Babia Góra po raz drugi

…. czyli jaki magnes kryje w sobie wielka kupa kamieni ?

No i stało się . Nie dalej jak w maju napoiliśmy się w strumieniu Szumiącej Wody u podnóża Babiej Góry . Nie baczyliśmy wtedy na „pozorną ” klątwę , na czarodziejskie sztuczki i na urok jaki może na nas rzucić ten niepozorny potoczek. Bzdety dla letników – tak sobie wtedy pomyślałem , wspominając mimochodem o tym przesądzie – jakoby łyk szumiącej wody miałby przyciągać człowieka na „dach Beskidów” do końca jego życia . A tu klops , żadne to farmazony , to najprawdziwsza prawda , taka z cyklu prowd góralskich – czyli „tyz prowda” . Wygląda na to , że wpadliśmy jak śliwki w kompot . Bynajmniej , daleko mi od lamentowania nad magiczną formułą , która mnie dotknęła , naznaczyła i napiętnowała . Co więcej , na samo wspomnienie o powrocie na Królową Beskidów moje stare , wysłużone , ale najwygodniejsze na świecie buty – same się wypastowały i dzień wcześniej wlazły do bagażnika wyraźnie podekscytowane nadchodzącą wycieczką . 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Wielka kupa kamieni w sierpniu 2018

No jasne , że z Pawłem , jasne że inną drogą , jasne że pogoda na Kapryśnicy znowu nam dopisała , o tym chyba nie muszę wspominać . Takim dwóm aniołkom jak my niebiosa są wyjątkowo przychylne w tej kwestii – widać góry chyba nas lubią . Zresztą nawet gdyby Matka Niepogód zafundowała nam oberwanie chmury , gradobicie i koklusz , i tak nie przestałbym kochać Beskidów . Parę minut po ósmej rano w , świeżym górskim powietrzu zaczęliśmy naszą jedenastogodzinną „pętelkę” po masywie Babiej Góry .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
To nasz cel. Jeszcze daleka droga 🙂

Do schroniska na Markowych Szczawinach prowadzi niezwykle przyjemny szeroki , zacieniony borem jodłowo – jaworowym  chodniczek zwany „płajem” . W dziesiątkach ujęć źródełek i strumyków możesz ugasić pragnienie lodowatą , wyśmienitą wodą , pamiętając tylko , że jednego z nich strzeże utopiec , albo może krasnolica , wodna wróżka , rzucająca urok na wędrowców . Łyk wody i przepadniesz – pamiętaj – jesteśmy z Pawłem chodzącymi tego przykładami .

Et1L09

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Stare – w latach 70-tych  i nowe schronisko na Markowych Szczawinach

Trzask , prask , po godzinie jesteśmy przy schronisku , choć drogowskazy sugerowałyby znacznie dłuższy spacer . Ładnie tu . Pamiętam stary budynek , a właściwie szpetny barak za to z wielką duszą , pełniący rolę schroniska . Teraz , nowe „ciało” na polanie Markowych Szczawin jest przestronne  i atrakcyjne w formie . I solidne – jak na góry przystało . Podobno dusza istnieje sama w sobie, niezależnie od ciała , gdyż ono może ulec zniszczeniu , a duch zawsze gdzieś pozostanie . Pracuje więc nowe schronisko powoli na to by stało się jak tamto – „kultowe” – swoją drogą nie cierpię tego słowa , ale stało się , napisałem to i sie nie wygumkuje . Może dlatego ,że tutejsza szarlotka jest jedną z najlepszych w Beskidach , a to krok w dobrą stronę . Zanim babiogórska dusza na dobre zamieszka w nowych murach , przeniosła się na chwilę do „goprówki” . Do maleńkiej chatki , tuż obok , a w jej wnętrzu – inny świat , świat w stylu retro .

O8233846.ORF
111 letnie menu , ceny w halerzach austro-węgierskich 

Zawsze marzyłem o wehikule czasu , tak by przenieść się do dawnego świata . Takiego jak na czarno-białych kliszach , niespiesznego – w stylu vintage , bez „wyścigu szczurów” , bez komórek , obleśnych polityków , tabloidów , hejtu , świata bez „mody” i  fejsowych słitfoci  . Wchodząc do izby w „goprówce” nie cofasz się o sto lat , ale znajdziesz namiastkę tego jak kiedyś było . Normalnie było .  Zerknijmy w cennik z przed 111 lat . Z jaką miłą chęcią zamówiłbym jedną z … ” potraw i napojów w schronisku oddziału Babio-górskiego … ” . Co powiedzielibyście na „jajo” z „porcyą masła ” za parę halerzy ? Butlę wina „zieleniaka” , lub szklankę kwaśnego mleka za dziesięć halerzy ? O flaszce żywieckiego piwa marcowego nie wspominając . Za nocleg wraz z małżonką zapłacilibyście jedynie koronę , a po okazaniu „legitymacyji” członka Towarzystwa Tatrzańskiego objęło by Was skonto 40 halerzy . Inny świat , inna epoka …..

111
Dworzanin Jej Królewskiej Mości

W 2018 pozostało nam tylko na chwilkę zwolnić i zadumać się nad staroświeckim światem pokazanym w izbie tradycji turystycznych . Zatrzymać się i wdać się w dłuższą , fantastyczną pogawędkę z opiekunem tego miejsca . Konesera i znawcy historii i beskidzkich pagórków . I tylko szkoda , że mimo wielu gości przy schronisku , nikt oprócz nas  nie pojawił się w tym maleńkim „muzeum” . Dobra , koniec melancholii , lecim na Szczecin . Właściwie tylko kierunku tego pięknego miasta , na zachód , znowu płajem , dawną myśliwską ścieżką w kierunku przełęczy jałowieckiej .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Polica z przełęczy Brona

Dziką , nietkniętą górską puszczą , gdzie słowa „szyszko” nikt na szczęście nie słyszał , zachwyceni babiogórską przyrodą , mijamy wielki jęzor osuwiskowy , który lata temu zniszczył wielkie połacie lasów i ścieżkę turystyczną . Do dzisiaj widać siłą z jaką zbocze Małej Babiej Góry „zjechało w stronę Zawoi . Przystajemy przy każdej tablicy informacyjnej Babiogórskiego Parku Narodowego . Bo wiedzy o górach , poszerzania horyzontów i nauki nigdy nie jest za wiele . Dochodzimy do rozstai polskich i słowackich szlaków. W kierunku południowym droga prowadzi na Małą Babią Górę . Koniec laby . Zaczyna się mozolne podejście wzdłuż granicy słowackiej pod Cyl ( 1517mnpm ) .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Najdłuższa wioska – Zawoja i stacja narciarska Mosorny Groń widziane z pod Babiej Góry sierpień 2018

Jak idę pod górę , zawsze obieram sobie jakiś punkt . Drzewo , skałę , przegib na stoku , cokolwiek . Oczywiście najbardziej znamienne i wyczekiwane jest to,  jak tym „punktem” jest wierzchołek . Uwielbiam też jak przebłyskuje błękit nieba wśród drzew – znaczy że na szczyt już niedaleko . Ale podejście pod Cyl jest dość długie , punktów orientacyjnych nie znam , więc gramolenie się pod górę chcąc-nie-chcąc umila mi Paweł . Pociesza  : „Patrz – tam , za niecały kilometr jest „tyci-tyci” Babia , tam dalej malusieńka Babia a przy kapliczce malutka Babia . A stamtąd , od kapliczki na szczyt już tylko ….. daleko , w jasną cholerę albo jeszcze gorzej , w pierony –  daleko . Halt . Stajemy na popas przy kapliczce . Woda , owoce , kawa czyli : Akcja regeneracja . Koszulkę mokrą od potu można wykręcać , tak więc zarządzamy wietrzenie i szybką zmianę fatałaszków . Ta przynosi niesamowitą ulgę. Nooo… w takim eleganckim uniformie to mi żadna „babia” się nie oprze 🙂

039
Autor . Mokry jak szara mysz ale prze-szczęśliwy. Na Świstowych Skałkach przy kapliczce. fot Paweł 
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Pasmo Jałowieckie z pod Małej Babiej

Nie szata zdobi człowieka ? A jednak !! Chwila wytchnienia , odrobina kofeiny i „Nowe Szaty Tazoka” podziałały na nas jak sok z gumijagód na Gumisia . Wrzucamy szósty bieg , Do tego turbodoładowanie w postaci boskich widoków …. W końcu nie są to jakieś skromniutkie okienka pomiędzy drzewami . Wyłaniają się z pomiędzy kosodrzewiny – baśniowe , absolutnie oszałamiające i spektakularne panoramy . W każdą stronę świata . W sumie nie dziwota – jesteśmy przecież w najpiękniejszych górach świata . Prawie na ich dachu . No…  , na „daszku” ustalmy . Mała Babia Góra Welcome To 🙂

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
„Duża” widziana z „Małej”
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Na czubku „Małej” z widokiem na „Dużą”

Zachwytom nie ma końca . Powiedzieć , że jest „ładnie” byłoby grzechem . Nie ma słów mogących opisać tę czarowną arcy-piękność Beskidów , ich rajskie krajobrazy , to misterne górskie arcydzieła natury . Kto temu zaprzeczyć spróbuje , wyzwę go na walkę konną lub pieszą . UFF , dobrze , że nie widzę chętnych  bo utrzymanie się w siodle nie jest moją mocna stroną . Cały świat u naszych stóp , wszystko można obserwować jak na dłoni . Staję co chwilkę by pstryknąć kolejną urzekającą fotkę. Karta pamięci aparatu pełna , bateria rozładowana . Ale, ale… przezorny zawsze ubezpieczony , mam na szczęście zapasowy akumulator . Wrzucamy plecaki na grzbiet i hajda na główny wierzchołek.

051
Fot : Paweł
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Mała Babia Góra

Zaczynamy wspinaczkę na szczyt . Istotnym elementem rzeźby północnych stoków Babiej Góry są rumowiska skalne (tzw. gołoborza), wykształcone tysiące lat temu. Są one wynikiem wietrzenia mrozowego skał , które ulegają rozdrobnieniu na bloki po wielokrotnym zamarzaniu i odmarzaniu. Obecnie rumowiska można podzielić na dwa rodzaje: żywe – nadal tworzące się rumowiska, ulegające przemieszczaniu (2-3 cm/rok), występują w górnej części stoku tworząc tzw. „babiogórskie morze głazów”, jęzory i wstęgi gruzowe oraz martwe rumowiska – ustabilizowane przez roślinność krzewiastą i las, występują w dolnej części stoku. Rumowiska tworzą się u podstawy klifów mrozowych na północnych , polskich stokach dolna granica rumowiska sięga 1300 m npm . Ciągłemu tworzeniu się rumowisk sprzyjają warunki klimatyczne okolicy głównego szczytu , gdzie średnia roczna temperatura wynosi ok. 0,7 °C.   Dzisiaj temperatura mocno powyżej średniej – plus dwadzieścia kilka . Idealnie. W tym samym czasie w dolinach tropikalne upały – grubo ponad 30 stopni .

103
Rumowiska skalne fot. Paweł

Fenomenalne proporcje , plastyczne plany krajobrazu , nastrojowość i powabne kształty babiogórskiego masywu , odpowiadają na stawiane sobie w myśli pytanie : Cóż takiego magnetycznego kryje w sobie ta góra ? Czy to trzeci biegun Ziemi ? To przecież tylko wielka kupa kamieni , w niezwykle finezyjny , artystyczny wręcz sposób usypana na polsko – słowackim pograniczu . To dwór Królowej Beskidów . Prezentuje się niezwykle okazale , nasza prośba o audiencję została przyjęta , monarchini wskazała nam miejsce a jej wierny dworzanin – czarny oswojony kruk – pozwolił spocząć na samym jej wierzchołku .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Klapnęliśmy na wielkim kamieniu , zrobili remanent w plecakach pod kątem tego co mamy jeszcze do zjedzenia i wypicia . Opróżnili podręczne spiżarnie do ostatniego okruszka , i zaczęliśmy snuć plany na następne wspólne wycieczki . Paweł wykombinował , że skoro Vivaldi skomponował „Cztery Pory Roku” – a my byliśmy już na „babiej” wiosną , jesteśmy na jej czubku latem …………. może pójdziemy w jego ślady ??

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Żegna nas wieczorne słońce , wracamy . Góry to idealne miejsce do wyciszenia. Pomimo zmęczenia wędrówką , właśnie tu zawsze naładuję swoje akumulatory mentalne. I napełnię się pozytywną energią . Tu mogę zawsze spokojnie pomyśleć i poukładać sobie wiele spraw . Obcowanie z przyrodą i przepięknymi widokami budzi we mnie radość i szczęście . Tu naprawdę czują , że żyję . Po powrocie z górskich szlaków wracam zupełnie inną osobą . Nie wiem jak Wy , ale ja jestem zawsze ciekawy świata. Lubię odkrywać nieznane , doświadczać różnych sytuacji . Kosztować smaków życia . A w górach mam to wszystko pod ręką . Kiedy tylko mam okazję odkryć nowe miejsce , lub zobaczyć nowe widoki pójdę tam bez zastanowienia . Zwłaszcza w Pawła towarzystwie . Także ostrzegam ! Jeszcze o nas usłyszycie 🙂

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Pasmo Policy w popołudniowym słońcu 23 sierpnia 2018

Babia 23.08-2

I na koniec lektura nieobowiązkowa – esencja tego co widzieliśmy dzisiaj na Dachu Beskidów – wiersz Adama Asnyka „Ranek w górach”

Wyzłocone słońcem szczyty
 Już różowo w górze płoną,
I pogodnie lśnią błękity
Nad pogiętych skał koroną.

W dole — lasy skryte w cieniu
Toną jeszcze w mgle perłowéj,
Co w porannem oświetleniu
Mknie się zwolna przez parowy.

Lecz już wietrzyk mgłę rozpędza,
I ta rwie się w chmurek stada…
Jak pającza, wiotka przędza,
Na krawędziach skał osiada;

A z pod sinej tej zasłony
Świat przegląda coraz szerzej,
Z nocnych, cichych snów zbudzony,
Taki jasny, wonny, świeży!

Wszystko srebrzy się dokoła
Pod perlistą, bujną rosą;
Świerki, trawy, mchy i zioła
Balsamiczny zapach niosą.

A blask spływa wciąż gorętszy,
Coraz głębiej oko tonie;
Cudowności świat się piętrzy
W wyzłoconej swej koronie.

Góry wyszły jak z kąpieli
I swem łonem świecą czystem,
W granitowej świecą bieli,
W tem powietrzu przezroczystem.

Każdy zakręt, każdy załom
Wyskakuje żywy, dumny;
Słońce dało życie skałom,
Rzeźbiąc światłem ich kolumny.

Wszystko skrzy się, wszystko mieni,
Wszystko w oczach przeistacza;
Gra przelotnych barw i cieni
Coraz szerszy krąg zatacza.

Już zdrój srebrną pianą bryzga,
Gdy po ostrych głazach warczy;
Już się żywszy odblask ślizga
Po jeziorek sinej tarczy;

Już pokraśniał rąbek lasu,
Już się wdzięczy i uśmiecha
Brzeg doliny — a z szałasu
Dolatują śpiewne echa…

Przez zielone łąk kobierce,
Dzwoniąc, idą paść się trzody…
Jakaś rozkosz spływa w serce,
Powiew szczęścia i swobody.

Pierś się wznosi, pierś się wzdyma
I powietrze chciwie chwyta;
Dusza wybiec chce oczyma
Upojona, a nie syta —

Niby lecieć chce skrzydlata,
Obudzona jak z zaklęcia,
I tę całą piękność świata
Chce uchwycić w swe objęcia.

Leśna apteka – indyczy ogon

…czyli słów kilka o turkey tail’u – wrośniaku różnobarwnym

Wrośniaka różnobarwnego – bardzo pospolitego grzyba , nie raz mijasz na spacerze w lesie . I pewnie nie przeszło Ci przez myśl, jaki to skarb. Anglojęzyczna nazwa „turkey tail” (indyczy ogon) świetnie opisuje jego wygląd przypominającego ogon dzikiego indyka . Rozpoznamy go po charakterystycznych paskach, koncentrycznie ułożonych na owocnikach . Im owocniki starsze, tym paski są wyraźniejsze. Paski na wrośniakach przyjmują różne barwy w odcieniach brązów i beżów, ale też czerni, z lekko niebieskawym odcieniem. Czasem pojawia się zielony nalot , za który tym razem nie odpowiada fizjologia , są konsekwencją porastających wrośniaka glonów . Brzeg jest zawsze cienki i ostry. Owocnik jest raczej wąski , ma kilka milimetrów do centymetra grubości. Dorasta nawet do wielkości dłoni, ale zwykle są mniejsze, za to w skupiskach. Jest to dość twardy i sprężysty grzyb nadrzewny , pachnie przyjemnie. Po zerwaniu szybko wysycha i blaknie (trzeba trzymać go z dala od światła).

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Fotografia ze strony urbol.com

Huba . Zwykła huba , zawsze tak o nim myślałem , no może troszkę bardziej kolorowa niż inne szaro-buro-brązowe huby . Przez większość swojego życia , nawet nie pokusiłem się o sprawdzenie w atlasie jego nazwy . A można go znaleźć niemal wszędzie : na martwych drzewach powalonych przez wiatr , suchych konarach leżących na dnie lasu , pniakach, czy nawet na obumierających  już drzewach . Zwykle rośnie dachówkowato, jeden nad drugim, ale na pniakach potrafi rosnąć w koło, tworząc formy podobne do kwiatów.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Wrośniak z Beskidu Śląskiego

 

Kariera tego niepozornego grzyba nabrała tempa ostatnimi czasy za sprawą amerykańskich naukowców. Jednak wrośniak był stosowany już w tradycyjnej medycynie chińskiej, dorobił się nawet opinii najbardziej poszukiwanego grzyba witalnego. Według chińskiej medycyny , grzyb ten działa oczyszczająco – oczyszcza ciało z toksyn i flegmy , pomaga w natlenieniu krwi , wzmacnia układ odpornościowy . Używano go do leczenia problemów z trawieniem i wątrobą, ale też tych natury duchowej : wrośniak uspokaja, przeciwdziała bezsenności i kołataniu serca. Usuwa niepokój i rozdrażnienie. Herbata z wrośniaka ma tysiącletnie tradycje w Azji.

DSC_2120
Fot : Arkadiusz Tyka

Indycze ogony są tradycyjnie stosowane w leczeniu  różnych schorzeń . Dotyczą głównie chorób płuc , śledziony i wątroby . W Japonii wyekstrahowane z wrośniaków , a związane z białkiem polisacharydy są stosowane jako leki przeciwko nowotworom . Jest także skuteczny przeciwko bakteriom E. coli , opryszczce i stanowi jeden ze składników leków przeciwko AIDS . Zapobiega przeziębieniom i grypie , zabija wirusy uciążliwego brodawczaka – odpowiedzialnego za wstrętne i uporczywe kurzajki . Od czasów dynastii Ming wyciąg z grzyba pito jako herbatę dla ogólnego zdrowia . Wrzenie zabija zanieczyszczenia na grzybie i uwalnia aktywne enzymy . Dzięki nowoczesnym metodom ekstrakcji , związki, które są najbardziej korzystne, wydobywane są z wrośniaków jeszcze bardziej skutecznie.

DSC_2535
Fot : Arkadiusz Tyka

Związki te specyficznie wpływają na jedną z najważniejszych komórek układu immunologicznego – tzw. komórki pomocnicze T . Komórki te regulują funkcję wszystkich innych komórek układu odpornościowego. Wysyłają sygnały , które komórki mają być aktywowane, kiedy, do kiedy i w jakim stopniu . Owocniki „Indyczego ogona” pomagają w reaktywacji komórek pomocniczych T w celu przywrócenia normalnych procesów odpornościowych . Dzięki swoim silnym właściwościom immunostymulującym, fitoterapeuci polecają wrośniaka również w profilaktyce i w zwalczaniu wczesnych stadiów boreliozy. Wspomagając immunologię organizmu , przyspieszymy efektywność walki z tą chorobą.

DSCF3070
Fot : Arkadiusz Tyka

Turkey Tail, dzięki obecności niektórych związków z grupy sacharydów korzystnie działa na mikroflorę jelitową. Podwyższony zostaje poziom „dobrych” bakterii chroniących nas przed infekcjami , np. z grupy bifidus natomiast poziom baterii chorobotwórczych zostaje zmniejszony . Pacjenci, którzy przechodzili długą i intensywną antybiotykoterapię, są szczególnie narażeni na zaburzenia równowagi mikroflory, stąd przyjmowanie przez nich preparatu zawierającego wrośniaka jest szczególnie wskazane. Prawdę mówiąc wystarczy wpisać w wujka goggle hasło wrośniak lub turkey tail , a wyskoczy nam litania dostępnych na rynku – nie tylko suplementów diety , ale i lekarstw przez duże „L” . Co ważne nie będzie to chemiczna breja , ale naturalne farmaceutyki.

DSCF3088
Fot : Arkadiusz Tyka

Wrośniak należy do tzw. gatunków kosmopolitycznych , występując prawie na każdym kontynencie . Obecnie grzyb jest również hodowany , w celu pozyskiwania ekstraktów i później otrzymywania z nich leków. Nie bez przyczyny nadano mu jeszcze jedną nazwę : „grzyb witalny” . Analizując zawarte we wrośniaku substancje czynne, można wywnioskować jego możliwe zastosowania w lecznictwie. Jako pierwsze wymienić należy działanie przeciwnowotworowe , przydatne szczególnie w leczeniu raka piersi, gdyż zwiększa skuteczność stosowanej chemioterapii. niwelując jednocześnie skutki uboczne chemio- i radioterapii . Ponadto pamiętajmy, że do walki z każdym nowotworem potrzebny jest silny układ immunologiczny . Przyjmowanie preparatu z Turkey Tail jest zasadne, gdy zakłócona jest tzw. odpowiedź komórkowa organizmu, czego przyczyną jest np. długotrwała antybiotykoterapia, która obniża poziom limfocytów Th1. Wrośniak okazał się również skuteczny w leczeniu zakażeń bakteryjnych , np gronkowcem złocistym, Należy pamiętać, że ogólna modulacja układu odpornościowego uzasadnia także suplementację Turkey Tail-em  podczas zwyczajnych infekcji, które pojawiają się przy osłabieniu odporności wywołanym typowymi czynnikami, jak zła dieta czy długotrwały stres.

27788158_1935535686758574_5741061310491412002_o
Fot : Arkadiusz Tyka

No dobrze , znaleźliśmy w lesie ten „indyczy ogon” , i co dalej ? Wrośniaki możemy zrywać cały rok. Są pospolite w lasach, ale mogą wyrosnąć też na podwórku lub w parku, o ile będzie tam martwe drewno. Po zebraniu trzeba wrośniaki pokroić lub w inny sposób rozdrobnić i wysuszyć. Nie należy przekraczać przy suszeniu temperatury 50 stopni, nie wolno suszyć na słońcu. Jak wszystkie grzyby lecznicze suszyć należy w okrągłej suszarce do grzybów , tej samej, w której jesienią rządzą podgrzybki i prawdziwki. Po wysuszeniu grzyby przechowujemy w ciemnym i suchym miejscu np. w szczelnie zakręconym słoiku.

S7302270
Fot : Romuald Tomaszewski ( roto1 )

Fitoterapeuta Jan Oruba podaje następujący sposób przyjmowania wrośniaka: 10 gram suchego grzyba zalać 500ml wody i gotować 45 minut. Odcedzić, pić w dwóch ratach. Można też przyjmować suchy proszek – 3 razy dziennie po 3g przed posiłkiem, popić gorącym napojem. Maksymalną ekstrakcje polisacharydów uzyskamy gotując grzyba 80 minut na wolnym ogniu.

Wiele ciekawych informacji o tej „niby zwykłej”  hubie , zaczerpnąłem ze strony :  https://urbol.com/turkey-tail/  , zdjęcie w nagłówku – Josef Hlasek – http://www.hlasek.com

Jednocześnie dziękuję Arkowi ( ArekGeo ) i Romkowi ( roto1 ) za pokazane tu świetne zdjęcia.