Karty z historii Katowic 01 – Wieś nad Roździanką – Dorf am Rowabach

Zalążkiem Katowic była osada przemysłowa , wydzielona ze wsi Bogucice – Kuźnica Bogucka . Pierwszą wzmiankę o terenie , na której stała bogucka kuźnica żelaza przytacza dokument darowizny , sporządzony w Pszczynie dnia 15 grudnia 1360 r. – podpisany przez księcia opawsko-raciborskiego Mikołaja II. „Kuźnica Bogucka”  wymieniona jest również w tekście wyroku krakowskiej kurii biskupiej z roku 1397 nadawstwo (kolaturę) kościoła parafialnego w Mysłowicach . Dokument brzmiał tak : ” Mikołaj z Bożej łaski Książę Opawski i Raciborski wszystkim do wiadomości […], że mu miłe i wierne służby, które umiłowany i szlachetny rycerz Otto, zwany de Pylcz, nieprzerwanie pełni […] wynagrodzić pragnąc, jemu oraz dziedzicom i prawym następcom jego te wsie […] to jest wieś Jazwicze ( Józefowiec ) i wieś Zalenze ( Załęże )  z dziedzictwa ojcowskiego jemu bezspornie należące, podobnie i wieś Boguczyce ( Bogucice ) z wsią Rozdzen ( Roździeń ) i z miastem Myslowicze ( Mysłowice ) […] dajemy, zezwalamy i darujemy.

440px-Katowice_-_Akta_Wizytacji_parafii_w_Bogucicach_(1598)
Protokół powizytacyjny parafii bogucickiej – pierwsza wzmianka o „villa nova Katowice” rok 1598

Trudno dziś ustalić – ponad wszelką wątpliwość – czy nazwa Katowice pochodzi od imienia ( przezwiska ) pierwszego osadnika ( dzierżawcy ) – Kata, czy od słowa „kąty”- tak nazywano chaty zagrodników , pracujących przy wyrębie drzewa, dostarczanego następnie do Kuźnicy Boguckiej . W latach końcowych XVI w. wieś przy Kuźnicy Boguckiej była już na tyle ludna ( liczyła ok. 75 zagród ) , że została wymieniona w protokole powizytacyjnym 1) parafii bogucickiej jako „ villa nova Katowice „ . Inny dokument , to  umowa dzierżawna z lipca 1598 r. – zawarta między braćmi , kuźnikami boguckimi , a Adamem Behmerem , w której – tym razem – wymieniona jest „villa nova Katowicze” . Oba te dokumenty stanowią – jak dotąd – najstarsze , zachowane  zapisy , dotyczące historii Katowic.

Walenty_Rozdzienski_Huta_y_Warstat_1
Officina ferraria abo huta y warstat z kuźniami szlachetnego dzieła żelaznego przez Walentego Roździeńskiego teraz nowo wydana Kraków 1612 

Villa nova (wieś nowa) rozwijała się szybko . Płytko zalegające pod ziemią rudy żelaza , przyczyniły się do powstawania licznych małych, często prymitywnych kuźnic i warsztatów hutniczych (zwykle o napędzie wodnym). Wokół nich tworzyły się osady kowali, dymarzy , węgielników oraz osiedla o nazwie :  Brwinów, Zalenze, Katowska Hałda , Karbowa i inne. Poza istniejącą Kuźnicą Bogucką , o której wspomniano już  w roku 1360 i 1397, powstawały podobne zakłady kuźnicze, jak: załęski , szopieński , roździeński itp .

Walenty_Roździeński
Walenty Roździeński litografia

Z zakładem „roździeńskim” związana jest postać kuźnika , pisarza i poety Walentego Roździeńskiego .  Jest on autorem poematu wierszowanego , napisanego w języku polskim p.t.  „Officina ferraria” . Roździeński opisuje w nim szczegółowo dzieje europejskiego i polskiego hutnictwa , technikę pracy hutniczej oraz życie i zwyczaje śląskich hutników i górników. Historię Katowic wyznaczają w znacznym stopniu dzieje kilku wcześniejszych , słowiańskich osad rolniczych . Pochodził z rodziny o wielopokoleniowych tradycjach hutniczych. Pierwotne jego nazwisko brzmiało Brusek lub Brusiek – ojciec jego nazywał się Jakub Brusek (od nazwy miejscowości Brusiek koło Koszęcina .

POL_gmina_Koszęcin_COA_new.svg
Herb Koszęcina

Jednakże syn przejął nazwisko nie po ojcu , lecz od nazwy odziedziczonej kuźnicy w Roździeniu ( co było to wówczas powszechną praktyką na hutniczym Śląsku . Sam Roździeński znany jest przede wszystkim jako autor wierszowanego  Officina Ferraria –  powstał on podczas pobytu na dworze koszęcińskiego pana Andrzeja Kochcickiego , gdzie zajmował się zarządzaniem jego hutami . To pierwszy tego typu utwór w języku polskim – łączy praktyczne i rzeczowe informacje z zasadami poetyki i wersyfikacji . Autor opisuje w nim historię obróbki żelaza oraz życie i pracę śląskich górników , hutników i kowali , którą znał z własnego doświadczenia . Dodatkowo , będąc ewangelikiem , Roździeński wprowadził do swego utworu liczne cytaty i komentarze biblijne oparte na ewangelickiej postylli górniczej . Roździeń , to dziś część katowickiej dzielnicy Szopienice.

z18717814V,Tak-Katowice-widzial-w-latach-30--XIX-w--Ernst-Wil
Ernst Wilhelm Knippel litografia – widok na płn/wschód z dzisiejszej ulicy Stawowej – prowadzącej do stawu kuźniczego po prawej  – 1834 

1 – Pierwsza Karczma wraz ze stajnią i browarem (w miejscu dzisiejszego Skarbka) – zawaliła sie w 1864 r
2- Kuźnica Bogucka – przez jakiś czas nieczynna , uruchomiona i rozbudowana ponownie w 1799 r. (dziś stoi w tym miejscu „Separator” przy Al. Korfantego 2)
(3) Huta Fanny ( obecne tereny Spodka)

800px-Katowice_-_huta_Hohenlohe_(Welnowiec)
Ernst Knippel – zwany śląskim Canaletto – Huta Hohenlohe Wełnowiec lata 50 XIX wieku

Śląski Canaletto – Ernst Wilhelm Knippel to jeden z najwybitniejszych reprezentantów Szkoły Kowarskiej , prekursor przedstawień śląskiego pejzażu industrialnego . Knippel urodził się w 1811 , zmarł w 1900 roku . Był  synem piekarza z małej miejscowości Ściegny w pobliżu Kowar. Nigdy poza ogólnie pojęty Śląsk nie wyjechał – nie studiował w akademii, a wiedzę i warsztat zawdzięczał praktyce w pracowni Tittela, nestora Szkoły Kowarskiej . Po śmierci ojca został przez starszego brata skierowany do tzw. terminu, gdyż grafika w realiach i ramach Szkoły Kowarskiej była przede wszystkim rzemiosłem. Spotkanie z Carlem Riedenem (1802-1852 ), bardzo utalentowanym grafikiem, przesądziło o powstaniu spółki graficzno-wydawniczej znanej jako Rieden & Knippel z Kowar. Gdy Knippel i jego firma rozpoczynały działalność, otrzymał zaproszenie od hrabiego Hohenlohe ze Sławięcic, właściciela wielu zakładów przemysłowych, potentata i przedsiębiorcy. Dzięki jego mecenatowi graficy ze spółki Rieden & Knippel rozpoczęli pracę nad wiernym, niemal dokumentacyjnym przedstawieniem rodzącego się na Śląsku przemysłu.

Budynek-dyrekcji-huty-Uthemann-sierpie_-2011-fot.-Leonard-Czarnota1
Ernst Knippel – huta Uthemanna budynek dyrekcji  – Szopienice lata 40 / 50 XIX wieku

Najstarszą wsią wokół wsi Katowice był Dąb (dziś północno – zachodnia dzielnica miasta) . W roku 1299 książę bytomski – Kazimierz  – w dokumencie darowizny – przekazał wieś Dąb  zakonowi bożogrobców 2) . Zakon ten prowadził tu swój klasztor (przez kilkaset kolejnych lat). Z zapisów w księdze parafialnej parafii Bogucice wynika, że we wsi Katowice coraz liczniej osiedlali się nowi mieszkańcy . Ich nazwiska : Toboła, Kunka, Mamka, Pieszczach, Ziółka, Dudzik itp. świadczą o ich słowiańskim rodowodzie.

Katowice_Huta_Baildon
Domb –  jedna z najstarszych dzielnic Katowic – Huta Johna Baildona – lata 60 XIX wieku

W swej ponad 400 lat liczącej historii, wieś Katowice miała ponad 20-tu dzierżawców i właścicieli. Wśród nich byli bracia-kuźnicy : Andrzej , Jakub , Jan i Mateusz Boguccy , Katarzyna Salomonowa, która w roku 1614 sprzedała „…kuźnicę bogucką z wioską Katowice i pustym działem brynowskim” . Wieś przechodziła kolejno  w ręce m. innymi rodu Gosławskich, Mieroszewskich, Kamieńskich , Bernarda Sobka , hr. Baltazara Promnitza , Józefa Schwellengrebela , Józefa Mikusza i Bernarda Mleczko , Fryderyka Lehmanna ,  Franciszka Wincklera i jego rodziny . Thiele-Wincklerowie , byli to to bogaci magnaci ziemscy i przemysłowi .

Katowice_-_zamek_Thiele-Wincklerów
Katowice , 1841 , zamek Thiele-Wincklerów

W roku 1841 Franciszek  Winckler przeniósł do Katowic – do nowo wybudowanego  pałacu – zarząd swoich dóbr rycerskich , sam zaś niemal do końca życia mieszkał w zamku miechowickim ( zmarł w roku 1851 w Szwajcarii) . Po śmierci F. Wincklera , zarządcą dóbr rycerskich został Friedrich Grundmann . Dzięki wpływowi i staraniom Franciszka Wincklera , przez Katowice poprowadzono linię kolejową , łączącą wschodnie tereny Górnego Śląska z Wrocławiem ( i dalej z Dreznem ) . Wybudowano też pierwszy dworzec kolejowy . Niebawem Katowice uzyskały połączenie z siecią kolei europejskich : Warszawą , Wiedniem i Berlinem . Szybka rozbudowa sieci komunikacyjnej , rozwój przemysłu – sprzyjały urbanizacji wsi Katowice.

Katowice_-_Hotel_Welt
Katowice , starszy od miasta – pierwszy hotel , Hotel Welt 1848r.

Katowiccy chłopi już w XVII wieku mieli swój samorząd, lecz wyniku reform państwa pruskiegoi uwłaszczenia, stali się właścicielami tylko części uprawianej ziemi.  Postanowili więc – dla obrony swoich praw – na południowym brzegu Roździanki 3) – utworzyć gminę wiejską . W latach 30-60 tych XIX wieku 4 przedstawicieli rodziny Skibów, było sołtysami Katowic . Ostatnim polskim sołtysem był – Kazimierz Skiba 4). Pełnił tę funkcję do roku 1859.  Wraz z kilkoma innymi polskimi członkami rady gminnej (Panków, Kocur, Warzecha,  Klauza,  Żołonek) – odważnie sprzeciwiał się do końca, próbom narzucenia Katowicom statusu miasta niemieckiego, wprowadzenia nowego prawa wyborczego, rozwoju niemieckiego przemysłu , do czego dążyli Thiele-Wincklerowie .

img 1

Przedzielone rzeką Rawą, istniały obok siebie jakby „dwa światy” : spokojna , sielska wieś , rządzona przez Skibów , i wieś rozwijającego się przemysłu, szybko zaludniająca się napływającymi osadnikami (w większości niemieckimi) i tak zwanym. „ludźmi interesu”. Od 14.IV.1856 r. obowiązujące prawo zezwalało brać udział w wyborach nie tylko posiadaczom ziemi , ale także wszystkim mieszkańcom , osiągającym określony dochód . Polscy chłopi – radni, z sołtysem Kazimierzem Skibą , wyraźnie tracili wpływy na rzecz nowych radnych, z kręgu bogatych przemysłowców i „przyjezdnych”, posługujących się wyłącznie językiem niemieckim. Kazimierz Skiba i popierający go polscy radni , zostali w roku 1859 zmuszeni do rezygnacji z wszelkich funkcji społecznych w radzie . Nader często bowiem w głosowaniach  – wypowiadali słowa „nie chca”. W istocie rzeczy słowa te oznaczały brak zgody na próby germanizacji ich „małej ojczyzny”.

10_01_2013_15_28_25
Kazimierz Skiba – literatura naukowa nazywa go ostatnim polskim sołtysem Katowic źródło – „Mówią wieki”

Thiele -Wincklerowie, magnaci finansowi, przemysłowcy, radni niemieckiego  pochodzenia itp. itp. nie natrafiali już w radzie na przeszkody, m.in.  w staraniach, o przyznanie Katowicom praw miejskich . Uchwałę w tej sprawie poparło – w decydującym głosowaniu –  68 radnych. Sprzeciwiło się 28 radnych, wśród nich głównie „ludzie Skiby”. Przedziwnym zrządzeniem losu i niejako symbolem nadchodzących zmian, było zawalenie się Karczmy Katowickiej – obiektu wielofunkcyjnego, w którym od niemal 50 lat spotykali się i obradowali miejsco-wi zagrodnicy i gminni radni. Karczma zawaliła się w roku 1864, niemalże równo na rok przed nadaniem Katowicom praw miejskich. Karczma , o której mowa stała w miejscu dzisiejszego DH.„Skarbek”.

Dzisiejsza ul. Starowiejska z widokiem na kościół Mariacki
Dzisiejsza ul. Starowiejska z widokiem na kościół Mariacki ok 1870r.

W 1865 r. Wilhelm I z dynastii Hohenzollernów – król pruski – nadał wsi Katowice (magdeburskie) prawa miejskie. Król pruski podpisał ten akt na zamku  Babelsberg  w Poczdamie . Tą polityczną decyzją , utworzono z polskiej wsi – niemieckie miasto , KATTOWITZ któremu wyznaczono specjalną misję : walkę o niemieckiego „ducha”, na słowiańskim wschodzie.

RGB : 232, 109, 77.
Huta „Marta” Katowice – obecnie w tym miejscu stoi „Superjednostka”

………………………………Przypisy od autora Włodzimierza Józefowicza………………………………….

1) protokół powizytacyjny sporządził ks. Krzysztof Kazimierski – kanonik i wizytator krakowski,

2) Bożogrobcy – „Bracia Krzyżowi Pańskiego Grobu Jerozolimskiego”. Sprowadził ich do Polski w r. 1163 Jaksa z rodu Gryfitów.  Osadził ich w Miechowie, (stąd nosili nazwę „Miechowici”.)

3) rzekę Roździankę powszechnie nazywano Rawą. Pierwszy archiwalny zapis : Rawa, pochodzi z roku. 1737.

4)    więcej o Kazimierzu Skibie – szukaj : w przyszłych „kartach ”  Kazimierz Skiba   – część 25

Rzuć wszytko i chodź w góry ….. koniecznie z psem 😊

czyli zakamuflowane zaproszenie do Rubilandii…

Psia „Ziemia Obiecana”  kraina wielkiego czworonożnego szczęścia istnieje na prawdę . Nie jest ani wymyślona ani iluzoryczna . Psim eldorado są góry . Niezmierzone przestrzenie , pachnące lasy , kryształowe  strumienie , wielkie dzikie polany na szczytach – od lat były i pozostały ulubionym domem psowatych . Jedyni przodkowie naszych Tofików , Łatek i Rubików byli rzecz jasna –  wilkami (tu spotkanie z nimi w Beskidach ( kliknij ) . I pewnie to atawizm gatunku „canis familiaris” odpowiada za to , że nasze psy domowe tak beztrosko i cudownie czują się w górach . Nasza i Rubika – fantastyczna kraina – zwana od niedawna Rubilandią leży w Śląskich Beskidach między pasmami Czantorii , Skrzycznego i Szyndzielni .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Rubilandia , ładniejsza połowa Beskidzkiej Salamandry i przyszły władca śląskich gór – Rubik 😉

Nasz mały Rubik z pewnością , podąży śladem Fokusa i ani się nie obejrzymy jak zostanie mianowany hospodarem śląskich gór – Jego White Terrierową Wysokością – z psiej Bożej futrzanej łaski – regentem beskidzkich dolin – Leśnicy , Hołcyny i Bukowej  , wielkim księciem ustrońskich źródeł  – Rubikiem Pierwszym Beskidzkim 😉  Chcemy się z Wami w tym felietonie podzielić naszymi doświadczeniami z blisko dwudziestu lat włóczęgi po górach w towarzystwie westusiów . O czym należy pamiętać zabierając psiaki , jakie są ograniczenia , korzyści , ale i niebezpieczeństwa wynikające ze specyfiki gór . 

DSCN1157
Z Fokusem i Hektorem ( z bandamą ) na Wielkiej Raczy

Leitmotiv-em tego felietonu będą nasze ukochane psy – West Highland White Terriery . Westie są do bólu typowymi terrierami  – pełnymi temperamentu , żywiołowymi , niezależnymi , nieustraszonymi i obdarzonymi silnym charakterem . Ich miłośnicy ( to My ) twierdzą , że mają wszystkie zalety tej grupy psów, a jednocześnie nie mają ich wad . Wszystkie nasze westy były i są wesołe , ruchliwe i zawsze gotowe do towarzyszenia swojemu człowiekowi . Bardzo przywiązane do właściciela , potrafiące chodzić za nim krok w krok , ale nie będące przy tym natrętne . Nie domagają się stałej uwagi – cierpliwie czekają , aż będziemy mieli dla nich czas . Westie nie jest agresywny ani nadmiernie hałaśliwy . Jest idealnym kompanem na górskie wycieczki . Słysząc , że chodzimy po górach niemal wyłącznie z psem ludzie zadają nam szereg pytań : czy to trudne? czy nie oznacza to zbyt wielu wyrzeczeń ? A może grożą nam jakieś niebezpieczeństwa ? No i o czym trzeba pamiętać jadąc ze zwierzęciem na dłuższy lub krótszy wypad w teren?

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Rubik , regent beskidzkich połonin w lipcu 2019

No to ruszamy w góry  – nie w Karakorum , ani w Pireneje , ruszamy na wycieczkę w nasze polskie , najpiękniejsze góry na świecie – w Śląskie Beskidy . Co zabrać ze sobą ? Z pewnością siebie i merdający ogon . Najważniejszy jest rzecz jasna pies , bo jak ktoś nie ma psa , to nie pójdzie przecież z psem w góry 😉. Pies może być całkiem zwykły , a i tak będzie dla nas  gwarancją dobrej zabawy , zwłaszcza jeśli w nazwie jego rasy znajdzie się magiczne słowo Highland  – Średniogórze – idealnie opisujące góry w Rubilandii . Pies nie może być zbyt młody , bo szczenięta nie mogą być nadmiernie forsowane i oczywiście musi być zdrowy i chętny do spędzania z nami aktywnie czasu – dla takiego psiaka każda wycieczka w góry będzie po prostu świetnym spacerem u boku swego przewodnika .

DSCN1610
A co mi tam krowa dziwna ?  bynajmniej nie miastowy 😉 Fokus 

Psi ekwipunek należy uzupełnić o : 1) miskę i wodę – dużo wody , bo choć w górach źródełka i strumienie można spotkać niemal co krok , to w wyższych partiach , na polanach pod szczytami trudno o dostęp do niej , a woda będzie nam niezbędna . 2) smycz i obrożę lub szelki – najlepiej z identyfikatorem . Nasze , beskidzko-salamandrowe psiaki przyzwyczajone do górskich realiów nie oddalały się zbytnio od nas , i dla nich były to wycieczki po „swoich ścieżkach” , tymczasem psiaki „letników” potrafią zwiać wystraszone w ułamku sekundy w gęsty młodnik , czy pogonić za leśną zwierzyną – i potem „szukaj wiatru w polu” . Pupila trzeba mieć stale pod czujną kontrolą , moim zdaniem nie oznacza to , że chodzi o kaganiec , czy jarzmo w postaci smyczy , na którym zwierzę się prowadzi , lecz o realną (samo) kontrolę — zapewnienie tego , by pies nie miał możliwości swobodnego grasowania . Nie każdy pies dla sprawowania nad nim kontroli wymaga środka technicznego w postaci linki .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Rubilandia , Highland – Średniogórze – beskidzka dolina Leśnicy
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Rubik ma cztery i pól miesiąca . Smycz mam , ale tylko dla ozdoby Brenna w lipcu 2019

90%  beskidzkich gór na „zielonym  Śląsku ”  stanowią lasy . Ustawa o lasach zakazuje puszczania psa luzem w lesie nie definiując przy tym czym jest ów „luz” . Bo są przypadki szczególne : kiedy niezwykle karny czworonóg robi dokładnie to, czego oczekuje odeń przewodnik  ale przecież są takie – choćby psy ratownicze , psy służbowe , psi przewodnicy , takimi psami były nasze westy – Tazok i Fokus . W takim przypadku nasz psiak  jest pod kontrolą przewodnika — kontrolą niewidzialną , sterowaną gestami , werbalnie , i ( a może zwłaszcza ) wynikającą z bliskiej więzi emocjonalnej i psychicznej . Albo z innej beczki – psiak jest tak nieśmiały , bojaźliwy i wycofany , że nie wyobraża sobie oddalenia się na więcej niż 10 metrów , a nawet jeśli się to zdarzy , to w 100 % wraca w podskokach raz zawołany . Czy te sytuacje można opisać jako puszczanie psa luzem ? moim zdaniem NIE . Więc niech sędzią w tej sprawie będzie nasz rozsądek . Dla „świętego spokoju” niewtajemniczonym sugeruję – że  w górach , i górskim lesie najlepiej będzie prowadzić psa na smyczy . 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Fokus na Wielkim Krywaniu smycz przy pasku – dla fasonu 😉

W górskim środowisku na naszego psiaka działają tysiące bodźców . Jego zmysły dosłownie bombardują nowe dźwięki , zapachy , smaki i kształty . My , jako ich przewodnicy prowadzimy psiaki po labiryncie ,,Matki Natury,, i tylko od nas i naszego rozsądku i opanowania zależą ich reakcje na otaczający ich świat . Nie jesteśmy zwolennikami smyczy , ale w jednym przypadku , zawsze będziemy jej używać . W parkach narodowych i rezerwatach tych , które są ,,przyjazne,, psom . Po tych świątyniach przyrody –  tak w kraju jak i za granicą , nasze psiaki będą zawsze spacerować wyłącznie na smyczy . Podsumowując ten wątek , jeśli nie jesteśmy pewni na 200% jak zachowa się nasz towarzysz i nie jesteśmy pewni swojej niewidzialnej więzi i realnej kontroli użyjmy w górach smyczy .

Rubilandia
Rubilandia – psia Ziemia Obiecana – Hala Świniorka pod Orłową

Jak długi i forsowny może być spacer po górach , to oczywiście sprawa indywidualna każdego z nas . To zależy od naszej kondycji , aktualnego samopoczucia , często od zmiennej pogody . A jak to jest u psiaków ? Dokładnie tak samo , i jeszcze od wieku , rasy , budowy ciała , wydolności i zwykłej przyjemności czerpanej z takiej formy spędzenia czasu . Z Westie’m – ruchliwym , ciekawskim , wszędobylskim i ambitnym psem możemy znacznie więcej niż z sapiącym jak lokomotywa buldożkiem czy leniwym bassetem . To przecież Terriery , wielkie psy w małym ciele . Ale i one mają swoje ograniczenia .  Skały , ostre kamienie , drabinki i klamry , są nie do pokonania nawet przez najbardziej  zgrabnego psa . Starsze zwierzęta i szczeniaki z kolei , szybciej opadają z sił .

IMG_1789
Łańcuchy i drabinki   ???  ogarniemy na luzie temat 😉 Fokus w Słowackim Raju

Mamy wtedy dwie opcje do wyboru . Nasze ręce lub nosidełko . Pierwsza opcja – jak najbardziej OK zadziała na krótkich dystansach , póki nie „zwiędną” nam ręce , druga jest właściwie niezbędna w trudnym terenie i na dłuższych wyprawach . Od lat stosowaliśmy to udogodnienie , sprawdziło się zarówno stare nosidełko odziedziczone po dzieciach , jak i specjalne , dedykowane dla psów . Bo przecież nie każde przejście, z którym poradzi sobie człowiek , będzie w zasięgu psich łapek . I ten bliski kontakt z naszym przyjacielem , kontakt nos w nos , albo ucho w ucho , kiedy czujesz ciepło jego ciała – to bezcenne uczucie . Pamiętam jak w Parku Narodowym Słowacki Raj , zagadnął nas jeden z turystów i skomentował zdziwiony :  „Pierwszy raz widzę , żeby dwunożne zwierzę taszczyło na plecach czworonożne ” 😉 

IMG_1921
Dwie szkoły – u „pana” salamandry – Fokus w nosidełku , Hektor u Mietka pod pachą 🙂 

Wybierając się na dłuższe wycieczki (powyżej 6 godzin) zawsze zabieramy porcję karmy , bo przecież każde stworzenie musi mieć szansę na regenerację . Pamiętamy też o właściwym tempie marszu i odpowiedniej dozie odpoczynku . Nasz pies zwykle pokonuje dwu a może nawet trzykrotnie dłuższy dystans niż my , do tego nawet w słoneczny i gorący dzień nie może zdjąć swojego futra . W takich warunkach niezbędne będzie poświęcenie kilku minut na oddech co godzinę , zamoczenie łapek w strumieniu , miska wody , a przy dłuższym marszu konieczne mogą okazać się nawet nieco dłuższe przerwy . Nie zabierajcie swoich psiaków w tłumnie odwiedzane miejsca . Setki nóg i hałas „głośno szczekających” do siebie ludzi to nie jest to co nasze „tygrysy lubią najbardziej” .

IMGP1476
Koń jaki jest – każdy widzi 😉  Medytacje wiejskiego westusia

Jeśli myślimy o trekkingu za granicą naszego pięknego kraju w plecaku nie może zabraknąć psiego paszportu wraz z zaświadczeniem o szczepieniu . Warto też mieć ze sobą – pod każdą szerokością geograficzna przyrząd do wyciągania kleszczy zaś przy dłuższych wyjazdach w bagażu nie może zabraknąć preparatów chroniących psie stawy . Czy wyjście w góry z psem wiąże się z wyrzeczeniami , czy czworonożna turystyka ogranicza przewodnika ? Oczywiście punkt widzenia zależy od punktu patrzenia – nas nie ogranicza , bo kochamy takie wycieczki , i poniekąd jesteśmy od nich uzależnieni . Ograniczenia nie dotyczą też naszych psiaków , niech się wyhasają do oporu , upaprają błotem w poszukiwaniu kreta . Będą szczęśliwe i będą dobrze spały .

Fokus - Ale za to jest radocha
Fokus – nie ma kreta , ale radocha tęga !! Tak wygląda szczęśliwy pies 😉

Nie chodzi jednak o to , by drobne wyrzeczenia przesłoniły Wam niewątpliwie plusy ! Wędrowanie z psem w górach to mnóstwo frajdy : jest weselej , zawsze coś się dzieje , mamy więcej pretekstów do odpoczynków w ciekawych miejscach , pies potrafi odpowiednio przyspieszyć lub zmniejszyć tempo marszu 😉 Psiak poprawia nastrój , tłumi niesnaski – jest świetnym kompanem do wszelkiego rodzaju przygód . Tak więc…rzućcie wszystko i chodźcie w góry ( kliknij)  oczywiście najlepiej z psem u boku 😉

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Do zobaczenia i usłyszenia w drugiej części . Jesienno – zimowej 😉 Beskidzka – Marzena i Salamandra – Maciek 

 

 

Na drugim końcu smyczy . Znowu …

…. czyli nasz osiemnasty rok z westusiami

Zostały po nich wspomnienia . Zostały zdjęcia . Nasze Westy . Nasze białe anioły . Pamiętamy o nich do dzisiaj . Dalej mieszkają gdzieś w głębi naszych serc . Tazok . Słodki , wyjątkowo piękny , psie ciepłe kluchy . Biała jak śnieg ciamajda , z której co jakiś czas wychodził prawdziwy terrier . To jego ściągaliśmy z drzewa kiedy wdrapywał się za kotem . Jego rozczesywaliśmy z rzepów po wizytach w zapuszczonych starych ogrodach . Lubił krupnik , żurek i sardynki z puszki . Nie lubił kotów i podróży , wiec zjadł kiedyś jakąś „Bardzo Ważną Wajchę” w samochodzie . Pewnego upalnego dnia górska rzeka zabrała go za Tęczowy Most … miał niecałe trzy latka .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Jeszcze tego samego letniego dnia trafił do nas Fokus . Brzydal . Niechciana przez nikogo , zaniedbana , czteromiesięczna karykatura Westa . Nietoperz skrzyżowany z pająkiem … Wyrósł na przepięknego „wzorca rasy” . Był z nami sporo ponad piętnaście lat , był najbardziej przewidywalnym czworonożnym towarzyszem – ever ! Był przyjacielem , obrońcą i powiernikiem , słuchał naszych myśli jak zaufany spowiednik . Nie byliśmy dłużni . Dom , ogród , wolny czas , wakacje zawsze musiały zawierać  ” psi pierwiastek ” . Były przyjemności , były wyrzeczenia , były radości i smutki . Piękne chwile . Wspólne piętnaście lat z dobrym hakiem minęło jak z bicza strzelił . Trochę wody w Wiśle – tej „złej” górskiej rzece – upłynęło zanim oswoiliśmy się z odejściem Fokusa na wieczną służbę .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Tazoczku , Fokusiu  ….. zostały po Was wspomnienia . Zostały zdjęcia . Zostały po Was blaszane „guziki” bo podobno „guziki nie płoną” . Został po Was żal , ale wiem dalej jesteście z nami . Wiem , że patrzycie na nas zza tęczowego mostu . Przyjdziemy do Was … ale jeszcze nie teraz . Mamy tu jeszcze „Coś” do zrobienia . Tu na ziemi . 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Tazok i Fokus zostały po nich wspomnienia i te dwie „blaszki”

Kiedy pochowaliśmy Fokusa pod bzem w ogrodzie , tam gdzie zawsze lubił się wylegiwać , obiecaliśmy sobie , że kiedyś tam w bliżej nieokreślonej przyszłości , znowu zostaniemy dla jakiegoś psiaka – „większymi braćmi” – jego miłością na drugim końcu smyczy . Po pół roku nasze myśli o „psi” jacielu zaczynały być coraz bardziej natrętne , i choć myśleliśmy , że poczekamy na to co los nam przyniesie – postanowiliśmy , że losowi należy troszkę pomóc .  Przesądziliśmy pewnego zimnego , styczniowego dnia , że znów po wariacku „skomplikujemy” sobie życie .

IMGP1159.1
Fokus 2015 Balaton
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Madame & Westie 2014 Dalmacja

Śledziliśmy strony adopcyjne , schroniska , na stronach „Westowych” obserwowaliśmy rozkoszne białe bestie 🙂 . Nie minęło czasu mało wiele a klamka zapadła . Rubin-ek ,  Rubik urodził się w marcu . Ta bliżej niekreślona przyszłość stała się teraźniejszością .

54432817_1107346222785294_4515921510585597952_n
Przy maminym cycusiu fot. Ilona Woźniewska

Dobrą chemię z „rubinkowym” domem dało się wyczuć od pierwszej chwili . Dzięki zdjęciom , byliśmy świadkami „dzień po dniu” …. Narodzin , otwarcia oczu , cmokania maminego mleka , pierwszych kroków i pierwszych upadków 🙂 . Niecierpliwie czekaliśmy aż maluchy dorosną . Od dwóch tygodni pląta się nam pod nogami mały dzikus podobny do „białego chomika” . Zostaliśmy znowu westoświrkami . I wcale nam to nie przeszkadza 🥰🥰🥰

20190512_185926
Pierwszy dzień w domu
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
We własnej osobie 🙂

Będzie się działo jak tylko Rubik dorośnie . Zamieszka na Beskidzkiej Salamandrze , zadomowi się na dobre i pogoni pewnie w następnych felietonach niejednego KOTA 

A Wy dwa dzwońce …. tam za mostem ….. Tazoku  ,  Fokusie obserwujcie swojego młodszego braciszka , miejcie „białe aniołki” Rubisia w swojej opiece . Korygujcie nas i wspierajcie w jego wychowaniu , żeby można było kiedyś tak do niego powiedzieć – jak mówiliśmy zawsze do Was  : Rubinku – jesteś dobrym psem”

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Share ? Podziel się ?

Opisywanie jest jak używanie . Niszczy . Blakną kolory , zacierają się kontrasty , brzegi i ranty tracą ostrość  . W końcu to co opisywane również zaczyna blaknąc i zanikać. Dotyczy to zwłaszcza miejsc . Ogromnych spustoszeń dokonała literatura przewodnikowa. Bedekery zniszczyły i zadeptały piękne ustronia na zawsze , wygumkowały te miejsca z naszej planety . Informatory , wydane w milionach egzemplarzy i setkach języków – osłabiły miejsca, zatarły ich kontury , skradły im to – co było w nich baśniowe , zabrały ich magnetyzm. Kiedy przyroda jest przestraszona, kiedy delikatne środowiska ulegają degradacji – są to oznaki zużycia  ( Olga Tokarczuk – „Bieguni” )

Beskidzka bukowa arkadia

 

Beskidzki źródlany raj

W swojej naiwności sam zająłem się opisywaniem „moich” magicznych miejsc , kiedy potem do nich wracałem usiłując wziąć głęboki oddech , kiedy próbowałem nastawić ucho by usłyszeć ich szemrania , by zachłysnąć się ich intensywnością – przeżywałem zawód. Dlatego trzeba bardzo uważać . Najlepiej nie używać nazwy , trzeba kluczyć i kręcić , by nie kusić do nieodpowiedzialnych pielgrzymek .

Beskidzki koziołek

Naturę i piękne miejsca wiele osób zaczęło postrzegać jako kolejny produkt do skonsumowania . Beskidzkie lasy to jedne z ostatnich naturalnych świątyń natury , dlatego należy je chłonąć w ciszy i skupieniu , tak jak w sanktuarium , z szacunkiem do cudów jakie się tu widzi………… Prawda jest straszna – opisać – to znaczy zniszczyć . Dzisiaj , ukryte zakątki śląskich gór są ósmym cudem świata – jutro , po kolejnym tłumnym „sezonie” … cóż  tam znajdę ??? Rozjechaną pod parking łąkę , martwe polany , kurz i zeschłe ogryzki …..

Beskidzki , borowikowy Rajski Ogród

Mam sobie dużo do zarzucenia . Nikt inny jak tylko człowiek ma wobec przyrody więcej możliwości i mocy niszczycielskiej niż twórczej . Mogę nieświadomie , zachwycony beskidzką naturą – zadeptać te cuda . „Niechcący” .  Dzielić się dobrem – to wielka przyjemność . Tylko muszę to robić rozważnie , odpowiedzialnie i z umiarem .

Beskidzka  księżniczka

 

Beskidzka  kraina „Królowej Śniegu”

Jak w tej mądrej reklamie – wszystko w naszych rękach…

 

Goryczak Purpurowozarodnikowy – „Pan Zamszowy”

….czyli chroniony goryczak z „czerwonej listy”

 

Dzisiaj może będzie trochę nietypowo , ale chcę Wam przestawić myko-przystojniaka , którego spotykamy w Beskidach . Od zawsze znaliśmy go z Panią mego serca – Sznupokiem , zbieraliśmy i nazywaliśmy : „ grzyb ziemny „ . Jego właściwa nazwa to goryczak purpurowozarodnikowy , choć częściej chyba słyszy się nazwę : grzybiec . Rośnie w lasach iglastych i mieszanych, rzadziej w liściastych , w ściółce pod świerkami , często „koleguje” się z jodłą i bukami . Spotkacie go na kwaśnych glebach , szczególnie w rejonach wyżej położonych . Owocniki Pana Zamszowego wyrastają od czerwca do listopada

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Pan Zamszowy – grzybiec purpurowozarodnikowy pod Grabową – w październiku 2018

Jest absolutnie wyjątkowy , wygląda jakby go skrojono z najlepszego gatunku matowego aksamitu , wydaje się jakby był lekko przydymiony lub może lepiej powiedzieć – okopcony dymem , nawet w wilgotne dni trzyma fason zamszowego eleganta . Nos nigdy mu się nie świeci , mimo , że  nie używa pudru. Wizażystka nie miała by z nim zachodu , by przygotować go do występu – przed wejściem na wizję . Mimo , że to borowikowaty pełną gębą , nie sposób go pomylić z żadnym innym , jest ciemnoszary ze szczyptą brązu, czasami niemal czarny , o zapachu wilgotnej ziemi.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
W dolinie Dobki .

Lubi towarzystwo , rzadko spotykamy go rosnącego solo . Mimo , że jest jadalny , a u nas , w śląskich górach stosunkowo częsty , nie zbieramy go by zasycić głód . Wśród borowikowatych wyróżnia się związkiem chemicznym o innym składzie.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Brenna , w lipcu 2017 , w wieczornym słońcu.

Jest gatunkiem zagrożonym , wpisanym w wielu krajach , w tym w Polsce na czerwoną listę , więc i Wy , jeśli go spotkacie dajcie mu rosnąć dalej . Proszę , zastosujcie wtedy foto – grzybobranie , może i Waszym obiektywom uda się go upolować jak wygrzewa się w wieczornym słońcu , jak ten nasz , swego czasu spotkany w Brennej.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Też w lipcu ale 2018 , też w Brennej

Ciemnobrązowy niemal czarny , ciemny trzon  , śnieżnobiały pod cienką skórką i ciemne rurki pod kapeluszem – to również Jego znak rozpoznawczy , lekko sinieje przekrojony. Zanim dowiedzieliśmy o jego obecności na czerwonej liście , zbieraliśmy go jak  podgrzybki , czy zajączki . I jedliśmy . Mea culpa . Z racji miejscowej nazwy „grzyb ziemny” – faktycznie przypomina smakiem , a może bardziej zapachem świeżą „wzruszoną” ziemię . Moim zdaniem nie jest gorzki , niesmaczny ani przykry w smaku . Jest specyficzny i łatwy do rozpoznania „pod językiem” . Traktowanie Go jako niejadalnego lub trującego to brednie . Ale nie zachęcam , ze względu na jego rzadkość występowania do „napychania żołądka” Panem Zamszowym . Niech cieszy Wasze oczy  – życząc wielu wrażeń na grzybobraniu – pozdrawia Was – beskidzkasalamandra

tmavohrib-obycajny-xxx1006
Tmavohrib Obycejny 🙂 – żródło naturfoto cz.

 

 

Beskidy pachnące żywicą

… czyli nasza „mała Kanada”

Tak , to niemal pewne . Mamy National Geographic i Animal Planet za darmo , bez umowy i abonamentu . Wystarczy wyjść z domu na krótką wycieczkę , na spacer po dolinie , na dłuższą wyprawę w góry . Nieważne czy wczesnym porankiem , czy jak dzisiaj późnym popołudniem – tak by doczekać w górach zmierzchu. Sam czasami nie mogę uwierzyć w te dźwięki , zapachy i obrazy których doświadczamy w „naszych górach” . Łapię wszystkimi zmysłami wrażenia , z których każde jest niepowtarzalne . Przyjemny dotyk natury zawsze wciągnie tak , że zatracenie się w górach jest nieuchronne . Dlaczego ? Sami zobaczcie co takiego jest w naszych górach . Oto moje przepiękne okolice , „nasza” dzika beskidzka „Kanada pachnąca żywicą „

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Dzisiaj , przed zmierzchem w dolinie Wilczego Potoku 20 maja 2018

Niemal wszystko co dzisiaj zobaczycie sprokurował tylko ostatni weekend , od piątku wieczora do niedzieli , kapryśna beskidzka pogoda , i nasze pięć spacerów po dolinach i górach Brennej . Kumulacja wrażeń ? Górska przyroda w pigułce ? Pewnie też trochę przypadku i łut szczęścia .

O5192605.ORF
See You 🙂   –  Pod górą Łazek 19 maja 2018

Byliśmy obserwowani bacznie od wczoraj przez salamandry . Przyglądały się nam po ostatnich deszczach z każdej niemal norki , wyglądały z każdej dziupli i spod każdego prawie kamienia , ich jaskrawe ciała przyciągały wzrok i malowały uśmiechy na twarzy . Jakże miałoby być inaczej , skoro to stronka beskidzkiejsalamandry ? 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Tazoku , nie teraz, mam sjestę 20 maja 2018

Co takiego jest w naszym górskim lesie, że przyciąga nas do siebie jak potężny magnes , że nie możemy się nań napatrzeć , że ciągle tęsknimy za jego szeptami i zapachem ? Że nie ma dla nas znaczenia pogoda, temperatura , pora roku czy nastrój. Znamy ten las jak własną kieszeń , znamy każdą ukrytą ścieżkę, w którą nikt normalny nie odważyłby się zapuścić , każdy krystaliczny strumień i wszystkie drobne , kolorowe kamyki na jego dnie , wiemy, pod którym głazem w potoku mieszkają pstrągi , a w której zatoczce, jesienią kłębią się różnobarwne liście .

Tym „czymś ” jest nieobliczalna i nieprzewidywalna Matka Natura . Spotkanie myszołowa – to nie zdarza się co dzień .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Chyba myszołów , tak na 99,99% 🙂

No bo jak inaczej , jak tylko nieobliczalnością wytłumaczyć , że znienacka wyszła wprost na mnie sarenka . Prawdopodobnie młoda i brzemienna . Właśnie w trakcie zrzucania zimowej sukni na korzyść zwiewnej , letniej szaty ( dzięki Grażko za wsparcie w tej materii ) . Była tak blisko , że nawet krótki obiektyw 40mm wystarczył by ją uwiecznić . 

O5182527.ORF.jpg

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Oba zdjęcia – późnym popołudniem w żarnowieckiej dolinie 18 maja 2018

Wiem , że z tym NatGeo Wild to trochę siermiężne porównanie  , tym niemniej mamy to wszystko na wyciągnięcie ręki , a nie gdzieś tam het , het na krańcu świata , na antypodach. Wróćmy znowu do Wilczego Potoku  – chyba najpiękniejszej breńskiej doliny . Tu oprócz widoków zachwycającego strumienia nastąpił chrzest Pani mojego serca – w roli fotografa.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Wilczy Potok wieczorem 20 maja 2018

Paparazzi w spódnicy poradziła sobie ze skomplikowanym urządzeniem jakim jest aparat fotograficzny . Jej pęd do szybkiego zaliczenia kursu fotografowania przybrał na sile , kiedy zasugerowałem , żeby traszka górska spacerowała po jej dłoni , a ja zrobię zdjęcia . Błyskawicznie opanowała tajniki migawki , przysłony i czasu naświetlania 🙂 . Tryb auto w takich przypadkach bardzo się przydaję 🙂  Wyszło jak na pierwszy raz genialnie . Oto efekty poniżej a na nich ona – traszka , a właściwie on czyli Pan Traszek Górski na mojej dłoni.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Traszka górska – pan Traszek w szacie godowej 20 maja 2018    fot: Marzena Józefowicz

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Spacerkiem po tazokowym nadgarstku 20 maja 2018   fot: Marzena Józefowicz

Pamiętam jak stanąłem kiedyś , późną jesienią , u progu zimy w mgliste , wilgotne , melancholijne przedpołudnie , na polanie do której można dotrzeć tylko „na azymut / na przełaj” , poza wszelkimi normami , na polanie , której nikt z Was nie znajdzie , a ja też nie przyłożę ręki by stała się znaną celebrytką . Tylko tutaj , poza ciepłym domem , czuję się bezpiecznie , jak u siebie , czy to metafizyka ? magia ? spełnienie ? duchowość ? na pewno mistyka – to wszystko w pewnej chwili spotkało się w tym jednym miejscu i otuliło mnie tak przyjemnie , blisko i szczelnie , że mimo chłodu , trwałem tam oczarowany baśniowym , zjawiskowym – naszym lasem. Włożyłem ręce do kieszeni , wpatrywałem się w mgłę , wsłuchiwałem w ciszę , chłonąłem aromat żywicy , mokrych liści i zapach położonych traw na polanie. Czułem się jak Faust, mający oddać duszę diabłu kiedy smakując pełnie szczęścia wypowiadał słowa – a ja powtarzałem za nim – „chwilo trwaj – jesteś piękna „ . Las ogrzewał mnie swoim niewidzialnym , abstrakcyjnym żarem , rozmawialiśmy – milcząc przez ponad dwie godziny .

77074
Brenna 6 listopada 2016

Już od dawna wiem i czuję , że Beskidy rzuciły na nas swój urok . Zaraziły miłością do siebie, miłością odwzajemnioną i zniewalającą , jakby wywołaną przez magiczny eliksir. Miłością dojrzałą , takim uczuciem ,  w którym im więcej dajesz , tym więcej masz do zaofiarowania. Czas uczy nas widzieć sercem i doceniać autentyczność . Nasze doświadczenia prowadzą nas do dojrzałej miłości ….. Kochać , jak to łatwo powiedzieć ….. Życzę Wam spotkania takiej miłości na Waszej drodze , najlepiej z ukochaną osobą u boku . 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Jak tak dalej pójdzie , to Tazok gotów się ze mną ożenić 🙂 19 maja 2018 pod górą Łazek 

 

 

Urszula Modrzyńska – Moja ciocia – Urszula

Jak miałem siedem / osiem lat potajemnie „podkochiwałem” się w Niej . W najpiękniejszej cioci pod słońcem . Była jak Audrey Hepburn , albo Brigitte Bardot w siermiężnym P R L – u , pamiętam letni spacer po parku w Katowicach , mój Tata , Ona , i ja mały szczeniak na rowerku „bambino”.  Spacer z gwiazdą , z Jagienką z „Krzyżaków” , spojrzenia ludzi pełne zachwytu nad jej urodą , i czarodziejskim uśmiechem .  Wiecie jakie to było przeżycie dla pętaka w krótkich spodenkach ??? . Dzisiaj skończyłaby 90 lat. Oto ona : Urszula Modrzyńska . Moja ciocia i jej promienna , ponadczasowa uroda.  Ikona piękna lat 50-tych i 60tych .

Krzyzacy 1-F-2484-631
Krzyżacy 1960r.  reż. Aleksander Ford

Pamiętacie scenę z Krzyżaków i polowanie na niedźwiedzia a potem na bobry ? Kolorowy film , taśma Eastman Kodak . To klasyka polskiego kina.

Krzyzacy 1-F-2484-834
Krzyżacy 1960r.  reż. Aleksander Ford

Poniżej przedruk z artykułu Soni Miniewicz – Współpracownik OnetFilmu p.t. „Pożegnanie z Jagienką ”

Deszczowy lipiec 1-F-1903-146
Deszczowy Lipiec reż Leonard Buczkowski 

Na scenę trafiła przypadkiem, jednak granie tak ją zafascynowało, że nie wyobrażała już sobie innej ścieżki kariery. Rola w „Krzyżakach” wydawała się jej początkowo prawdziwym darem od losu i przepustką do wielkiego świata – w rzeczywistości Modrzyńska została zaszufladkowana i przez lata próbowała zerwać z wizerunkiem Jagienki. Bezskutecznie.

  • 90 lat temu, 23 lutego 1928 roku, urodziła się Urszula Modrzyńska, która największą popularność zdobyła dzięki roli Jagienki w „Krzyżakach”
  • Na scenę trafiła przez przypadek, zastępując jedną z nieobecnych aktorek – spisała się jednak tak dobrze, że wkrótce zaczęła otrzymywać kolejne propozycje
  • „Krzyżacy” Aleksandra Forda mieli stać się jej przepustką do wielkiej kariery, tymczasem niedługo po premierze Modrzyńska została zaszufladkowana i coraz rzadziej pojawiała się na ekranie
  • Od tamtej pory skupiła się na teatrze – występowała na scenie, dopóki pozwalał jej na to stale pogarszający się stan zdrowia
  • Odeszła, przegrywając walkę z ciężką chorobą, 11 grudnia 2010 roku

 

FUAktkpTURBXy81MmM2N2Q1NjQ0OTE3MGE2NTQ0ZTc5YzBlNWI0ZDFlMC5qcGeSlQLNA8AAwsOVAgDNA8DCww
Krzyżacy  1960r.  reż. Aleksander Ford

Przez jakiś czas stała w cieniu starszej siostry, Heleny Makowskiej-Fijewskiej, która pod koniec lat trzydziestych, po wygranym konkursie piękności organizowanym przez „Tygodnik Filmowy”, zadebiutowała na ekranie, a później trafiła na scenę warszawskiego Teatru Nowego. Modrzyńska, zachęcona jej sukcesem, sama zapragnęła zostać aktorką – i wkrótce, zupełnie niespodziewanie, otrzymała swoją szansę.

Pierwsze kroki

Był rok 1949, w jednym z toruńskich teatrów wystawiano właśnie „Okno w lesie” w reżyserii Gustawy Błońskiej – gdy okazało się, że artystka wcielająca się w Walę nie może wystąpić. Szybko zaczęto szukać zastępstwa, a wtedy mąż Heleny, Tadeusz Fijewski, zaproponował, by rolę powierzono siostrze jego żony, dwudziestoletniej Urszuli. Niespodziewanie wybór zupełnie niedoświadczonej Urszuli Modrzyńskiej okazał się strzałem w dziesiątkę; dziewczyna wypadła na scenie tak naturalnie, że zdobyła uznanie publiczności, otrzymała nagrodę na festiwalu sztuk radzieckich i dostała kolejny angaż. Podczas prób do spektaklu „Mieszczanie” w poznańskim Teatrze Dramatycznym poznała Zbigniewa Józefowicza (aktora, późniejszego wykładowcę i dziekana na Wydziale Aktorskim łódzkiej filmówki), który wkrótce został jej mężem. W 1954 roku zdała eksternistycznie egzamin w szkole teatralnej i trafiła na ekran, występując u boku Tadeusza Łomnickiego i Tadeusza Janczara w „Pokoleniu”, debiucie reżyserskim Andrzeja Wajdy. Potem były między innymi „Wraki”, „Spotkania, „Deszczowy lipiec” – i wreszcie „Krzyżacy”.

Deszczowy lipiec 1-F-1903-102
Deszczowy Lipiec reż Leonard Buczkowski 

Już sama informacja o przeniesieniu na wielki ekran powieści Henryka Sienkiewicza wzbudziła wśród publiczności ogromne emocje. „Mieliśmy świadomość, że nigdy jeszcze nie robiono w Polsce takiej produkcji”, mówił po latach aktor Ryszard Ronczewski. Za kamerą stanął Aleksander Ford (reżyser próbował odzyskać dawną pozycję po tym, jak podpadł Władysławowi Gomułce swoim „Ósmym dniem tygodnia”), ku wielkiej wściekłości Andrzeja Wajdy, który już od jakiegoś czasu zabiegał o pozwolenie na realizację „Krzyżaków”. Pokaz premierowy – 15 lipca 1960 roku, w 550. rocznicę bitwy pod Grunwaldem – był jednym z najważniejszych wydarzeń kulturalnych tego okresu, na kolejne seanse bilety wyprzedawały się błyskawicznie. I choć nie wszyscy krytycy podzielali ten entuzjazm (Zygmunt Kałużyński, prywatnie nieznoszący Forda, który odbił mu żonę, nazwał ten film złośliwie „lekarstwem narodowym we wszystkich kolorach”, a Wajda utrzymywał, że Ford zaprzepaścił wszystko to, co udało się przez te wszystkie lata osiągnąć polskiej szkole filmowej), dziś Krzyżacy uchodzą za jedną z naszych sztandarowych produkcji, a Martin Scorsese uznał ich za arcydzieło polskiej kinematografii.

Dzis w nocy umrze miasto 1-F-248-527
„Dziś w nocy umrze miasto” reż Jan Rybkowski

Życie po Krzyżakach

Fordowi udało się skompletować doborową obsadę, choć jego wybory początkowo budziły niemałe kontrowersje. Szeptano, że rolę Zbyszka miał już w kieszeni ówczesny amant Bogusz Bilewski – tymczasem angaż powędrował do zupełnie nieznanego Mieczysława Kalenika. Danusią została Grażyna Staniszewska, którą Ford zachwycił się po obejrzeniu „Zamachu” Jerzego Passendorfera, zaś nastoletnią Jagienką – ponad trzydziestoletnia Modrzyńska. Kalenik, który od dawna przyjaźnił się z Józefowiczem, a jego żonę darzył ogromną sympatią, wspominał, że praca na planie przebiegała w świetnej atmosferze, zaś Modrzyńska była prawdziwym wulkanem energii.

„Rzucała pomysłami i prawie wszystkie z nich były akceptowane przez Forda i Jahodę. Jako duet aktorów świetnie się rozumieliśmy – opowiadał w »Dzienniku Łódzkim«. – Była bardzo przyjacielska. Nie skarżyła się, nie kłóciła się o nic, ale potrafiła powiedzieć od czasu do czasu prawdę w oczy. Całkiem bez zawiści. To bardzo wartościowa cecha, takich ludzi jest coraz mniej”. Pochwał nie szczędziła jej również Krystyna Bobrowska, kierowniczka literacka Teatru Nowego: „Wspaniały głos, niebywały wdzięk i urok, zdecydowany charakter. Jednocześnie promieniejąca radością i niepragnąca skupiać na sobie niczyjej uwagi”.

Nikodem Dyzma 1-F-2722-155
Nikodem Dyzma 1956 r. reż. Jan Rybkowski

Gdy film wszedł na ekrany, Modrzyńska stała się prawdziwą gwiazdą – fani zasypywali ją listami pełnymi wyrazów uznania, wygrała konkurs na najpopularniejszą aktorkę organizowany przez „Kurier Polski”, a reżyserzy zabiegali, by zgodziła się wystąpić w ich filmie. Ta dobra passa nie trwała jednak długo. „Wydawało się po premierze »Krzyżaków«, że świat legł u naszych stóp. Lecz, jak to się często zdarza w aktorskim życiu, olbrzymia popularność obróciła się przeciw nam”, komentował we „Wspomnieniu do albumu” filmowy „Zbyszko z Bogdańca ” – Mieczysław Kalenik.

Nikodem Dyzma 1-F-2722-265
Nikodem Dyzma 1956 r. reż. Jan Rybkowski

Modrzyńska i owszem, pojawiała się na ekranie, lecz mało który reżyser pozwalał jej rozwinąć skrzydła. Z pomocą przyszedł Feliks Żukowski, proponując angaż w łódzkim Teatrze im. Jaracza, a później Kazimierz Dejmek, który obsadził ją jako Irinę w „Trzech siostrach” na podstawie sztuki Antoniego Czechowa. I właśnie wtedy aktorka zaczęła mocno podupadać na zdrowiu. „Już podczas pracy nad »Trzema siostrami« pojawiły się pierwsze oznaki choroby. Trzy miesiące trwało leczenie. Dejmek na tyle ją cenił, że przesunął na kolejny sezon premierę spektaklu – mówił w »Dzienniku Łódzkim« Zbigniew Józefowicz. – Niestety, w tym czasie odwrócił się od niej film”.

Ostatni strzal 1-F-3184-204
„Ostatni strzał 1958r.  reż Jan Rybkowski

Modrzyńska skupiła się więc niemal całkowicie na teatrze; od czasu do czasu występowała w spektaklach telewizyjnych i radiowych, grywała też w filmach, choć przyznawała, że pobyt na planie nie daje jej już takiej satysfakcji jak przed laty. „Kiedyś grało się zupełnie inaczej. Ekipa filmowa tworzyła jedną wielką rodzinę. Żyliśmy problemami kolegów, rozumieliśmy się. Czuło się atmosferę twórczą. Film był świętością”, opowiadała w książce „Cześć, starenia!”.

Pech [nieukonczony] 1-F-2534-147
„Pech” – nieukończony film z 1954r.  reż. Zbigniew Kuźmiński

Była zrozpaczona, kiedy w połowie lat osiemdziesiątych z powodu stale pogarszającego się stanu zdrowia musiała wycofać się z zawodu. Odeszła 11 grudnia 2010 roku.

Pokolenie 1-F-353-318
„Pokolenie” 1954r.  reż. Andrzej Wajda

Wraki 1-F-2110-40
„Wraki” , z mężem , moim wujkiem , Zbigniewem Józefowiczem 1956  reż Ewa i Czesław Petelscy

Wraki 1-F-2110-604
„Wraki”  1956r.   reż Ewa i Czesław Petelscy

Wraki 1-F-2110-609
Moja rodzona ciocia – Urszula Modrzyńska

Najpiękniejsza ciocia pod słońcem . Przypominam Wam Ją , Jej urodę , Jej czar , i Jej klasę . I PRL , na którym wiesza się tyle „psów” . 

Wszystkie fotogramy pochodzą z archiwum filmoteki narodowej

 

http://fototeka.fn.org.pl