chorobach anemicznych ” natomiast w jednym z folderów reklamowych z niewielką przesadą informowano iż : ” radioaktywne źródło lecznicze pomnaża wybitnie możliwości zdrojowe Ustronia ”  . Czy faktycznie woda z Eisenquelle miała i ma właściwości lecznicze ? Z pewnością tak , bo choć zawartość jonów żelaza jest niewielka , mniejsza od norm stosowanych dla wód leczniczych , to samo otoczenie , sam spacer historyczną ścieżką uzdrawia tak ciało jak i duszę.  Rdzawy osad do dzisiaj widoczny jest przy wypływie , tak więc coś na rzeczy z pewnością jest . W końcu Ustroń to Zdrój i basta !

 

Dolina Gościradowca jest oazą cienia , wilgoci i rześkiego powietrza. Dzisiaj w porywach temperatura dochodziła do 29 st , było sucho , tylko lekki wietrzyk dawał niewielką ochłodę . Za to zejście i zanurzenie się w głębi nurtu strumienia i przechadzka po śliskich omszałych kamieniach w wilgotnym klimacie górskiego potoku było jak odmładzające spa . A do tego te boskie widoki  –  Niagara , Wodospady Wiktorii czy Iguazu są gdzieś daleko , na krańcach świata . W dolinie Gościradowca spotkacie równie piękne , choć nie tak majestatyczne naturalne bystrza . Jak dla nas to cud , miód i orzeszki 🙂  

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Jeden z ustrońskich wodospadów 21 kwietnia 2018
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
I drugi , równie piękny 21 kwietnia 2018

Na końcu ulicy Źródlanej , kończy się spacerowa ścieżka , dalej , do krynicy , i początku potoku będzie już typowo górski spacer . Cały niemal czas droga prowadzi nas wzdłuż czerwonego szlaku . Tutaj , w Ustroniu swój początek bierze najdłuższa i najbardziej pożądana marszruta polskich gór . To GSB , Główny Szlak Beskidzki , blisko 500 kilometrowa przygoda z Beskidami . I nie bez przyczyny początek wyznaczono w Ustroniu . Tak pięknego początku nie dałoby się znaleźć gdzie indziej. Już na wstępie do beskidzkiej przygody natura karmi nas oszałamiającymi wiosennymi urokami gór i lasów bukowych , wybarwionych wiosną na miętowo , tak jakby nierealnie . 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Tapeta na pulpit ?
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Moje słońce w słońcu 21 kwietnia 2018
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Kwietniowe kolory beskidzkiej buczyny : srebro pni , miętowe listki i lazurowe niebo

Do źródła Gościradowca spacer daje popalić – nawet największemu twardzielowi , zrosi się czoło od potu wylanego na stromym podejściu . Słynne pytanie ze „Shreka” : ” Daleko jeszcze ?? ” ma tutaj większy sens niż gdziekolwiek indziej , to moje słońce – Marzena – bez zimowej i przedwiosennej „zaprawy” zasapało się niebożę , ale pocieszane przeze mnie dzielnie wspina się , jeszcze 200 , 100 metrów . I w końcu – Jest . Cel naszej wyprawy – polana na zboczu Równicy  . Polana to magiczne miejsce kryje , a właściwie odkrywa przed odwiedzającymi swój kilkusetletni sekret .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Kamień ewangelików pod Równicą 

Tutaj , przed z górą trzema wiekami protestanci ze Śląska Cieszyńskiego w obawie przed prześladowaniami stworzyli  podobny ,  jak opisywany wcześniej na beskidzkiejsalamandrze  w felietonie o Błatniej –  Leśny kościół z czasów kontrreformacji  . Miejsce kultu  dla ewangelików, którzy nie ulegli przemocy, czerpali siłę z książek religijnych,  pieśni i lasów. W leśnych ostępach, jaskiniach, grotach, z dala od śledzących oczu gromadzili się na modlitwach, odprawiali nabożeństwa, przyjmowali Komunię Świętą. Na spotkania zapraszano księży ze Słowacji, którzy przybywali z posługą w przebraniu pasterzy . Kamień na zboczu Równicy (883 n.p.m.) jest najbardziej znanym dzisiaj i najwcześniej odkrytym kościołem leśnym .  Kto pierwszy odnalazł to bezpieczne miejsce? Prawdopodobnie byli to okoliczni mieszkańcy. To oni mogli ułożyć dwa głazy: okrągły (323 cm obwodu o średnicy 105 cm) oraz sąsiadujący o wysokości ok. 190 cm. Wyryte są na nich tablice Mojżeszowe oraz… kielich. Ten kielich to jak gdyby pieczątka husytów, ich znak rozpoznawczy.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Na kamiennej tablicy przy źródełku jest data – 16 lipiec 1904. Być może, łączy się ona z postacią Wilhelma Scharberta (1865 – 1955), który był kupcem i jako miłośnik gór wraz z przyjaciółmi na nowo odkrył to miejsce i ustawił porozrzucane głazy na obecnym miejscu,  przywracając je naszej pamięci. W 1928 roku w myśl rozporządzenia Prezydenta Rzeczypospolitej z dnia 6 marca miejsce to zostało uznane za zabytkowe i pozostawało pod opieką konserwatora zabytków. Na głazie tym w roku 1934 umieszczono na bocznej ścianie napis: Zzuj obuwie twe albowiem miejsce na którem stoisz ziemią święta jest 2 Mojż. 3,5. Miejsce nabożeństw ewangelickich w latach od 1654 do 1709.

Już przed II wojną parafianie ustrońscy w przeddzień pamiątki poświęcenia kościoła ap. Jakuba Starszego (25.07.) spotykali się przy Kamieniu na Równicy. W latach powojennych jeden z głazów został przez nieznanych sprawców zrzucony ze stoku i miejscowi parafianie nie bez trudu ponownie ustawili go na starym miejscu. Tradycja organizowania regularnych zgromadzeń sięga prawdopodobnie początku lat pięćdziesiątych. W pamięci najstarszych utrwalił się dopiero rok 1958, kiedy to sekretarka parafialna w Ustroniu p. Zuzanna Śliwka z Jaszowca, prowadząca szkółkę niedzielną na Równicy,  na zakończenie roku szkolnego zgromadziła przy Kamieniu dzieci i młodzież szkolną wraz z rodzicami. Po rozmowie z mieszkańcami Równicy postanowiono na kolejne spotkanie zaprosić proboszcza ustrońskiej parafii. Ks. Paweł Bocek zaproszenie przyjął. Było to w 1961 roku  i postanowiono wtedy corocznie  odprawiać nabożeństwa w pierwszy czwartek po Święcie Trójcy Świętej (katolickie święto Bożego Ciała). 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Miejsce kultu jest otoczone lasem, a źródełko zawsze obfituje w wodę, której do dzisiaj niektórzy przypisują niezwykłe właściwości. Daje ono początek potokowi Gościradowiec. O smaku wody nie będę już przynudzał , wystarczy że napiszę ,że wszystkie możliwe termosy i butelki natankowaliśmy „pod korek” . I tu właściwie można by zakończyć naszą kwietniową wycieczkę , tym bardziej ,że moja kochana towarzyszka na prawdę nie miała dzisiaj dnia na wspinaczkę . Umówiliśmy się tak : zejdź spokojnie i bezpiecznie w dół do Ustronia , a ja „zerknę tylko” jeszcze czy Równica stoi tam gdzie zawsze . Spotkamy się przy źródełku żelazistym. OK ? OK 🙂 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Widok na Ustroń , Skoczów i Lipowski Groń 21 kwietnia 2018

Mnie tam dwa razy nie trzeba powtarzać . Buziak i fruu , w tempie Denisa Urubki na Równicę . Widoki , widoki , widoki – tylko i może aż ciągną mnie zawsze pod górę . Spotykam tuż pod szczytową polaną ciekawską sarnę , przypatruje mi się z zarośli .  Zbyt daleko by ją uwiecznić na kliszy . Inne cuda lądują za to w pamięci aparatu .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Widok na Ustroń , Cisownicę i Morawskie Beskidy
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Widok z polany pod Równicą na dolinę Wisły i słowacką Małą Fatrę – jeszcze w śniegu

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
I jeszcze raz Lipowski Groń w lazurowo-miętowej szacie 21 kwietnia 2018

Zegarek , która ?!?!  Mam 20 minut do umówionego spotkania przy źródełku . Na skróty , na czuja i azymut zbiegam przez las nie odwiedzany ludzką stopą od jesieni . Piękny , pachnący wiosną beskidzki las , w którym czasem wydarzy się jakaś zwierzęca tragedia . Cóż prawa natury . Wybielały szkielet koziołka wygląda jak wykopalisko Archeopteryxa .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA 

Zdążyłem na umówiony czas i miejsce . Buziak , ciągniemy „zapałki” , kto w karczmie Wrzos napije się wybornego ustrońskiego ciemnego koźlaka . Takiego jak w pawilonie przy Eisenquelle 130 lat temu . Wybornego , zimnego lekko słodkiego i mocnego ustrońskiego piwa . Shit …. znowu trafiła mi się krótsza zapałka . Mineralną „Ustroniankę” i zimnego koźlaka dla Pani poproszę …… Cudny dzień .

 

 

 

Dobra grafini , geofity i 910 cm w pasie czyli….

…wiosenny spacer po Gross Kuntschitz

Sądząc po nazwie miejscowości można by założyć , że wiosnę będziemy witać w Niemczech czy w Austrii  , tymczasem Gross Kuntschitz dzieli od nas nieco ponad dziesięć kilometrów . Często mówi się , że w niektórych zakątkach czas stanął w miejscu. Równie często nadużywa się tego porównania . Zachęceni pięknym ciepłym dniem i ciekawostkami związanymi z tą miejscowością , jak również  hołdując zasadzie „cudze chwalicie ….”  wybraliśmy się na długi spacer po Gross Kuntschitz – Kończycach Wielkich . To Pogórze Śląskie u podnóża ukochanych naszych Beskidów.

Tak po prawdzie to celem naszej wyprawy miały być pomnikowe drzewa zgłoszone do konkursu „Drzewo Roku Klubu Gaja” Celem tego konkursu jest promowanie postawy szacunku dla przyrody oraz wyszukanie przykładów ciekawych i trwałych związków pomiędzy kulturą i historią lokalnej społeczności a drzewem, które jest przez nią szczególnie doceniane. 

Konczyce_Wielkie_251960_Fotopolska-Eu(1)
Gross Kuntschitz – Kończyce Wielkie źródło fotopolska

Okazało się , że ta mała osada , zapomniana gdzieś w dolinie rzeczki Piotrówki , tam gdzie faktycznie masz poczucie, że czas się zatrzymał to również sympatyczne miejsce na spędzenie wolnego dnia . Z dala od tłumów , w bliskości natury , w towarzystwie wszechobecnej historii . Czemu nie . Francja ma zamki nad Loarą , my mamy zamki nad Piotrówką . Polacy przecież nie gęsi 🙂

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Zamek w Kończycach 08 kwietnia 2018

Dobra grafini : Gabriela von Thun und Hohenstein

Jest październik 1957 roku. Do Kończyc Wielkich przyjeżdżają autobusy pełne zapłakanych ludzi. Mieszkańcy całego Śląska Cieszyńskiego żegnają Gabrielę von Thun-Hohenstein, ostatnią przedstawicielkę kończyckiej linii rodu Larischów. Pochowana zostaje na miejscowym cmentarzu. Nekrologi hrabiny ukazują się w komunistycznych gazetach razem z jej arystokratycznymi tytułami, co było ewenementem w tamtych czasach. Tak pożegnano ostatnią wielką damę Austrii. Dla tutejszych ludzi była symbolem starych, dobrych wartości. Jej pogrzeb miał więc znaczenie także symboliczne. Słynna arystokratka urodziła się w 1872 roku w Wiedniu. Wywodziła się z jedynego magnackiego rodu na Śląsku Cieszyńskim: jej ojcem był hrabia Eugeniusz Larisch-Moennich, po którym odziedziczyła posiadłość i zamek w Wielkich Kończycach pod Cieszynem, gdzie osiadła po ślubie w 1893 r. z Felixem hrabią Thun-Hohenstein, adiutantem cesarza, później austriackim feldmarszałkiem. Począwszy od końca XIX wieku poświęciła się działalności dobroczynnej . Jednym ze szczególnych pól działalności grafini Gabrieli była opieka nad dziećmi i młodymi matkami. W 1904 r. zainicjowała i doprowadziła do uruchomienia w 1910 r. Szpitala Dziecięcego w Cieszynie  . W Cieszynie przyczyniła się też do powstania pierwszego Pogotowia Ratunkowego na Podbeskidziu . To miasto nadało jej tytuł honorowego obywatela Cieszyna, podkreślając jej ogólne zasługi na polu dobroczynności, szczególnie jako prezydenta kobiecego oddziału Czerwonego Krzyża , Stowarzyszenia Kobiecego oraz Towarzystwa do Zwalczania Gruźlicy Płuc oraz przy uruchomieniu szpitala dziecięcego.

Gabriele_Thun_Larisch_1901_Pietzner

Gdy wybuchła II wojna światowa potępiła Hitlera, nazywając go zbrodniarzem, i odmówiła wyjazdów do Wiednia, tłumacząc, że Austria zbyt łatwo mu uległa. Od razu zaczęła pomagać polskim żołnierzom: rannym dostarczała żywność i papierosy, zabiegała o zwalnianie jeńców z obozów, wykłócała się z dowódcami o ich ludzkie traktowanie. Część mieszkańców Śląska Cieszyńskiego przetrwała wojnę tylko dlatego, że hrabina zatrudniła ich w swoim majątku. Od 1945 roku dla nowych władz zasługi hrabiny nic nie znaczyły, po wojnie została uznana przez komunistów za wroga. Żołnierze radzieccy zdemolowali jej zamek w Kończycach, a cały majątek został przejęty przez państwo.W tej trudnej sytuacji znalazła jednak powody do radości, bo w jej rodzinnym zamku powstał dom dziecka. Została zupełnie bez środków do życia, ale na jedną rzecz komuniści się nie odważyli , o ile inni arystokraci musieli opuścić swoje rodzinne strony i nie mogli się do nich zbliżać, hrabinie Gabrieli pozwolono zostać w Cieszynie. Komuniści bali się, że jej przepędzenie wywoła protesty ludzi. Rodzina namawiała ją, żeby wyjechała, ale ona nigdy nie chciała się wyprowadzić, zamieszkała w malutkim mieszkanku w Cieszynie Po II wojnie światowej została pozbawiona całego majątku, zmarła w Cieszynie w 1957 r. wspierana do końca przez mieszkańców tego miasta oraz Wielkich Kończyc. Była po prostu kobietą o wielkim sercu, która obok cudzego nieszczęścia nie była w stanie przejść obojętnie . „Dobra Pani z kończyckiego zamku” – tak o niej mówi się do dzisiaj .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Miejsce spoczynku Thun-Hohensteinów 08 kwietnia 2018
W Kończycach stoi od połowy XVIII wieku  piękny drewniany kościół  którego  wieża uznawana jest najbardziej strzelistą w całych Beskidach i na Pogórzu Śląskim . Ściany wieży są dość mocno pochylone, co przy jej wysokości zapewnia stabilność przy kołysaniu dzwonów. Dzwony w tym kościele są bardzo cenne ze względu na ich wiek. Jeden z nich pochodzi z roku 1489 roku ( ho ho , toż to przed Kolumbem 🙂 , a drugi z roku 1555 roku. Kościół pod wezwaniem Michała Archanioła  już z daleka zwraca uwagę piękną, smukłą sylwetką. To największa, drewniana świątynia na Śląsku Cieszyńskim. Także najwyższa. Zbudowano ją w 1777 roku , a odbyło się to również w sposób szczególny. Po prostu nowym kościołem „obudowano” starszy , który przez pewien czas znajdował się w nim jak w futerale
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Drewniany kościół z 1777r w kwietniu 2018
Geofity

Park zamkowy i okoliczne zalesione wzgórza w kwietniu , napiszę to bez przesady – obsypane są drobnymi wiosennymi kwiatami . Tylko teraz możecie zobaczyć je w lasach liściastych, za dwa, trzy tygodnie będzie po wszystkim czyli „po ptokach” i następna okazja dopiero za rok. Owe oznaki wiosny – geofity – to duża grupa różnych roślin, które kwitną najwcześniej w lasach liściastych: zawilce, przylaszczki , przebiśniegi, śnieżyce . I jeden z moich ulubionych –  Żywiec  . Nie , nie taki jak myślicie  „full light” z pianką na dwa palce . Nazwa pochodzi chyba od żywotności roślinki składającej się zaledwie z kilku ząbkowanych liści i fioletowo–niebieskich kwiatuszków w kształcie dzwonka. Ze znanym napojem nie ma nic wspólnego. Podobnie jak z miastem o tej samej nazwie. Rośnie tylko pod bukami, na kwaśnej glebie i to wyjątkowo obficie. By spotkać się z geofitami oko w oko trzeba zejść do parteru i często wytężyć wzrok . Czy warto ? niech te poniższe zdjęcia dadzą odpowiedź .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Żywiec ma wiele znaczeń
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Trujący , za to piękny – zawilec

Jeszcze tylko przez kilkanaście dni możecie podziwiać fioletowy dywan z żywca . Później znalezienie go będzie wymagało wycieczki w wyższe partie gór, gdzie wiosna przychodzi ze znacznym opóźnieniem. Powód jest bardzo prosty : to światło. Nim drzewa liściaste wypuszczą liście, dno górskiej buczyny czy nadrzecznych lasków łęgowych tonie w słońcu. Oczywiście, jeśli akurat niebo jest bezchmurne. To właśnie przysłowiowe pięć minut dla geofitów. Muszą szybciutko wypuścić liście, rozwinąć kwiaty, zwabić przenoszące pyłek owady, wydać nasiona i zniknąć. Uff! Strasznie dużo pracy, a czasu tak mało! Nic dziwnego, że często stosują doping. Różne cebulki i kłącza pełne energetycznych składników, które pozwalają szybko zakończyć cykl życiowy. Oczywiście musiały być przygotowane w ubiegłym roku. Zwłoka kosztuje życie: gdy drzewa i krzewy rozłożą liście, na dnie lasu zrobi się ciemno i chłodno. Koniec fotosyntezy, koniec wizyt owadów. I z tych powodów w ciemnych, gęstych lasach iglastych nigdy nic nie kwitnie. Brak słońca wytrzymają tam tylko nieliczne paprocie i mchy.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Szczawik zajęczy
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Miodunka to też geofit
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Słodkie fiołki – nie mam pewności czy są geofitami ale urody im nie brakuje

910 centymetrów w pasie . Kim jest ten grubas 🙂

Ma na imię Mieszko . Jest najgrubszym i jednym z najstarszych dębów w województwie śląskim. Za sprawą wieku szacowanego na 740 lat i osiągniętych rozmiarów należy też do dębowej elity w Polsce. Drzewo rośnie w parku otaczającym dawny zamek Larischów i Thunów . Ma towarzystwo drugiego dębowego mocarza szczuplejszego i młodszego o kilkaset lat Przemka

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Kończycki grubas

Z drzewem związanych jest kilka historii. Jedna z nich mówi o wojennej wyprawie króla Jana III Sobieskiego pod oblężony Wiedeń. W Kończycach zakończono jeden z dziennych etapów marszu, a w pobliżu starych dębów pochowano konie, które padły podczas znojnej wędrówki. Kiedy chorągwie jazdy opuszczały to miejsce, wieśniacy słyszeli tęskne rżenie pogrzebanych koni. Ludzie zaczęli omijać to miejsce, szepcząc między sobą, że w parku straszą duchy husarskich rumaków. Aby położyć temu kres ktoś na jednym z dębów zawiesił wystrugany z drewna obrazek z wizerunkiem Matki Boskiej. Od tego czasu ustały tajemnicze rżenia. Z ustnych przekazów dowiadujemy się również, że jeszcze w końcu XIX wieku w pobliżu starych dębów biło źródełko z krystalicznie czystą wodą, której szklankę dla zdrowia codziennie wypijała grafini – Gabriela Thun-Hohenstein. Ona też była fundatorką nowej, pięknej kapliczki szafkowej z obrazem Matki Boskiej , którą zawieszono na drzewie.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Na pierwszym planie Przemko , na drugim Mieszko zdjęcie wcześniejsze z 2012r

Park w Kończycach i jego okolice kryją o wiele więcej pomnikowych drzew , ukrytych w głuszy , i takich zupełnie samotnych , rosnących na całkowitym pustkowiu . Mam nadzieję , że wkrótce okiem i piórkiem fachowca , z moją niewielką pomocą – przeczytacie o starych kończyckich drzewach na zaprzyjaźnionej stronie dendromaniaka Pawła  https://www.lenartpawel.pl/

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Dąb Mieszko ma wg różnych źródeł 700-800lat

Zamek i park zamkowy są cząstką naszej śląskiej , polskiej i europejskiej historii . Powinniśmy nie tylko o niej pamiętać , przypominać , promować i być z niej dumnymi. Szlak „zamków nad Piotrówką” mógłby być perełką w koronie śląskich zabytków . Mógłby bo historia urokliwego, położnego w pięknej okolicy pałacu, w którym „Dobra grafini”  spędziła większą część życia, nadal wzbudza duże zainteresowanie. Najlepszym przykładem niech będą tłumy zwiedzających, którzy odwiedzili to miejsce podczas zorganizowanej po raz pierwszy w Kończycach Wielkich ogólnopolskiej nocy muzeów . Nie może zatem dziwić moja troska i z pewnością troska mieszkańców czy władz gminy o dalsze losy siedziby hrabiowskiego rodu. Niestety . Póki co jest wielka skaza na tym miejscu. Sprzedano kilka lat temu tę posiadłość na wolnym rynku prywatnym osobom  niegospodarnym  pseudo „biznesmenom” , którzy później wystawili zamek na „Allegro” . Przez kilka lat komercyjnej „prywatyzacji” obejście pałacu popadło w totalny nieporządek , a arystokratyczne stawy zamieniły się w fermentującą zupę  . Może znajdzie się ktoś odpowiedzialny , gospodarny i na tyle majętny by kliknąć „Kup teraz” ?  

By opowiadania o Kończycach nie kończyć w minorowym nastroju , informuję : jest nadzieja na przywrócenie świetności tego majątku . Ostatnie zdjęcie w trybie „diorama” sprytnie zamaskowało niedoskonałości parkowego stawu . Również po to , by zapewnić Was i zachęcić że warto tutaj przyjechać i spędzić dzień w otoczeniu historii , pomnikowych drzew i pięknej przyrody.  Zwłaszcza wiosną .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA