I niech mówią , że to nie jest miłość…

…. o żywieckich halach – Rysiance , Lipowskiej , Redykalnej ….

Ósmy lutego . Ostatnie godziny wyżowej pogody , a planowanie tego „konkretnego” dnia na wycieczkę było aż !!  tydzień temu … Od tygodnia mam „motylki w brzuchu” – nakręcony na spotkanie i wspólną z Pawłem wyprawę .  Przecież wszystko może wziąć w łeb … Wystarczy zgniły niż , halny , czy inna atlantycka frontowa wilgoć i będzie „po ptokach” . Dywaguję nad pogodą dlatego , że wizyta Pawła w „moich” górach zobowiązuje . Przecież zapewniłem go , że zobaczy złote beskidzkie słońce i stukilometrowe panoramy . Jak to by wyglądało jakby nie dopisała pogoda ?? … skucha byłaby na maksa , i obciach na całej linii . Mój dzisiejszy gość miałby niezły ubaw i być może nawet zwątpiłby w powtarzaną przeze mnie do znudzenia tezę  , że Beskidy to najpiękniejsze góry na świecie … zresztą powiedzenie znacie …

O2085417.jpg
Żabnica .

Whatever …. w mroźny , trochę zamglony ranek spotkaliśmy się w dolinie Soły , żeby wspólnie przedreptać ładnych parę ( 27 ) kilometrów w zimowej scenerii po górach , lasach i polanach między Węgierską Górką a Rajczą . I mimo , że poranek jest kompletnie nijaki i do tego mdły jak szary sos do wojskowej fasolki – to ciągle mam nadzieję , że może jednak – jednak , moje układy , układziki i nieformalne znajomości zawarte z zielonymi , górskimi aniołami – przyniosą nam piękną pogodę . Marzy mi się żeby znowu dobre beskidzkie duszki – tym razem w kwestii meteo – przychylnie mnie wysłuchały .

O2085422.jpg
Żabnica , przy nadleśnictwie . Czy to beskidzki dobry duszek ??

Żabnica . Zagubiona beskidzka dolina . Najpierw kawałek leśną drogą , potem ścieżką  , ledwo-ledwo wydeptaną w metrowych zwałach śniegu , wspinamy się na wielkie , wysoko położone hale żywieckich Beskidów . Nie mięło czasu mało-wiele , żebym o mało nie wywinął piruetu siadanego , na twardym , zmrożonym i śliskim śniegu . W moment wspólnie ustalamy , że obaj mamy w plecakach ten sam „epokowy wynalazek” czyli raki na buty . No raczki – ustalmy – zresztą jakby nie nazwać tego stalowo – łańcuchowego bajeru –  bez jego pomocy podchodzenie byłoby istnym konkursem „spiral śmierci” na tym śniego-lodzie . Pewnie z biegiem czasu obaj opanowalibyśmy tajniki potrójnych „flipów” , „tulupów” i podwójnych axli . Zwłaszcza w parach sportowych ….. ale dzisiaj trening glebowania figurowego nie jest naszym celem . Poza tym podnoszenie lassowe i twistowe Pawła stanowiłyby nie lada wyzwanie 🙂

O2085430.jpg
Dolina Żabniczanki

Blisko trzygodzinne drapanie się pod górę jest zawsze w ostatecznym rozrachunku nieco dłuższe niż wynika z mapy , zawsze trzeba się wgramolić nieco wyżej niż by wynikało z poziomic i zawsze jest nieco trudniej niż by się człowiek spodziewał . Malowane znaki szlaku co chwila gubią się pod niesamowicie grubą pierzyną śniegu . Połowa ( mniej więcej ) świerkowych wierzchołków połamana jak zapałki pod ciężarem niedawnych , potężnych opadów śniegu . Smutno wyglądają tak niedawno pokiereszowane lasy . 

O2085433.jpg
Dużo , dożo śniegu . Półtora metra ? Może więcej

Calusieńki czas przez las . Raz gęstszy , raz rzadszy , raz trawersem , raz wąską ścieżką , młodnikiem , starym stuletnim lasem , mozolnie gramolimy pod górę pokonując na prawdę spore przewyższenie . Słońca jak nie było tak nie ma . Jakąś minimalną nadzieję , żeby niebo choć trochę się przetarło dają spojrzenia na północ , w kierunku śląskich Beskidów – tam zawsze tej zimy miałem to szczęście , że świeciło słońce . Nie inaczej jest dzisiaj , pokazuję Pawłowi gdzie Skrzyczne , Barania i Malinowska Skała . Ale gruba warstwa ciemnych chmur nie puszcza ani jednego promyka w żywieckie góry . Trudno – polegnę jako meteorolog . Jeszcze jak bym miał urodę wystylizowanych pogodynek z telewizji – być może Paweł by mi wybaczył ? A tak ? Sam się wystawiłem na odstrzał jak dzik z ASF-em . Ech , życie . Wysokościomierz dobija do 1200 metrów . Znaczy się koniec wspinaczki bliski . Przełęcz Pawlusia już na wyciągnięcie ręki . Przełęcz Pawłowa  – brzmiało by lepiej  – na cześć mojego gościa , ale nie podejmuję się tematu zmiany starej nazwy . Jedno co pewne , to że leśna ścieżka przechodzi do historii , a rozległa polana pozwala się rozejrzeć po okolicy . Coś  widać w okienkach między chmurami . Nawet jakieś niebieskie refleksy błąkają się po niebie nad Romanką .  Hmmm może – może duszki i aniołki jednak posłuchały  ??? 

O2085440.jpg
Z Pawlusiej przełęczy w kierunku Romanki – czubki drzew – połamane – ósmy lutego 2019

Południe . Kilkanaście minut po południu . Nadzieja w serce wlewa się pomalutku , że jeszcze nacieszymy oczy – zawieszając wzrok na tych bliższych i dalszych górach . Póki co , na tle Pilska niewyraźnie szczerzymy się do samowyzwalacza . To takie starodawne selfie jakby kto nie wiedział  ( przyp. tłumacza ) 

O2085436.jpg

Hala Rysianka , schronisko . Stare i z „duszą” . Z taką duszą jaką pamiętam ze szczenięcych lat . Tu wrzątek dalej za darmo 🙂  Jest skarbonka na datki „co łaska” – i pewnie każdy coś wrzuci , tym bardziej , że cała zawartość puszki idzie na charytatywny cel . Inne schroniska – te z mniejszą duszą – dawno już wprowadziły opłaty za wrzątek . Pierwszy raz jak zobaczyłem wycenione w złotówkach ćwierć litra gorącej wody to pomyślałem , że kończy się epoka prawdziwej turystyki . Owszem , były argumenty „za” . Roztaczały one obraz plagi wycieczek niosących setki torebek z „gorącym kubkiem ” , nachodzące stadami właścicieli schronisk i żerujące jak sępy na wrzątku i na ich dobrym sercu . Tradycja – zapomniane trochę słowo kazało zawsze dać turyście nocleg , nawet na korytarzu i kubek wrzątku . Tutaj , na Rysiance komercja nie połknęła jeszcze tradycji . Aż mi lepiej od tego 🙂

O2085453.jpg
Hala Rysianka

Kawa , radler , szarlotka … należy się nam jak psu micha . Tymczasem tresowane , schroniskowe koty czają się jak futrzane sępy nad moją bułkę z mielonką . Bezskutecznie . Dieta Mruczku… BMI masz mocno zawyżone , a ja mam tylko jedną …. no sorry . Siedzimy przed wielkim oknem „patrzącym” na południe . Nie widzieliśmy się od sierpnia , więc gadamy bez ustanku , jak nie przymierzając baby , a może po prostu jak starzy przyjaciele , o wszystkim . I wypatrujemy słońca i błękitnego nieba . Coś tam się przeciera , bo norweska pogodynka głosiła na popołudnie czyste niebo „clear sky” . A tam za oknem chmury i chmury … chyba nawet Norwegowie są omylni …..

Dobra , zjedzone i wypite . Ruchy , kluchy leniwe – mówię sam do siebie , bo Paweł młodszy , jego poganiać nie trzeba . Nie jesteśmy nawet w połowie drogi a tu prawie druga po południu . Kierunek Hala Lipowska  i Rajcza . Wychodzimy na zewnątrz . I mówię sam do siebie : WOW ! . Jak ja nie cierpię tego słowa . Ale spojrzenie na północny zachód wywołuje zachwyt . Góry najlepiej uczą , że nie wszystko na tym świecie da się racjonalnie wytłumaczyć . Nad schroniskiem niebo . W obłędnym odcieniu błękitu .

O2085454.jpg
Schronisko z duszą na Rysiance 08 lutego 2019

Bo w górach – jak w życiu – wszystko ma swój czas . Bo Beskidy najlepiej uczą, że nie wszystko na tym świecie da się racjonalnie wytłumaczyć . Głowy zaczynają nam się kręcić dookoła . Patrz tam na prawo ! Patrz na lewo ! I tam ! . Szczęki powoli szykują się żeby opaść z hukiem na podłogę . Śnieżną podłogę . Doczekaliśmy się . Po cichutku w duszy szepczę do zielonych beskidzkich aniołów . Dziękuję Wam ! Jesteście wielkie !

O2085460.jpg
Mała Fatra – początek seansu 
O2085483.jpg
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Doznajemy nieopisanego słowami uczucia nieograniczonej wolności . Obcego mieszkańcom równin . Wiem , że być może trochę podpadnę , ale przyznajcie …. kto z Was widział ostatnio świat dokoła siebie w promieniu stu kilometrów ? Kto z Was widział z Krakowa w jednej chwili i Katowice i Tarnów ( ukłony dla Pawła )  ? Albo z Wrocławia jednocześnie i Opole i Legnicę ? Z Elbląga – Gdańsk i Olsztyn w jednej chwili ??? Niemożliwe . Tylko góry dadzą taką wolność . 

O2085478.jpg
Babia Góra z Hali Lipowskiej

Dostało się od nas i Babiej Górze . W teorii powinna się nam jawić gdzieś na horyzoncie przez cały czas wycieczki . Ale strzeliła zmierzła baba focha i chowała się w chmurach . W końcu jak się pojawiła, to  skwitowałem krótkim , męsko-szowinistycznym zdaniem . Babo , przecież mieliśmy Cię z Pawłem dwa razy w zeszłym roku , a Ty się teraz wstydzisz ?? Przecież fajnie było – przyznaj 🙂 

O2085485.jpg
Mała Fatra po raz drugi …
O2085519.1.jpg
Niskie Tatry po raz pierwszy … po prawej – Wielki Chocz – Góry Choczańskie – 08 lutego 2019 

Tatry trochę nas zawiodły . Czy żałuję , że ich nie było dobrze widać ? Nic z tych rzeczy . Ich mniejsi krewni – Niskie Tatry – Chopok , Dumbier i Kralowa Hola wynagrodzili nam widoki , nawet z nawiązką . Z pod morza chmur podglądały nas skaliste słowackie góry , a my nie pozostaliśmy im dłużni . Zachwyt ? To za małe słowo . Widoki na południe i wschód były ekscytujące . 

O2085514.jpg
Chopok – Niskie Tatry i ośrodek narciarski Jasna . 90 kilometrów ? Coś około tego

Tymczasem moje serce spogląda w drugim kierunku , patrząc na północ i zachód – tam są przecież „moje” najukochańsze – Śląskie Beskidy  . Chodź Paweł ,  przejdźmy te kilkaset metrów po głębokim śniegu . Nie pożałujesz . Zobacz jak pięknie wygląda Barania Góra i Skrzyczne …

O2085501.jpg
Barania Góra i Malinowska Skała widziane z okolic Hali Redykalnej
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Skrzyczne – książę Śląskich Beskidów 08 lutego 2019

Bo Beskidy nie są zwykłym , standardowym pięknem. One są pięknem ponad inne piękna . Jeżeli kochasz góry , to wszystko w nich jest cudem , i zauroczenie , i miłość , i przyjaźń , sami w ich objęciach stajemy lepsi . Żeby kochać góry , nie trzeba ich koniecznie widzieć . Jak w miłości . Jeśli kocha się istotę najdroższą , niekoniecznie musisz ją widzieć czy słyszeć , jak do nas mówi – wystarczy sama jej obecność . W górach jest podobnie – one istnieją i to wystarcza.

O2085504.jpg
Wieka Rycerzowa i Wielka Racza z okolic Hali Redykalnej

Niezapomnianych wrażeń krocie dały nam dzisiaj Beskidy . Dały nam czarodziejski przepych swej niezrównanej piękności , spokój i powagę szczytów , dzikość i śmiałość fantastycznych wierzchołków  , bajeczne bogactwo barw i światła , pozaziemski czar księżycowej nocy . Gdzieś czytałem , że Bóg stworzył cały świat z niczego , a gdy tworzył góry –  użył okruchów gwiazd .

O2085549.jpg

O2085546.jpg

A to wszystko , przez cały ten urokliwy dzień było udziałem dwóch najnormalniejszych pod słońcem facetów . Których , jeśli spotkacie błąkających się gdzieś „na mieście ” , nigdy nie posądzicie ich o to , że mają takiego fioła .

O2085559.jpg

O2085565.jpg

Skończyliśmy wycieczkę w całkowitym mroku . Naszym udziałem stał się zachód słońca , zmrok i beskidzka noc . Ten dzień to był kompletny „odjazd” . I niech mówią ” że to nie jest miłość …. że to się tylko zdaje nam…. ” 

O2085567.jpg
Dobranoc , do zobaczenia wkrótce

 

Korona Beskidu Śląskiego – Malinowska Skała

… czyli wernisaż rzeźb śniegowych  …

Nawet budzik był zbędny . Tak się nakręciłem na następną wycieczkę po górach , na przejechanie się na nartach po szlakach wokół beskidzkich „tysięczników” , że już o siódmej rano miałem wyspane oczy i co więcej –  wielkie jak srebrne jednodolarówki . Oczy gotowe na przygodę . Przeturlałem się na prawy bok uchyliłem powiekę , i mój wzrok spotkał się ze wschodzącym z nad śląskich gór słońcem . Nie będzie dzisiaj „dosypiania” , nie będzie funkcji „snooze” . Nic z tych rzeczy – „No way” . Przez kilka dni , tak  układałem sobie sprawy , żeby bieżącemu tygodniowi skraść jeden dzień – i przeznaczyć go tylko dla siebie . Tak samolubnie – a co ! Dzisiejszy biznesplan ? Perła w koronie śląskich gór – Malinowska Skała

O1305395.jpg
1152 metry nad poziomem morza – Malinowska Skała – 30 stycznia 2019

Pierwszym celem – Biały Krzyż ( Weisses Kreuz ) na Przełęczy Salmopolskiej . Droga prowadząca z Wisły na Salmopol jest najwyższą dostępną komunikacyjnie szosą w Beskidzie Śląskim , zaś po przełęczy Lipnickiej (Krowiarki) pod  Babią Górą  – drugą najwyżej położoną drogą w całych polskich Beskidach . Na tej drodze widoki nigdy nie zawodzą . Dzisiaj , wyryty wirnikowymi pługami głęboki na półtora metra śnieżny tunel zasłaniał nieco okolicę . Przydałoby się trochę wyższe auto 🙂

O1305329.jpg

O1305330.jpg
Zakaz ruchu 🙂 Nie dotyczy psich zaprzęgów …. Przełęcz Salmopolska 30 stycznia 2019

Od niemal miesiąca w śląskich górach rządzi zima . Taka prawdziwa , jak to dawniej bywało . Metr śniegu to standard . Tu , na przełęczy jest go co najmniej 140-150cm . Im wyżej tym więcej , tam gdzie zawiało zaspy może być nawet i dwa i pół metra . Od kilkunastu lat nie było takiej bajkowej zimy .

Jak pytam znajomych , przyjaciół , rodzinę – prawie nikt nie lubi zimy . Powodów ? Tysiące . Skrobanie zamarzniętych szyb trwa całą wieczność ! Zmarznięte palce u rąk i nos po każdym wyjściu z domu? Taaa , znamy to dobrze . Tu Cię zawieje , tu zmokniesz… Odśnieżanie przed domem , zakichana zmiana opon w samochodach . Czapki , szaliki …. sól na drogach… breja z roztapiającego się śniegu.

O1305347.jpg
Pod Malinowem 30 stycznia 2019

Mimo tylu argumentów „przeciw” zimowej aurze – jestem i będę w opozycji , jestem i będę mniejszością i  razem z nielicznymi , będę niedobitkiem , ostatnim mohikaninem  i klinicznym przypadkiem fanatyka białego „paskudztwa” . Należę do tych dewiantów , którzy lubią zimę …. Pewnie dlatego , że najpiękniejsza zima na świecie mieszka w najpiękniejszych górach świata – w Śląskich Beskidach .

O1305350.jpg
Widok na południowo/zach  zbocze Malinowskiej Skały 
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Zielony Kopiec … następny w kolejce do „korony”  🙂 30 stycznia 2019
O1305364.jpg
Jeszcze raz Zielony Kopiec z pod siodła pod Malinowską Skałą

Pewnie czekacie na argumenty „za” …  Mimo , że lubię „zabawy” z polskim językiem , tym razem jednak pozwolę sobie użyć zamiast słów – znacznie cięższej artylerii . Obrazów . Widoków , które skusiły mnie dzisiaj , żeby odwiedzić góry na granicy między Wisłą a Szczyrkiem . Przywabiły i zbałamuciły mój „techniczny” umysł  , oczarowały i zakręciły w głowie . Bo śląskie góry – jak żadne inne – potrafią , kreować obrazy . Obrazy fascynujące , hipnotyczne i urzekające . Zwłaszcza jeśli ( przypadkiem lub celowo )  pójdziesz na wycieczkę i utrafisz tak harmonijny , słoneczny czas . Los podarował mi kolejny mroźny i słoneczny dzień , w krainie nieskażonej bieli i lazurowego nieba . Tej zimy , passa sprzyjającej aury zdaje się być nieskończona .

O1305371.jpg

O1305372.jpg

Innych szczęściarzy , którym dany był ten bajeczny dzień , policzyłbym na palcach . Kilkunastu ? Z pewnością nie więcej . Tymczasem wokół mnie , widoki zaczynają przypominać galerię sztuki . Galerię wyrzeźbionych śniegiem , wiatrem i mrozem postaci , przedmiotów , ich zawikłanych form , i zupełnie nierealnych kształtów .

O1305381.jpg

O1305380.jpg

Pogmatwana fantazja natury nie zna granic . Oglądanie tych złudnych kształtów , nie nazwanych ludzkim językiem i kompozycji śniegowych – to intrygujące doznanie . Tych obrazów zmyślonego świata przyrody nie oddadzą ani słowa , ani fotografie . Choć próbuję zapisać je , na elektronicznej kliszy aparatu , mam zbyt mało narzędzi i umiejętności  , żeby udokumentować dzieła sztuki jakie widzą moje oczy.  

O1305389.jpg

O1305391.jpg

Wyjście w góry w taką bogatą zimę z kilkumetrowymi zaspami – tak z buta – „na piechotę” po to żeby zobaczyć te fantazyjne kształty , jakie śniegowi nadaje natura – to nie najlepszy pomysł . Znacznie lepszym środkiem transportu przy takiej ilości „wody w proszku” – są narty . Możecie znaleźć się w pewnym momencie na rozstaju dróg  jak poniżej , i wybór tej właściwej  jest niezwykle trudny . „I ta kusi , i ta nęci ” . Wybrałem ten ślad po lewej 🙂 Ten wybór wydłużył moją wycieczkę o co najmniej godzinę .

IMG-20190130-WA0005
Koreański smartfon też daje radę w kwestii zdjęć – widok na Zielony Kopiec 30 stycznia 2019

Wiem co mówię , posłuchajcie… idąc na nartach – wydawałoby się – przetartym przez jednego narciarza szlakiem , miejscami zapadałem się powyżej kolan . W pewnej chwili powalone drzewa , zmusiły mnie do odpięcia nart i przejścia między kilkoma leżącymi świerkami na piechotę . I to był najgłupszy pomysł tego dnia . Pierwsza narta odpięta , odpinam drugą i bach … w sekundę zapadłem się do białego puchu po pachy . Niby nic , po prostu wpadłem w głęboki śnieg . Dopiero po chwili zdaję sobie sprawę , że gdyby nie gałęzie powalonych drzew – znalazłbym się w pułapce . Możesz się oprzeć na kijkach ??? Podpowiada mi głowa – tak , ale kijki 145cm zapadają się całe , a ręka po łokieć . Co najmniej dwadzieścia minut wykopywałem się z białego potrzasku , drugie tyle łapałem oddech po wyjściu ze śnieżnych sideł .  Od razu zapaliła mi się czerwona lampka . Wywrotka w takiej głuszy zadziała jak lep na muchę – to labirynt prawie bez wyjścia . 

O1305397.jpg
Malinowska Skała , w głębi Skrzyczne – 30 stycznia 2019

Wczłapałem w końcu na szczyt Malinowskiej . Z powrotem będzie już z górki , więc fraszka – igraszka . Drugie śniadanie znika w moment . Gorąca herbata . Stoję na szczycie i nie poznaję „SKAŁY” . Bez śniegu – to na prawdę spora wychodnia skalna . Dobre pięć , czy sześć  metrów wzrostu , dzisiaj ledwo wygląda spod śniegu malutki kamyczek . Dla porównania – poniżej zdjęcie z tej samej perspektywy – autorstwa Magdy – nieco bardziej od beskidzkiejsalamandry – zbzikowanej na punkcie gór  🙂

KBŚ-Najlepsze-na-koniec-21.jpg
Malinowska Skała – źródło http://www.wiecznatulaczka.pl

Zjazd w dół , przez przełęcz pod Zielnym Kopcem to już „bułka z masłem”. Co prawda w bułce z masłem , trafił się zakalec w postaci gleby , i wciągnięcia pod kurtkę odrobiny „białego proszku ” a potem otrzepywania się ze śniegu . Przyzwyczajony jestem . To nie pierwszy i nie ostatni raz 🙂 . Jeszcze rzut oka na Magurkę i halę Radziechowską , na ostatnie śniegowe rzeźby …..

O1305403.jpg
Magurka Radziechowska i Hala Radziechowska z przełęczy pod Zielonym Kopcem

Oj , jak ja nie lubię wracać z Beskidów . Zawsze łapię dołka kiedy kończy się  taki dzień . Dzisiaj trochę szczęście się do mnie uśmiechnęło . Oprócz tych niesamowitych wrażeń , widoków , i przygód „po pachy w śniegu” poznałem bratnią duszę z Wisły . Heńku – to była przyjemność poznać Cię i przejechać się z Tobą na nartach po naszych cudnych górach . Pewnie nasze „biegówki” jeszcze kiedyś się skrzyżują 🙂 Pozdrowienia .

O1305373.jpg